Z Jadwigą Kościk (Jagodą Jagson) rozmawia Anna Jazgarska.
– Rok 2025 był dla Teatru Muzycznego Baabus Musicalis bardzo pracowity, przyniósł też pewne zmiany.
– To był intensywny okres, sporo się u nas zmieniło. To, co się wydarzyło, jest właściwie pokłosiem roku 2024. Nasz teatr obchodził wówczas jubileusz – okrągłe dziesięć lat istnienia. To był rok szczególny, bo wyjechaliśmy do Stanów Zjednoczonych na Junior Theater Festival, bardzo prestiżowe wydarzenie ściągające dziecięce i młodzieżowe teatry muzyczne z całego świata. Zwyciężyliśmy tam w dwóch najważniejszych kategoriach: najlepszy zespół teatralny oraz najlepsze techniki teatralne. W trzydziestoletniej historii festiwalu to pierwsze zwycięstwo reprezentacji Polski. Ten sukces bardzo popchnął nas do przodu, otworzył też wiele drzwi. Już podczas przygotowań do udziału w festiwalu weszliśmy w strefę międzynarodowych teatrów musicalowych, reprezentujących Broadway i Music Theatre International. Ja zostałam ambasadorką iTheatrics. Jest to organizacja specjalizująca się w adaptowaniu musicali na wersje przyjazne dzieciom i młodzieży, wystawiane w szkołach i w grupach teatralnych. iTheatrics współpracuje z Disneyem czy wspomnianym Music Theatre International, skracając i dostosowując licencje do możliwości młodych wykonawców.
– Jak ten imponujący sukces przełożył się na waszą polską codzienność?
– Sytuacja jest dość zabawna, bo mam wrażenie, że obecnie jesteśmy bardziej rozpoznawalni w świecie – w Stanach Zjednoczonych, ale też w innych krajach – niż w Polsce. Mamy mnóstwo zaproszeń, od Kalifornii po Florydę. Bardzo interesuje się nami amerykańska Polonia, otrzymujemy wiele propozycji z ich strony. W Polsce jest nieco inaczej, dlatego w 2025 roku otworzyliśmy warszawską filię teatru, aby popracować trochę na rozpoznawalność w kraju. Ciągle jednak łatwiej nam zorganizować warsztaty czy znaleźć miejsca do występów za granicą. W 2025 roku otrzymaliśmy od Broadway Junior Company zaproszenie do udziału w przesłuchaniach na występ z okazji dwudziestej piątej rocznicy istnienia Musical Weekend na Broadwayu. Lecimy tam w kwietniu 2026 roku. To niebywale prestiżowa propozycja. Dla nas, osób zakochanych w musicalu, oddających mu całe serce i energię, Broadway to spełnienie marzeń.
– Od dekady spełniacie marzenia w Sopocie.
– To prawda. (śmiech) W kapitule jury oceniającego nasze występy w Stanach Zjednoczonych była Cindy Ripley, twórczyni metody realizowanej przez iTheatrics. Zauważyła, że w Sopocie robimy to, co ona stworzyła w Stanach Zjednoczonych trzydzieści lat temu. Podobnie wypowiedział się Timothy Alen McDonald, twórca Junior Theater Festival, uznany amerykański dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More oraz reżyser, od lat tworzący i adaptujący musicale dla młodszych wykonawców. Najmilsze było to, co powiedziała Cindy: że widzi we mnie miłość do dzieci, wielką cierpliwość dla ich potrzeb i pasję do tworzenia z nimi sztuki. Bardzo poruszyły mnie te słowa. To był zresztą początek naszej pięknej przyjaźni. Baabus Musicalis jest rodzajem różowej bańki, którą nadmuchałam wspólnie z tymi moimi dzieciakami, trochę z dala od tego wszystkiego, co dzieje się na zewnątrz. Wpisaliśmy się w amerykański vibe: dajemy dzieciakom szansę i pozwalamy im się rozwijać bez względu na ich umiejętności, bo one te umiejętności zdobywają na ogół dopiero w teatrze.
– Co jeszcze zmienił rok jubileuszowy?
