Przejdź do treści

Loża


Autorski przegląd teatralny, nieoficjalny dodatek Yoricka.
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Hamlet wg braci Presniakow

Tomasz Miłkowski o spektaklu „Udając ofiarę” w reżyserii Krystyny Jandy w Och-teatrze:

Minęło 10 lat od polskiej prapremiery tej sztuki, która już wcześniej triumfalnie obiegła wiele scen europejskich. Rosyjski Hamlet, bo tak pisano o dramacie barci Presniakow, ukazywał świat pogruchotanych wartości, jakie pozostały po pierestrojce. Odwrót od komunizmu otwierał drogę w nieznane. I o tych czasach, kiedy dokonano mordu na starym porządku (jak na Hamlecie czy ojcu Wali), opowiadają autorzy, strwożeni światem, który wypadł z formy. Jak u Szekspira. Wszystko to, rzecz jasna, w tonacji groteskowej, ale z przymieszką rosyjskiego liryzmu.

Po 10 latach Krystyna Janda wraca do tej sztuki, ale zaciera bezpośrednie związki z epoką bolszewicką. Rezygnując z odniesień do tamtego poukładanego (choćby na opak) świata odnajduje w utworze braci Presniakow opowieść o zderzeniu pokoleń, o pustce, jaka wyziera z ideałów neokapitalizmu. Nasz bohater, Hamlet-Wala (Adam Serowaniec) nie może się w tym zmieścić i dlatego musi ten świat unicestwić.

Dowiedz się więcej »Hamlet wg braci Presniakow

Dyptyk Williamowo (nie)poskromiony. Część pierwsza, szczera, kielecka: Być i Współodczuwać nad Mieć

O ukochanej sztuce Williama Shakespeare’a, doścignięciu krytyczki przez inscenizację, wyrastaniu z nadmiaru rzeczy i dojrzewaniu do szczerych uczuć. „Poskromienie złośnicy” w reżyserii Katarzyny Deszcz na scenie kieleckiego teatru im. Stefana Żeromskiego okiem, duszą i piórem Anny Rzepa Wertmann.

Historia o zagubionym spektaklu

Wrzesień 2014 roku, po osiemnastu latach budowy Gdański Teatr Szekspirowski nareszcie otworzył podwoje – pierwszy Festiwal „na własnej podłodze i pod własnym dachem (i to jakim…). Dla mnie mój własny pierwszy w życiu, wyczekany „Szekspirowski”! Tak skutecznie robiłam za „latającą krytyczkę”, iż nie ustrzegłam się gafy debiutantów: terminy nałożyły się na siebie, oba były zbyt ważne. Takim to sposobem „Poskromienie złośnicy”, które Katarzyna Deszcz wyreżyserowała na kieleckiej scenie „Żeromskiego” w kwietniu 2014 roku (by potem przywieźć je do Gdańska i koniec końców dostać wespół z zespołem za tę inscenizację Złotego Yoricka), doścignęło mnie (gapę nie krytyka!) w …ostatni piątek stycznia 2015 r.

Dowiedz się więcej »Dyptyk Williamowo (nie)poskromiony. Część pierwsza, szczera, kielecka: Być i Współodczuwać nad Mieć

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ

Nie boję się Virginii Woolf ze spektaklu Jacka Poniedziałka w Teatrze Polonia. Nie boję się jej, bo irytuje mnie i nudzi.

Poniedziałek w dużym stopniu jest współodpowiedzialny za nowy boom w polskim teatrze na klasyczną amerykańską dramaturgię. Jego przekłady sztuk Tennesse’go Williamsa, również „Kto się boi Virginii Woolf?” Albee’go, przywróciły blask tej nieco już zapomnianej literaturze. Jeden z aktorskich symboli nowego polskiego teatru, jako tłumacz nie bawi się w grandilokwencję. Jest niegrzeczny i błyskotliwy, niekiedy wulgarny, zawsze przejmujący. Udała się także pierwsza duża reżyserska praca Jacka Poniedziałka, który po kilku niezależnych próbach, w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu wspaniale wyreżyserował „Szklaną menażerię” Williamsa. Można było oczekiwać, że „Kto się boi Virginii Woolf?” będzie co najmniej podobnym spełnieniem. Nic z tego.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MARGINESY

POWIEDZ SWÓJ TEKST w reż. Glena Cullena w Teatrze Bez Rzędów

Czasami warto zboczyć z głównego, utartego szlaku recenzenckich wycieczek i rozejrzeć się po marginesach. Z dala od teatrów repertuarowych, obłaskawionych przez krytyków, bo już z widzami bywa różnie, działają w Krakowie liczne zespoły nieinstytucjonalne. Spotkanie z tego rodzaju twórczością może okazać się bardzo pouczające.

