„CZAS PRZYPOMNIEĆ OJCÓW DZIEJE”

Bożena Frankowska o DZIADACH w Teatrze Narodowym w reżyserii Eimuntasa Nekrosiusa:

1. ODWAGA.

Odwaga nie jest po stronie Pana Eimuntasa Nekrosiusa – reżysera „Dziadów” Adama Mickiewicza w Teatrze Narodowym w Warszawie, znanego w Polsce od trzydziestu lat z przedstawień granych gościnnie w wielu miastach Polski (Bydgoszcz, Katowice, Kraków, Lublin, Łódź, Poznań, Toruń, Warszawa). Ostatecznie zadaniem reżysera jest po prostu reżyserowanie wg uzgodnionych warunków artystycznych.

Odwaga jest po stronie Jana Englerta dyrektora polskiego Teatru Narodowego w Warszawie. Nie często bowiem zdarza się, by na scenach narodowych reżyserowali repertuar narodowy danego kraju reżyserzy cudzoziemcy. W wypadku „Dziadów” Adama Mickiewicza rzecz pewnie w ogóle nie dałaby się wytłumaczyć. Z jednym właśnie wyjątkiem – reżysera z Białorusi, Litwy czy Łotwy, terenów od wieków podlegających wzajemnym wpływom.

Ale problem odwagi – pozostaje. Pan Dyrektor Jan Englert ma jej wiele. Nie raz dawał tego dowody – na scenie teatralnej i telewizyjnej, w pracy pedagogicznej, w publicznych wypowiedziach na temat teatru, w sposobie kierowania Akademią Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza i Teatrem Narodowym. W czasach powszechnej zamiany teatru w widowisko, gdy teatr polski roznieśli na strzępy przeciwnicy sensu i rzemiosła, mieniący się artystami awangardy (chyba multimedialnej!), właśnie niemal jedynie Jan Englert jako reżyser i dyrektor Teatrudawniej (por.) anterprener, organizator pracy artystycznej z... Narodowego oraz Maciej Prus jako reżyser z pełną determinacją bronią w teatrze polskim sensu, rzemiosła, artyzmu. Bronią przed „teatrem bez majtek” wg określenia wybitnego krytyka Józefa Kelery i przed hochsztaplerskimi błyskotkami multimediów… Nic dziwnego, że właśnie o Janie Englercie jeden z krytyków (Jacek Wakar) napisał: „to dziś w polskim teatrze ktoś wyjątkowy.”

Wyjątkową decyzją dyrektora Teatru Narodowego było powierzenie inscenizacji „Dziadów” reżyserowi z Litwy. Wyjątkowym okazał się także – przy wszystkich uwagach czy wręcz zastrzeżeniach – teatralny rezultat przedstawienia. Choć na wstępie trzeba powiedzieć „innych” „Dziadów” Adama Mickiewicza niż te – chwalone czy krytykowane, do których przywykliśmy w polskim teatrze.

2. MISJA I SENS

Ogłaszając w roku 1832 „Dziady” – Część III.” Adam Mickiewicz napisał w „Przedmowie”: „Dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się na wszystkich stronach ziemi naszej i po obcych krajach. (…) Około roku 1822 polityka Imperatora Aleksandra, przeciwna wszelkiej wolności, zaczęła się wyjaśniać, gruntować i pewny brać kierunek. W ten czas podniesiono na cały ród polski prześladowanie powszechne, które coraz stawało się gwałtowniejsze i krwawsze. (…) W ten czas całą przestrzeń ziemi od Prosny aż do Dniepru i od Galicji do Bałtyckiego morza zamknięto i urządzono jako ogromne więzienie”.

„Dziady” Adama Mickiewicza w reżyserii Eimuntasa Nekrosiusa na scenie Teatru Narodowego w Warszawie (premiera 10 marca 2016 roku) ukazują, jak „systematyczny Novossiltzoff wziął naprzód na męki dzieci i młodzież, aby nadzieje przyszłych pokoleń w zarodzie samym wytępić. Założył główną kwaterę w Wilnie, w stolicy naukowej prowincyi litewsko-ruskiej.”

