Przejdź do treści

Loża


Autorski przegląd teatralny, nieoficjalny dodatek Yoricka.
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Koncert na dwie pary

Pomysł świetny – skonfrontować muzykę słów i muzykę fortepianową w koncercie poetyckim, skupionym wokół tematu zawsze żywego i ważnego, czyli miłości. Rzecz – jeśli mówić o wyborze motywu – nienowa, oryginalność zawdzięcza podejściu – oto bowiem wystąpiły razem dwie pary, artystyczne małżeństwa, aktorska, Maja Barełkowska i Piotr Cyrwus, muzyczna, Maria Wójcik-Sikora i Jakub Sikora.

Dowiedz się więcej »Koncert na dwie pary

Z fotela Maciejewskiego: I BYŁA MIŁOŚĆ W GETCIE

W „Yoricku” nowa rubryka autorska „Z fotela Maciejewskiego” – na dobry początek refleksje Łukasza Maciejewskiego po „Dybuku” Kleczewskiej-Chotkowskiego w Teatrze Żydowskim:

Dobrze być recenzentem. Nie ma lepszego uczucia niż pozytywne zaskoczenie. Ostatnie prace duetu Maja Kleczewska-Łukasz Chotkowski, wywoływały raczej dezorientację i zażenowanie, wyglądały jak rozpisana na kolejne sezony wyprzedaż sprawdzonych konceptów i wypróbowanych metod, swoista „ciucharnia kleczewska”.

Kiedy zmęczony nieustannymi łamańcami fizjologiczno-polityczno-idiotycznymi postawiłem niemal krzyżyk na nazwisku Kleczewskiej, reżyserka zrobiła jedno z najlepszych przedstawień. „Dybuk” w reżyserii Mai Kleczewskiej i w adaptacji Łukasza Chotkowskiego zainaugurował obchody 65-lecia Teatru Żydowskiego.

Dowiedz się więcej »Z fotela Maciejewskiego: I BYŁA MIŁOŚĆ W GETCIE

Kto dobije PIW?

Tomasz Miłkowski pisze w najnowszym wydaniu Dziennika TRYBUNA z 14 maja:

Pytanie nie brzmi, czy PIW się uratuje, ale kto dobije sławne nie tylko w Polsce wydawnictwo. Wygląda na to, że wyrok już zapadł w kręgach urzędniczo-politycznych, pani minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego nawet wyrwało się niezręcznie, że „PIW zbankrutował” (choć to nieprawda), sprawa wydaje się załatwiona: prawa autorskie do serii i dawnych, wartościowych tytułów oraz PIW-owski znak firmowy przejmie Instytut Książki, kamienicę przy ulicy Foksal w Warszawie też i po kłopocie.

Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki choć wprost nie potwierdza wszystkich tych zamiarów, sprawia wrażenie człowieka zdziwionego, że nagle wybuchł taki hałas o zachowanie egzystencji PIW-u. A przecież nie chodzi o galwanizowanie trupa, ale pomoc dla najbardziej zasłużonego wydawcy dzieł klasyki literatury polskiej i światowej. Gauden najwyraźniej nie rozumie, dlaczego? Takie dziwne słowa jak tradycja, ciągłość kulturowa, fachowcy, którzy budują markę (a nie na odwrót), nie sprawiają na nim wrażenia.

Dowiedz się więcej »Kto dobije PIW?

RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

Trudna to sesja terapeutyczna dla gości zebranych na sali. Nie wypowiada się tu głośno słowa na „Ż”, nie patrzy zbyt głęboko w oczy. A jednocześnie wymaga się konfrontacji, nabrania dystansu, może nawet uśmiechu.

Nowy projekt Teatru Żydowskiego to quasi-dokumentalny spektakl wyreżyserowany przez Wojciecha Klemma, zrealizowany w konwencji grupowej psychoterapii. W grupie wsparcia spotykają się młodzi Polacy, którzy nie mieli pojęcia o swoich żydowskich korzeniach. Część była ochrzczona, wychowywała się w chrześcijańskich rodzinach, Żydzi funkcjonowali w ich świadomości mniej lub bardziej powiązani z pewnymi stereotypami. Splot przypadkowych okoliczności sprawia, że dowiadują się o swoim pochodzeniu, a to zmusza ich do zbudowania na nowo swojej tożsamości. Dowiedz się więcej »RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

Naznaczeni

Dziwny zbieg teatralnych okoliczności… „Morfina”, spektakl Teatru Śląskiego im. S. Wyspiańskiego z Katowic zaprezentował się na tegorocznych 35 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Następnego dnia TVP Kultura przedstawiła inscenizację „Broniewski” Teatru Wybrzeże z Gdańska.

