Przejdź do treści

Loża


Autorski przegląd teatralny, nieoficjalny dodatek Yoricka.
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Z fotela Maciejewskiego: UFO NASZE CODZIENNE

 „PŁATONOW”, reż. Konstantin Bogomołow, Narodowy Stary Teatr:

Czechowowi nic nie grozi. Ustanowił wzorzec portretu psychologicznego w teatrze. Bohaterowie twórcy „Wiśniowego sadu” i „Płatonowa” bawią się w cierpienie, ponieważ cierpią naprawdę, nie potrafią jednak zdefiniować, dlaczego tak jest, skąd się to bierze, skąd cała ta nostalgia. Zagadują małe dramaty, zapijają je herbatą, leniuchują i dedukują. Nuda jest częścią egzystencji, dobrym wytłumaczeniem bezwładu.

W najnowszej adaptacji „Płatonowa” w reżyserii Konstantina Bogomołowa bezwład „czechowowskich ludzi” niewiele ma w sobie wdzięku, budzi jednak nie tyle sprzeciw, co zrozumienie. Oni to my. Bezkształtni, bezpłciowi, z wyjałowioną fantazją. „Płatonow” w reżyserii Bogomołowa także śmieszy, ale od dawna nie miałem w teatrze poczucia, że uśmiechnięty grymas części widowni brzmi brutalnie, autoironicznie. Samo-obnażenie.

Dowiedz się więcej »Z fotela Maciejewskiego: UFO NASZE CODZIENNE

Kontrabasista na wieki

W 30. rocznicę premiery monodramu „Kontrabasista”, 24 lutego 2015, Jerzy Stuhr zagrał swój legendarny spektakl w krakowskim studiu radiowym. Obok widowni zgromadzonej w radiu towarzyszyło mu 60 tysięcy słuchaczy.

To wtedy pomyślał po raz pierwszy, aby opisać swoją wędrówkę z kontrabasem, swoją wielką przygodę życiowa, jaką miał stać się ten tekst Patricka Süskinda w tłumaczeniu Barbary Wożniak. Jak pomyślał, tak zrobił. We wstępie do książki „Ja kontra bas”, która wkrótce powstała, poświęconej związkowi z kontrabasem, artysta wyliczył, że ponad 700 spektakli wykonanych przez niego, a poprzedzających wspomniany przekaz radiowy, oznaczałoby 49 dni grania bez przerwy. „W wypadku Kontrabasisty – sumował swoje doświadczenia Stuhr – czas pokazał fenomen tego przedstawienia”.

Dowiedz się więcej »Kontrabasista na wieki

„A co by było, gdyby…?”

Ostatni spektakl w roku i zarazem najważniejszy – „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jakuba Roszkowskiego, scenografii Macieja Chojnackiego, w dźwiękach Michała Siwaka (fot. Przemysław Bator). Krakowsko – kantorowski podmuch teatralnego ducha na scenie lubelskiego „Andersena”.

Lublin, 19 grudnia 2015r., Starówka – szaro, mroźno – plusznie, już mrocznie. Dwie godziny temu Plac po Farze i okolice wibrowały tornadem głosów: „Wolność dla demokracji! Demokracja wolności! Brońmy swoich praw i swobód”. Stukając podeszwami, lekko spóźniona aż nazbyt boleśnie zdaję sobie wagę z doniosłości i ważności chwili. Skupiona czekam na pierwszy dźwięk, słowo. Ukochane, znane pozornie co do zgłoski i atomu scenicznego kurzu, piąte widziane w życiu, pierwsze tak niezwykłe i niecodzienne – „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Wygłaszanie ze sceny tych słów w tym określonym momencie czasu i rzeczywistości jest co najmniej aktem heroizmu przemieszanego z kaskaderką. Przecież ten tekst, odpowiednio i w pełni zrozumiany i zinterpretowany jest groźniejszy niż koktajle Mołotowa w rękach skrajnych ekstremistów! Jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak bardzo jest „tu i teraz” konieczny, niezbędny, niezastąpiony.

Dowiedz się więcej »„A co by było, gdyby…?”

Performatolog, czyli młot na „Kordiana”

W osobliwy sposób uczcił 250. rocznicę urodzin Teatru Narodowego w Warszawie Dariusz Kosiński, performatolog (dawniej: teatrolog) z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pełniący również obowiązki zastępcy dyrektora Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego. Otóż na portalu tegoż Instytutu (e-teatr) pomieścił felieton Jubileusz. Kulminacja, w którym dał wyraz swej niechęci wobec jubileuszowej premiery Kordiana w reżyserii Jana Englerta.

