Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.
Czy pingwiny mają płeć? Jeśli tak, to czy na Arce były również samice? Czy gołębica, która zgodnie z biblijnym przekazem przyniosła Noemu liść z drzewa oliwnego, kiedy przestał padać deszcz, była jednak samcem? Takie pytania cisną się na usta w trakcie przedstawienia Na Arce o ósmej w warszawskim Teatrze Lalka.
Na pozór jak zwykle u Becketta: klasyczny układ o znanych, zdefiniowanych składnikach (postaciach), które w jego laboratorium dramatu przechodzą próbę zakłócenia układu. To nie jest świat, który naśladuje rzeczywistość, ale inny wykreowany model świata, który sprowadza do elementów podstawowych napięcia, jakie powstają między ludźmi pozostającymi ze sobą w z góry określonym związku (żona-mąż, podwładny-zwierzchnik, syn-rodzice). Jak by nie próbować tego uniknąć, układ zawsze zmierza w jednym kierunku – osiągnięcia stanu równowagi, czyli dramatycznego samounicestwienia. Tak też jest w Szczęśliwych dniach i w Końcówce, dramatach odchodzenia, pierwszym, który rozgrywa się w bezkresnej przestrzeni, wyludnionym pustkowiu, drugi w klaustrofobicznym wnętrzu, gdzie wegetują być może już ostatni rozbitkowie ze zdegenerowanego świata. W pierwszym gangrena toczy naturę, w drugim umiera kultura. Dwie przestrzenie, po raz pierwszy w takim zestawieniu w jednym spektaklu, a wynik jednakowy.
Rozmowa z Renatą Jasińską, aktorką, reżyserem, autorką scenariuszy, dyrektorem Teatru „Arka” i prezesem Stowarzyszenia Przyjaciół Teatru „Arka” we Wrocławiu.
Pani prof. dr hab. Estera Żeromska (wykłada na Uniwersytecie im A. Mickiewicza w Poznaniu) dopiero po napisaniu pierwszej w Polsce dwutomowej monografii o klasycznym teatrze japońskim dowiedziała się, że napisała podręcznik akademicki. Tak nam powiedziała na promocji swojej książki.
Trwa nierówna walka o uratowanie polskiego Teatru TV, przez lata swego rodzaju fenomen na tle europejskiej produkcji telewizyjnej. A jednak ostatnie dwie dekady prowadziły nieuchronnie do śmierci Teatru TV z wycieńczenia. Prezesi i szefowie telewizyjnych ramówek najpierw prześcigali się w wynajdywaniu coraz mniej dogodnych „okienek” dla Teatru TV, potem obcinali fundusze, zmniejszali liczbę premier tłumacząc to potrzebą podwyższania jakości, a na dobitkę powołali do życia Teatr IPN, który miał zastąpić produkcję teatralną z prawdziwego zdarzenia.
Często zdarzają się piękne przedstawienia, tylko nic się za nimi nie kryje. (…) Kiedyś musiała być przyczyna, dzisiaj wystarczy pretekst. Kiedyś musiała być rozmowa, dzisiaj wystarczy, że wyjdę na scenę i będę gadał – mówi Lech Śliwonik, Dziekan Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej, w rozmowie z Ewą Uniejewską.
Dwutomowe dzieło Estery Żeromskiej o rzadkiej urodzie i gęstej zawartości informacyjnej łączy walory podręcznika akademickiego z gawędą, snutą przez kogoś, kto od lat z pasją bada tajniki klasycznego teatru Japonii. Wywodzący się z dawnych wieków i zachowujący klasyczną formę teatr nō, kyōgen, kabuki i bunraku jest jednak czymś więcej niż teatr. Ten fascynujący świat, w którym króluje dyscyplina wykonania, szacunek dla tradycji, odpowiedzialność, ale i twórcza kreacja to rdzeń japońskiej duchowości. „Teatr japoński – powiada autorka we wstępie – przypomina stare, zakorzenione w pomrokach dziejów drzewo, które zachwyca swą rozległą koroną, a każdej wiosny zaskakuje świeżością zielonych liści. Niektóre jego gałęzie słabną pod wpływem wichrów i burz, ale wielki pień pozostaje nieugięty. Stoi na straży wieczności”.
