Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Na przykład na Krymie

Oczywiście, że to dzieje się w Rosji i Rosji dotyczy, narzuca się samo: pierwsza część w stylu Czechowa (trzy siostry na dworcu kolei żelaznej, Raniewska sprzedaje wiśniowy sad itp.), druga między Bułhakowem a Majakowskim, trzecia gazetowa, między Putinem a Warszawą…

A jednak w „Miłości na Krymie”  są i inne możliwości – bierze pokusa, aby czytać ten dramat jako opowieść o człowieku w pułapce historii, zmagającego się z okolicznościami zewnętrznymi, trochę daremnie, trochę bezwiednie, ale jednak koniecznie, jeśli chce zachować tożsamość. Ten wielki temat – człowiek i historia – został wpisany w ostatnie stulecie za wschodnią granicą, ale może dlatego, że łatwiej nam rozmawiać o Rosji niż o sobie, choć historia i ichnia, i nasza zawiła, meandryczna i licho wie jaka. Mrożek okazał się głębszym historiozofem niż podejrzewano, kiedy za „Miłość na Krymie” zbierał cięgi, że taki powierzchowny, taki bez wyczucia i urazowy. A tymczasem minęło lat kilkanaście i „Miłość na Krymie” nie tylko zachowała świeżość, ale do tego dowiodła swej proroczej siły – oto wielka przemiana postkomunistyczna nie doprowadziła do szczęśliwości ogólnej tylko do eksodusu, poczucia przegranej i zwycięstwa sił niecnych (mafia i okolice). To oczywiście wyostrzona diagnoza, ale hasło, że nie „o takie Polskie walczyliśmy” gdzieś dźwięczy u spodu i ciągnie człowieka do tajgi. I do Anglii może bardziej niż Ameryki, gdzie bohaterowie dramatu jadą z ochotą i nadzieją, aby kontynuować karierę jako ozdoby burdeli dosłownych i intelektualnych. Jarocki wyostrzył Mrożka, dodał to i owo (np. sporo Lenina, ale i kpiarską scenę o filozofii tzw. nowego wieku w brawurowym wykonaniu Anny Seniuk i Janusza Gajosa), trochę też łagodnie pożartował z autora (cytat z Mrożkowego „przepisu”na wystawianie „Miłości na Krymie” został potraktowany jak niewydarzony świstek). Gorzkie to przedstawienie, ale potrzebne, bo skłania do namysłu, gdzie właściwie jesteśmy, co się dzieje wokół i kim staliśmy się po trąbie powietrznej rewolucji-kontrrewolucji. A tak naprawdę  pozbawia inteligenta alibi – to on poszczególny, nie jakiś mniej lub bardziej wyobrażony ogół, odpowiada za świat. Taki sens ma ostatni monolog Zachedrynskiego (poruszająca rola Jana Frycza), poety, lunatyka historii, który chciał tylko kochać, a wylądował na śmietniku historii.

Jak zwykle u mistrza Jarockiego cała machina teatralna działa z precyzją. Wielka przestrzeń sceny powiększonej o kilka rzędów widowni daje poczucie bezmiaru, w którym człowiek jak drobina miota się w pułapce, aby znaleźć swoją drogę. Mistrzowskie prowadzenie aktorów (kolejna warta odnotowania rola Małgorzaty Kożuchowskiej, mistrzowska kreacja Mariusza Bonaszewskiego w roli Wolfa, zakochanego bez pamięci inżyniera kolei żelaznej i Jolanty Fraszyńskiej, jego żony, błyskotliwy debiut Pawła Paprockiego, porucznika w stylu Lermontowa, doprawdy, trzeba by przytoczyć całą obsadę!) , klimat miejsca wspomagany pieśnią, szumem fal i nastrojowym światłem – wszystko to daje w rezultacie spektakl magiczny, a zarazem krystaliczne jasny. Patrzcie młodzi, jak to się robi.

 

Tomasz Miłkowski

 

Sławomir Mrożek „Miłość na Krymie”, reżyseria i adaptacja Jerzy Jarocki, scenografia Jerzy Juk Kowarski, muzyka Stanisław Radwan, ruch sceniczny Tomasz Tworkowski, premiera 17 stycznia 2007, Teatr Narodowy

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.