 

Dziwny zbieg okoliczności, pomyślałam, bo oba te spektakle splatają się w dwugłos o Polsce, polskości, determinacji narodowej, losie pokoleń ojców i dziadów, których doświadczenia oddziałują na ich potomków.

Dowiedz się więcej »Naznaczeni

GÜNTER GRASS nie żyje

13 kwietnia 2015 w Lubece zmarł GÜNTER GRASS (ur. 16 października 1927), wybitny pisarz niemiecki, laureat Nagrody Nobla (1999), autor Blaszanego bębenka, doktor honoris causa uniwersytetów w Poznaniu i Gdańsku, Honorowy Obywatel Miasta Gdańska (1993), rzecznik polsko-niemieckiego pojednania.

Po splątanych ścieżkach

Urodzony w Gdańsku, w rodzinie mieszanej, pochodzenia kaszubsko-niemieckiego, stał się piewcą rodzinnego miasta i pojednania – sam o sobie mawiał, że jest Kaszubą. Pod koniec wojny powołany do Wermachtu, ranny pod Cottbus w kwietniu 1945, trafił do niewoli amerykańskiej. Po wojnie próbował sił w wielu zawodach, był m.in. górnikiem, terminował u kamieniarza. Studiował rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie (1948-1951) i Berlinie (1953-1956). Związał się z Grupą 47, skupiającą pisarzy niemieckojęzycznych o antyfaszystowskich zapatrywaniach. Wielokrotnie demonstrował swoje lewicowe przekonania, wspierając kampanie wyborcze Willy’ego Brandta – z SPD wystąpił w roku 1993, kiedy socjaldemokraci opowiedzieli się za zaostrzeniem prawa azylowego.

Dowiedz się więcej »GÜNTER GRASS nie żyje

Na jubileuszu

Zakończyło się święto teatru, bo takim zawsze są Warszawskie Spotkania Teatralne. Czciły zarazem Międzynarodowy Dzień Teatru, bo odbywały się w tygodniu, w którym przypadał, ale też obchodziły jubileusz 35-lecia. Z tej okazji przypomniano, zarejestrowane na taśmie filmowej pamiętne spektakle z ubiegłych 35 lat, m.in.: „Dziś są moje urodziny”, niedokończoną inscenizację Tadeusza Kantora, zaprezentowaną na XXI WST (1992), „Wyzwolenie” – reż. K. Swinarski (1974), „Zbrodnia i kara” – reż. A. Wajda (1987) , „Ślub” – reż. J. Jarocki (1992).

INNOŚĆ BOLI

Tegoroczne Warszawskie Spotkania Teatralne wieńczyła „Iwona, księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza w reżyserii Agaty Dudy-Gracz Teatru im. S. Jaracza z Łodzi. Spektakl dynamiczny, barwny, aluzyjnie nawiązujący do innych utworów tegoż autora. Jest w nim operetkowość, dzięki efektownej oprawie plastycznej, bogatej formie muzycznej i wokalom Mai Kleszcz, jest też „Ślubny”„palic”, a i w tym dramacie bieg wydarzeń zmierza do ślubu.

Dowiedz się więcej »Na jubileuszu

WYCINKA

Najgoręcej oklaskiwany i oblegany spektakl WST: Wycinką Krystian Lupa przypomniał się jako twórca wciąż zaskakujący, który komentuje świat bez makijażu. Powrót do Thomasa Bernharda okazał się dla artysty inspirujący. O przedstawieniu pisano: wybitne, arcydzieło, mistrzowski pokaz itp. Niemal jednym głosem.

