Przejdź do treści

Loża


Autorski przegląd teatralny, nieoficjalny dodatek Yoricka.
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Dyptyku krakowskiego część druga. O starości, roztropności w sądach i życiowej rozwadze.

XIX Festiwal Szekspirowski, dzień drugi. Nowe spojrzenie Pawła Miśkiewicza na „Króla Leara” z wątkiem Godot owym i cytatami, czyli „Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna?”, kontestuje i komentuje Anna Rzepa Wertmann:

Przyznam się otwarcie: mam z tym spektaklem kłopot, i to duży. Bardziej byłam ciekawa podejścia Jerzego Treli do słów i emocji Leara, przefiltrowanych przez doświadczenie życiowe, pamięć sceny, własny bagaż przeżyć. Twórczości Pawła Miśkiewicza zupełnie nie znałam, czekałam na sam spektakl, wizję inscenizacyjną, pomysł na władcę, który odchodzi, nie wiedząc, jaki los sobie szykuje. Wiedziałam, że chcę zobaczyć, absolutnie nie zdając sobie sprawy na skok z jak wysokich blank mam się szykować… Takie teatralne wyzwania tygrysy kochają najbardziej. Gdy postawione przed faktem dokonanym, muszą sobie radzić swoim intelektem, ostrością spojrzenia, przenikliwością i perfekcjonizmem, analizować, rozważać, czytać kontekst „pomiędzy słowami”.

Dowiedz się więcej »Dyptyku krakowskiego część druga. O starości, roztropności w sądach i życiowej rozwadze.

Łatwo i przyjemnie?

Po powrocie z festiwalu TEATR W REMIZIE w Helu pisze Tomasz Miłkowski:

Czy zawsze musi być łatwo i przyjemnie? Literaturę i sztukę mam na myśli. Dziennikarstwo też. Od ćwierć wieku mam na chlebie, że czytelnik tego nie zrozumie, widz nie pojmie, słuchacz odrzuci. Trzeba więc prościej, łatwiej, żeby trafić do odbiorcy.

Na pierwszy rzut okaz myśl przednia. Kto by nie chciał porozumiewać się z odbiorcą, zasłużyć na posłuch i poklask? A jednak to, wydawałoby się, niewinne hasło mości drogę zwycięskiemu marszowi prawa Kopernika: zły pieniądz wypycha dobry, kiepski towar – lepszy, mierna sztuka – sztukę wysoką. Toteż półki księgarskie zalewa wszelkiej maści tandeta, a literatura wyższa kryje się po kątach, zepchnięta do rezerwatu dla wykształciuchów.

Dowiedz się więcej »Łatwo i przyjemnie?

Dyptyku krakowskiego część pierwsza. O sile życia i niemocy zapanowania nad nim.

XIX Festiwal Szekspirowski, dzień pierwszy. O spektaklu otwarcia, czyli „Wielkim Johnie Barrymore” Williama Luce w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, przywiezionym na gdańską scenę przez krakowski Teatr STU, pisze Anna Rzepa Wertmann.

Bywają teksty równie zwodnicze co śpiew syren wiodących na manowce Odysowych Wędrowców. Pozornie łatwe, proste, niezawodne; dwóch aktorów, fotel tronowy, skrzynia, kosz czerwonych jabłek, wieszak z dyndającą szesnastowieczną szpadą. Pułapka kryje się nie tyle w słowach, ile w tym, co w nie wkodowano. Emocjach, uczuciach, przyjaźni i nienawiści, empatii i egotyzmie, strachu i wsparciu. Witajcie w świecie Williama Luce; tu nader kocha się widza, dla którego tekst, który słyszy i widzi na scenie, to punkt wyjścia do intelektualnego pojedynku z autorem na cytaty, odniesienia, ślady. Oryginalny tekst „Barrymore” powstał dla kanadyjskiego Stratford Theatre Festival w roku 1996i: tam też miał swoją prapremierę w reżyserii Gene Saksa. Tytułowym odtwórcą miał być (już na etapie tworzenia) Christopher Plummer, partnerował mu zaś Michael Mastro.