– Od początku istnienia Baabus Musicalis marzyliśmy o własnej siedzibie. Nasza działalność i ciężka codzienna praca niejako wydreptywały nam do tego celu drogę. Rok za rokiem stawaliśmy się coraz bardziej rozpoznawalni, lokalne środowisko zaczęło nas doceniać i dostrzegać potencjał zespołu. Przez lata gościliśmy w sopockim Teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej. Wspaniałe, kochane przez nas miejsce, ale niewielkie, a dodatkowo tę ograniczoną przestrzeń dzieliliśmy z innymi artystami czy zespołami. Było to dla nas trudne w kontekście czysto logistycznym. Dlatego bardzo się ucieszyliśmy, kiedy przyszła propozycja przeniesienia się do lokalu w Sopot Centrum, w kompleksie położonym tuż przy dworcu kolejowym. Jesteśmy tam od września 2025 roku. Ta zmiana bardzo nas rozwinęła. Zaczęliśmy prowadzić warsztaty: kostiumowe, choreograficzne, skupione wyłącznie na muzyce i dźwięku. To nowe miejsce umożliwia pracę nad rozwojem we wszystkich właściwie obszarach teatru muzycznego, także tych ściśle produkcyjnych.
– Jak nowa siedziba wpłynęła na zespół?
– Wzmocniła i ukonstytuowała go. Pracują z nami wspaniali ludzie: arteterapeutka, pedagożka i aktorka Angelika Felkner, instruktorka wokalna Anna Trofimova, kostiumolożka Anna Wilczyńska, choreografautor układu tanecznego w spektaklu baletowym albo w innego... More i instruktor tańca Maciej Florek, scenografka Grażyna Rigall, choreografka i tancerka Magda Wójcik, choreograf Stefano Otoyo, aktorka i wokalistka Agata Bieńkowska oraz Zuzanna Ostrowska i Monika Gołębiewska zajmujące się sprawami produkcyjnymi i organizacyjnymi. Wszyscy są mistrzami i niezwykłymi ludźmi. Budujemy tę naszą społeczność coraz prężniej. Ostatnie dziesięć lat wiele nas w kwestii zespołu i organizacji nauczyło. Bardzo chciałam usprawnić Baabusa pod względem codziennej organizacji, zależało mi na wzmacnianiu profesjonalizmu. Z miejsca, w którym teraz jesteśmy, mogę szczerze powiedzieć: udało się. Funkcjonujemy w strukturze fundacji, ale działamy w zasadzie jak profesjonalna instytucja kultury. A udało się to, bo ludzie, którzy przez lata krzyżowali się z Baabusem, mieli zawsze ten sam cel, dzielili podobne pasje i miłości. To nigdy nie były przypadkowe osoby. Tak jest do dzisiaj.
– Mówiąc o fundacyjnych podstawach Baabusa, podkreśliłaś jego profesjonalizm. Domyślam się, że to wynik konfrontacji z powszechnym w Polsce przekonaniem o nieprofesjonalności zespołów działających w strukturach fundacji czy stowarzyszeń. To się często przekłada na nieufność, lekceważenie. Tymczasem tego rodzaju działalność jest w Europie powszechna i nikt nie podważa jej profesjonalizmu.
– Tak niestety często bywa. Z podziwem spoglądam na systemy działające w innych krajach, przede wszystkim anglojęzycznych. Zbudowane są w niezwykłej swobodzie i mają głęboką umiejętność tworzenia całych teatralnych społeczności. Bez hierarchizowania. W Stanach Zjednoczonych grupy musicalowe powstają przy szkołach, bywa ich nawet po kilka. Znam szkołę w Teksasie, przy której działa aż pięć takich zespołów. Nikt tych grup nie lekceważy. Przeciwnie – patrzy się na nie jak na wylęgarnie talentów. Jeśli przestudiujemy biografie wybitnych aktorów czy aktorek, w wielu znajdziemy wzmianki o początkach w takich właśnie przyszkolnych grupach. To wynika też z tego, że edukacja teatralna czy też w ogóle edukacja artystyczna w wielu krajach ma bardzo wysoki poziom i stanowi nieodzowną część nadrzędnego systemu edukacyjnego, czego niestety wciąż nie doczekaliśmy się w Polsce. Inną sprawą są kwestie finansowe. W Stanach Zjednoczonych na przykład grupy musicalowe są finansowane przez miasta czy stany. Nagrody na festiwalach typu Junior Theatre Festival przynoszą dodatkowe, nierzadko naprawdę znaczące pieniądze dla takich zespołów.