Sukces tego przedstawienia polega na podwójności świata przedstawionego. Z jednej strony jest to opowieść środowiskowa, o starzejącej się bohemie, która przeżywa własną śmierć artystyczną. Z drugiej, rzecz o zdradzonych ideałach młodości, o zawiedzionych nadziejach, o goryczy przegranego życia, o wolności, która stała się pozorem. Wszystko to, jak to u Bernharda bywa, na tle znienawidzonego (i ukochanego) miasta, znienawidzonego (i ukochanego) kraju. Jak zawsze na końcu chodzi Wiedeń i Austrię, choć nigdy te nazwy w spektaklu nie padają, więc chodzi w równej mierze o Kraków/ Warszawę i Polskę, a może o Europę Środkową, tak czy owak pewien świat wspólny, wyrastający z galicyjskiej, austriacko-węgierskiej tradycji kulturowej. Dowiedz się więcej »WYCINKA

Wędrowanie

Zdecydowanie najsłabsze ogniwo tegorocznych WST. Zamysł Krzysztofa Jasińskiego był ambitny, na miarę misterium. Na półwiecze swojej dyrekcji w Tetrze STU (to chyba polski rekord) zaplanował tryptyk, który zwiąże trzy wielkie dramaty Stanisława Wyspiańskiego: Wesele, Wyzwolenie i Akropolis. Miało powstać widowisko o Polsce, o teatrze, o Krakowie, a także o ezoterycznych motywach w twórczości poety. Wszystko to w jakiejś mierze w tym spektaklu się pojawiło, ale w postaci pośpiesznie naszkicowanej, wyrwanej z kontekstu, powierzchownej.

Dowiedz się więcej »Wędrowanie

Hanoch Levin, posthumous star of the Polish stage

Hanoch Levin, pośmiertna gwiazda polskiej sceny

Michał Handelzalts, wybitny izraelski krytyk teatralny i tłumacz, wywodzący się z Polski, snuje refleksje po premierze Wzrusz moje serce Hanocha Levina (w świetnym przekładzie Handelzaltsa) na Scenie na Woli Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. Ku swemu zaskoczeniu Handelzalts odkrywa, że się mylił, pisząc w przeszłości, iż Levin nie znajdzie swojej publiczności poza Izraelem. Okazuje się, że znalazł – w Polsce:

During the playwright’s lifetime, I was one of many to write that Levin was not finding an audience outside of Israel. I was wrong.

By Michael Handelzalts | Mar. 31, 2015 | 2:58 AM

First the disclosure: This isn’t a theater review or a complicated thought piece on theater. Rather, this is a selfie of sorts, what in the glory days of print journalism would have been called “new journalism,” in which the writer is at the center of the story. Why is a disclosure required? Because I intend to talk about a performance that involves me, so it’s worth knowing that I am partial to it and that my comments will be free of criticism — even though I am quite critical when it comes to myself.

Dowiedz się więcej »Hanoch Levin, posthumous star of the Polish stage

TATO

Kameralny spektakl krakowskiej Bagateli, Tato w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej dobrze się wpisał w program zakończonych niedawno Warszawskim Spotkań Teatralnych. Publiczność oklaskiwała przedstawienie gorąco.

Sztuka Artura Pałygi powstała na zamówienie lubelskiej Sceny in Vitro. Początkowo jednak nosiła tytuł Ojcze nasz i pod takim tytułem została opublikowana w grudniowym numerze „Dialogu” w roku 2008. Ale już rok później Łukasz Witt-Michałowski, wystawiając sztukę Pałygi użył nazwy Ostatni taki ojciec, a Małgorzata Bogajewska poszła w inną stronę, ocieplając dramat tytułem Tato. Znamienne przesunięcia znaczeń – od tytułu nawiązującego do jednej z najważniejszych modlitw katolika (Ojcze nasz właśnie), a po łacinie Pater noster, co nie tylko jest apostrofą do boga, ale i nazwą ojcowskiego napomnienia, a co więcej tytułem ważnej sztuki Helmuta Kajzara, przed kilkudziesięciu laty określającej stosunki ojca i syna.

Artur Pałyga, jak sam to wyznawał, zaczął pisanie tej sztuki jako swego rodzaju uscenicznienie relacji Franza Kafki z ojcem, na podstawie jego listów – ślady tego zamysłu pozostały w utworze, w ważnym cytacie: „Niedawno spytałeś mnie, czemu twierdzę, że odczuwam przed Tobą lęk. Jak zwykle nie wiedziałem, co ci odpowiedzieć”.

Dowiedz się więcej »TATO

IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

Spektaklem Gombrowiczowskiej Iwony, księżniczki Burgunda w inscenizacji Agaty Dudy-Gracz zakończyły się 35. Warszawskie Spotkanie Teatralne, które przejdą do historii jako jeden z najlepiej zaplanowanych przeglądów polskiego teatru. Królem festiwalu został wrocławski Teatr Polski z Wycinką Krystiana Lupy i Dziadami Michała Zadary. Ale powodów do satysfakcji było więcej. Na tę listę atutów WST można śmiało wpisać ostatni spektakl.

