Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Loża: Zły

Zaczyna się od tego, czego publiczność nie cierpi: drzwi na widownię otwarte, ale wchodzić nie wolno, bo jeszcze trwa scena w holu. Słychać jakieś pokrzykiwania, co chwila z tłumu wyłania się jakaś postać ubrana jakby to było przedstawienie „Henryka VI na łowach”, tyle tylko że kostiumy mocno się zestarzały, powyciągały, wybrudziły, a nawet jakby poszarpały. Nikt nie wie, o co chodzi, bo nic nie widać, a trwa to dobry kwadrans. W holu ścisk, pewnie tych kilkunastu szczęśliwców, którzy znaleźli się bliżej aktorów, coś widzi i słyszy, ja nie słyszałem i nie widziałem o co szło do samego końca. Dopiero potem ktoś dobrotliwie mi wyjaśnił, że aktorzy wcielali się w zgraję warszawskich koników grasujących pod kinami i teatrami w połowie XX wieku, oferujących niedostępne bilety w atrakcyjnej cenie, a u Tyrmanda w „Złym” to sam rdzeń tej powieści.

Wreszcie wpuszczają, usadzam się. Ale tu też nie będzie lekko. Przesiedzimy bez mała pięć godzin – oczywiście ci, którzy wytrzymają, bo do końca premierowego pokazu dotrwają tylko najbardziej zaprawieni w bojach, mniej więcej połowa widowni.

Niełatwe okaże się śledzenie tego, co w tym widowisku najciekawsze i co jest autentyczną domeną Krzysztofa Garbaczewskiego – mam na myśli warstwę wideo, jego zaskakujące przetworzenia obrazów, kuszące oko i sycące wyobraźnię przemianami postaci, tym razem w bohaterów „Alicji z krainy czarów”. Niestety te transformacje można obserwować na zawieszonym po prawej stronie niewielkim telebimie lub w bardzo rozmazanej formie na białych zastawkach imitujących warszawskie mury. Po godzinie wykręcania szyi ciekawość podglądu siłą rzeczy ustępuje. Wielka szkoda, bo Garbaczewski jest wielkim artystą w tej branży, dowiódł tego wielokrotnie, ostatnio fenomenalną warstwą wizualną monodramu Agnieszki Przepiórskiej „Ocalone” w reżyserii Mai Kleczewskiej.

Garbaczewski utrudnia także kontakt z żywymi aktorami. Nie tylko w prologu, ale w dalszych fragmentach spektaklu, kiedy wyrzuca poszczególne epizody poza przestrzeń sceny a to do szatni, a to do holu albo w boczną kulisę – tak postępuje z malowniczą sceną, która toczy się w tramwaju, ale ustawionym na skraju prawej kulisy tak, że widzowie niewiele widzą. To znaczy ci widzowie, którzy akurat siedzą pod odpowiednim kątem, coś niecoś widzą, pozostali już nie bardzo.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kto nie zna powieści Leopolda Tyrmanda, nie ma prawa się połapać, co wiąże poszczególne osoby pojawiające się na scenie i do czego to wszystko zmierza. Najwyraźniej kuleje dramaturgia. Poszczególne epizody nie składają się w całość. Akcja błąka się po poboczach. Co więcej, przeceniania powieść Tyrmanda, której przypisuje się niemal rolę manifestu pokolenia, w rzeczywistości będąca sprawnym pastiszem powieści dla kucharek, traci na scenie swój unikatowy urok, który ocaliła adaptacja Jana Buchwalda w tym samym Teatrze Powszechnym (2010) – finałowy monolog Andrzeja Kłaka w ogóle w tym spektaklu nie leży jak obce ciało, a ciągnie się niemiłosiernie. Na koniec reżyser dokleił bowiem bodaj z ”Dziennika” Tyrmanda jego dywagacje o relacjach pisarza i władzy.

Na szczęście są też momenty, a nawet dłuższe sekwencje przynoszące radość albo wzruszenie. Do nich należy kilkakrotnie powtarzana piosenka o przemijaniu Avec le temps Leo Ferre, jeden z flagowych utworów piosenki francuskiej w fenomenalnym wykonaniu Mamadou Góo Bâ, który za każdym razem nadaje jej inny rys emocjonalny. Obok tego lirycznego przerywnika w zachwyt wprawia także przerywnik musicalowy, polska wersja słynnego Bad Michaela Jacksona („jestem zły, zły, zły, taki, taki zły”) w wykonaniu całego zespołu. Te akcenty wywoływały brawa przy otwartej kurtynie.

Nie ratuje to jednak widowiska, które woła o nożyczki.

Tomasz Miłkowski

ZŁY wg Leopolda Tyrmanda, reżyseria, scenariusz Krzysztof Garbaczewski, dramaturgia Rébecca Pierrot, scenografia Julia Zawadzka, Krzysztof Garbaczewski, kostiumy Sławek Blaszewski, Dominika Piekutowska-Swed, multimedia Radomir Majewski, Natalia Ślusarska, Zuzanna Gocławska, muzyka Qba Janicki, reżyseria światła Zuzanna Gocławska, Piotr Pieczyński, Natalia Ślusarska, ruch sceniczny Julia Latosińska, Teatr Powszechny im, Zygmunta Hubnera, premiera 16 paźdzernika 2026.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.