Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Siła dziedzictwa

Spektakl Roberta Talarczyka oparty na dylogii Singera „Dwór” i „Spuścizna” nie przypadkiem nosi tytuł „Dziedzictwo”. Idzie bowiem nie tylko o przesłanie, kryjące się w tej prozie, ale o dziedzictwo, którym jest dzieło Singera dla Teatru Żydowskiego. Nie przypadkiem jego utwory pojawiają się na afiszu teatru, a jego imię od lat patronuje festiwalowi „Warszawa Singera”, jednoczącemu dokonania kultury żydowskiej.

Ten szczególny związek ze spuścizną Noblisty ucieleśnia w finale spektaklu Gołda Tencer, wzywając w krótkim, ekspresyjnym monologu czas przeszły i tych, których już nie ma, na świadków dziedzictwa. Jego trwanie i przekazywanie to swego rodzaju testament Singera wpisany w jego dzieło i wpisany w ten spektakl, którego premiera wieńczyła 75-lecie Teatru Żydowskiego. Bez podtrzymywania tego dziedzictwa groziłoby tożsamości żydowskiej przyjęcie roli dybuka i rozwianie się w niepamięci.

Powieść Singera porównywano do „Lalki” Bolesława Prusa. Nic dziwnego – epicki rozmach obu powieści, losy głównych bohaterów, Kalmana Jakobiego i Stanisława Wokulskiego, pnących się po szczeblach finansowej kariery, a na koniec doznających uczuciowej katastrofy, która niweczy ich śmiałe plany, czynią te powieści o polskim i żydowskim losie pod pewnymi względami zbliżonymi. Oczywiście, przy świadomości wielu różnic kulturowych i odmiennych zamysłów.

Prus malował przemiany polskiego mieszczaństwa i ziemiaństwa w latach rewolucji przemysłowej, Singer ukazywał losy żydowskiej, ale i polskiej społeczności po powstaniu styczniowym, w końcowych dekadach XIX wieku. W „Dworze”, a potem „Spuściźnie”, które stanowią powieściową dylogię, oddał zmagania mentalne, będące udziałem chasydów (ale nie tylko) w zderzeniu z marszem nowoczesności. Przy czym, jak zwykle u Singera, silny nurt rozważań filozoficznych i religijnych (a także politycznych) splatał się z odważną zmysłowością wątków obyczajowych.

Głównym miejscem akcji w „Dworze” jest tytułowa posiadłość Jampolskich, która po konfiskacie zostanie oddana w dzierżawę Jakobiemu przez nowego rosyjskiego właściciela. Z tą chwilą żydowski przedsiębiorca staje się wpływowym biznesmenem, zwłaszcza po zawarciu kontraktu na podkłady kolejowe dla warszawskiego potentata Wallenberga do powstającej bocznicy, łączącej kolej żelazną z wapiennikami, których eksploatacja staje się źródłem ogromnych dochodów.

Singer trzyma się losów rodziny Kalmana, jego córek i żony, a potem także zięciów, prowadząc bowiem interesy nie zaniedbuje Kalman obowiązków ojca z czterema córkami na wydaniu.

Pamięta też o obowiązkach pobożnego chasyda. Toteż jego wypowiedzi usiane są formułami wyjętymi z zapisów Tory, w każdym wydarzeniu dopatruje się ogólniejszego sensu. Dochodzi z czasem do konfliktu między ideałami religijnymi a zajęciem dobrze prosperującego właściciela i dzierżawcy, okaże się też, że zarządzanie lawinowo rosnącym majątkiem przerasta umiejętności Jakobiego. Konflikt wiary i interesu nasila się po śmierci Zeldy (Ewa Dąbrowska), pierwszej żony bardzo przywiązanej do zasad regulujących żydowskie życie. Kalman poślubia wtedy Klarę (Małgorzata Trybalska), młodą wdowę i córkę równie majętnego żydowskiego przedsiębiorcy, swobodnie traktującą żydowską tradycję (nie chodzi w peruce, organizuje bale, zadaje się z młodszymi mężczyznami, syna Saszę wychowuje nowocześnie). Z czasem musi dojść do katastrofy ich małżeństwa, zwłaszcza po odkryciu romansu ze studentem medycyny Cypkinem (Marcin Błaszak). Kalman zawraca na drogę chasydyzmu, znajdując ukojenie na dworze swego zięcia Jochanana, rabbiego Marszynowa.