Ale „Część III” „Dziadów” (drezdeńskich, 1832) została w Teatrze Narodowym wystawiona razem z innymi częściami „Dziadów” – „Poema”, czyli „Częścią II” i „Częścią IV” (kowieńsko-wileńskimi, 1823) oraz „Częścią I – Widowisko” („z rękopisów pośmiertnych”, 1860). Te „Części” „Dziadów” ukazują prastare źródła polskiej moralności, uszanowania dla przodków, tradycji, wiary, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, a kształtowanych „w sferze przedchrześcijańskich wierzeń i obrzędów znamiennych dla plemion przedsłowiańskich, słowiańskich i prapolskich, zasiedlających nasze ziemie” (Karolina Targosz Kretowa „Korzenie i kształty teatru”, Kraków 1995 s, 17).

Przedstawienie, trwające cztery godziny, do przerwy wykorzystuje właśnie te obrzędowe „Części” „Dziadów” („Dziady – Część I”, „Dziady – Upiór”, „Dziady – Część II”) i udramatyzowaną liryczną opowieść o życiu o boleściach duszy Gustawa z „Dziadów – Części IV” (gra go Pan Grzegorz Małecki), dawnego ucznia Księdza (gra go Pan Piotr Grabowski) i wyznawcę jego szczytnych nauk, potem nieszczęśliwego kochanka, teraz „pustelnika”, „umarłego dla świata”, przypominającego życie swoje, czyli godziny „miłości, rozpaczy” i „przestrogi”. Ale jeszcze nie przemienionego w Konrada – bohatera, mówiącego o swoim posłannictwie: „Ja kocham cały naród! Objąłem w ramiona // Wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia. (…) // Chcę go dźwignąć, uszczęśliwić, // Chcę nim cały świat zadziwić!”. I domagającego się od Pana Boga: „Daj mi rząd dusz!” „Jeśli mi nad duszami równą władzę nadasz, // Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył // I większe niźli Ty zrobiłbym dziwo:// Zanuciłbym pieśń szczęśliwą!”.

Daleka przeszłość, zawarta w poezji Mickiewicza, ożyła w widowiskowych praktykach obrzędowych, w sytuacjach, zdarzeniach, zachowaniu ludu przybyłego na Dziady, znalazła wyraz w słowach i grze aktorskiej Gustawa z „Dziadów – Części IV”.

Po przerwie zagrano, w różnej kolejności i układzie, „Dziadów – Część III.”, która u Mickiewicza jest złożona ze scen dramatycznych zatytułowanych „Litwa” („Prolog” i dziewięć scen „Aktu I”), a więc „Scenę I.” (więzienną), „Scenę II.” – „Improwizacja” (w celi Gustawa-Konrada), „Scenę III.” ( w celi Konrada), „Scenę IV. ” (Widzenie Ewy w domu wiejskim „pode Lwowem”), „Scenę V.” („Cela Księdza Piotra”), Scenę VI. („Widzenie Senatora”), „Scenę VII.” („Salon Warszawski”), „Scenę VIII.” („Pan Senator”, „Bal”), „Scenę IX.” („Noc Dziadów”). Nie wyłączając epickiego „Ustępu” z „Dziadów”- „Części III –ej”.

Sceny więzienne zarysowały tragedię narodu – umęczenie przez wroga jego patriotów oraz przeżycia zrozpaczonych matek i rodzin. Wypowiedzi, zachowanie i odezwania przedstawicieli władzy i jej zauszników – nadzorców, oprawców, urzędników, zdrajców z senatorskich salonów scharakteryzowały Rosjan i Polaków, zaborców i skorumpowanych lojalistów spośród przedstawicieli polskiej inteligencji, zdrajców i buntowników. Ale dziwnym zrządzeniem skojarzeń uzyskały w tej inscenizacji nie tylko wymiar polityczny o zbrodniach zaborcy na narodzie polskim i walce jego przedstawicieli z despotyzmem i o wolność, ale także wymiar moralny, a nawet wymiar metafizyczny w przeciwstawieniach sił dobra i sił zła. A ponadto – co najbardziej zastanawiające – zabrzmiały współcześnie, aktualnie, aluzyjnie.