Na krakowskim Kazimierzu, w Teatrze Bez Rzędów przy ulicy Krakowskiej, obejrzałem spektakl Powiedz swój tekst w reżyserii od jakiegoś czasu dobrze zadomowionego w Polsce Glena Cullena, artysty związanego z amerykańskim teatrem niezależnym.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MARGINESY

Politycy i sztuczna krew

Tomasz Miłkowski o premierze JULIUSZA CEZARA w warszawskim Teatrze Powszechnym:

Manipulacja, demagogia, cyniczna gra, wszystkie chwyty dozwolone. To nie jest świat miłych pań i panów, choć niektórzy uchodzą za szlachetnych. Za ludzi honoru. To świat polityki, w którym liczy się tylko zwycięstwo.

Taki obraz rzeczywistości wyłania się ze spektaklu Barbary Wysockiej w Teatrze Powszechnym, choć Szekspir został tu przykrojony do wymiarów naszych czasów. Kończący spektakl fragment z wystąpienia Wojciecha Jaruzelskiego, ogłaszającego wprowadzenie stanu wojennego, miał uświadomić opornym widzom, że mowa tu była o polityce dzisiaj uprawianej. Takie uwspółcześniające doraźne podpórki są świadectwem niewiary we własne siły. Skoro przez dwie godziny nie udało się widzów przekonać, aby zaczęli się bać, to na koniec trzeba ich ich postraszyć Generałem: Uwaga, autorytaryzm nadchodzi, jak grzmiała jedna z posłanek w naszym Sejmie.

Dowiedz się więcej »Politycy i sztuczna krew

Wizja lokalna Hamleta – „Udając ofiarę” w reż. Krystyny Jandy na deskach Och-Teatru

Tomasz Domagała pisze na swoim blogu http://domagalasiekultury.blog.pl :

Wala, główny bohater sztuki „Udając ofiarę” braci Priesniakowów, pracuje w policji, zajmując się na co dzień odgrywaniem ofiar przestępstw podczas wizji lokalnych. Udaje też ofiarę w życiu prywatnym. Osierocony właśnie przez ojca, nie mogąc pogodzić się z tym faktem, obarcza winą za rodzinną tragedię swoją matkę oraz brata zmarłego – Piotra. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że matka z wujem mają się ku sobie, co zaognia konflikt między nimi a młodym człowiekiem. Dramat rozpoczyna się snem, w którym ojciec Wali nawiedza go, oskarża swoją żonę i brata o morderstwo oraz nakazuje synowi zemstę.

Dowiedz się więcej »Wizja lokalna Hamleta – „Udając ofiarę” w reż. Krystyny Jandy na deskach Och-Teatru

Grzęzawisko

O spektaklu Agnieszki Przepiórskiej „Wojna to tylko kwiat” pisze Tomasz Miłkowski:

Światem wciąż wstrząsają zbrodnie wojenne. Dowiadujemy się o nich dzięki korespondentom wojennym, którzy ryzykują wszystko, aby o nich opowiedzieć.

To o jednej z nich, dziennikarce zainfekowanej potrzebą tropienia zbrojnych konfliktów, opowiada spektakl Agnieszki Przepiórskiej „Wojna to tylko kwiat”, grany od niedawna w offowym Teatrze WARSawy.

Dowiedz się więcej »Grzęzawisko

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: U KRESU SIŁ

HRABINA BATORY w reżyserii Wiktora Rubina:

Chyba tracę cierpliwość. Byłem zaintrygowany Joanną Szaloną i prawdziwie zafascynowany Carycą Katarzyną duetu reżysersko-dramaturgicznego Wiktor Rubin i Jolanta Janiczak, ale z każdym kolejnym przedstawieniem tej pary jest coraz gorzej. Hrabinę Batory z Teatru Żeromskiego w Kielcach obejrzałem resztką sił. Wszystko w tym przedstawieniu jest udawane: głębokie treści, feministyczne zaangażowanie, teatralny eksperyment.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: U KRESU SIŁ

Willkommen

  • Loża

Katastrofa wisi w powietrzu. Wiemy, że za chwilę Hitler dojdzie do władzy. Ale w Kabarecie Kit Kat jeszcze nie widać nadciągającej klęski. Świat się kręci!

