W „Dżumie” opartej na powieści Alberta Camusa, z Teatru Kameralnego w Bydgoszczy, szczury roznoszące wirusa, nie pożerają ludzi, ale ich przyzwoitość – pisze Andrzej Piątek w relacji z5. Festiwalu Arcydzieł – 64. Rzeszowskich Spotkań Teatralnych w Rzeszowie.
Wojciech Kościelniak z głębokiej metafory życia i śmierci zrobił spektakl muzyczny, wybierając zasadniczy nerw, zachowując rytm i zamysł, że zaraza jest częścią ludzkiej egzystencji, nie do pokonania na zawsze.
Na scenie schody prowadzą w zasadzie donikąd. To labirynt, który osacza ludzi niczym w klatce i jest kwintesencją ich lęków. Z beznamiętnym licznikiem śmiertelnych ofiar.
Światło sterylne, szpitalne, rozcina scenę jak lekarski skalpel. Muzyka pulsująca jazzowo i modlitewnie, pękająca pod ciężarem ludzkiej tragedii. Ruch sceniczny, niemal balet(łac. ballare = tańczyć), 1. widowisko taneczne, którego ksz... More, daje przeczucie katastrofy spowodowanej zarazą w rozumieniu choroby, która współcześnie miewa czasem oblicza dezinformacji, nienawiści i cynizmu.
Kościelniak pokazuje mechanizmy, które z codzienności znamy. W zgodzie z tezą, którą Camus stawia w powieści „Dżuma” jasno i która do naszych czasów pasuje jak ulał: Każda godzina próby, to sprawdzian przyzwoitości. Pomożemy bliźniemu, czy wybierzemy spokój?
Można z wielkiej powieści Camusa zrobić przedstawienie muzyczne zachowując myśl, uzupełnioną współczesnym przesłaniem, stonowanie, bez szaleństwa i tanich efektów.
Konkursowo na 5. Festiwalu Arcydzieł na werdykty czekają jeszcze „Faust” Goethego i „Iwona, księżniczka Burgunda” Gombrowicza – z Teatrów: Siemaszkowej w Rzeszowie i Polskiego w Bielsku – Białej.
Andrzej Piątek
N/z Scena zbiorowa z „Dżumy”.
Fot. Archiwum Teatru Kameralnego im. Wandy Rucińskiej w Bydgoszczy