Myśląc o walorach inscenizacyjnych tych „Dziadów”, trzeba powiedzieć, że takich „Dziadów” w teatrze polskim jeszcze nie było. Wszystkie bowiem, nie wyłączając przedstawienia Adama Hanuszkiewicza, były dostojne – mimo ruchu i zmienności form czy rytmu jakoś statyczne. Respektując kompozycyjną luźność i zasadę fragmentaryzmu w budowie „Dziadów” zawsze dążyły do ukazania zamkniętych obrazów z poszczególnych części czy wyraźnie obrysowanych scen, do jasnego wyodrębnienia osobnych planów i grup działających osób, a więc jakby ukazania struktury zapisanej w tekście Mickiewicza. I zawsze były bardziej skupione na słowie niż na przeżywaniu, grze, geście, ruchu w przestrzeni.

Te „Dziady” zostały zaaranżowane przede wszystkim jako widowisko, w którym w „Części II.” – wedle słów samego Mickiewicza – „obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej”, w „Części IV. ” stały się niemal realistycznym dramatem(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj..., z w „Części III” dramatem już historycznym, niemal kroniką dziejów niejednego pokolenia.

3. RZEMIOSŁO i ARTYZM

Monumentalnie rozpięte zasłony (ukrywające jak w romantycznym teatrze machiny do teatralnych efektów) i „wysokie drzewa”, jakie spotkać można tylko nad Niemnem i Wilią, objęły ramionami skrawek ojczystej ziemi na scenie – jej piaszczysty i twardy grunt, jej wodę, rozpadliny, błota i rośliny – rośliny o pięknie i symbolice nie do zapomnienia. Spogląda na nie w decydujących momentach „Pronaszkowski” posąg Mickiewicza. Cały czas obecne są siły Wszechświata uosobione w aniołach i szatanach w ludzkim ciele, słyszalne w ostrzegawczych sygnałach z Nieba, przywodzących na pamięć słowa Adama Mickiewicza z Reduty Ordona: „Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona zaleją, jak Moskale Redutę Ordona, każąc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute Bóg wysadzi tę ziemię jak on swą redutę.”

Przedstawienie wykorzystało wszystkie „Części” „Dziadów”. Do przerwy „Części” obrzędowe i Część IV. Po przerwie – Część III. „Dziady” pokazane niemal w całości raz po raz przekonują widza, że znając „Dziady” , nie pamięta wielu wierszy, które uskrzydla ta inscenizacja..Takich „Dziadów” w teatrze polskim jeszcze nie było.

W oprawie dźwiękowo – muzycznej Pana Pawła Szymańskiego i dekoracyjnej Mariusa Nekrosiusa (scenografia), Nadeżdy Gultiajevej (kostiumy) i Audriusa Jankauskasa (reżyseria światła) przywołały na scenę jak żywe (wedle określenia Księdza z „Części IV.” „Dziadów”) „te północne schadzki// Po cerkwiach, pustkach lub ziemnych pieczarach, // pełen guślarstwa obrzęd świętokradzki // (…) dziwaczne powieści, zabobonów krocie// O nocnych duchach, upiorach i czarach”. I oczom widzów odsłania się to wszystko, o czym w didaskaliach i tekście głównym „Dziadów” wspominał Mickiewicz: „miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne”, pospólstwo, które uważa, „iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyscowym”, „powracającym z prośbami lub przestrogami”, w których „można dostrzec pewne dążenie moralne i pewne nauki”. A „na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków” jednoczy przybywającą gromadę z żywiołami ziemi – glebą, roślinnością, wodą. I jednoczy gromadę pomiędzy sobą, czego wyrazem są wypowiadane słowa, działania, pląsy, ruch, zachowania, a nade wszystko wzruszająca wspólnota objęć – jakby znak i pospólnego losu żywych i trwałej więzi z umarłymi, których przywoła Guślarz (gra go Pan Marcin Przybylski), a którzy przybędą z prośbami i ważną, często z nauką nie tylko o charakterze moralnym, lecz także społecznym, opowiadając o swym losie na ziemi i mękach pośmiertnych.