– W Polsce Baabus Musicalis jest ewenementem. Rozumiem, że w zasadzie dopiero za granicą poznajecie podobne zespoły.
– Zgadza się. W Junior Theater Festival w Atlancie uczestniczyło siedem i pół tysiąca dzieci. To był prawdziwy ogień! Nigdy nie braliśmy udziału w tak potężnym wydarzeniu. Były tam wyłącznie zespoły takie jak nasz.
– Zapewne rywalizacja była ostra…
– Konkurujemy ze sobą, ale relacje pomiędzy nami są pełne ciepła i życzliwości. Podczas Junior Theater Festival dzielimy zakwaterowanie i szybko się poznajemy. W jednym domu mieszka nawet kilkanaście drużyn, a domów jest kilkadziesiąt. Skalą przypomina to olimpiadę. Drużyny przyjeżdżają z różnych stron świata: z Chin, Japonii, Korei Południowej, Australii, Nowej Zelandii, Ameryki Południowej i Kanady. Dzieciaki z Baabusa mają cały czas kontakt z poznanymi tam koleżankami, kolegami. Wspierają się wzajemnie przed premierami. To środowisko jest bardzo otwarte, także jeśli chodzi o dorosłych. Zresztą sama metoda iTheatrics zakłada u podstaw sieciowanie i nieustanną wymianę. Dzięki temu na przykład bez problemu mogę skontaktować się z ludźmi z Disneya. W polskim środowisku nie mam takiej łatwości.
– Opowiadasz o zespole Baabus Musicalis z wielką pasją i czułością. Teatr istnieje ponad dekadę, ale ma dłuższą nieformalną historię.
– Jak to zwykle bywa, wszystko zaczęło się dawno temu. (śmiech) Gdy byłam dzieckiem, mieliśmy w domu adapter, na którym tata włączał bajki muzyczne, słuchowiska. Uwielbiałam je. Moim ulubionym słuchowiskiem było Drzewko Aby Baby Mirosława Łebkowskiego i Stanisława Wernera. Miłość do tej opowieści zapisałam zresztą w nazwie teatru. Te nagrania były moim światem, wsparciem, dzięki nim przetrwałam wiele trudnych dziecięcych sytuacji. Pobudzały wyobraźnię i podsycały miłość do muzyki, do teatru. Marzyłam o miejscu, w którym – jak w historii z Drzewka Aby Baby – ludzi połączą śpiew i twórcza praca. Dziecięce marzenia zawsze we mnie pracowały, jest tak właściwie do dzisiaj. W okresie szkolnym podsycała je Sopocka Szkoła Muzyczna, przede wszystkim zajęcia ze wspaniałą Jolą Ronczewską. Pamiętam do dziś – otwarte okno, pachniały kwitnące drzewa, a ja słuchając Joli i utworów, które nam proponowała, marzyłam o świecie sztuki, o pracy artystycznej. Czułam z nią i z tym, co nam przekazywała, ogromną bliskość. Zostałyśmy nawet przyjaciółkami. Ale największy udział w powstaniu Baabusa Musicalisa ma Laura, moja córka. Ona jest moją największą inspiracją. Kiedy Laura miała cztery lata, zapisałam ją na zajęcia muzyczne właśnie do Sopockiej Szkoły Muzycznej. Uczęszczała na nie razem z dzieckiem Izy Sokołowskiej, mojej przyjaciółki. Te zajęcia były wspaniałe, ale byłyśmy z Izą zgodne: jest ich za mało. Bardzo chciałyśmy również, aby nasze dzieci nie ograniczały się do muzyki, ale by były też aktywne fizycznie i w teatrze. Pewnego dnia po prostu zaproponowałam: zróbmy teatr z naszymi dziećmi. Pomysł wsparł mój przyjaciel Michał Derlatka. Zaczęliśmy działać
– Co, prócz potrzeby stworzenia atrakcyjnych i kształcących zajęć, zdeterminowało Twoje pierwsze myśli o zespole Baabusa?