Bohaterem tej Iwony jest uwodzicielski kicz. W finałowej scenie garden party, zaplanowanej przez Gombrowicza jako pokaz dworskiego pompierstwa i olśniewającego blichtru, Agata Duda-Gracz pozostawia jedynie tekst, ale obraz jest odmienny niż to tekst sugeruje. Królewska grupa demonstruje karykaturalny wybuch kiczu: Królowa owinięta kołdrą, Król w koronie przypominającej żyrandol, Szambelan w zwisającej koszuli i bez spodni, żałosny przy nich Książę Filip. Oto świat, do którego lgnęła Iwona, a który ją odtrąca. Czy jest czego żałować?

Dowiedz się więcej »IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

Tylko Gustaw!

Grażyna Korzeniowska pisze po warszawskim spektaklu Dziadów wrocławskiego Teatru Polskiego w reżyserii Miachała Zadary:

Wieść, że Michał Zadara przygotowuje w Teatrze Polskim we Wrocławiu, spektakl na podstawie poematu Adama Mickiewicza Dziady (cześć I, II, IV i wiersz Upiór), nie czyniąc żadnej ingerencji w tekst, wywołała ożywienie w środowisku teatralnym i wśród teatromanów.

Teatr Dramatyczny w stolicy, w którym inscenizację pokazano na 35 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych wypełniony był publicznością więcej niż do ostatniego miejsca.

Reżyser ubrał tekst Mickiewicza we współczesny kostium, scenografię, sposób bycia. Co przydaje spektaklowi wymowy takiej oto, że nawet w naszych racjonalnych, przynajmniej z pozoru, czasach, są znaki na ziemi i niebie, o których… etc., etc…

I rzeczywiście, chyba najciekawszy w spektaklu Zadary jest obrzęd zwoływania duchów, obrzęd dziadów. Rozgrywa się – w budynku przypominającym niedokończoną betonową budowlę lub porzucony wielopiętrowy garaż samochodowy – w niemal w całkowitej ciemności, od czasu do czasu rozjaśnianej błyskiem ognia bądź latarki, i ukradkiem podpatrywany kamerą przemysłową, a efekt rzucany na telebimy przy scenie.

Ale tak naprawdę spektakl ożywa i ożywia pojawienie się na deskach scenicznych Bartosza Porczyka w roli Gustawa

Dowiedz się więcej »Tylko Gustaw!

DZIADY. CZĘŚCI I, II, IV ORAZ WIERSZ „UPIÓR”

Długotrwałymi owacjami przyjęła publiczność WST wrocławskie Dziady w reżyserii Michała Zadary, pomyślane jako pierwsza część zakrojonego na całość widowiska, skomponowanego ze wszystkich fragmentów arcypoematu dramatycznego Adama Mickiewicza. Po hollywoodzkich Dziadach Rychcika to przedstawienie przemówiło siłą Mickiewiczowskiej poezji i zamysłem inscenizacyjnym, zakorzenionym w rodzimych realiach. Lada dzień czeka nas zaplanowana przez Teatr Polski we Wrocławiu premiera Dziadów części III, która wraz z gotowym już i obsypanym nagrodami przedstawieniem złoży się na pierwsze w historii pełne wystawienie dramatu narodowego. Bo jak wielokrotnie potwierdzał to reżyser, będzie to właściwie prapremiera Dziadów w pełnym kształcie literackim.

Pełne, ale czy wierne? Dowiedz się więcej »DZIADY. CZĘŚCI I, II, IV ORAZ WIERSZ „UPIÓR”

KOŃ, KOBIETA, KANAREK

MOCNY akcent WST – spektakl Teatru Zagłębie z Sosnowca:

