Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Kwaśny czwartek: Utrata

Przepływająca przez mój rodzinny Milanówek rzeczka Rokitnica wpada do rzeki Utraty, która potem płynie do Pruszkowa, Błonia i Żelazowej Woli. Zahacza też o okolice Piastowa, którego część sama się nazywała Utratą, a ponieważ nikt nie chciał inwestować w Utracie, w 1926 r. w drodze konkursu wyłoniono nową nazwę. Zwycięzcą został 14-letni harcerz Zygmunt Kosewski, co tu odnotowuję ku jego chwale. Jednak nie wiem, czy w Piastów ktoś chciał zainwestować. Mnie Utrata nie przeszkadzała – kiedy w jej okolicach jeździłem na rowerze, byłem w wieku, kiedy raczej się zdobywało świat. Poczucie utraty przyszło później i zostało już na zawsze.

Jestem w muzeum archeologicznym w mieście Samos na wyspie o tej samej nazwie. Nie cierpię muzeów, zwłaszcza archeologicznych: wszystkie wydają mi się takie same: potłuczone i posklejane garnki, zabawkowe figurki, trochę biżuterii i okrutnie poobtłukiwane posągi, którym brakuje głów, rąk, czasem nóg. Męskie korpusy zawsze mają tylko ślady po tym, że są męskie: tu utratę wywołała erozja, trzęsienia ziemi czy zmiany koncepcji artystycznych, ale często także młotek cenzora. Niemniej jednak warto pamiętać, żeby swój czas wykorzystywać w odpowiednim czasie – bowiem czas powoduje nieuchronnie utratę głowy i drugorzędnych cech płciowych. Pierwszorzędnych zresztą też.

To i owo niekiedy da się uratować. Stoję przed największym greckim kurosem – posągiem nagiego młodzieńca. Ma przeszło pięć metrów wysokości, pochodzi z pierwszej połowy VI w. p.n.e. i znaleziono go dopiero w 1980 r. przy tzw. świętej drodze, prowadzącej do największej greckiej świątyni – Heraionu, niedaleko miasta Pithagorio. Podobno takich kolosów było więcej i były fundowane przez miejscowych oligarchów, którzy w ten sposób chcieli się przypodobać i królowej bogów Herze, i miejscowemu satrapie Polikratesowi, który w świątynię inwestował. Kuros pokazywany w muzeum w Samos, ma na lewym udzie napis, coś w rodzaju tatuażu, z którego wynika, że fundował go niejaki Isches, syn Resisa. Jak posąg znaleziono, był bez części nóg i bez głowy, którą cztery lata później odnaleziono nieopodal. Głowa, ręce i nogi mogły odpaść, jak posąg się przewrócił w wyniku trzęsienia ziemi, podobno też utrata pewnej istotnej części rzeźby w okolicach podbrzusza to nie skutek młotków kapłanów w czasach bizantyjskiej pruderii, tylko też działanie sił natury. Cały korpus pięciometrowej figury wykonano z jednego wielkiego bloku marmuru, ale dodatki – jak głowa, kończyny i męskie przyrodzenie dołączono później. Trzymały się słabo i kuros je utracił po katastrofie sejsmicznej.

Zanim go wystawiono na widok publiczny w muzeum w Samos (które specjalnie do tego celu przebudowano, pogłębiając jedną z sal), dokonano częściowej rekonstrukcji, łącząc znalezione fragmenty z korpusem przy pomocy tytanowych prętów. Tu odczuwam z biednym kurosem niejaką wspólność: mój kręgosłup też ma wstawki tytanowe. Na szczęście, jest to jedyna moja wspólność z kolosem. Głowę i ręce przywrócono na ich miejsce, dolnych części nóg jeszcze nie odnaleziono, więc kuros stoi jak na protezach. No, ale reszta? Szukają, czy dali sobie spokój wiedząc, że i tak pewno by musieli mu założyć kąpielówki? Co prawda, majtki domalowywane w obrazie Sądu Ostatecznego Michała Anioła w watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej częściowo usunięto podczas tzw. japońskiej renowacji dzieła pod koniec XX w., ale efekty działań papieskich siepaczy, biegających po Watykanie z młotkami i dłutami w czasach tzw. wielkiej kastracji w XVI i XVII w. widać – a raczej, nie widać, do dziś. Niektórzy pocieszają się tym, że może to jeszcze da się odkręcić, bo podobno w Muzeum Watykańskim jest szczelnie zamknięty magazyn, gdzie przechowywane są wszystkie te odłupane penisy. Szczerze w to wątpię: marmurowe imponderabilia pod uderzeniami cenzorskich młotków z pewnością rozpadły się w pył i można by je co najwyżej odtworzyć na nowo i przymocować na tytanowych pręcikach. Po czym zasłonić listkami figowymi. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego akurat figa służy jako substytut slipek i stringów…

Moim zdaniem, tak jak jest teraz w muzeum w Samos, jest smutno i okropnie, a poczucie nieuchronnej utraty, wywołanej upływem czasu, wstrząsami i nieskutecznym poszukiwaniem kompensacji może powodować u części zwiedzających depresję. I przestrogę, że jeśli z jakiegoś powodu stracimy głowę, możemy też nie uratować innych przyrządów. Na szczęście, można w tym wszystkim znaleźć także nutkę optymizmu: wielki rozmiar nie ma znaczenia, co może dać satysfakcję posiadaczowi 173 cm wzrostu. Cudze nieszczęście zawsze pociesza, zwłaszcza, gdy dotyka pięciometrowego idola, fundowanego przez Ischesa, syna Resisa. Złośliwie można dodać, że im większy korpus, tym strata jest większa. Sit transit gloria mundi.

Maciej Pinkwart, 22 października 2026

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.