To jest „Iwona, księżniczka Burgunda” czasów triumfującego AI. Irytująca otoczenie Iwona (Karolina Charkiewicz), zwana pogardliwie „cimcirimci”, przypomina robota swoim niezdarnym chodem i stukotem, z jakim przesuwa się po scenie. To nie jest pomysł w teatrze nowy, dość przypomnieć Saturnina Żurawskiego, który przed kilkudziesięciu laty grał w spektaklu telewizyjnym tytułowego „Wiernego robota” wg opowiadania Stanisława Lema (1961, reż. Janusz Majewski). Nie czynię jednak z tego tytułu żadnych wyrzutów, tylko odsyłam do praźródła. Atmosferę współczesnego czasu AI podkreśla wideo-scenografia, w której świetlnym obrazie dominują pulsujące sylwetki dornów i obwodów scalonych.
Reszta pozostaje bez zmian wobec zamysłu autora. I w tym pewien szkopuł, bo niemrawy i nijaki Filip w wykonaniu Macieja Musiałowskiego wygląda bardziej na „cimcirimci” niż zbuntowanego księcia, miniasty Przemysław Bluszcz przywodzi bardziej na myśl Kota z Cheeshire niż Króla Ignacego, a dwór i ciotki – marionetki. Pojawia się jeszcze Bartłomiej Nowosielski – czasem w masce gangstera napadającego na bank, czasem bez – występujący w siedmiu wcieleniach.
Na szczęście w groteskowo-ironiczny świat „Iwony” prowadzi Królowa Małgorzata Marii Ciunelis z popisową sceną obcowania z grafomańską poezją Królowej i Adam Cywka jako Szambelan, cyniczny dworzak, obdarzony nerwowym śmieszkiem w chwilach, kiedy rozkoszuje się własnym cynizmem. Niedosyty zagłuszają nadlatujące drony, które nie zagłuszą jednak wydobytego przez Augustynowicz mizoginizmu autora.
Tomasz Miłkowski
IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA Witolda Gombrowicza, reż. Anna Augustynowicz, scenografia Marek Braun, światła i projekcje Wojciech Kapela, kostiumy Tomasz Armada, muzyka Maciej Wierzchowski, Teatr Ateneum, premiera 16 maja 2026.
[Fot. Krzysztof Bieliński/ Ateneum]