Tak więc postacią spajającą całość wydarzeń jest Kalman, grany w prapremierowym spektaklu przez Roberta Talarczyka, który swoim spokojem, kryjącym wewnętrzny niepokój przypomina Wokulskiego. W jego demonstrowanej pewności siebie, pewnej otwartości na to, co nowe, kryje się obietnica porozumienia z nadchodzącym czasem. Jerzy Walczak w tej samej roli (a grają na zmianę) tworzy zupełnie inną kreację. Jego Kalman jest przede wszystkim pobożnym Żydem, który poddaje się fali wydarzeń, ale pamiętając o wskazaniach Księgi. Mamy więc dwie postawy wobec zmieniającego świata: ostrożnej akceptacji, nie pozbawionej licznych lęków i wątpliwości, i czujnej kontroli, nakazującej nieustanną asekurację. Widać to wyraźnie w scenie, w której Kalman mierzy się z odmową Mirian-Liby, która nie chce poślubić Jochanana. Kalman Talarczyka znajduje rozwiązanie jak czuły opiekun, Kalman Walczaka dba przede wszystkim o kontrolę i zgodność z obyczajami. To ciekawy zabieg, pozwalający w jednym spektaklu podążać różnymi ścieżkami rozwoju postaci.

Stosunek do tradycji żydowskiej to jednej z głównych tematów tej rozległej dylogii. Obok zawołanych reprezentantów pobożnego życia wedle reguł chasydzkich wielu w tych powieściach bohaterów, którzy wadzą się z tymi zasadami, odstępują od nich motywowani rozmaitymi względami, czasem dążeniem do sukcesu, czasem potrzebą uwolnienia się od gorsetu nakazów i zakazów. Czasem gnani rewolucyjnym zapałem jak Mirełe (Izabella Rzeszowska), córka rabina Jampola, Menachema Mendla (Marek Węglarski), siostra Azriela. która przystaje do Proletariatu. Zwolennicy społecznej zmiany, przeciwnicy żydowskiego zaścianka wybierają różne postawy: przechty (Wallenberg – w tej roli niezawodny Henryk Rajfer), częściowej asymilacji (Azriel), ateizmu lub rewolucji. Zasadnicze polemiki i dyskusje związane z wyborem tożsamości zajmują w powieści więcej miejsca (znacznie ważniejszą w nich rolę odgrywa Wallenberg) niż na scenie, gdzie są tylko sygnalizowane, ale wyraziście.

Dodatkową komplikację w procesach adaptacyjnych stanowią relacje między Polakami i Żydami, a także Rosjanami. Ukazuje to Singer wnikliwie, ważąc racje i rozkładając akcenty bez próby łatwego potępienia czy gloryfikacji. Ukazuje też cenę, jaką płacą Żydzi wyrzekający się swojej tradycji – sukces prowadzi do wynarodowienia, do roztopienia się w nacji gospodarzy (Polacy) albo zaborców (Rosjanie). Dylematy te silnie rymują się z żywymi dzisiaj kontrowersjami związanymi z nasiloną falą imigracji. Singer zaskakuje wnikliwością analizy tych procesów.

Zderzenie, ale i splecenie losów Jakobich i Jampolskich stanowi oś fabuły, która rozplata się na wiele wątków równoległych i nici powiązań rodzinnych, które mogą się wydawać mniej wyraźne. Początek tego związku – zderzenia jest oczywisty: Kalman jako dzierżawca obejmujący posiadłość Jampolskich wchodzi w ziemiańskie buty. Nie zamieszkuje jednak dworu, zostawiając go do dyspozycji hrabiny Jampolskiej i jej córek, opłakującej męża i syna, skazanych na wygnanie. Sam wybiera na siedzibę skromniejszy od dworu budynek. Relacje między byłymi właścicielkami i nowym dzierżawcą są formalne, ale następuje jednak zbliżenie, nawet niezamierzenie dla obu rodzin niebezpieczne – hrabicz Lucjan (Piotr Chomik wydobywa jego dwubiegunową psychikę), zbiegły z wygnania, ucieka z córką Kalmana (przejmująca rola Adrianny Kieś) do Paryża, aby przemienić jej życie po kilku jasnych miesiącach w piekło. To właśnie jej dramatyczne losy i kryminalna biografia Lucjana znajdą się w centrum uwagi pisarza tak jak romanse Klary i Azriela, który przy wsparciu Wallenberga kończy studia, zostaje psychiatrą i także wikła się w romans z przechrztą, litwaczką, Olgą Bielikową (Adrianna Dorociak), pozostając jednak u boku żony Szejndl (Sylwia Najah), coraz bardziej osuwającej się w czeluść choroby umysłowej. Romans ten ukazuje wewnętrzne rozdarcie Azriela między tradycją i nowoczesnością, przywiązaniem do prowincjonalnej pobożności i pragnieniem wybicia się na niezależność. W pewnym momencie to Azriel przejmie rolę głównego bohatera – jego wątpliwości, dręczące go pytania i dążenie do zerwania z tradycjonalizmem sprawiają, że ojciec opuszcza Jampol i umiera w osamotnieniu. Daniel „Czacza” Antoniewicz przekonująco maluje postać Azriela, który miota się między chasydzkim wychowaniem a życiem wyzwolonym. Opuszczony przez syna Cadoka (Mateusz Trzmiel), który jako osadnik podąża do Palestyny, próbuje go przekonać, że nie musi nigdzie wyjeżdżać i może tutaj zostać, kim zechce: Polakiem, Rosjaninem. – A tobie się udało? – pyta na odchodnym syn. To jedno z najbardziej dramatycznych pytań tego spektaklu i bodaj kluczowe.