To nie jest miła rodzina we wnętrzu. Obraz tradycyjnej rodziny śląskiej, który malują twórcy tego przedstawienia, sytuuje się daleko od mitycznych filmów Kazimierza Kutza. Porządek życia reguluje tu przemoc. Mężczyźni, ludzie ciężkiej górniczej pracy, rządzą twardą ręką. Każdy pretekst jest dobry, aby zademonstrować swoją władzę: miejscowy lekarz pomiata żoną pielęgniarką, z nieukrywaną nienawiścią szydzi z jej niezaradności i powolności, ojciec rodziny, sztygar, gasi każdy gest przyjazny ze strony żony, zabija wzrokiem i ostrym tonem, jego zięć strofuje swoją żonę z byle powodu, sąsiad żonę bije, toteż ciągle przybywa jej sińców. Takie jest tło tego życia w atmosferze przymusu i strachu. Sztuka jak ulał wpisuje się w kampanię na rzecz podpisania konwencji o zwalczaniu przemocy w rodzinie. Jeśli ktoś miał wątpliwości, po tym przedstawieniu już nie powinien.

Ale autorzy spektaklu nie poprzestają na prostym opisie obyczajowego tła. Osią dramatycznego konfliktu czynią odmowę podporządkowania się tradycyjnemu modelowi rodziny katolickiej i powinnościom żony-matki. Młoda kobieta nie chce zostać matką. Zachodzi w ciążę, ale nie jest do roli matki przekonana. Nie chce być matką. Odmawia. Wywołuje to szok w rodzinie, zgrozę w sąsiedztwie i gwałtowne gromy ze strony księdza. Kościół, rodzina, środowisko podają sobie ręce i tworzą wspólny front nacisku. Ze sceny padają nawet sławne słowa Karola Wojtyły, porównującego aborcję do zbrodni ludobójstwa, do wybuchu bomby jądrowej.

Dowiedz się więcej »KOŃ, KOBIETA, KANAREK

Na półmetku 35. Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Teatr dla dzieci zajmuje dosyć wstydliwe miejsce w krytyce teatralnej. Teatr dla dzieci umniejsza wartość krytyka i teatru w ogóle. Teatrem dla dzieci zajmować się można co najwyżej przy okazji…

A że okazja się nadarza, można chwilowo zlekceważyć zasłyszane głosy (wypowiadane co prawda szeptem, na ucho w mainstreamowych kuluarach) i przyjrzeć się przez chwilę Małym Warszawskim Spotkaniom Teatralnym. Rozpalona oczekiwaniami, podsyconymi ubiegłoroczną edycją, którą oceniłam znacznie wyżej niż „duże” Warszawskie, marzyłam o spotkaniu z dawno niewidzianą jawajką. Z lekkim niedowierzaniem słuchałam relacji koleżanki zasiadającej w jury toruńskich „Spotkań” o niskim poziomie wielu spektakli i zaskakującym braku lalek. Warszawskie to co innego! – myślę w duchu. To crème de la crème sezonu teatralnego w Polsce, jak ostatnio podkreślił Łukasz Maciejewski. Pogratulowałam sobie intuicji w tej sprawie po mocnym otwarciu festiwalu spektaklem A niech to gęś kopnie Poznańskiego Teatru Animacji. Jednak wraz z dotarciem niemal do półmetka tego najważniejszego wydarzenia teatralnego poziom gorączki uległ błyskawicznemu ochłodzeniu. To są najlepsze spektakle w Polsce? Poważnie?

Dowiedz się więcej »Na półmetku 35. Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

NIEPOROZUMIENIE w teatrze

O „Nieporozumieniu” na podstawie dramatu Dario Fo w reżyserii Jolanty Sikorskiej w Teatrze Trzynastu Rzędów podczas XIX Tygodnia Teatralnego w 86. Liceum Ogólnokształcącym im. Batalionu „Zośka” w Warszawie pisze Marzena Dobosz na blogu „teatru głodna”

Tydzień Teatralny w „Zośce” przypadający co roku w okolicy Międzynarodowego Dnia Teatru (27 marca) to festiwal teatralny o ugruntowanej tradycji – w tym roku odbywa się już XIX edycja. Każdego wieczoru szkolne korytarze zamieniają się w foyer Teatru 13-Rzędów, przed wejściem na salę kłębią się tłumy widzów, a po spektaklach młodzież zostaje na widowni, żeby porozmawiać o tym, co zobaczyła. Wczorajszą premierę „Nieporozumienia” w wykonaniu uczniów z III G publiczność przyjęła owacyjnie. Dowiedz się więcej »NIEPOROZUMIENIE w teatrze

CUDA W BUDZIE CZYLI DEMO TEATRU „LALKA”

1. Tytuł.

Zagadkowy. Zagadkowe trzy pierwsze słowa: cuda, buda, demo. Co im do teatru a w dodatku do Teatru „Lalka” w Warszawie?