Gdyby nie było żadnego innego powodu, to fakt, że ma się w zespole takie skarby jak Magdalena Smalara i Krzysztof Szczepaniak dostatecznie uzasadnia wpisanie Cabaretu do repertuaru Teatru Dramatycznego. Ale przecież jest jeszcze wiele innych powodów. Po pierwsze, to świetny musical z brzęczącymi w uchu szlagierami z Money. Money na czele. Po drugie, to wzorowo napisana historia romantyczna, która nadaje się na przebojowy spektakl dla wszystkich. Po trzecie, to wciąż dramatyczne ostrzeżenie przed recydywą faszystowskich ciągot. Wprawdzie w Polsce nie mamy, na szczęście, zbyt silnych tego rodzaju tradycji, ale strzeżonego…

Dowiedz się więcej »Willkommen

„Korposzczury” w teatrze

O najnowszej premierze Teatru XL „Korpo Story” w reżyserii Andre de la Cruz pisze Katarzyna Michalik-Jaworska

Im uważniej przypatruję się polskiej scenie teatralnej i rządzącym nią prawom ekonomicznym, tym rośnie we mnie podziw dla determinacji Teatru XL. Co jakiś czas podglądam ich walkę o „być albo nie być” i z nieukrywaną radością stwierdzam, że coraz wyraźniej zaznaczają to swoje „być”. Uparcie utrzymują własne miejsce na mapie teatralnej stolicy i w budynku PGE Narodowy, powołując przy tym do życia kolejne premiery. Zważywszy na to, że teatr nie utrzymuje się ze środków publicznych, jest to wyczyn niemal heroiczny. Ostatnia premiera została wyprodukowana dzięki pomocy crowdfundingu, czyli zbiórki pieniędzy prowadzonej na platformie internetowej Polak Potrafi.

Dowiedz się więcej »„Korposzczury” w teatrze

Nova Scena z musicalem

Nova Scena Teatru Roma pozwala na coś, czego dotychczas w musicalach rzadko doświadczaliśmy. Na intymność. To już nie wielkie show odbywające się gdzieś poza nami, które oglądamy z perspektywy widza, ale bliska historia dziejąca się obok nas. Pozwalająca znaleźć się w środku wydarzeń, otulić muzyką (w tym miejscu specjalny ukłon w stronę świetnej orkiestry pod dyrekcją Jakuba Lubowicza) i przeżyć ją nieco inaczej niż w sposób, do jakiego przywykliśmy.

Dowiedz się więcej »Nova Scena z musicalem

Konkurs krzyku?

Jeszcze o spektaklu KRZYCZCIE, CHINY! w Teatrze Powszechnym:

Corocznie w moim rodzinnym mieście odbywa się nietypowe wydarzenie dumnie nazwane „Międzynarodowym Konkursem Krzyku”. Są to jedyne tego typu zawody w Europie, rzecz podobna ma miejsce jedynie w Japonii. Chętni stanąć do boju w konkursie (ci najmłodsi mają często nie więcej niż po trzy lata) krzyczą do specjalnej aparatury pomiarowej. Osoba, której głos osiągnie największą liczbę decybeli, wygrywa. Często byłam widzem tego wydarzenia i zastanawiałam się nad sensem tych wrzasków. Bo co też niesie za sobą krzyk niewyrażający żadnych emocji? Wystarczy spojrzeć na enigmatyczną postać z obrazu Muncha, żeby uzmysłowić sobie jak wiele może kryć się za zwykłym wrzaskiem: strach, złość, bezradność, podniecenie, przerażenie. Podczas wspomnianego konkursu krzyk zostaje sprowadzony do zwykłego aktu, odartego ze wszystkich sensów i namiętności. Podobne odczucia mam po projekcji najnowszego spektaklu w reżyserii Pawła Łysaka, który scharakteryzowałabym następująco: dużo krzyku, zero prawdziwych emocji.

 

Dowiedz się więcej »Konkurs krzyku?

Fantazy przestaje marzyć

Rzadko się zdarza, aby w tym samym czasie w dwóch teatrach warszawskich można było zobaczyć różne inscenizacje tego samego dramatu z kanonu polskiej klasyki. Dla teatromanów to gratka.

