Opowieść o bezkarności

O spektaklu NIC SIĘ NIE STAŁO w teatrze Ateneum pisze Grażyna Korzeniowska:

Historia opowiadana w dramacie Wacława Holewińskiego „Nic się nie stało” rozgrywa się tu i teraz, w dzisiejszej Polsce po ustrojowej transformacji, w kraju, o którym zadowoleni politycy lubią mówić, że jest państwem prawa!

Max i Magda mieszkają w małym mieście. Są zwykłymi ludźmi. Ona – księgowa, on – mechanik samochodowy, chociaż po studiach politechnicznych ze specjalizacją informatyczną. Zuza, ich córka, ma 11 lat.

Są rozwiedzeni, ale zgodnie i sprawiedliwie dzielą się wychowywaniem i opieką nad dzieckiem. Pewnego dnia dziewczynka zostaje zgwałcona przez osobę zaufania publicznego. Pierwszym podejrzanym, dla prokurator rozpoczynającej śledztwo, staje się ojciec dziecka ze wszystkimi dla niego konsekwencjami, łącznie z aresztem. Podejrzenia padają także na dziadka małej. Matkę dziewczynki, grożąc umieszczeniem córki w rodzinie zastępczej, zmusza się do zmiany miejsca zamieszkania i szkoły dziecka. Prokurator prowadząca śledztwo działała opieszale, bezmyślnie, wbrew procedurom, bez empatii należnej ofierze przestępstwa i jej bliskim. W konsekwencji nieudolności prokurator oboje rodzice tracą pracę i środki utrzymania. Ich psychika zostaje zdewastowana, potrzebują terapii psychologicznej, tak zresztą jak ich córka, przeżywająca głęboką traumę po gwałcie, utracie bezpieczeństwa i zerwania więzów z najbliższymi. Sprawca, mimo iż prokurator odkrywa, kto nim jest, nie ponosi jakiejkolwiek kary. Ojca dziewczynki oczyszcza z zarzutów. Matce i córce prokurator zezwala na powrót do dawnego miejsca zamieszkania. Sprawa jest zamknięta. Nic się nie stało.
Wacław Holewiński, pisarz, publicysta, ale także prawnik, który, co znamienne, w 1995 roku demonstracyjnie porzucił pracę w warszawskiej prokuraturze, w „Nic się nie stało” pokazuje, jak łatwo, nasze „państwo prawa”, ze zwykłego obywatela czyni przestępcę, zupełnie nie martwiąc się o udowodnienie mu winy… Jak łatwo i bezlitośnie go łamie i lekceważy, a gdy okaże się, że popełniło błąd, nie naprawia pomyłki…
Dramat Holewińskiego jest oskarżeniem kondycji moralnej i intelektualnej ludzi mających stać na straży prawa, oskarżeniem ich nieudolności zawodowej, inercji, a co za tym idzie, oskarżeniem polskiej praworządności, polskiego wymiaru sprawiedliwości.

 

Owo oskarżenie, dramaturgicznie autor ubrał w szaty teatru publicystycznego. Trójka bohaterów, każde ze swojego punktu widzenia, opowiada o wydarzeniach, w których uczestniczyło. Nie dialogują ze sobą. Nie ma w tych opowieściach ich komentarza, czy jakiejkolwiek oceny wzajemnego postępowania. Oni zdają sprawę. Ocena należy do odbiorcy.
Barbara Wiśniewska, która wyreżyserowała (prapremierowo) „Nic się nie stało” na Scenie 61 warszawskiego Teatru Ateneum, podążyła tą publicystyczną ścieżką.
Max, Magda i Pani Prokurator opowiadają o tym, co się zdarzyło, zwróceni twarzami do widowni. Ich przekaz jest wyabstrahowany z wszelkiej rodzajowości aktorskiej gry, niemal pozbawiony emocji.

Wzajemne relacje tych trojga, wynikające z rozwoju wydarzeń, spiętrzanie i rozwiązywanie konfliktu, reżyserka podkreśla choreografią, ruchem scenicznym postaci. Rozchodzą się, podchodzą bliżej widzów, usuwają się na bok, stoją samotnie, znów zbliżają się do siebie… Sceniczny ruch jest pozasłownym komentarzem opowiadanej historii.
Opowiadanej interesująco przez młodych aktorów, których Barbara Wiśniewska zaprosiła do swojego spektaklu. Mateusz Banasiuk (Max), Emilia Komarnicka (Magda) i Olga Sarzyńska (Prokurator) umieją skupić uwagę widzów, poruszyć ich uczucia.
Tego dnia wśród publiczności na niewielkiej widowni Sceny 61 było sporo teatralnych „wyjadaczy” nieskłonnych od łatwych wzruszeń. Jednak po zakończeniu spektaklu widzowie dość długo siedzieli w ciszy, bez ruchu, nim nagrodzili aktorów oklaskami, jakby zastanawiali się, czy wypada bić brawo dla opowieści o niesprawiedliwości, o deprawacji organów ścigania? I to chyba była najlepsza i najszybsza recenzja spektaklu „Nic się nie stało”, jej wymowa osiągnęła cel – poruszyła, zbulwersowała, dała do myślenia.

Brawa w podzięce za trud artystyczny w końcu nastąpiły i należały się, i reżyserce Barbarze Wiśniewskiej, i młodym aktorom: Emilii Komarnickiej – cieszy, że dołączyła do zespołu artystów Ateneum – Oldze Sarzyńskiej i Mateuszowi Banasiukowi.

Grażyna Korzeniowska

Wacław Holewiński NIC SIĘ NIE STAŁO

reżyseria – Barbara Wiśniewska

scenografia – Karolina Fandrejewska

reżyseria światła – Paulina Góral
Występują:

Emilia Komarnicka
Olga Sarzyńska
Mateusz Banasiuk
prapremiera – 13 czerwca 2015 roku

Teatr Ateneum Scena 61

Dodaj komentarz