Wśród znawców sceny coraz częściej daje się słyszeć grzmiące żalem słowa: – Teatr TV umarł! Po tej złowieszczej deklaracji nie ma miejsca na zwyczajowy ciąg dalszy: – Niech żyje Teatr TV! Bo i po co przyglądać się czemuś, co z założenia (modne jest takie gadanie) nic nowego nie powie, nie zrobi, niczego nie pokaże, będzie się taplało w wiecznie tym samym bajorku przekleństw, używało lub nadużywało brukowego języka, chcąc nie chcąc naśladując film, reality show czy teleturniej. Otóż takie i podobne twierdzenia to moim zdaniem ślepa uliczka. Prawda, pewne rzeczy (dramat, poezję, prozę) lubimy dopiero, kiedy się „uleżą, ucukrują”; przedtem śmierdzą, pachnieć zaczynają potem, zwykle po stu latach, gdy trafią do podręczników historii literatury. Czy jednak jest to wystarczający powód, by jednym herostratesowym NIE pogrzebać wiarę w szklaną scenę? Niezupełnie…
Dowiedz się więcej »Martwa Królewna, czyli krótki rzut oka na Teatr TV sezonu 2003/2004