Przejdź do treści

Loża


Autorski przegląd teatralny, nieoficjalny dodatek Yoricka.
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Egzekutor

O kolejnym etapie dewastowania PIW-u przez właściciela (Skarb Państwa) pisze na lamach Dziennika Trybuna TOMASZ MIŁKOWSKI:

Pisałem kilka tygodni temu o ostatnim akcie walki o uratowanie Państwowego Instytutu Wydawniczego. Zawziętość Ministerstwa Skarbu w dziele wyrwania PIW z korzeniami ze zdrowej gleby polskiej gospodarki, przy cichej aprobacie Ministerstwa Kultury, nie wydawała mi się czymś niezwykłym. Dla liberalnych doktrynerów samo istnienie wydawnictwa państwowego, a tym bardziej wydawnictwa, które zaczyna sobie radzić (mimo że postawiono je w stan likwidacji), stanowiło wyzwanie nie do wytrzymania. Tak więc nie wytrzymali i przysłali nowego likwidatora.

Żeby było bardziej widowiskowo (?) przejęcie majątku PIW miało miejsce pod nieobecność dotychczasowego likwidatora, a poprzednio wieloletniego dyrektora PIW, Rafała Skąpskiego, który (podobno) nie poinformował zwierzchności, że jest na urlopie. Takie dziecinne tłumaczenie byłoby do przyjęcia w kraju, w którym nie ma telefonów ani innych metod komunikacji – nic nie tłumaczy Ministerstwa Skarbu przed zarzutem wywołania gorszących scen (stemplowanie gabinetu, atmosfera wrogiego przejęcia jak z filmu gangsterskiego).

Dowiedz się więcej »Egzekutor

ŚWIAT „ŚWIADOMOŚCI” I „NIEŚWIADOMOŚCI” HENRYKA

„Spektakl nie jest (…) tylko widzeniem, ani tylko słyszeniem, czy

jakimkolwiek wyłącznie doznawaniem, lecz jest sztuką czy pracą

penetrowania tego, co w języku religijnym określa się mianem

sekretu, tajemnicy czy misterium”. [Kazimierz Piotrowski

„Spektakularne ucieczki ze spektaklu (scientia ludorum dzisiaj)” ].

ŚWIAT „ŚWIADOMOŚCI” I „NIEŚWIADOMOŚCI” HENRYKA

(Polaka , żołnierza II wojny walczącego w północnej Francji, co w „Ślubie” Witolda Gombrowicza w Teatrze „Baj Pomorski” w Toruniu jedyny żywy na scenie widzi we śnie – rodzinny dom, rodziców pozostawionych w Małoszycach, przyjaciół, bliskich).

Witold Gombrowicz miał 19 lat (ur. 1904, zm. 1969), gdy w 1923 roku wydano w Polsce książkę „O marzeniu sennym” austriackiego neurologa i psychiatry, twórcy psychoanalizy Sigmunda Freuda (1856-1939). Badania Freuda wkroczyły wówczas w trzeci etap rozwoju jego teorii, bo po 1920 roku Freud zaczął rozszerzać i uogólniać swoją doktrynę o filozoficzno-socjologiczne koncepcje rozwoju człowieka i kultury. (Wcześniej były dwa etapy: pierwszy do ok. 1900, gdy freudyzm był głównie teorią powstawania zaburzeń psychicznych, ich diagnozy i leczenia; i drugi etap do ok. 1920 roku, gdy freudyzm wykroczył poza granice psychiatrii i stawał się ogólną teorią funkcjonowania psychiki ludzkiej – nie tylko w sferze indywidualnej, ale także w szeroko pojętej sferze socjologicznej – społecznej i politycznej).

Dowiedz się więcej »ŚWIAT „ŚWIADOMOŚCI” I „NIEŚWIADOMOŚCI” HENRYKA

Edward II – i miejmy nadzieję, że ostatni

O EDWARDZIE II w Starym Teatrze pisze Ewelina Drela:

Spektakl miał dwa plusy – był krótki i grany bez przerwy. Mimo to część widzów zdecydowała się opuścić salę w trakcie. W końcu ileż można czekać, żeby coś zaczęło się dziać? Gdyby, nie daj Boże, reżyser zdecydował się na przerwę, nie jestem pewna, czy jakiś śmiałek zdecydowałby się pozostać. Dowiedz się więcej »Edward II – i miejmy nadzieję, że ostatni

Karykatura muzeum?