Wyrazista ekspresja tych postaci, gestów i ruchu aktorów w tłumie i poszczególnych bohaterów oraz inne efekty dźwiękowe i widowiskowe nie gubią jednak w tym przedstawieniu, nie zacierają słów i poezji Mickiewicza. Przeciwnie – to słowa przyciągają uwagę i uruchamiają wyobraźnię widza. Nie zacierają słów i poezji Mickiewicza, bo od czasu do czasu Inscenizator uspokaja dźwięki, szmery, głosy i muzykę, ruch, światło i cień. Porzuca dziwaczne „sprzęty” – może pamiętające czasy przedhistoryczne, może Mickiewiczowskie, a może współczesne. I w wytworzonym klimacie pozwala w ciszy czy uspokojeniu wysłuchać wypowiedzi aktorów, wczuć się w przeżycia postaci, usłyszeć poezję Mickiewicza.

Bowiem dla przekazania myśli i sensu tego „Poema” –„Dziady” reżyser uruchamia widowiskowość, ale – mając rzetelnie reżyserskie rzemiosło – potrafi przywoływać widowiskowe efekty, nie dla efektu samego lecz dla wyrażenia określonego sensu, a w stosownym momencie umie rozstać się z efektami. Wtedy ogranicza i hamuje (no, może nie do końca!) ich nadmiar, dopuszczając do głosu aktora i słowa poety. Tę dwutorowość czy przemienność reżyser konsekwentnie utrzymuje przez cały ciąg przedstawienia. Choć może w niektórych miejscach przedstawienia przydałaby się korekta nadmiaru efektów – słowem redakcja scenariusza i egzemplarza reżyserskiego, która jest redukcją. I może też redukcją dla blachy i miednicy, których urody scenicznej i znaczenia po prostu nie pojmuję, a przecież w czasach wileńskiego dzieciństwa uczono mnie rozumienia rzeczy i świata oraz odgadywania ich przenośnego czy symbolicznego sensu. Chyba że wspomnę „awangardowe” teatry studenckie z mojej – dalekiej – młodości; ale to nie będzie komplement dla twórcy i twórców przedstawienia… Natomiast prawdą będzie fakt, że na premierze 10 marca 2016 roku sceniczne przełożenie pierwszej części przedstawienia, nastrój i gra zespołu wywołały taką ciszę widowni, że nikt z widzów nie odważył się zakłócić wrażenia oklaskami.

Po przerwie zagrano „Dziadów” –„Część III.”. Jak części wcześniejsze też w sposób widowiskowy. Ale w sposób zdecydowanie realistyczny czy niemal naturalistyczny?. Nie! – chyba trafniejsze jest określenie – w sposób uwspółcześniony. Bo taki charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i... noszą sceny więzienne. Zwłaszcza gdy więźniowie całą grupą zbliżają się do celi Konrada, cokolwiek groźnie i zarazem jakby symbolicznie wskazując na swą liczebność.

Tę realistyczną zwyczajność ma także „Wielka Improwizacja”. Przy pełnym uznaniu dla pracy, talentu, wysiłku i zaangażowania wszystkich wykonawców (25: ośmiu w rolach pierwszoplanowych, siedemnastu w tłumie) to – to przedstawienie „Dziadów” należy przede wszystkim do: stłoczonej w uścisku prasłowiańskiej gromady przybyłej na Dziady, do Konrada w wykonaniu Pana Grzegorza Małeckiego.

Ujmuje już sam sposób ustawienia „Wielkiej Improwizacji” – na pustej scenie obramowanej teatralnymi zasłonami w głębi i zapadłymi w pamięć widza monumentalnymi drzewami wyrosłymi chyba z korzeni poprzedników pamiętających potajemne obrzędy zakazanych Dziadów. Namysł wypowiedzi Konrada, jej prostota, rozważna spokojność i zwyczajność osoby – ubioru, głosu i gestu nie tylko unosi do widowni głębie przeżycia Konrada i sens jego słów, ale potrafi zawładnąć myślą i uczuciem widza, niemal zmuszając go do przyjmowania tej poezji jak rozważań i rozstrzygnięć własnych, przez siebie pomyślanych.