Mimo trzech odsłon na scenach światowych (Broadway, Sydney i Dublin)ii oraz adaptacji filmowej iii, polskiej inscenizacji podjął się dopiero Krzysztof Jasiński, dyrektor krakowskiego Teatru STU. Karkołomnego zadania spolszczenia tekstu Luce, przy tym zachowaniu swoistego szalonego rytmu, przy całej jego tragi-komiczności przeplecionej melancholią i podskórnym strachem (zlanej obficie Jackiem D., najlepszym kamerzystą świata!) podjęła się Elżbieta Woźniak; w tłumaczeniu sztuka nosi tytuł „Wielki John Barrymore”. Pisząc te słowa wiem, że warto było czekać od połowy czerwca. Wtórym atutem prócz tekstu jest polska obsada. Szczerze mówiąc Jerzy Trela i Aleksander Fabisiak są duetem, który się pamięta, wspomina i do którego się wraca… Parafrazując Fisza (czyli starszego z synów Waglewskich!): po prostu Mistrzowie Starej Szkoły!

Dowiedz się więcej »Dyptyku krakowskiego część pierwsza. O sile życia i niemocy zapanowania nad nim.

Czytam, bo muszę

„Czy tata czyta cytaty Tacyta”, taka nieco karkołomna wyliczanka modna była za moich szkolnych czasów. Trudno się było wyjęzyczyć, łatwo się było przejęzyczyć. I choć wyliczanka zabawna, to jak się zastanowić, bardzo pouczająca, niczym przysłowie, które jak wiadomo mądrością narodu jest. Po pierwsze, wyliczanka stawia pytanie, czy tata czyta, a zatem, w podtekście, sugeruje, że byłoby nieźle, gdyby czytał, Co więcej, pyta, co mianowicie tata czyta, a więc interesuje się nie tylko ilością, ale i jakością.

Dowiedz się więcej »Czytam, bo muszę

Egzekutor

O kolejnym etapie dewastowania PIW-u przez właściciela (Skarb Państwa) pisze na lamach Dziennika Trybuna TOMASZ MIŁKOWSKI:

Pisałem kilka tygodni temu o ostatnim akcie walki o uratowanie Państwowego Instytutu Wydawniczego. Zawziętość Ministerstwa Skarbu w dziele wyrwania PIW z korzeniami ze zdrowej gleby polskiej gospodarki, przy cichej aprobacie Ministerstwa Kultury, nie wydawała mi się czymś niezwykłym. Dla liberalnych doktrynerów samo istnienie wydawnictwa państwowego, a tym bardziej wydawnictwa, które zaczyna sobie radzić (mimo że postawiono je w stan likwidacji), stanowiło wyzwanie nie do wytrzymania. Tak więc nie wytrzymali i przysłali nowego likwidatora.

Żeby było bardziej widowiskowo (?) przejęcie majątku PIW miało miejsce pod nieobecność dotychczasowego likwidatora, a poprzednio wieloletniego dyrektora PIW, Rafała Skąpskiego, który (podobno) nie poinformował zwierzchności, że jest na urlopie. Takie dziecinne tłumaczenie byłoby do przyjęcia w kraju, w którym nie ma telefonów ani innych metod komunikacji – nic nie tłumaczy Ministerstwa Skarbu przed zarzutem wywołania gorszących scen (stemplowanie gabinetu, atmosfera wrogiego przejęcia jak z filmu gangsterskiego).

Dowiedz się więcej »Egzekutor

ŚWIAT „ŚWIADOMOŚCI” I „NIEŚWIADOMOŚCI” HENRYKA

„Spektakl nie jest (…) tylko widzeniem, ani tylko słyszeniem, czy

jakimkolwiek wyłącznie doznawaniem, lecz jest sztuką czy pracą

penetrowania tego, co w języku religijnym określa się mianem

sekretu, tajemnicy czy misterium”. [Kazimierz Piotrowski

„Spektakularne ucieczki ze spektaklu (scientia ludorum dzisiaj)” ].

ŚWIAT „ŚWIADOMOŚCI” I „NIEŚWIADOMOŚCI” HENRYKA

(Polaka , żołnierza II wojny walczącego w północnej Francji, co w „Ślubie” Witolda Gombrowicza w Teatrze „Baj Pomorski” w Toruniu jedyny żywy na scenie widzi we śnie – rodzinny dom, rodziców pozostawionych w Małoszycach, przyjaciół, bliskich).