Taka okazja właśnie się nadarzyła, pewnie z okazji jubileuszowego roku teatru narodowego, bo „Fantazy” Juliusza Słowackiego trafił najpierw na afisz Teatru Powszechnego (w reżyserii Michała Zadary), a teraz do Teatru Współczesnego (w reżyserii Macieja Englerta). O ile pierwsze przedstawienie mogło dowodzić, że czas Słowackiego bezpowrotnie przeminął, o tyle to drugie, choć bardziej w formie tradycyjne, dowiodło, że jest przeciwnie, że językiem Słowackiego nadal można się świetnie porozumieć.

Dowiedz się więcej »Fantazy przestaje marzyć

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: HOLZWEGE, CZYLI TYNDYK

Peryferyjny spektakl TR Warszawa, nieoczekiwanie stał się najciekawszą artystycznie propozycją „Rozmaitości” od lat.

Chociaż bohaterem „Holzwege” jest Tomasz Sikorski, a spektakl obficie czerpie z biografii kompozytora, nie warto się łudzić, że (poza wyjątkami) publiczność przychodząca do TR, w ogóle wie, o kogo chodzi. Trochę na słowo honoru wierzymy, że mowa o jednym z najciekawszych kompozytorów muzyki współczesnej, ale przedstawienie Katarzyny Kalwat na podstawie tekstu Marty Sokołowskiej raczej skłania do poznania tej twórczości, niż potwierdza kompozytorską renomę Sikorskiego. Bohater grany przez Tomasza Tyndyka sytuuje się zresztą poza konkretną biografią, jest papierkiem lakmusowym wszystkich outsiderów, kolorowych ptaków, świętych grzeszników.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: HOLZWEGE, CZYLI TYNDYK

Lilka – portret poczwórny

„Lilka, cud miłości”, wg scenar. i w reż. Waldemara Śmigasiewicza w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Magdalena Zawadzka jako Maria Pawlikowska-Jasnorzewska zmagająca się z ciężką chorobą podczas wojny, na emigracyjnym chlebie w Anglii, rozpamiętuje przeszłość i szuka nadziei, ale i szykuje się do ostatniej podróży. Joanna Żółkowska [na zdjęciu] jako wcielenie energicznej poetki ironistki, o ogromnym poczuciu humoru, z dystansem do siebie i świata, ale i z diabłem w oku, walczy o niezależność. Afrodyta Weselak jest dziewczyną u progu życia, z jej pierwszymi uczuciami, wierszami i zawodami miłosnymi. I Krystyna Tkacz – skąpana w mroku, śpiewa wiersze poetki, poruszające prostotą i głębią komentarza. Dowiedz się więcej »Lilka – portret poczwórny

Oklaski cichną i trzeba szukać czegoś nowego

Z Bartoszem Porczykiem rozmawia Tomasz Miłkowski

Niedawno reżyserował pan Amadeusza Shaffera we wrocławskiej szkole teatralnej. To przypadek czy świadomy wybór, a może nostalgia, bo w Amadeuszu pan debiutował?

Od Amadeusza się zaczęło – to było moje pierwsze wyjście na scenę, grałem różne drobne role, byłem lokajem, byłem jakimś świętym, zakonnicą. Wtedy byłem na II roku, spektakl robili studenci IV roku pod opieką Waldemara Zawodzińskiego, więc to było dla mnie ekscytujące wydarzenie – już samo wejście najpierw na scenę studyjną, a później do Teatru Jaracza, gdzie „Amadeusz” został przeniesiony. Potem zapomniałem o tym spektaklu, a bardzo go lubiłem. Wtedy się zastanawiałem, którego z głównych bohaterów mógłbym zagrać, czy Salieriego, czy Mozarta. Najpierw myślałem o Mozarcie, bo jest taki fajny, biedny, ale dzisiaj myślę, że Salieri ma o wiele więcej do zaoferowania.