Działania scen na pokojach Senatora (Sen Senatora, Widzenie Senatora, Bal u Senatora) chyba niepotrzebnie zostały przełożone na język nie tańca i rozmów ukazanych przez Mickiewicza, lecz działań i ruchu salonowej gry zręcznościowej – realistycznej, nawet z czytelnym podkładem przenośni czy symbolu, ale zatracającej zawarte w obrazie i słowach „Balu” oskarżenia pod adresem części polskiej elity i zaborców. Toteż większe wrażenie od jakichkolwiek wypowiedzi tej części przedstawienia wywołuje rozpaczliwy atak Rollisonowej (w roli tej obsadzono Panią Kingę Ilgner i Panią Danutę Stenkę) na Senatora (gra go Pan Arkadiusz Janiczek), jego bezsilność i bezradność, a zarazem coś na kształt sygnału od reżysera wskazującego małość duchową zaborców i źródła siły w narodzie – w aktach rozpaczy, w matkach, w rodzinach, co w poezji polskiej, zwłaszcza XX wieku, nie raz pojawiało się i w tragiczny sposób sprawdzało w historii.

Przy całym uznaniu dla reżysera za budowę wielkiej inscenizacji, różnorodności inscenizacyjnych rozwiązań, obejmujących w dodatku szereg planów przedstawienia od scenografii, poprzez efekty wizualne i dźwiękowe do aranżacji widowiskowej – trudno o akceptację całości pełną i bez zastrzeżeń. Inscenizacja ta bowiem jakby zburzyła budowę dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... Mickiewicza (czy może nie oddała w sposób wyrazisty), do której przywykliśmy, a wiele scen nawet bez skreśleń czy skrótów utopiła po prostu w widowiskowości. Uległa temu procederowi kolejność scen, ich wyodrębnienie (zwłaszcza w „Części III”) i struktura (Bal u Senatora). Zagubiły się znane strofy i wypowiedzi. Niektóre nawet – nie wiem, czy z winy teatru, czy z winy widowni – jakby zatraciły właściwy sobie sens i zamiast być poważnym stwierdzeniem (wielokrotnie potwierdzonym przez historię naszego Narodu!) wzbudziły na widowni niewytłumaczalny śmiech, jak strofa zaczynająca się od słów: „Nasz naród jak lawa…” A moment przemiany Gustawa w Konrada został zagrany tak, jakby także Aniołki, a nie tylko widzowie po szkołach, z których bezrozumnie usunięto łacinę, były na zabawowy bakier z tym językiem.

Ale czterogodzinne przedstawienie nie nuży. Trzyma w napięciu. Zaciekawia. Angażuje. do oglądania kolejnych obrazów i scen oraz do słuchania głosu postaci i głównych bohaterów, poezji Mickiewicza. Mimo zgłaszanych pretensji, które mogą być także wynikiem zaskoczenia kształtem inscenizacji „Dziadów”, przywiązaniem do pamiętanych inscenizacji albo po prostu powierzchownego, bo jednorazowego obejrzenia przedstawienia.

Bożena Frankowska

Teatr Narodowy w Warszawie – pod kierownictwem Krzysztofa Torończyka (dyrektor) i Jana Englerta (dyrektor artystyczny):

„Dziady” Adama Mickiewicza.

Reżyseria – Eimuntas Nekrosius.

Opracowanie tekstu – Rolandas Rastauskas.

Muzyka – Paweł Szymański.

Opracowanie plastyczne – Marius Nekrosius (scenografia), Nadezda Gultiajeva (kostiumy).

Reżyseria światła – Audrius Jankauskas.

Premiera – 10 marca 2016 roku (w Sali Bogusławskiego(1757-1829), aktor, reżyser, dramatopisarz, trzykrotny dyre...).

Dodaj komentarz