Laudacja Grzegorza Mrówczyńskiego na cześć Laureata wygłoszona podczas uroczystego spotkania w dniu 14 marca 2026 w Galerii van Golik na Saskiej Kępie:
Kapituła Nagrody im. Stefana Treugutta przyznała Panu Janowi Holoubkowi nagrodę w kategorii spektakl oryginalny za przedstawienie pt. „Biedermann i podpalacze” Maxa Frischa w Teatrze Telewizji.
Max Frisch był szwajcarskim architektem i pisarzem, autorem licznych powieści i sztuk teatralnych oraz dzienników. Jest uznawany za jednego z najważniejszych twórców współczesnej literatury. W swoich formalnie znakomitych i pełnej subtelnej ironii powieściach poruszał palące zagadnienia nowoczesnego świata; problem tożsamości, winy i kary, wpływu techniki na ludzkie życie. Mieszkał na przemian w Szwajcarii i we Włoszech, wiele podróżował. (1)
W Polsce był wielokrotnie począwszy od 1948 roku, kiedy to uczestniczył w Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju we Wrocławiu. Opuścił jednak Kongres przed uchwaleniem rezolucji końcowej, dystansując się w ten sposób od politycznej manipulacji.
Stykał się z najwybitniejszymi ludźmi teatru, m.in. osobiście znał Bertolta Brechta(1898-1956) niemiecki poeta, prozaik, dramaturg i inscenizat... More, Thorntona Wildera i Erwina Axera(1917-2012), reżyser teatralny, wieloletni dyrektor (a uprz... More.
Zyskał światowe uznanie m.in. powieściami „Stiller”, „Homo Faber”, sztukami teatralnymi: „Santa Cruz”, „Chiński mur”, „Biedermann i podpalacze”, „Don Juan czyli miłość do geometrii”, „Szewska pasja Filipa Hotza”, „Andorra”, „Biografia”, „Tryptyk”.
Był założycielem i członkiem (razem z Friedrichem Dürrenmattem) stowarzyszenia pisarskiego Gruppe Olten, laureatem licznych nagród literackich, doktorem honoris causa Uniwersytetu w Marburgu (1962) i Uniwersytetu w Nowym Jorku (1982). (2)
„Biedermann i podpalacze” prapremiera światowa i prapremiera polska
Światowy rozgłos jako dramaturgowi przyniosła mu sztuka „Biedermann i podpalacze”. Prapremiera odbyła się w rodzinnym mieście autora w Zurychu w Schauspielhaus 25 marca 1958 roku. Samo nazwisko Biedermann wskazywało na podobieństwo do Jedermanna, „każdego”. Zresztą Max Frisch znany był z krytycznego spojrzenia na społeczeństwo szwajcarskie; według niego głównym osiągnięciem rodaków było konto w banku i zegar z kukułką. Spektakl okazał się sukcesem.
W niespełna rok później odbyła się (23 kwietnia 1959) roku polska prapremiera w Teatrze Współczesnym w Warszawie w reżyserii Erwina Axera. W obsadzie znaleźli się m.in.: Stanisław Daczyński – Gottlieb Biedermann, Stanisława Perzanowska – Babette, Mieczysław Czechowicz – Schmitz, Andrzej Łapicki – Eisenring, Barbara Wrzesińska – Anna, Wiesław Michnikowski – Koryfeusz. Przedstawienie stało się ogromnym wydarzeniem artystycznym.
W 1964 zaproponowano Erwinowi Axerowi(1917-2012), reżyser teatralny, wieloletni dyrektor (a uprz... More wersję telewizyjną. Obsada (także z uwagi na stan zdrowia starszych aktorów) była nieco inna: Mieczysław Pawlikowski – Gottlieb Biedermann, Barbara Ludwiżanka – Babette. Koryfeusz – Kazimierz Rudzki na zmianę z Władysławem Hańczą.
Głosy prasowe również bardzo pochlebne, choć oddające palmę pierwszeństwa przedstawieniu w Teatrze Współczesnym, prawdopodobnie dlatego, że przekaz techniczny nie był tak doskonały jak odbiór „na żywo”.