Witold Gombrowicz miał 19 lat (ur. 1904, zm. 1969), gdy w 1923 roku wydano w Polsce książkę „O marzeniu sennym” austriackiego neurologa i psychiatry, twórcy psychoanalizy Sigmunda Freuda (1856-1939). Badania Freuda wkroczyły wówczas w trzeci etap rozwoju jego teorii, bo po 1920 roku Freud zaczął rozszerzać i uogólniać swoją doktrynę o filozoficzno-socjologiczne koncepcje rozwoju człowieka i kultury. (Wcześniej były dwa etapy: pierwszy do ok. 1900, gdy freudyzm był głównie teorią powstawania zaburzeń psychicznych, ich diagnozy i leczenia; i drugi etap do ok. 1920 roku, gdy freudyzm wykroczył poza granice psychiatrii i stawał się ogólną teorią funkcjonowania psychiki ludzkiej – nie tylko w sferze indywidualnej, ale także w szeroko pojętej sferze socjologicznej – społecznej i politycznej).

Dowiedz się więcej »ŚWIAT „ŚWIADOMOŚCI” I „NIEŚWIADOMOŚCI” HENRYKA

Edward II – i miejmy nadzieję, że ostatni

O EDWARDZIE II w Starym Teatrze pisze Ewelina Drela:

Spektakl miał dwa plusy – był krótki i grany bez przerwy. Mimo to część widzów zdecydowała się opuścić salę w trakcie. W końcu ileż można czekać, żeby coś zaczęło się dziać? Gdyby, nie daj Boże, reżyser zdecydował się na przerwę, nie jestem pewna, czy jakiś śmiałek zdecydowałby się pozostać. Dowiedz się więcej »Edward II – i miejmy nadzieję, że ostatni

Karykatura muzeum?

O konflikcie wokół pomysłu warszawskiego ratusza, aby przyłączyć Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego do Muzeum Warszawy pisze w „DZIENNIKU TRYBUNA” Tomasz Miłkowski:

28 maja w warszawskim Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego odbyło się uroczyste otwarcie wystawy z cyklu Mistrzowie karykatury polskiej – „Żartowniś Lengrena. Zbigniew Lengren 1919-2003”. Patronat honorowy nad wystawą objęły ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Małgorzata Omilanowska i prezydent m.st. Warszawy Hanna Gronkiewicz-Walz. Tego samego dnia, jak na ironię, Rada Warszawy na wniosek Tomasza Thun-Janowskiego dyrektora Biura Kultury w urzędzie, którym kieruje prezydent Gronkiewicz-Walz, podjęła uchwałę o zamiarze połączenia Muzeum Karykatury z Muzeum Historycznym m. st. Warszawy.

Dowiedz się więcej »Karykatura muzeum?

Koncert na dwie pary

Pomysł świetny – skonfrontować muzykę słów i muzykę fortepianową w koncercie poetyckim, skupionym wokół tematu zawsze żywego i ważnego, czyli miłości. Rzecz – jeśli mówić o wyborze motywu – nienowa, oryginalność zawdzięcza podejściu – oto bowiem wystąpiły razem dwie pary, artystyczne małżeństwa, aktorska, Maja Barełkowska i Piotr Cyrwus, muzyczna, Maria Wójcik-Sikora i Jakub Sikora.

Dowiedz się więcej »Koncert na dwie pary

Z fotela Maciejewskiego: I BYŁA MIŁOŚĆ W GETCIE

W „Yoricku” nowa rubryka autorska „Z fotela Maciejewskiego” – na dobry początek refleksje Łukasza Maciejewskiego po „Dybuku” Kleczewskiej-Chotkowskiego w Teatrze Żydowskim:

Dobrze być recenzentem. Nie ma lepszego uczucia niż pozytywne zaskoczenie. Ostatnie prace duetu Maja Kleczewska-Łukasz Chotkowski, wywoływały raczej dezorientację i zażenowanie, wyglądały jak rozpisana na kolejne sezony wyprzedaż sprawdzonych konceptów i wypróbowanych metod, swoista „ciucharnia kleczewska”.