O konflikcie wokół pomysłu warszawskiego ratusza, aby przyłączyć Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego do Muzeum Warszawy pisze w „DZIENNIKU TRYBUNA” Tomasz Miłkowski:

28 maja w warszawskim Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego odbyło się uroczyste otwarcie wystawy z cyklu Mistrzowie karykatury polskiej – „Żartowniś Lengrena. Zbigniew Lengren 1919-2003”. Patronat honorowy nad wystawą objęły ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Małgorzata Omilanowska i prezydent m.st. Warszawy Hanna Gronkiewicz-Walz. Tego samego dnia, jak na ironię, Rada Warszawy na wniosek Tomasza Thun-Janowskiego dyrektora Biura Kultury w urzędzie, którym kieruje prezydent Gronkiewicz-Walz, podjęła uchwałę o zamiarze połączenia Muzeum Karykatury z Muzeum Historycznym m. st. Warszawy.

Dowiedz się więcej »Karykatura muzeum?

Koncert na dwie pary

Pomysł świetny – skonfrontować muzykę słów i muzykę fortepianową w koncercie poetyckim, skupionym wokół tematu zawsze żywego i ważnego, czyli miłości. Rzecz – jeśli mówić o wyborze motywu – nienowa, oryginalność zawdzięcza podejściu – oto bowiem wystąpiły razem dwie pary, artystyczne małżeństwa, aktorska, Maja Barełkowska i Piotr Cyrwus, muzyczna, Maria Wójcik-Sikora i Jakub Sikora.

Dowiedz się więcej »Koncert na dwie pary

Z fotela Maciejewskiego: I BYŁA MIŁOŚĆ W GETCIE

W „Yoricku” nowa rubryka autorska „Z fotela Maciejewskiego” – na dobry początek refleksje Łukasza Maciejewskiego po „Dybuku” Kleczewskiej-Chotkowskiego w Teatrze Żydowskim:

Dobrze być recenzentem. Nie ma lepszego uczucia niż pozytywne zaskoczenie. Ostatnie prace duetu Maja Kleczewska-Łukasz Chotkowski, wywoływały raczej dezorientację i zażenowanie, wyglądały jak rozpisana na kolejne sezony wyprzedaż sprawdzonych konceptów i wypróbowanych metod, swoista „ciucharnia kleczewska”.

Kiedy zmęczony nieustannymi łamańcami fizjologiczno-polityczno-idiotycznymi postawiłem niemal krzyżyk na nazwisku Kleczewskiej, reżyserka zrobiła jedno z najlepszych przedstawień. „Dybuk” w reżyserii Mai Kleczewskiej i w adaptacji Łukasza Chotkowskiego zainaugurował obchody 65-lecia Teatru Żydowskiego.

Dowiedz się więcej »Z fotela Maciejewskiego: I BYŁA MIŁOŚĆ W GETCIE

Kto dobije PIW?

Tomasz Miłkowski pisze w najnowszym wydaniu Dziennika TRYBUNA z 14 maja:

Pytanie nie brzmi, czy PIW się uratuje, ale kto dobije sławne nie tylko w Polsce wydawnictwo. Wygląda na to, że wyrok już zapadł w kręgach urzędniczo-politycznych, pani minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego nawet wyrwało się niezręcznie, że „PIW zbankrutował” (choć to nieprawda), sprawa wydaje się załatwiona: prawa autorskie do serii i dawnych, wartościowych tytułów oraz PIW-owski znak firmowy przejmie Instytut Książki, kamienicę przy ulicy Foksal w Warszawie też i po kłopocie.

Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki choć wprost nie potwierdza wszystkich tych zamiarów, sprawia wrażenie człowieka zdziwionego, że nagle wybuchł taki hałas o zachowanie egzystencji PIW-u. A przecież nie chodzi o galwanizowanie trupa, ale pomoc dla najbardziej zasłużonego wydawcy dzieł klasyki literatury polskiej i światowej. Gauden najwyraźniej nie rozumie, dlaczego? Takie dziwne słowa jak tradycja, ciągłość kulturowa, fachowcy, którzy budują markę (a nie na odwrót), nie sprawiają na nim wrażenia.

Dowiedz się więcej »Kto dobije PIW?

RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

Trudna to sesja terapeutyczna dla gości zebranych na sali. Nie wypowiada się tu głośno słowa na „Ż”, nie patrzy zbyt głęboko w oczy. A jednocześnie wymaga się konfrontacji, nabrania dystansu, może nawet uśmiechu.

Nowy projekt Teatru Żydowskiego to quasi-dokumentalny spektakl wyreżyserowany przez Wojciecha Klemma, zrealizowany w konwencji grupowej psychoterapii. W grupie wsparcia spotykają się młodzi Polacy, którzy nie mieli pojęcia o swoich żydowskich korzeniach. Część była ochrzczona, wychowywała się w chrześcijańskich rodzinach, Żydzi funkcjonowali w ich świadomości mniej lub bardziej powiązani z pewnymi stereotypami. Splot przypadkowych okoliczności sprawia, że dowiadują się o swoim pochodzeniu, a to zmusza ich do zbudowania na nowo swojej tożsamości. Dowiedz się więcej »RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

Naznaczeni

Dziwny zbieg teatralnych okoliczności… „Morfina”, spektakl Teatru Śląskiego im. S. Wyspiańskiego z Katowic zaprezentował się na tegorocznych 35 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Następnego dnia TVP Kultura przedstawiła inscenizację „Broniewski” Teatru Wybrzeże z Gdańska.

 

Dziwny zbieg okoliczności, pomyślałam, bo oba te spektakle splatają się w dwugłos o Polsce, polskości, determinacji narodowej, losie pokoleń ojców i dziadów, których doświadczenia oddziałują na ich potomków.

Dowiedz się więcej »Naznaczeni

GÜNTER GRASS nie żyje

13 kwietnia 2015 w Lubece zmarł GÜNTER GRASS (ur. 16 października 1927), wybitny pisarz niemiecki, laureat Nagrody Nobla (1999), autor Blaszanego bębenka, doktor honoris causa uniwersytetów w Poznaniu i Gdańsku, Honorowy Obywatel Miasta Gdańska (1993), rzecznik polsko-niemieckiego pojednania.

Po splątanych ścieżkach

Urodzony w Gdańsku, w rodzinie mieszanej, pochodzenia kaszubsko-niemieckiego, stał się piewcą rodzinnego miasta i pojednania – sam o sobie mawiał, że jest Kaszubą. Pod koniec wojny powołany do Wermachtu, ranny pod Cottbus w kwietniu 1945, trafił do niewoli amerykańskiej. Po wojnie próbował sił w wielu zawodach, był m.in. górnikiem, terminował u kamieniarza. Studiował rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie (1948-1951) i Berlinie (1953-1956). Związał się z Grupą 47, skupiającą pisarzy niemieckojęzycznych o antyfaszystowskich zapatrywaniach. Wielokrotnie demonstrował swoje lewicowe przekonania, wspierając kampanie wyborcze Willy’ego Brandta – z SPD wystąpił w roku 1993, kiedy socjaldemokraci opowiedzieli się za zaostrzeniem prawa azylowego.

Dowiedz się więcej »GÜNTER GRASS nie żyje

Na jubileuszu

Zakończyło się święto teatru, bo takim zawsze są Warszawskie Spotkania Teatralne. Czciły zarazem Międzynarodowy Dzień Teatru, bo odbywały się w tygodniu, w którym przypadał, ale też obchodziły jubileusz 35-lecia. Z tej okazji przypomniano, zarejestrowane na taśmie filmowej pamiętne spektakle z ubiegłych 35 lat, m.in.: „Dziś są moje urodziny”, niedokończoną inscenizację Tadeusza Kantora, zaprezentowaną na XXI WST (1992), „Wyzwolenie” – reż. K. Swinarski (1974), „Zbrodnia i kara” – reż. A. Wajda (1987) , „Ślub” – reż. J. Jarocki (1992).

INNOŚĆ BOLI

Tegoroczne Warszawskie Spotkania Teatralne wieńczyła „Iwona, księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza w reżyserii Agaty Dudy-Gracz Teatru im. S. Jaracza z Łodzi. Spektakl dynamiczny, barwny, aluzyjnie nawiązujący do innych utworów tegoż autora. Jest w nim operetkowość, dzięki efektownej oprawie plastycznej, bogatej formie muzycznej i wokalom Mai Kleszcz, jest też „Ślubny”„palic”, a i w tym dramacie bieg wydarzeń zmierza do ślubu.