Dowiedz się więcej »Oklaski cichną i trzeba szukać czegoś nowego

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: PRZY ŻYCIU PO ŻYCIU

MOJA PIERWSZA ŚMIERĆ W WENECJI

reż. Tomasz Cyz

Zawsze będę w artystach cenił odwagę, otwartość na ryzyko. Zwłaszcza od debiutantów wymagam żeby starali się pokazać mi swoją prawdę: co ich interesuje, cieszy, z czym gwałtownie się nie zgadzają. Na ciepłe kapcie, lorgnon i sprawdzone numery przyjdzie jeszcze czas. Odwaga na samym początku jest jednak trudniejsza. Można obić sobie tyłek, nasłuchać złośliwości. Stróże dobrych manier i moralizatorzy od siedmiu boleści nie zasypiają.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: PRZY ŻYCIU PO ŻYCIU

Opowieści Zygmunta

Przez wiele lat przed świętami Zygmunt Broniarek pisał opowieść wigilijną i rozsyłał ją do licznych znajomych i przyjaciół.

Jego opowieści, w wersji polskiej i angielskiej wędrowały nawet za Ocean – zawsze otrzymywali je państwo Bush, a autor szczycił się potem serdecznymi podziękowaniami i życzeniami od byłej First Lady. Opowieści zresztą drukował na papierze firmowym stałego korespondenta akredytowanego przy Białym Domu, które to stanowisko cenił sobie najwyżej w swojej dziennikarskiej karierze, a sprawował je dwukrotnie w latach 1960–1967 i 1985–1990. Opowieści Zygmunta były utrzymane w duchu Dickensowskim, zawsze lekko stylizowane na staroświeckie i zawsze pełne życzliwości dla innych. Należeliśmy z moją rodziną do odbiorców tych świątecznych przesyłek. Kiedy przychodziły, budziły mój podziw wytrwałością postanowień, przywiązaniem do tradycji, ale i pewne zakłopotanie, bo nie wiedziałem, w jaki sposób mogę się wywdzięczyć za tak wyrafinowane dowody pamięci. W roku 2012 opowieść Zygmunta już nie przyszła. Wtedy dopiero zrozumiałem, że naprawdę odszedł. Dowiedz się więcej »Opowieści Zygmunta

Kordian, czyli Polacy

Na koniec roku wracam do KORDIANA w inscenizacji Jana Englerta w Teatrze Narodowym, który aż natrętnie rezonuje ze współczesnością. Kwestia Szatana – „Jak się rozejrzeć, wszystkie takie same” nie chce odkleić się od pamięci. Oto poszerzona wersja recenzji opublikowanej wcześniej na łamach tygodnika „Przegląd”:

Kordian, czyli Polacy

Takie przedstawienie zdarza się raz na dziesięć lat albo i rzadziej. Przedstawienie, które podtrzymuje wiarę, że teatr nadal jest zdolny wadzić się z tym, co najważniejsze, że posiada wewnętrzne siły, dające szansę tworzenia wielkich, sugestywnych wizji. Tak jest tym razem. Inscenizacja „Kordiana” wedle scenariusza i w reżyserii Jan Englerta w Teatrze Narodowym, przygotowana z myślą o jubileuszu 250-lecia teatru, jest takim właśnie wyjątkowym przedstawieniem. Choć jubileuszowe, to nie ma nic wspólnego z okolicznościową celebrą. Żywe, nawet drapieżne, teatralnie zachwycające i mądre.

Dowiedz się więcej »Kordian, czyli Polacy

Dwie prapremiery w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Artystyczna uczta i sentymentalny melodramat.

Nie mamy nic do stracenia, Bal wszystkich świętych to przeboje Koncertu Sylwestrowego w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Dwudziestoletnia tradycja zobowiązuje. Publiczność lubi się bawić przy znanych przebojach musicalowych. Koncert będzie powtarzany przez kilka dni. Ale równocześnie w repertuarze styczniowym wszystkie spektakle, które cieszą się popularnością.

Kumernis, czyli o tym, jak świętej panience broda rosła – wydarzeniem artystycznym

Agata Duda-Gracz stworzyła w Teatrze Muzycznym w Gdyni widowisko najwyższej klasy. Spektakl totalny, w którym jedna z najciekawszych twórczyń polskiego teatru plastycznego, jest autorką scenariusza, reżyserem, scenografem i twórczynią kostiumów. Kumernis, czyli o tym, jak świętej panience broda wyrosła może jedynie zdziwić tych, którzy uważają, że w Muzycznym gra się tylko łatwe, ckliwe i banalne, po prostu wpadające w ucho, musicale. Dowiedz się więcej »Dwie prapremiery w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Artystyczna uczta i sentymentalny melodramat.

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.