– Na ten wyjściowy pomysł miały wpływ moje doświadczenia jako osoby z wykształceniem artystycznym, która próbowała odnaleźć się zawodowo w świecie sztuki. Chodziłam na wiele castingów, byłam jednak bardzo nieśmiała, co zamykało mi drzwi do pracy na scenie. Myślałam o tym, kiedy zakładaliśmy Baabusa. Co z ludźmi takimi jak ja? Nieśmiałymi, potrzebującymi czasu, żeby wydobyć swoje umiejętności? Co z tymi, którzy nie potrafią walczyć o swoje miejsce na scenie? I zdecydowałam: do naszego teatru przyjmiemy każdego, nie będzie castingów. Poza tym bliskie jest mi przekonanie, że dość trudno zauważyć wszystkie możliwości u kilkuletnich dzieci. One przecież cały czas się rozwijają, zmieniają. Czy patrząc na pięcioletnie dziecko, jesteśmy w stanie orzec, że ma predyspozycje do pracy na scenie muzycznej bądź ich absolutnie nie posiada? Moim zdaniem nie.
– O czym jeszcze myślałaś, pracując nad fundamentami Baabusa?
– Bardzo chciałam, aby to było miejsce dostępne. Ważne było, żeby dzieci przychodzące do nas poznawały świat sztuki – teatru, muzyki. Bez założenia, że w przyszłości będą w nim działały zawodowo. Baabus Musicalis to przede wszystkim miejsce spotkania: wspólnej kreatywnej zabawy i pracy. Istotą jest sam proces. W Baabusie bardzo zwracamy uwagę na dzieci, które z różnych powodów są szczególnie narażone na wykluczenie z udziału w kulturze. Myślę zwłaszcza o dzieciach z niepełnosprawnością fizyczną, intelektualną. Mój brat jest osobą z niepełnosprawnością intelektualną, pewnie dlatego jestem bardzo wrażliwa na specjalne potrzeby. Jako teatr nawiązaliśmy współpracę z Jackiem Spicą, który od kilkudziesięciu lat prowadzi w Sopocie Teatr Ubogi Relacji, w którym tworzą ludzie z niepełnosprawnością. W grudniu 2025 roku wystąpiliśmy z zespołem Jacka na Uniwersytecie Gdańskim, towarzyszyli nam niezwykli artyści: Leszek Możdżer, Marta Burdynowicz, Łukasz Reks. To był koncert świąteczny, niesłychanie wzruszające i ważne twórcze doświadczenie. Baabus więc jest otwarty dla wszystkich dzieci, nie wyklucza nikogo. Zresztą dzieci mają naturalną umiejętność integrowania się bez względu na różnice. Są pod tym względem niezwykle plastyczne. Widzę też, jak obecność różnych dzieci w jednej grupie wpływa na wrażliwość. Naprawdę znacząco ją pogłębia.
– Można do Was dołączyć tak po prostu?
– Tak właśnie jest. W każdym momencie można do nas przyjść i zapisać się na zajęcia. Wiele osób dzwoni do nas i dopytuje o nabory, przesłuchania, bo panuje mocne przekonanie, że tylko taką drogą można do nas dołączyć. Wyszliśmy temu naprzeciw i informujemy, że nabór jest ciągły.
– Domyślam się, że Twoja praca z dziećmi obejmuje nie tylko działania musicalowe. Zapewne sporo energii wkładasz w emocje grupy, jej wewnętrzne, wynikające z wieku napięcia. Co bywa trudne?
– Różne grupy wiekowe wymagają różnych działań. Przedszkolaki to ogień, wybuchająca nieustannie energia. Trzeba pracować z nimi delikatnie, z szacunkiem dla ich naturalnych potrzeb i predyspozycji. Grunt to spokój, ale i podążanie za ich energią radości i ciekawości. Inaczej bywa z osobami nastoletnimi. Muszę przypominać im, dlaczego są na tych zajęciach. W tej grupie pracuję z huśtawką nastrojów, emocji. Konfrontuję się z opiniami, które często mnie zaskakują. Czasem zdarza się niechęć do pewnych ról. Jedna z grup uznała na przykład, że zaproponowana przeze mnie sztuka jest zbyt „dziecinna”. Dlatego bardzo często rozmawiamy o specyfice teatru czy sztuki aktorskiej – cała niezwykłość w teatrze to możliwość przenoszenia się w różne rzeczywistości i postaci.
– Teatr nie jest terapią, ale może być nieocenionym wsparciem dla młodzieży.
