Za kulisami

Tomasz Miłkowski pisze o „Garderobianym” w reżyserii Adama Sajnuka w Teatrze Narodowym:

Podobno już takich garderób nie ma. Podobno już nie przestrzega się hierarchii zawodowej, a relacje mistrz-uczeń należą do przeszłości. Podobno… Takie sugestie płyną z towarzyszącego premierze „Garderobianego” programu teatralnego. Ale czy tak jest na pewno? Nawet jeśli to i owo się zmieniło, istota udręki i chwały aktorskiej, wampirycznego charakteru tego zawodu, który żywi się aktorami (ale też ich żywi) została przez Ronalda Harwooda oddana z niebywałą przenikliwością. Stąd powodzenie tego dramatu, który wciąż wywołuje żywe zainteresowanie, tak jak ciekawość widzów budzi wszystko to, co dzieje się za kulisami teatru, czego z widowni nie sposób zobaczyć.

Osią dramatu jest związek Mistrza i Garderobianego, pana i sługi, władcy i poddanego, w którym niekoniecznie Mistrz okazuje się sternikiem, choć to do niego należy ostatnie słowo. Kiedy umiera, wali się cały świat objazdowego teatru, przy okazji druzgocąc swego sługę-opiekuna. Przez nieuwagę? Egoizm? Wyniosłość? Kto to wie. I właśnie dlatego, że pozostaje na końcu tajemnica ta opowieść pociąga. Tym razem sprawiła, że aktorzy tak świetni, jak Jan Englert (Sir) i Janusz Gajos (Garderobiany), ulegli pokusie zmierzenia się z mrocznym światem garderoby. Obaj stworzyli role wybitne, ale ich gra nie jest przecież popisem, ale zniuansowaną partyturą znaków, nastrojów, emocji, jakie przez lata wspólnej pracy wytworzył w nich teatr. Ten z dramatu i ten z doświadczenia artystów, bo siłą rzeczy w utwór Harwooda wpisuje się doświadczenie aktorów. Sir, który sposobi się do swego ostatniego występu w szekspirowskim „Learze”, jest jednocześnie Janem Englertem, który grał Leara w pamiętnym spektaklu Teatru Narodowego w reżyserii Macieja Prusa. Kiedy go grał, wydawał się trochę za młody, dzisiaj monolog Leara w jego wykonaniu pogłębił się, nabrał wewnętrznej mocy, tchnął wielkością. Garderobiany otaczający Sira czułą opieką i… nadzorem jest przecież Januszem Gajosem, który w ostatnich latach wiele razy odsłaniał na scenie udrękę życia (by przypomnieć tytuł sztuki Levina, w którym ukazuje dramat odchodzenia). Tak, bez wątpienia doświadczenia wielkie kreacje obu aktorów w jakiś sposób dochodzą tu do głosu, co nie oznacza, że stworzone przez nich postacie są jakimiś fantomami, Przeciwnie. To pełnokrwiste postacie, silne osobowości, których walka i wzajemne uzależnienie decyduje o istnieniu teatru – dosłownie i metaforycznie.

Reżyser Adam Sajnuk poszedł za tekstem – na małej scenie przy Wierzbowej wystawił garderobę z poszarpanymi od wybuchów ścianami, z popękanymi w czasie nalotów lustrami, w ten sposób budując tło teatralnych zmagań, toczących się przecież podczas wojny. Teatr trwa i musi trwać mimo niszczycielskiej siły wojny, o tym także opowiada Harwood. W objazdowym teatrzyku Sira poczucie misji nie opuszcza aktorów do ostatniego tchnienia.

Tomasz Miłkowski

GARDEROBIANY Ronalda Harwooda, tłum. Michał Ronikier, reż. Adam Sajnuk, scenografia Katarzyna Adamczyk, muz. Michał Lamża, Teatr Narodowy, scena przy Wierzbowej, premiera 10 grudnia 2016

[recenzja publikowana w tygodniku”Przegląd”, 3 kwietnia 2017]

Leave a Reply