Dowiedz się więcej »Na jubileuszu

WYCINKA

Najgoręcej oklaskiwany i oblegany spektakl WST: Wycinką Krystian Lupa przypomniał się jako twórca wciąż zaskakujący, który komentuje świat bez makijażu. Powrót do Thomasa Bernharda okazał się dla artysty inspirujący. O przedstawieniu pisano: wybitne, arcydzieło, mistrzowski pokaz itp. Niemal jednym głosem.

Sukces tego przedstawienia polega na podwójności świata przedstawionego. Z jednej strony jest to opowieść środowiskowa, o starzejącej się bohemie, która przeżywa własną śmierć artystyczną. Z drugiej, rzecz o zdradzonych ideałach młodości, o zawiedzionych nadziejach, o goryczy przegranego życia, o wolności, która stała się pozorem. Wszystko to, jak to u Bernharda bywa, na tle znienawidzonego (i ukochanego) miasta, znienawidzonego (i ukochanego) kraju. Jak zawsze na końcu chodzi Wiedeń i Austrię, choć nigdy te nazwy w spektaklu nie padają, więc chodzi w równej mierze o Kraków/ Warszawę i Polskę, a może o Europę Środkową, tak czy owak pewien świat wspólny, wyrastający z galicyjskiej, austriacko-węgierskiej tradycji kulturowej. Dowiedz się więcej »WYCINKA

Wędrowanie

Zdecydowanie najsłabsze ogniwo tegorocznych WST. Zamysł Krzysztofa Jasińskiego był ambitny, na miarę misterium. Na półwiecze swojej dyrekcji w Tetrze STU (to chyba polski rekord) zaplanował tryptyk, który zwiąże trzy wielkie dramaty Stanisława Wyspiańskiego: Wesele, Wyzwolenie i Akropolis. Miało powstać widowisko o Polsce, o teatrze, o Krakowie, a także o ezoterycznych motywach w twórczości poety. Wszystko to w jakiejś mierze w tym spektaklu się pojawiło, ale w postaci pośpiesznie naszkicowanej, wyrwanej z kontekstu, powierzchownej.

Dowiedz się więcej »Wędrowanie

Hanoch Levin, posthumous star of the Polish stage

Hanoch Levin, pośmiertna gwiazda polskiej sceny

Michał Handelzalts, wybitny izraelski krytyk teatralny i tłumacz, wywodzący się z Polski, snuje refleksje po premierze Wzrusz moje serce Hanocha Levina (w świetnym przekładzie Handelzaltsa) na Scenie na Woli Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. Ku swemu zaskoczeniu Handelzalts odkrywa, że się mylił, pisząc w przeszłości, iż Levin nie znajdzie swojej publiczności poza Izraelem. Okazuje się, że znalazł – w Polsce:

During the playwright’s lifetime, I was one of many to write that Levin was not finding an audience outside of Israel. I was wrong.

By Michael Handelzalts | Mar. 31, 2015 | 2:58 AM

First the disclosure: This isn’t a theater review or a complicated thought piece on theater. Rather, this is a selfie of sorts, what in the glory days of print journalism would have been called “new journalism,” in which the writer is at the center of the story. Why is a disclosure required? Because I intend to talk about a performance that involves me, so it’s worth knowing that I am partial to it and that my comments will be free of criticism — even though I am quite critical when it comes to myself.

Dowiedz się więcej »Hanoch Levin, posthumous star of the Polish stage

TATO

Kameralny spektakl krakowskiej Bagateli, Tato w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej dobrze się wpisał w program zakończonych niedawno Warszawskim Spotkań Teatralnych. Publiczność oklaskiwała przedstawienie gorąco.

Sztuka Artura Pałygi powstała na zamówienie lubelskiej Sceny in Vitro. Początkowo jednak nosiła tytuł Ojcze nasz i pod takim tytułem została opublikowana w grudniowym numerze „Dialogu” w roku 2008. Ale już rok później Łukasz Witt-Michałowski, wystawiając sztukę Pałygi użył nazwy Ostatni taki ojciec, a Małgorzata Bogajewska poszła w inną stronę, ocieplając dramat tytułem Tato. Znamienne przesunięcia znaczeń – od tytułu nawiązującego do jednej z najważniejszych modlitw katolika (Ojcze nasz właśnie), a po łacinie Pater noster, co nie tylko jest apostrofą do boga, ale i nazwą ojcowskiego napomnienia, a co więcej tytułem ważnej sztuki Helmuta Kajzara, przed kilkudziesięciu laty określającej stosunki ojca i syna.