Kiedy zmęczony nieustannymi łamańcami fizjologiczno-polityczno-idiotycznymi postawiłem niemal krzyżyk na nazwisku Kleczewskiej, reżyserka zrobiła jedno z najlepszych przedstawień. „Dybuk” w reżyserii Mai Kleczewskiej i w adaptacji Łukasza Chotkowskiego zainaugurował obchody 65-lecia Teatru Żydowskiego.

Dowiedz się więcej »Z fotela Maciejewskiego: I BYŁA MIŁOŚĆ W GETCIE

Kto dobije PIW?

Tomasz Miłkowski pisze w najnowszym wydaniu Dziennika TRYBUNA z 14 maja:

Pytanie nie brzmi, czy PIW się uratuje, ale kto dobije sławne nie tylko w Polsce wydawnictwo. Wygląda na to, że wyrok już zapadł w kręgach urzędniczo-politycznych, pani minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego nawet wyrwało się niezręcznie, że „PIW zbankrutował” (choć to nieprawda), sprawa wydaje się załatwiona: prawa autorskie do serii i dawnych, wartościowych tytułów oraz PIW-owski znak firmowy przejmie Instytut Książki, kamienicę przy ulicy Foksal w Warszawie też i po kłopocie.

Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki choć wprost nie potwierdza wszystkich tych zamiarów, sprawia wrażenie człowieka zdziwionego, że nagle wybuchł taki hałas o zachowanie egzystencji PIW-u. A przecież nie chodzi o galwanizowanie trupa, ale pomoc dla najbardziej zasłużonego wydawcy dzieł klasyki literatury polskiej i światowej. Gauden najwyraźniej nie rozumie, dlaczego? Takie dziwne słowa jak tradycja, ciągłość kulturowa, fachowcy, którzy budują markę (a nie na odwrót), nie sprawiają na nim wrażenia.

Dowiedz się więcej »Kto dobije PIW?

RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

Trudna to sesja terapeutyczna dla gości zebranych na sali. Nie wypowiada się tu głośno słowa na „Ż”, nie patrzy zbyt głęboko w oczy. A jednocześnie wymaga się konfrontacji, nabrania dystansu, może nawet uśmiechu.

Nowy projekt Teatru Żydowskiego to quasi-dokumentalny spektakl wyreżyserowany przez Wojciecha Klemma, zrealizowany w konwencji grupowej psychoterapii. W grupie wsparcia spotykają się młodzi Polacy, którzy nie mieli pojęcia o swoich żydowskich korzeniach. Część była ochrzczona, wychowywała się w chrześcijańskich rodzinach, Żydzi funkcjonowali w ich świadomości mniej lub bardziej powiązani z pewnymi stereotypami. Splot przypadkowych okoliczności sprawia, że dowiadują się o swoim pochodzeniu, a to zmusza ich do zbudowania na nowo swojej tożsamości. Dowiedz się więcej »RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

Naznaczeni

Dziwny zbieg teatralnych okoliczności… „Morfina”, spektakl Teatru Śląskiego im. S. Wyspiańskiego z Katowic zaprezentował się na tegorocznych 35 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Następnego dnia TVP Kultura przedstawiła inscenizację „Broniewski” Teatru Wybrzeże z Gdańska.

 

Dziwny zbieg okoliczności, pomyślałam, bo oba te spektakle splatają się w dwugłos o Polsce, polskości, determinacji narodowej, losie pokoleń ojców i dziadów, których doświadczenia oddziałują na ich potomków.

Dowiedz się więcej »Naznaczeni

GÜNTER GRASS nie żyje

13 kwietnia 2015 w Lubece zmarł GÜNTER GRASS (ur. 16 października 1927), wybitny pisarz niemiecki, laureat Nagrody Nobla (1999), autor Blaszanego bębenka, doktor honoris causa uniwersytetów w Poznaniu i Gdańsku, Honorowy Obywatel Miasta Gdańska (1993), rzecznik polsko-niemieckiego pojednania.