Wszystkie zatem dylematy kończą się powrotem do źródeł. Bierze w tej opowieści górę konserwatyzm, przekonanie, że tylko trwanie przy starych zasadach, wierność religijnym powinnościom i skomplikowanym regułom pobożności może człowieka uratować przed unicestwieniem, ocalić jego tożsamość. Mimo szalonego protestu przeciwko gorsetowi pobożności, krępującej ambicje i aspiracje jednostki, Singer sugeruje swoją opowieścią, że dzięki tej więzi udało się narodowi przetrwać stulecia tułaczki i prześladowań.

To właśnie tytułowe „dziedzictwo” spektaklu Roberta Talarczyka w Teatrze Żydowskim. Skomplikowane, często niejednoznaczne, ale przecież nie do wymazania, fundamentalne dla ciągłości pokoleń. Wydobyć to przesłanie z wielowątkowego dzieła Singera tak, aby przemówiło ze sceny wcale nie było łatwo. Adaptatorzy (Remigiusz Grzela i Robert Talarczyk) musieli zrezygnować z wielu pobocznych torów akcji i postaci, koncentrując się na tym, co uznali za główny nurt narracji. Nieomylnie podążyli za głównymi aktorami dylogii: Kalmanem i jego zięciami, Lucjanem i Azrielem.

Pomocny okazał się, co zgodnie przyznają, scenariusz serialu telewizyjnego, który przed laty przygotował Krzysztof Teodor Toeplitz, wytrawny wszak scenarzysta, by tylko wspomnieć o kultowym „Czterdziestolatku”. Jednak jego scenariusz łączący wątki „Dworu” i „Spuścizny” nie znalazł zainteresowania producentów (a wielka szkoda). Po latach trafił do Teatru Żydowskiego, aby z czasem wspomóc pracę nad scenariuszem tego przedstawienia.

Wywoływanie obrazów przeszłości sprawia czasem wrażenie cofanej taśmy filmowej. Choreograf Jakub Lewandowski wykorzystuje efekt zatrzymanego kadru, kiedy wszelki ruch zamiera, a potem znowu siłą magii teatru nakręca go i zrytmizowany niczym w tańcu biomechanicznym naprowadza na odpowiednią ścieżkę pamięci. Choreografia, nawiązująca do żydowskich tańców obrzędowych (z pełną tęsknoty muzyką Filipa Tabęckiego) albo figury Żyda Wiecznego Tułacza zastępuje epickie opisy, których wiele w powieściach Singera – w pewien sposób uzupełnia okrojoną fabułę. Obraz wzbogaca partie dialogowe i opisowe. Tak jest choćby z sugestywną sceną balu wydawanego przez Klarę, jej grą z zalotnikami-gośćmi z wyraźnym podtekstem erotycznym, która więcej opowiada o tęsknotach kobiety niż słowa, jakimi mami Kalmana.

Nad tym światem, uwznioślonym monumentalną scenografią wywiedzioną z murów Świątyni Jerozolimskiej, z umieszczonym centralnie kamieniem ofiarnym, unoszą się słowa cadyków i Pisma, tajemne wezwania dybuków. Poetycka metafora, teatralny skrót i aura mistycyzmu okala ten spektakl o ocalającej i oczyszczającej mocy.

Tomasz Miłkowski

DZIEDZICTWO Icchoka Baszewisa Singera, scenariusz Remigiusz Grzeli i Roberta Talarczyka oparty na pomyśle Krzysztofa Teodora Toeplitza, reż. Robert Talarczyk, scenografia Dagmara Walkowicz-Goleśny, kostiumy Konrad Parol, wizualizacje Natan Berkowicz, reż. świateł Katarzyna Łuszczyk, ruch sceniczny/ choreografia Jakub Lewandowski, muz. Hadrian Filip Tabęcki, Teatr Żydowski im. Estery i Idy Kamińskich, premiera w Klubie Dowództwa Garnizonu Warszawskiego, 30 stycznia 2026.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.