Estera Żeromska podjęła się zadania ogromnego – opisania klasycznego teatru japońskiego. Wynikiem tej pracy jest dwutomowe dzieło Japoński teatr klasyczny. Korzenie i metamorfozy. wydane przez… Dowiedz się więcej »Japoński teatr klasyczny
Zakrzyknie tak każdy, kto ten raj zobaczy. No bo co to za raj, w którym Noe jest transwestytą, anioł jest pijany, właścicielka zakładu fryzjerskiego jest prostytutką, a Święty Piotr przypomina aparatczyka lub – w najlepszym razie – księgowego? I co to za raj, w którym wszystko – no, niemal wszystko – jest takie, jak na ziemskim padole?!
Wzruszająca historia szpetnego dzwonnika, przygarniętego przez Claudiusa Frollo, archidiakona Katedry Marii Panny w Paryżu, zakochanego bez pamięci w pięknej cygance Esmeraldzie zrobiona na polską modłę nie wniosła niczego. Poza rozczarowaniem
W tym roku francuskojęzyczna dramaturgia i jej przedstawiciele trafili „pod strzechy” polskich teatrów w ramach projektu Bl> . Polska publiczność mogła poznać sztuki Philippa Blasbanda, Marie Henry, Serga Kribusa i Rudiego Bekaerta. Ich twórczość, znana nie tylko belgijskiej, ale także międzynarodowej publiczności, uznawana jest za awangardową i nowatorską.
Od wielu lat zauważalny był kryzys na scenach akademickich. Niegdyś prężne, młodzieńcze wrzące szczególnie w czasach „odwilży” ostygły w latach „niepodległości”. Ciekawym pomysłem wydaje się więc próba stworzenia drugiego – prócz oficjalnie działającego od lat – teatru uniwersyteckiego przy największej uczelni w Polsce – Uniwersytecie Warszawskim. Pomysł na reaktywację dawnego teatru „Hybrydy” poparło szerokie grono osób. Początki wznowionych działań sięgają września 2005 roku, natomiast w czerwcu 2010 decyzją senatu akademickiego zatwierdzono oficjalnie statut teatru.
Byłem w teatrze – co mi się ostatnimi czasy rzadko zdarza, m. in. ze względu na komercyjną miałkość wielu stołecznych spektakli – i nie pożałowałem. Ba, nawet podążyłem za tym bezdomnym przedstawieniem z Fabryki Trzciny na Pradze do Śródmieścia (lud wejdzie do śródmieścia) na ulicę Smolną, gdzie przygarnął je tamtejszy Dom Kultury. A oto dlaczego…
To może nie było trzęsienie ziemi ani grom z jasnego nieba, ale zaskoczenie niemałe. Nagroda Feliksa warszawskiego, prestiżowe wyróżnienie środowiska teatralnego stolicy, i to w kategorii koronnej – reżyserii, poszło w ręce twórców spektaklu Kompleks Portnoya wg Phillipa Rotha, Aleksandry Popławskiej i Adama Sajnuka, z niezależnego Teatru Konsekwentnego. Część tzw. środowiska uznała to za policzek, część za przełom w podejściu do scen poza głównym nurtem, cześć przyjęła werdykt z entuzjazmem, a część z niedowierzaniem, zwłaszcza że nagrodzie za reżyserię towarzyszyła nagroda za debiut dla Anny Smołowik.
Dramaty Między nami dobrze jest Doroty Masłowskiej, Nad Mariusza Bielińskiego i Nasza klasa Tadeusza Słobodzianka znalazły się wśród najlepszych europejskich sztuk wybieranych co dwa lata przez European Theatre Convention – „120 najlepszych sztuk europejskich”. Poslkie sztuki na liste „120” rekomendował Tomasz Miłkowski.