Po splątanych ścieżkach

Urodzony w Gdańsku, w rodzinie mieszanej, pochodzenia kaszubsko-niemieckiego, stał się piewcą rodzinnego miasta i pojednania – sam o sobie mawiał, że jest Kaszubą. Pod koniec wojny powołany do Wermachtu, ranny pod Cottbus w kwietniu 1945, trafił do niewoli amerykańskiej. Po wojnie próbował sił w wielu zawodach, był m.in. górnikiem, terminował u kamieniarza. Studiował rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie (1948-1951) i Berlinie (1953-1956). Związał się z Grupą 47, skupiającą pisarzy niemieckojęzycznych o antyfaszystowskich zapatrywaniach. Wielokrotnie demonstrował swoje lewicowe przekonania, wspierając kampanie wyborcze Willy’ego Brandta – z SPD wystąpił w roku 1993, kiedy socjaldemokraci opowiedzieli się za zaostrzeniem prawa azylowego.

Dowiedz się więcej »GÜNTER GRASS nie żyje

Na jubileuszu

Zakończyło się święto teatru, bo takim zawsze są Warszawskie Spotkania Teatralne. Czciły zarazem Międzynarodowy Dzień Teatru, bo odbywały się w tygodniu, w którym przypadał, ale też obchodziły jubileusz 35-lecia. Z tej okazji przypomniano, zarejestrowane na taśmie filmowej pamiętne spektakle z ubiegłych 35 lat, m.in.: „Dziś są moje urodziny”, niedokończoną inscenizację Tadeusza Kantora, zaprezentowaną na XXI WST (1992), „Wyzwolenie” – reż. K. Swinarski (1974), „Zbrodnia i kara” – reż. A. Wajda (1987) , „Ślub” – reż. J. Jarocki (1992).

INNOŚĆ BOLI

Tegoroczne Warszawskie Spotkania Teatralne wieńczyła „Iwona, księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza w reżyserii Agaty Dudy-Gracz Teatru im. S. Jaracza z Łodzi. Spektakl dynamiczny, barwny, aluzyjnie nawiązujący do innych utworów tegoż autora. Jest w nim operetkowość, dzięki efektownej oprawie plastycznej, bogatej formie muzycznej i wokalom Mai Kleszcz, jest też „Ślubny”„palic”, a i w tym dramacie bieg wydarzeń zmierza do ślubu.

Dowiedz się więcej »Na jubileuszu

WYCINKA

Najgoręcej oklaskiwany i oblegany spektakl WST: Wycinką Krystian Lupa przypomniał się jako twórca wciąż zaskakujący, który komentuje świat bez makijażu. Powrót do Thomasa Bernharda okazał się dla artysty inspirujący. O przedstawieniu pisano: wybitne, arcydzieło, mistrzowski pokaz itp. Niemal jednym głosem.

Sukces tego przedstawienia polega na podwójności świata przedstawionego. Z jednej strony jest to opowieść środowiskowa, o starzejącej się bohemie, która przeżywa własną śmierć artystyczną. Z drugiej, rzecz o zdradzonych ideałach młodości, o zawiedzionych nadziejach, o goryczy przegranego życia, o wolności, która stała się pozorem. Wszystko to, jak to u Bernharda bywa, na tle znienawidzonego (i ukochanego) miasta, znienawidzonego (i ukochanego) kraju. Jak zawsze na końcu chodzi Wiedeń i Austrię, choć nigdy te nazwy w spektaklu nie padają, więc chodzi w równej mierze o Kraków/ Warszawę i Polskę, a może o Europę Środkową, tak czy owak pewien świat wspólny, wyrastający z galicyjskiej, austriacko-węgierskiej tradycji kulturowej. Dowiedz się więcej »WYCINKA

Wędrowanie

Zdecydowanie najsłabsze ogniwo tegorocznych WST. Zamysł Krzysztofa Jasińskiego był ambitny, na miarę misterium. Na półwiecze swojej dyrekcji w Tetrze STU (to chyba polski rekord) zaplanował tryptyk, który zwiąże trzy wielkie dramaty Stanisława Wyspiańskiego: Wesele, Wyzwolenie i Akropolis. Miało powstać widowisko o Polsce, o teatrze, o Krakowie, a także o ezoterycznych motywach w twórczości poety. Wszystko to w jakiejś mierze w tym spektaklu się pojawiło, ale w postaci pośpiesznie naszkicowanej, wyrwanej z kontekstu, powierzchownej.