Dowiedz się więcej »Performatolog, czyli młot na „Kordiana”

Łaknąć, czyli nieznośne współistnienie samotności

Parapetówka” na motywach „Berka” Marcina Szczygielskiego, w reżyserii i adaptacji Ewy Błachnio. Czyli jak średnią książkę zaadaptować na wielce pechowy tekst sceniczny, by (po wielkich przebojach!) stworzyć kameralne teatralne cacuszko.

Najpierw był tekst przysłany mi przez Grześka Kempinsky’ego. Świetny, nośny, zabawny, empatyczny; tylko czekać dnia premiery. Wtedy zaczęły się schody: dwóch kolejnych reżyserów „poległo pod ciężarem zadania”. Wtedy przyszła z odsieczą Kobieta imieniem Ewa. Błachnio zresztą. Szczupła, wręcz filigranowa, wysoka, z kabaretowym zacięciem i swoistą vis comica (choć nie na pierwszy rzut oka widoczną).

Dowiedz się więcej »Łaknąć, czyli nieznośne współistnienie samotności

Krzycz, Polsko?

Tomasz Miłkowski pisze o spektaklu „Krzyczcie, Chiny” na łamach „Przeglądu”:

Tak nie nazwał tego spektaklu Paweł Łysak, choć mógłby, bo jego temat, krzywda najuboższych i bezbronnych (ale do czasu) ma wymiar uniwersalny. Nigdy wcześniej w Polsce nie drukowany, a wystawiany trzykrotnie przed wojną przez Leona Schillera, dramat Siergieja Trietjakowa Krzyczcie, Chiny! pojawił się na afiszu Teatru Powszechnego w Warszawie, nawiązując bodaj do najgłośniejszego zdarzenia międzywojennego teatru politycznego. Premiery we Lwowie, Łodzi i Warszawie spotkały się wówczas ze wściekłym atakiem prawicy, reżysera wyzywano od bolszewików, choć recenzenci, niezależnie od poglądów politycznych, często nie podzielając wymowy agitki, wyrażali podziw dla kunsztu inscenizacyjnego wielkiego reżysera.

Dowiedz się więcej »Krzycz, Polsko?

Artysta czy menadżer

Kto powinien stać na czele instytucji artystycznej?Artysta czy menadżer? Po naradzie w ZASP-ie zastanawia się Tomasz  Miłkowski:

To pytanie, jak powracająca melodyjka powraca w dyskusjach środowiskowych, zwłaszcza wśród ludzi teatru. Nie wiadomo bowiem – nie ma tu ustalonych jednolitych kryteriów i nawet nie wiadomo, czy takie być powinny – kto jest pożądanym zwycięzcą rozpisywanych konkursów na dyrektora teatru: artysta czy menadżer? Reżyser czy geolog, choreograf czy inżynier? Pytania można mnożyć, ale nie rzecz w takich czy innych zgrabnych figurach stylistycznych, ale o namysł, kto jest gwarantem poziomu artystycznego teatru. Wiadomo, że każdy mówiąc o Teatrze Narodowym w Warszawie nie wskaże dyrektora-menadżera Krzysztofa Torończyka, ale Jana Englerta jako lidera tej sceny. Już nieco inaczej będzie i bardziej zawile w przypadku Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana, w którym funkcję dyrektora pełni artysta, Andrzej Seweryn [na zdj.]. Mimo to dyrektor pracuje z pomocą dwóch zastępców, jednego d.s. artystycznych (jest nim Jarosław Gajewski) i drugiego d.s. administracyjnych. W tym przypadku mamy więc do czynienia z duumwiratem kierownictwa artystycznego.