Cuda – zjawiska przypisywane działaniu sił nadprzyrodzonych. Potocznie – rzecz niezwykła (rzecz tak piękna, że istny cud). Przenośnie – można dokonywać cudów męstwa, odwagi, umiejętności, zręczności. A buda? Buda to pomieszczenie dla człowieka (buda dla stróża), zwierzęcia (buda dla psa) lub do przechowywania przedmiotów (buda na narzędzia). No, a demo? Łaciński czasownik trzeciej koniugacji (demo, dempsi, demptum) może odebrać lub odjąć coś od czegoś lub komuś, odciągnąć i usunąć, w złożeniach także – zburzyć, zdjąć, zerwać, zwalić, a w postaci rzeczownikowej oznacza burzenie i zwalanie, ale też pokazywanie i wskazywanie, dowód i przedłożenie, a nawet – mowę pochwalną. Jesteśmy w domu. Przedstawienie w Teatrze „Lalka” to pewnie mowa pochwalna na cześć teatru. A dokonają jej – jak napisano w programie – Artyści.

Dowiedz się więcej »CUDA W BUDZIE CZYLI DEMO TEATRU „LALKA”

Odważnie, bezwstydnie, zmysłowo

Tak, tak, wiemy, zespół „Pożar w burdelu” dał już kolejny premierowy program, i to niemal przed chwilą, bo 21 marca w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

My tymczasem chcemy zdać sprawę z 21. zdarzenia pt. Don Juan w Warszawie, które zagrali, kilkakroć, również niedawno, około połowy marca, w stołecznym Teatrze Polskim.

Dla tej teatralno-kabaretowej trupy, powołanej do życia w 2012 roku przez dramaturga Michała Walczaka i Macieja Łubieńskiego, występ na tej dostojnej scenie można poczytywać za nobilitację „pożarowców”, ale i odwagę kierujących Polskim, którzy nie bali się wpuścić kabaretowej trupy do swego teatru, ponieważ stąd i zowąd dochodzą pomruki niezadowolenia, z powodu słowa „burdel” w tytule grupy (potoczne określenie miejsce uciech cielesnych dla panów), że niby obelżywa nazwa razi uszy i oczy publicznym użyciem… Więc nie wiadomo, co komu może przyjść do głowy…

Mało tego, do pożarowoburdelowych igrców dał się wciągnąć się sam Andrzej Seweryn, wybitny aktor dramatyczny, a zarazem dyrektor tej sceny!

Dowiedz się więcej »Odważnie, bezwstydnie, zmysłowo

MORFINA

O spektaklu Teatru Śląskiego, gorąco oklaskiwanym na WST, z frekwencją ok. 130 procent:

Powieść Szczepana Twardocha, poszatkowana w duchu poetyki ruchomej anegdoty, zachowuje jedność dzięki warstwie muzycznej – pastiszowa muzyka dansingowa w magnetyzującym wykonaniu na żywo (zespół Chłopcy Kontra Basia, z ekscytującą wokalistką Barbarą Derlak) nadaje całości klimat bliski wodewilu z czasów międzywojnia i okupacji. Stąd też pytania o tożsamość, jakie zadaje sobie główny bohater, poddawany naciskom matki, żony i kochanek, mają ironiczno-groteskowy posmak, choć z drugiej strony brzmią całkiem serio. Polskość, niemieckość, śląskość to tematy, zwłaszcza na Śląsku żywe, ale i w Warszawie brzmią donośnie.

Aktorzy Teatru Śląskiego uporali się z formą narzuconą przez reżyserkę (z jej upodobaniem do swoistej „gimnastyki” w duchu teatru niemieckiego), w pewnym sensie napięcie między tradycyjną szkołą aktorską a gorsetem formy – nieoczekiwanie, a z korzyścią dla spektaklu – zaowocowało galerią krwistych postaci. Dotyczy to zwłaszcza Matki (Violetta Smolińska) i Żony-Matki-Polki (Anna Kadulska). Na tle żywych porterów kobiet dość blado wypadł bon vivant Konstanty Pawła Smagały, człowiek bez właściwości, a raczej z dwoma tylko właściwościami – pociągiem do kobiet i morfiny (reprezentowanej w spektaklu przez złoty pył)

Dowiedz się więcej »MORFINA

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.