Dowiedz się więcej »Wędrowanie

Hanoch Levin, posthumous star of the Polish stage

Hanoch Levin, pośmiertna gwiazda polskiej sceny

Michał Handelzalts, wybitny izraelski krytyk teatralny i tłumacz, wywodzący się z Polski, snuje refleksje po premierze Wzrusz moje serce Hanocha Levina (w świetnym przekładzie Handelzaltsa) na Scenie na Woli Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. Ku swemu zaskoczeniu Handelzalts odkrywa, że się mylił, pisząc w przeszłości, iż Levin nie znajdzie swojej publiczności poza Izraelem. Okazuje się, że znalazł – w Polsce:

During the playwright’s lifetime, I was one of many to write that Levin was not finding an audience outside of Israel. I was wrong.

By Michael Handelzalts | Mar. 31, 2015 | 2:58 AM

First the disclosure: This isn’t a theater review or a complicated thought piece on theater. Rather, this is a selfie of sorts, what in the glory days of print journalism would have been called “new journalism,” in which the writer is at the center of the story. Why is a disclosure required? Because I intend to talk about a performance that involves me, so it’s worth knowing that I am partial to it and that my comments will be free of criticism — even though I am quite critical when it comes to myself.

Dowiedz się więcej »Hanoch Levin, posthumous star of the Polish stage

TATO

Kameralny spektakl krakowskiej Bagateli, Tato w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej dobrze się wpisał w program zakończonych niedawno Warszawskim Spotkań Teatralnych. Publiczność oklaskiwała przedstawienie gorąco.

Sztuka Artura Pałygi powstała na zamówienie lubelskiej Sceny in Vitro. Początkowo jednak nosiła tytuł Ojcze nasz i pod takim tytułem została opublikowana w grudniowym numerze „Dialogu” w roku 2008. Ale już rok później Łukasz Witt-Michałowski, wystawiając sztukę Pałygi użył nazwy Ostatni taki ojciec, a Małgorzata Bogajewska poszła w inną stronę, ocieplając dramat tytułem Tato. Znamienne przesunięcia znaczeń – od tytułu nawiązującego do jednej z najważniejszych modlitw katolika (Ojcze nasz właśnie), a po łacinie Pater noster, co nie tylko jest apostrofą do boga, ale i nazwą ojcowskiego napomnienia, a co więcej tytułem ważnej sztuki Helmuta Kajzara, przed kilkudziesięciu laty określającej stosunki ojca i syna.

Artur Pałyga, jak sam to wyznawał, zaczął pisanie tej sztuki jako swego rodzaju uscenicznienie relacji Franza Kafki z ojcem, na podstawie jego listów – ślady tego zamysłu pozostały w utworze, w ważnym cytacie: „Niedawno spytałeś mnie, czemu twierdzę, że odczuwam przed Tobą lęk. Jak zwykle nie wiedziałem, co ci odpowiedzieć”.

Dowiedz się więcej »TATO

IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

Spektaklem Gombrowiczowskiej Iwony, księżniczki Burgunda w inscenizacji Agaty Dudy-Gracz zakończyły się 35. Warszawskie Spotkanie Teatralne, które przejdą do historii jako jeden z najlepiej zaplanowanych przeglądów polskiego teatru. Królem festiwalu został wrocławski Teatr Polski z Wycinką Krystiana Lupy i Dziadami Michała Zadary. Ale powodów do satysfakcji było więcej. Na tę listę atutów WST można śmiało wpisać ostatni spektakl.

Bohaterem tej Iwony jest uwodzicielski kicz. W finałowej scenie garden party, zaplanowanej przez Gombrowicza jako pokaz dworskiego pompierstwa i olśniewającego blichtru, Agata Duda-Gracz pozostawia jedynie tekst, ale obraz jest odmienny niż to tekst sugeruje. Królewska grupa demonstruje karykaturalny wybuch kiczu: Królowa owinięta kołdrą, Król w koronie przypominającej żyrandol, Szambelan w zwisającej koszuli i bez spodni, żałosny przy nich Książę Filip. Oto świat, do którego lgnęła Iwona, a który ją odtrąca. Czy jest czego żałować?

Dowiedz się więcej »IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.