Dowiedz się więcej »Artysta czy menadżer

Kordian przymierza kostiumy

Prawie wszystkie realizacje „Kordiana” kończyły się nie najlepiej dla ich twórców. Jak da sobie radę Jan Englert? – pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie. Odpowiedź na to pytanie już znamy: Poradził sobie wyśmienicie, zarówno inscenizator jak i cały zespół Teatru Narodowego:

„Kordian” Juliusza Słowackiego chodzi za Janem Englertem od dawna. Wprawdzie Kordiana Englert nigdy nie zagrał, ale w „Kordianie” występował. Przed niemal 40 laty grał Mefista w inscenizacji Erwina Axera. Postać, upleciona z kilku innych (Doktora, Chmury, Diabła, Adiutanta), przykuwała uwagę demonizmem, przewrotnością, mocą wpływania na ludzkie losy. W zgodnej opinii recenzentów tą rolą Englert przyćmił resztę obsady. W telewizyjnym widowisku na podstawie „Kordiana”, które podpisał jako reżyser (1994), zagrał Cara. Dwuczęściowy spektakl budził podziw rozmachem, ale recenzenci marudzili, że przy okazji zagmatwał sensy dramatu. Podobne opinie dominowały po wcześniejszej premierze „Kordiana” w reżyserii Englerta w stołecznym Teatrze Polskim (1987). Dowiedz się więcej »Kordian przymierza kostiumy

Siła jest kobietą

Grażyna Korzeniowska o spektaklu ONE SAME w Teatrze Żydowskim:

Pola Nireńska mogłaby do nich dołączyć, pomyślałam po przeczytaniu artykułu o niej… Była odważna, niezależna, oddana swojej pasji. Musiała wiele zwalczyć, by odnieść sukces… Tak jak dziewczyny z przedstawienia „One same”, które obejrzałam poprzedniego wieczora w Teatrze Żydowskim w Warszawie.

Spektakl wymyśliła i wyreżyserowała Karolina Kirsz. Wyobraziła sobie, jak wyglądałoby spotkanie kobiet, które za życia nigdy się nie zetknęły. A łączyło je wiele…

Na niedużą przestrzeń Sceny na Piętrze reżyserka zaprosiła Helenę Rubinstein, Irenę Krzywicką, Stephanie von Hohenlohe, Annę Held i Sophie Tucker.

Dowiedz się więcej »Siła jest kobietą

Jak ten czas boli

W przypadku autora Mary Stuart łatwiej byłoby wskazać rejony sztuki, których nie uprawiał niż definiować Jego własną przestrzeń artystyczną.

Wolfgang Hildesheimer. Niemiec z urodzenia. Palestyński emigrant z rodzinno – politycznych uwarunkowań. Obywatel Europy z wyboru. Szwajcarski rezydent z potrzeby serca. Niezwykłą osobowość. Człowiek wielu pasji i talentów. Projektant wnętrz, malarz, grafik, scenograf, tłumacz, dramatopisarz, prozaik, eseista. A jakby tego było mało, podczas drugiej wojny światowej oficer brytyjskiego wywiadu.

Dowiedz się więcej »Jak ten czas boli

Afera Schillera

Wokół książki „Faktomontaże Leona Schillera” pod redakcją Anny Kuligowskiej-Korzeniewskiej i po premierze „Krzyczcie Chiny” w Teatrze Powszechny” refleksje snuje Tomasz Miłkowski:

Pani Aleksandra Piłsudska była niezadowolona. Minister Pracy Aleksander Prystor jeszcze bardziej. Nazajutrz teatrzyk wystawiający w podziemiach Pałacu Rządowego w Poznaniu spektakl wg scenariusza Aleksandra Wata „Polityka społeczna R.P.” w reżyserii Leona Schillera minister nakazał zamknąć.

Na próżno Andrzej Strug, autor „Dziejów jednego pocisku”, szukał miejsca, gdzie spektakl jest pokazywany. Dowiedział się tylko, że już nie grają. Teatrzyk zwinięto po cichu.

Dowiedz się więcej »Afera Schillera

O daj mi zupy

„Na czworakach” Tadeusza Różewicza w reż. Jerzego Stuhra w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Dzienniku Trybuna:

Kiedy odsłania się kurtyna, Laurenty bawi się kolejką elektryczną jak dziecko. Kolejka ochoczo toczy się po czynach, pogwizduje, słychać jak para jej bucha z brzucha.

W pewnym momencie kolejka staje, Laurenty daremnie próbuje ją uruchomić, a wreszcie rozżalony krzyczy: „Zepsuła się! Zepsuła się!”. Po czym starannie rozkłada kolejkę i chowa do szuflady stojącego w centrum sceny ogromnego biurka, pod którym tłoczą się opasłe tomy kolorowych książek. W sztuce Tadeusza Różewicza „Na czworakach” zirytowany Laurenty podnosi jednym ruchem kolejkę wraz z szynami i ciska do kosza. Stuhr jest bardziej zapobiegliwy i liczy, że kolejkę będzie można naprawić. Ale czy tylko kolejkę?