Artur Pałyga, jak sam to wyznawał, zaczął pisanie tej sztuki jako swego rodzaju uscenicznienie relacji Franza Kafki z ojcem, na podstawie jego listów – ślady tego zamysłu pozostały w utworze, w ważnym cytacie: „Niedawno spytałeś mnie, czemu twierdzę, że odczuwam przed Tobą lęk. Jak zwykle nie wiedziałem, co ci odpowiedzieć”.

Dowiedz się więcej »TATO

IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

Spektaklem Gombrowiczowskiej Iwony, księżniczki Burgunda w inscenizacji Agaty Dudy-Gracz zakończyły się 35. Warszawskie Spotkanie Teatralne, które przejdą do historii jako jeden z najlepiej zaplanowanych przeglądów polskiego teatru. Królem festiwalu został wrocławski Teatr Polski z Wycinką Krystiana Lupy i Dziadami Michała Zadary. Ale powodów do satysfakcji było więcej. Na tę listę atutów WST można śmiało wpisać ostatni spektakl.

Bohaterem tej Iwony jest uwodzicielski kicz. W finałowej scenie garden party, zaplanowanej przez Gombrowicza jako pokaz dworskiego pompierstwa i olśniewającego blichtru, Agata Duda-Gracz pozostawia jedynie tekst, ale obraz jest odmienny niż to tekst sugeruje. Królewska grupa demonstruje karykaturalny wybuch kiczu: Królowa owinięta kołdrą, Król w koronie przypominającej żyrandol, Szambelan w zwisającej koszuli i bez spodni, żałosny przy nich Książę Filip. Oto świat, do którego lgnęła Iwona, a który ją odtrąca. Czy jest czego żałować?

Dowiedz się więcej »IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

Tylko Gustaw!

Grażyna Korzeniowska pisze po warszawskim spektaklu Dziadów wrocławskiego Teatru Polskiego w reżyserii Miachała Zadary:

Wieść, że Michał Zadara przygotowuje w Teatrze Polskim we Wrocławiu, spektakl na podstawie poematu Adama Mickiewicza Dziady (cześć I, II, IV i wiersz Upiór), nie czyniąc żadnej ingerencji w tekst, wywołała ożywienie w środowisku teatralnym i wśród teatromanów.

Teatr Dramatyczny w stolicy, w którym inscenizację pokazano na 35 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych wypełniony był publicznością więcej niż do ostatniego miejsca.

Reżyser ubrał tekst Mickiewicza we współczesny kostium, scenografię, sposób bycia. Co przydaje spektaklowi wymowy takiej oto, że nawet w naszych racjonalnych, przynajmniej z pozoru, czasach, są znaki na ziemi i niebie, o których… etc., etc…

I rzeczywiście, chyba najciekawszy w spektaklu Zadary jest obrzęd zwoływania duchów, obrzęd dziadów. Rozgrywa się – w budynku przypominającym niedokończoną betonową budowlę lub porzucony wielopiętrowy garaż samochodowy – w niemal w całkowitej ciemności, od czasu do czasu rozjaśnianej błyskiem ognia bądź latarki, i ukradkiem podpatrywany kamerą przemysłową, a efekt rzucany na telebimy przy scenie.

Ale tak naprawdę spektakl ożywa i ożywia pojawienie się na deskach scenicznych Bartosza Porczyka w roli Gustawa

Dowiedz się więcej »Tylko Gustaw!

DZIADY. CZĘŚCI I, II, IV ORAZ WIERSZ „UPIÓR”

Długotrwałymi owacjami przyjęła publiczność WST wrocławskie Dziady w reżyserii Michała Zadary, pomyślane jako pierwsza część zakrojonego na całość widowiska, skomponowanego ze wszystkich fragmentów arcypoematu dramatycznego Adama Mickiewicza. Po hollywoodzkich Dziadach Rychcika to przedstawienie przemówiło siłą Mickiewiczowskiej poezji i zamysłem inscenizacyjnym, zakorzenionym w rodzimych realiach. Lada dzień czeka nas zaplanowana przez Teatr Polski we Wrocławiu premiera Dziadów części III, która wraz z gotowym już i obsypanym nagrodami przedstawieniem złoży się na pierwsze w historii pełne wystawienie dramatu narodowego. Bo jak wielokrotnie potwierdzał to reżyser, będzie to właściwie prapremiera Dziadów w pełnym kształcie literackim.

