POŻEGNANIE ELŻBIETY PINIEWSKIEJ
Teatr to ludzie.
Teatr ma twarz.
Odkąd przyjeżdżam na Arlekinadę do Inowrocławia, a od lat przyjeżdżałem przecież – kto to policzy? Ja nie potrafię – „Arlekinada” ma twarz Elżbiety Piniewskiej.
Ona ten festiwal wymyśliła, organizowała go, sprawowała pieczę nad wszystkim. A wczoraj, podczas uroczystej gali, oświadczyła, że tegoroczna „Arlekinada” była ostatnią pod jej opieką.
Łzy, wzruszenie, laudacje, kwiaty. Wszystko mało.
Elżbieta dokonała wspaniałej rzeczy, podarowała teatr najmłodszym. Zaraziła ich teatrem.
Teraz podjęła decyzję, że wystarczy, że być może nie ma innego wyjścia. I należy tę decyzję, chociaż ze smutkiem wielkim, uszanować.
***
Festiwale teatralne. Znam, lubię, bywam, chociaż nie tak często.
Szansa na nadrobienie, pokazanie teatru w jednym miejscu, zbiorowo, szansa na spotkanie z artystami.
„Arlekinada” była inna.
Przyjeżdżaliśmy, żeby oglądać licealistów, dzieciaki kochające teatr, bawiące się w teatr, albo opowiadające tym teatrem o najistotniejszych sprawach.
W tym roku ponownie – przyjechali z Wejherowa, z Wadowic, z Krakowa, z Tarnowa Podgórnego, z Białegostoku, z Olsztyna.
W swoich spektaklach opowiadają o nierównościach, o konfliktach rówieśniczych, o przemocy. Adaptacje Marka Twaina, „Antygony”, Iwaszkiewicza, literatury współczesnej. Improwizacje.
I rozmowy, po każdym spektaklu rozmowy z jurorami, wskazówki, co poprawić, co ulepszyć, pytania, kto będzie zdawał do szkół teatralnych, jak pracują.
To była też zawsze rozmowa o pracy u podstaw. O opiekunach, pedagogach, poświęcających swój czas i talent dla nich właśnie, dla dzieciaków. Miesiącami przygotowujących kolejne spektakle.
Nigdy za wiele wdzięczności dla nauczycieli.
***
Elżbieta Piniewska, polonistka, ale i instruktorka teatralna, z ogromnym, czterdziestoletnim doświadczeniem, prowadziła w Inowrocławiu Teatr Otwarty, działający na podobnych zasadach. Wczoraj jej dawne uczennice, członkinie teatru, we wzruszającej laudacji, wyczytały zrealizowane wspólnie tytuły. Długa, bardzo długa lista. Lista chwały, ponieważ te spektakle, spektakle Eli, wygrały niemal wszystko, co było do wygrania w swojej kategorii. Przede wszystkim dodawały kolejnym pokoleniom jej uczniów i podopiecznych, a byli wśród nich i Kuba Szyperski, i Alicja Przerazińska, i reżyser Tomek Wasielewski, wiary w siebie, w literaturę, w teatr.
A Arlekinada stała się przystanią dla tej wiary. Rozbudzaniem jej.
To jury było zawsze dla młodych, nie odwrotnie. Spędziłem tutaj piękne lata – spotkania jurorskie w towarzystwie Jurka Rochowiaka, Doroty Segdy, Ilony Ostrowskiej, Soni Bohosiewicz, Beaty Kawki, Tomasza Wasilewskiego, Ewy Błaszczyk, Jowity Budnik, Emilii Krakowskiej, Joanny Brodzik, Piotra Grabowskiego, Łukasza Wudarskiego, Marii Pakulnis, wielu innych, to był zawsze czas szczególnego przebudzenia. Zoom na innych. Na teatr.
I jeszcze stałe punkty programu – spacer na tężnię, gościnny hotel Bast, restauracja Roma, w ogóle gościnność ponadnormatywna, koncerty Szpaka, Ani Dąbrowskiej, czy Ralpha (wczoraj śpiewał dla nas Igor Herbut).
To wszystko Arlekinada.
Wiele lat pięknych wspomnień, ważnych wspomnień. Wiele lat wspomnień dzięki Elżbiecie – jej pasji, jej otwartości, umiejętności menadżerskich.
Za wszystko jestem wdzięczny.
W imieniu swoim i setek uczestników „Arlekinady”.
Elu, współpracą z Tobą, była dla mnie przywilejem i radością.
Łukasz Maciejewski
