Samozniszczenie

„Ten drugi dom”, dramat amerykańskiego twórcy Sharra White`a, zbudowany jest wedle zaleceń Alfreda Hitchcocka – opowieść zaczyna się od trzęsienia ziemi, a następnie napięcie stopniowo wzrasta. Co prawda rada mistrza kina tyczyła filmu, ale może być też przepisem na dobre dzieło sceniczne.

Oczywiście trochę żartujemy, lecz nie zmienia to faktu, że sztuka White`a tak właśnie jest skonstruowana. Amerykański portal kategoryzuje ją jako thriller. Thriller psychologiczny, uściślijmy.

„Ten drugi dom” przedstawia studium zapaści psychicznej, spowodowane nieumiejętnością poradzenia sobie z silnym emocjonalnym przeżyciem. Z wyparciem go. Z zaprzeczaniem wydarzeniom, które zostały sprowokowane – a świadomość tego – choć spychana w najdalsze zakamarki mózgu – jest jak bomba zegarowa, wciąż daje o sobie znać, aż pewnego dnia wybucha.

To zdarzyło się Julianie Smithon, atrakcyjnej 50-latce, o wysokiej błyskotliwej inteligencji, wybitnemu naukowcowi, która swoją wiedzę i nieprzeciętne umiejętności poświęciła współpracy z firmą farmaceutyczną. Na jednym z sympozjów, na które została zaproszona jako prelegentka, przerywa wykład. Zawodzi ją pamięć. Nie wie, co dalej, nie wie, o czym ma mówić…

Początkowa diagnoza brzmi – rak mózgu. Juliana przyjmuje ją nadzwyczaj spokojnie. Tak, w jej rodzinie były takie przypadki, to naturalne. Rozmawia o swojej chorobie z Ianem, mężem, a zarazem profesorem onkologiem, rzeczowo, jak fachowiec z fachowcem. Jednak coraz bardziej szczegółowe badania, coraz intensywniejsze rozmowy ze specjalistami działają jak psychodrama. Odzierają Julianę z psychicznego pancerza, który tak szczelnie przez lata budowała w sobie, w swoim mózgu, w swojej jaźni i doprowadzają do katastrofy.

Dramat White`a opowiada historię Juliany w sposób symultaniczny. Jest przeszły czas wydarzeń, o których opowiada główna bohaterka narrator i czas teraźniejszy, o który potrąca jej historia i ku któremu ostatecznie zmierza. To ciekawy zabieg, wymagający od aktorów wielkiej uwagi, skupienia, by nie poplątać nitek historii Juliany, nie zatrzeć granic czasowych, bo wówczas największym stratnym będzie widz, nie zrozumie tej opowieści.

W stołecznym Teatrze Dramatycznym na scenie im. Haliny Mikołajskiej inscenizację dramatu „Ten drugi dom” wyreżyserowała Agnieszka Lipiec-Wróblewska. Prowadzi widzów przez meandry historii głównej bohaterki i jej zapętleń psychicznych uważnie, stanowczo i konsekwentnie. Pierwsza część spektaklu, w której Juliana panuje jeszcze nad sytuacją, utrzymana jest w tonie lekkiej, acz wyrafinowanej zabawy intelektualnej. Postaci lekarzy, bliskich są od głównej bohaterki oddalone, są przecież tylko postaciami z jej opowieści. W drugiej części, gdy ujawnia się coraz więcej tragicznych faktów z życia Smithon, gdy przestaje być panią sytuacji, a napięcie między nią a pozostałymi postaciami rośnie, zbliżają się, wydają się ją osaczać. Napięcie emocjonalne bohaterki dodatkowo podkreślają rytmy kroków, muzyka, filmowe skrawki ludzkich sylwetek i twarzy rzucane na ściany dekoracji, coraz agresywniejsze, niosące coraz większe napięcie.

W warszawskim spektaklu Juliana znalazła wykonawczynię w Agnieszce Wosińskiej. Aktorka dała jej atrakcyjną urodę w pełnym rozkwicie kobiecości i wdzięk, ale bez minoderyjnej kokieterii, jak na kobietę racjonalną, obdarzoną błyskotliwą inteligencją przystało. Juliana uważa, że jej największą siłą i atrakcją jest jej intelekt. Daje jej władzę nad otoczeniem. Dzięki niemu panuje. Toczy intelektualne gry z innymi. Z czasem, gdy pewność siebie pani Smithon zaczyna pękać, okazuje się, że błyskotliwością, celnością riposty osłaniała się przed światem. Uciekała w racjonalność, by stłumić emocje, zakłamać bolesne wydarzenia z przeszłości. Codziennie dokonywała aktu samozniszczenia…

Wosińska uchwyciła w swojej bohaterce ową dwoistość – opowiada historię, która jej się przytrafiła, precyzyjnie, rzeczywiście jak w thrillerze psychologicznym, plącząc wątki i tropy, by zaskoczyć nieoczekiwaną pointą, a równocześnie jest widzem oglądającym tę historię. Tworzy ciekawą grę między Julianą a otaczającymi ją ludźmi i między nią a publicznością po drugiej stronie rampy. W tej intelektualnej zabawie jest siła i precyzja bardzo dobrego, świadomego aktorstwa Agnieszki Wosińskiej.

Niełatwe zadania mają Agnieszka Wątróbska i Tomasz Borkowski. Oboje grają po kilka postaci, co niektórym widzom może sprawić pewien kłopot w rozeznaniu ich wątków. Niekoniecznie, jeśli zrozumieją, że ci bohaterowie to wspomnienie. Są postaciami z opowieści Juliany, są znakami z jej pamięci, pamięci zaburzonej. W dodatku aktorzy niuansują postaci, które grają. Zaznaczają ich charakterystyczność, odrębność – pielęgniarki, lekarza, córki, byłego współpracownika, terapeuty. Ta wielość postaci, grana przez tych samych aktorów w zderzeniu z historią Juliany, wzmacnia puentę opowieści, podkreśla jej sensacyjność, tragizm.

Sławomir Grzymkowski zaś jako Ian, mąż Juliany, wydobył z tej postaci empatię, spokój, cierpliwe bycie i miłość z jaką stara się chronić Julianę przed nią samą. Jest postacią szlachetną, ale nie jest nudą.

Tytułowy drugi dom jest nie tylko wspólnym domem, który posiadają Juliana i Ian. To także dom, jaki zbudowała w sobie główna bohaterka. Stał się dla niej nadzieją, ucieczką i samooszustwem.

Grażyna Korzeniowska

Sharr White

Ten drugi dom

przekł. Małgorzata Semil

reż. Agnieszka Lipiec-Wróblewska

obsada:

Agnieszka Wosińska – Juliana
Sławomir Grzymkowski – Ian

Agnieszka Wątróbska – Kobieta

Tomasz Borkowski (gościnnie) – Mężczyzna

prem. 3 marca 2017

Leave a Reply