Pełne, ale czy wierne? Dowiedz się więcej »DZIADY. CZĘŚCI I, II, IV ORAZ WIERSZ „UPIÓR”

KOŃ, KOBIETA, KANAREK

MOCNY akcent WST – spektakl Teatru Zagłębie z Sosnowca:

To nie jest miła rodzina we wnętrzu. Obraz tradycyjnej rodziny śląskiej, który malują twórcy tego przedstawienia, sytuuje się daleko od mitycznych filmów Kazimierza Kutza. Porządek życia reguluje tu przemoc. Mężczyźni, ludzie ciężkiej górniczej pracy, rządzą twardą ręką. Każdy pretekst jest dobry, aby zademonstrować swoją władzę: miejscowy lekarz pomiata żoną pielęgniarką, z nieukrywaną nienawiścią szydzi z jej niezaradności i powolności, ojciec rodziny, sztygar, gasi każdy gest przyjazny ze strony żony, zabija wzrokiem i ostrym tonem, jego zięć strofuje swoją żonę z byle powodu, sąsiad żonę bije, toteż ciągle przybywa jej sińców. Takie jest tło tego życia w atmosferze przymusu i strachu. Sztuka jak ulał wpisuje się w kampanię na rzecz podpisania konwencji o zwalczaniu przemocy w rodzinie. Jeśli ktoś miał wątpliwości, po tym przedstawieniu już nie powinien.

Ale autorzy spektaklu nie poprzestają na prostym opisie obyczajowego tła. Osią dramatycznego konfliktu czynią odmowę podporządkowania się tradycyjnemu modelowi rodziny katolickiej i powinnościom żony-matki. Młoda kobieta nie chce zostać matką. Zachodzi w ciążę, ale nie jest do roli matki przekonana. Nie chce być matką. Odmawia. Wywołuje to szok w rodzinie, zgrozę w sąsiedztwie i gwałtowne gromy ze strony księdza. Kościół, rodzina, środowisko podają sobie ręce i tworzą wspólny front nacisku. Ze sceny padają nawet sławne słowa Karola Wojtyły, porównującego aborcję do zbrodni ludobójstwa, do wybuchu bomby jądrowej.

Dowiedz się więcej »KOŃ, KOBIETA, KANAREK

Na półmetku 35. Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Teatr dla dzieci zajmuje dosyć wstydliwe miejsce w krytyce teatralnej. Teatr dla dzieci umniejsza wartość krytyka i teatru w ogóle. Teatrem dla dzieci zajmować się można co najwyżej przy okazji…

A że okazja się nadarza, można chwilowo zlekceważyć zasłyszane głosy (wypowiadane co prawda szeptem, na ucho w mainstreamowych kuluarach) i przyjrzeć się przez chwilę Małym Warszawskim Spotkaniom Teatralnym. Rozpalona oczekiwaniami, podsyconymi ubiegłoroczną edycją, którą oceniłam znacznie wyżej niż „duże” Warszawskie, marzyłam o spotkaniu z dawno niewidzianą jawajką. Z lekkim niedowierzaniem słuchałam relacji koleżanki zasiadającej w jury toruńskich „Spotkań” o niskim poziomie wielu spektakli i zaskakującym braku lalek. Warszawskie to co innego! – myślę w duchu. To crème de la crème sezonu teatralnego w Polsce, jak ostatnio podkreślił Łukasz Maciejewski. Pogratulowałam sobie intuicji w tej sprawie po mocnym otwarciu festiwalu spektaklem A niech to gęś kopnie Poznańskiego Teatru Animacji. Jednak wraz z dotarciem niemal do półmetka tego najważniejszego wydarzenia teatralnego poziom gorączki uległ błyskawicznemu ochłodzeniu. To są najlepsze spektakle w Polsce? Poważnie?

Dowiedz się więcej »Na półmetku 35. Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.