Dowiedz się więcej »O daj mi zupy

Butoh – kontynuacja

W listopadzie polscy teatromani i miłośnicy tańca mieli szczególną ucztę. Do Krakowa, Warszawy i Poznania przyjechał znakomity tancerz butoh – Yoshito Ohno, syn Kazuo Ohno (1906-2010), jednego z twórców tego stylu.

Czym jest butoh? To nie tyle rodzaj tańca, określony sposób poruszania się, ile filozofia, jaka leży u jego podstaw i stan umysłu. Jego istotą jest poznanie wartości życia i tajemnicy śmierci. Nie chodzi w nim o opowiadanie jakiejś fabuły, ale o znalezienie relacji ze światem, o przekaz emocji.

Dowiedz się więcej »Butoh – kontynuacja

Rozdroże, czyli o interdyscyplinarności w sztuce

Jak co roku, na przełomie października i listopada, odbyły się – już po raz 22 – Międzynarodowe Spotkania Sztuki Akcji Rozdroże 2015, których organizatorem jest Fundacja Sztuka i Współczesność oraz CSW Zamek Ujazdowski.
I jak co roku, twórca programu tego festiwalu Janusz Marek udowadnia, iż nie wszystko jeszcze w sztuce wymyślono, a nowe pokolenia odkrywają coraz to inne przestrzenie wypowiedzi artystycznej: ideowej i formalnej.

W tym roku pogranicze teatru, tańca i sztuk wizualnych pokazywały zespoły polskie i brytyjskie, począwszy od mającego światową już renomę Company Wayne McGregor z Londynu (taniec), poprzez Teatr Stan’s Cafe z Birmingham (performance), Scenę Plastyczną KUL Leszka Mądzika (sztuki wizualne), aż po Warszawski Teatr Tańca (performance) Aleksandry Dziurosz.

Spektakle odbywały się na różnych warszawskich scenach z racji warunków technicznych, jakich wymagał każdy z nich, toteż zespół McGregora wystąpił na scenie Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, Stan’s Cafe – w Stodole, a Scena Plastyczna KUL oraz Warszawski Teatr Tańca – w Zamku Ujazdowskim. Program występów obudowany został prelekcjami dotyczącymi twórców spektakli oraz spotkaniami artystów z publicznością. Dowiedz się więcej »Rozdroże, czyli o interdyscyplinarności w sztuce

LILKA – CUD MIŁOŚCI

„(…) blada i w loków ozdobna ametyst,

Śpiewała ku Plejadom , o miłości tylko…

„Jak śmiałaś pisać o różach

Gdy historia płonęła jak bór w letnim skwarze? (…)

Poetka (…)

Loki rozwiawszy fiołkowe,

Nad wodą stoi……

„Safo, co chcesz uczynić?”

– „Chcę morze zarzucić na głowę,

By nikt nie dojrzał łez moich…” („Róże dla Safony”)

Premiera przedstawienia „LILKA – CUD MIŁOŚCI” o Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej, wybitnej polskiej poetce pierwszej połowy XX wieku, odbędzie się 23 listopada 2015 roku (poniedziałek) o godz. 17, 30 i 19.30 na Małej Scenie Teatru Polskiego w Warszawie.

Dowiedz się więcej »LILKA – CUD MIŁOŚCI

NAJUKOCHAŃSZA ULICZNICA – premiera monodramu Jarosława Górala

(…)lecz do Boga każdy kiedyś zdąży w gości… (..-)”

Jarosław Góral jako Samuel Dombrowski – adwokat tych, którzy ludzkim głosem nie są w stanie przeciwstawić się i zaprotestować cierpieniu.

Był ze wszech miar niezwykłym człowiekiem. Żydem, który mimo przejścia przez bramę z napisem „Arbeit macht frei” i utraty tamże wiary, pozostał Człowiekiem. Mimo gehenny Shoah współdziałał na rzecz porozumienia Polaków, Niemców i Żydów. Nade wszystko jednak od zawsze miłością bezwarunkową kochał zwierzęta.