– Zauważam to każdego dnia. Nasze zajęcia są kolażem rozmaitych aktywności. To praca z głosem, z ciałem, trening umiejętności społecznych, aktywność plastyczno-techniczna. Widzę, jak dzieciaki regulują w tym wszystkim swoje emocje. Zwykła aktywność fizyczna ma na nie zbawienny wpływ, jest w zasadzie podstawą dbania o dziecięcy dobrostan. Zajęcia w Baabusie budują poczucie sprawstwa, wiarę we własne kompetencje i możliwości. Obserwuję te procesy z dumą i wzruszeniem. Poza tym – będę to zawsze powtarzała – teatr buduje relacje. Uczy rozmowy, rozwiązywania konfliktów, życzliwości. Jest treningiem uważności, której w dzisiejszym świecie brakuje.
– W jakim rytmie tworzycie? Jak długo trwa praca nad przedstawieniem?
– Przedstawienie przygotowujemy około sześciu miesięcy. Pół roku pracujemy z jedną obsadą i następne pół z drugą, zazwyczaj starszą i młodszą.
– Baabus Musicalis ma na swoim koncie kilkadziesiąt premier i dziesiątki wydarzeń muzycznych. Czy któreś jest Ci szczególnie bliskie?
– Wyjątkowym projektem, takim zajmującym szczególne miejsce w moim sercu, jest przedstawienie Polka niepodległa – historia w spódnicy z 2018 roku. Spektakl powstał na podstawie świetnej książki Anny Dziewit-Meller Damy, dziewuchy, dziewczyny i jest kolażową opowieścią o kobietach, których odwaga, talent i niezłomność miały realny wpływ na historię Polski. Jej bohaterki, działające w nauce, sztuce, literaturze, konspiracji czy sporcie, przełamywały schematy i zmieniały rzeczywistość. Polki niepodległe to Maria Skłodowska-Curie, Zofia Stryjeńska, Jadwiga Komornicka, Krystyna Krahelska, Irena Sendlerowa, Maria Komornicka, Stefania Wilczyńska, Krystyna Skarbek, Simona Kossak oraz Wanda Rutkiewicz. Ich głosy układają się w poruszający przekaz o sile charakteru, o potrzebie niezależności i o determinacji. Praca nad przedstawieniem była poruszającym i bardzo wyzwalającym doświadczeniem. Dużo wzięłam z tych historii dla siebie. Widzę też, ile daje dziewczynkom, które w nim grają. To jest bardzo rozbudowana teatralna opowieść. Tworzenie tego spektaklu małymi krokami, z młodymi osobami, które zbliżają się do dojrzałości i wchodzą w trudny okres odkrywania swojej kobiecości – to było niezwykłe doświadczenie, wzmacniające także mnie jako kobietę i jako mamę.
– Polka niepodległa – historia w spódnicy to jeden z wielu przykładów na to, że w musicalowej pracy z dziećmi można eksplorować rozmaite obszary. Nie kusi Cię, aby przenieść na musicalową scenę jakąś cząstkę Sopotu?
–Kusi! Mogę zdradzić, że obecnie pracuję nad autorskim musicalem. Piszę go razem z Leszkiem Możdżerem. Ja zajmuję się tekstem, Leszek muzyką. Będzie to historia rodziny Ronczewskich, naszych Sopocian. Opowiedział mi ją kiedyś Ryszard Ronczewski i uznałam, że musi ona ujrzeć światło dzienne. Jest niezwykła i bardzo piękna.
– Dziękuję za rozmowę.
Anna Jazgarska – literaturoznawczyni, krytyczka teatralna, doktor nauk humanistycznych związana z Pracownią Krytyki Artystycznej Uniwersytetu Gdańskiego, była i jest członkinią komisji artystycznych w ogólnopolskich konkursach teatralnych. Współpracuje z portalem tetralny.pl. „Dwutygodnikiem”, „nietak’tem, miesięcznikiem „Teatr” i „Dialog(gr. dialogos = rozmowa), 1. podstawowa forma wypowiedzi w d... More”, Instytutem Teatralnym im. Z. Raszewskiego w Warszawie. Członkini kapituły Nagród Teatralnych marszałka Województwa Pomorskiego i Nagród Teatralnych Prezydenta Gdańska
{Rozmowa opublikowana w „Roczniku Sopockim” 2026].