Rodowity Kielczanin (rocznik 1922), przed wojną przeprowadził się do Łodzi. Kształcony w polskich szkołach (w którejś żydowskiej rabbi stracił do niego i jego niezwykłej inteligencji i ciekawości świata cierpliwość, a on szacunek do rabina!), miał polskich i żydowskich kolegów. Potem stało się Piekło…

Dowiedz się więcej »NAJUKOCHAŃSZA ULICZNICA – premiera monodramu Jarosława Górala

Rzecz o wolności

Jakim zniewoleniem może być pochodzenie, przynależność do określonej grupy społecznej, zwłaszcza gdy jest się jednostką niezwykłą, wychodzącą poza schematy nie tylko tej grupy, lecz w ogóle poza wszelkie ramy? Karolina Kirsz postanowiła opowiedzieć o tym w spektaklu „One same” ustami pięciu kobiet – silnych, radykalnych, skandalistek, Żydówek. Kobiet nieprzeciętnych, które mogły się spotkać wyłącznie w teatrze. Dowiedz się więcej »Rzecz o wolności

25 lat nie jak 250, ale…

Tomasz Miłkowski na jubileusz Teatru Narodowego:

Z hukiem i paradą obchodzi w tym roku swój jubileusz Teatr Narodowy, ten pisany z dużej i ten pisany z małej litery – teatr narodowy, czyli publiczny teatr grany po polsku. Bagatela, 250 lat, jest się czym chwalić.

Zapraszam więc na małą wycieczkę w przeszłość, nie tak może odległą, bo tylko 25 lat wstecz. Wtedy na nowo, w zmieniających się okolicznościach społecznych upadał i rodził się teatr narodowy w stolicy, podnieconej rokiem wielkiej przemiany – był to czas, kiedy wszystko stawało się jak od początku.

Skala zwycięstwa wyborczego 4 czerwca 1989 roku zaskoczyła wszystkich, nawet aktorów, którzy stanęli po stronie rodzącej się demokracji. Joanna Szczepkowska ogłosiła w telewizji koniec ery komunizmu, aktorzy zaś włączyli się w rozmaite formy poparcia nowej władzy. Nastrojowi radości, poczuciu wolności, ostatecznego zniesienia cenzury (bo jej dolegliwość w ostatnich latach wyraźnie malała) towarzyszył niepokój o przyszłość i pytania, jak urządzić teatralne gospodarstwo w nowych czasach.

Dowiedz się więcej »25 lat nie jak 250, ale…

Mistrz Schaeffer ma rację

VII Festiwal Era Schaeffera miał rozmach iście światowy. Nim przejdziemy do omówienia wydarzenia, spieszymy powiedzieć, że… Bogusław Schaeffer (rocznik`29) jest kompozytorem, dramaturgiem, muzykologiem, grafikiem i pedagogiem. Szerszej publiczności znany jako autor dramatów, czy lepiej byłoby powiedzieć zdarzeń scenicznych, takich np. jak „Kwartet dla czterech aktorów”, który wielokrotnie w teatrze realizował Mikołaj Grabowski, „Zorza”„Scenariusz dla trzech aktorów”, „Kaczo”, „Tutam”, czy „Audiencje (I-V). Sam Schaeffer był nie tylko ich autorem i kompozytorem muzyki, ale również podejmował się roli reżysera (m.in. „Audiencja” I, IV, Teatr Mniejszy Kraków).

Dowiedz się więcej »Mistrz Schaeffer ma rację

Człowiek z różowym trójkątem

W teatrze polskim widywano już żółte trójkąty noszone przez Żydów w obozach koncentracyjnych, pojawiały się też czerwone, przypisane więźniom politycznym. Różowy trójkąt, którym naziści w obozach naznaczali homoseksualistów, to jednak nadal rzadkość. Odważył się na nie warszawski Teatr Dramatyczny – z początkiem października na Scenie Przodownik wystawiono nagrodzoną Pulitzerem sztukę Martina Shermana „Bent” w reżyserii Szwedki, Natalie Ringler, opowiadającą o prześladowaniu homoseksualistów w hitlerowskich Niemczech.

Sztuka napisana w 1979 roku, przełożona na ponad 20 języków i wystawiona w ponad 40 krajach na świecie, na polską scenę trafia wówczas, gdy wraz z falą imigrantów na sile przybiera język nienawiści. W czasie, gdy z sejmowych ław czy kościelnych ambon nierzadko wybrzmiewają pełne pogardy wypowiedzi (przypominające język nazistów) dotyczące osób homoseksualnych. Właściwy to czas na poruszanie tematu inności i prawa do tej inności.

Dowiedz się więcej »Człowiek z różowym trójkątem

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.