W ciągu następnych lat podejmowano trud wystawienia sztuki Maxa Frischa w telewizji polskiej, lecz nie zapisały się one w pamięci widzów i krytyki jak inscenizacja Erwina Axera.
Dopiero praca Jana Holoubka uznana została za wyróżniającą się w repertuarze teatru telewizji, zarówno w odbiorze powszechnym jak i w ocenie krytyki.
„Biedermann i podpalacze” Maxa Frischa. Przekład Sława Lisiecka
Do domu bogatego przedsiębiorcy Gottlieba Biedermanna, który bardzo przejmuje się wyczytanymi w prasie informacjami o domokrążcach podpalaczach, przychodzi bezdomny cyrkowiec – Schmitz. Nie dając się zbyć służącej, rozmawia o miłosierdziu i serdeczności z naiwnym panem domu, który oferuje mu kolację i nocleg na strychu, zatajając to przed żoną.
Do Schmitza dołącza niebawem jego wspólnik Eisenring, były kelner w spalonej restauracji. Podpalacze nawet zbytnio się nie kryjąc, gromadzą na strychu beczki z benzyną; karmieni i pojeni przez gospodarzy. Biedermann nawet kłamie w ich sprawie przed policją, udając, że w beczkach jest jego sławny eliksir na porost włosów. Dla podpalaczy Biedermann jest dobry i życzliwy, choć w pracy doprowadza do śmierci swego podwładnego Knechtlinga (któremu zawdzięcza sukces finansowy). Goście nadal gromadzą benzynę, spłonki, lont i trociny. Biedermann nie chce widzieć prawdy, traktuje ją jako żart. Rozpanoszonych podpalaczy zaprasza nawet na elegancką, wystawną kolację. Tu już zupełnie nie ukrywają swojej taktyki, polegającej na tym, by odciągnąć na obrzeża miasta policję i rozniecić pożar w strategicznych punktach aglomeracji, jak tu, w pobliżu gazowni. Biedermann nie dość, że pije z nimi bruderszaft, to jeszcze pożycza im zapałki. Za karę cały dom gorzeje – a Biedermann z żoną trafiają do piekła. „Piekielny” epilogzamknięcie utworu epickiego (dramatycznego), poświęcone d... More pokazuje, że państwo Biedermannowie niczego nie zrozumieli – najpierw wydaje im się, że są w niebie, potem żądają odszkodowania.
Diabły, których grają podpalacze z pierwszej części sztuki, ujawniają swoje racje. Porzucając Biedermannów, jadą podpalać dalej. Chór(gr. choros, łac. chorus), zespół osób wypowiadających ... More śpiewa: Alleluja! (3)
Jan Holoubek – reżyser i operator filmowy. Autor pełnometrażowych debiutów: „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” (2020), „Doppelgänger. Sobowtór” (2023) oraz popularnych seriali, m.in. „Rojst”, „Wielka woda”, „Heweliusz”.
Nagrodzony m.in. Polskimi Nagrodami Filmowymi „Orły”, nagrodami Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i Paszportem Polityki.
Lakoniczność tej notatki (zapewne autoryzowanej przez dzisiejszego laureata) jest mocno przesadzona wobec jego dokonań. Może dlatego, że pochodzi z książki pt. „Jan Holoubek – Między światłem a cieniem, w rozmowie z Cezarym Łazarewiczem”.
W związku z meritum niniejszej laudacji nie można jednak pominąć wieloletniej współpracy Jana Holoubka z teatrami. Należy wymienić reżyserię światła do premier w Teatrze Ateneum w Warszawie: „Król Edyp” Sofoklesa, „…i tyle miłości” Antona Czechowa(1860-1904), prozaik i dramaturg rosyjski. Pochodził z ubog... More czy „Chwile słabości” Donalda Churchilla. Jan Holoubek był także operatorem obrazu znakomitych premier Teatru Telewizji, a więc:
„Król Edyp” Sofoklesa, reż. Gustaw Holoubek (2004), „Wyzwolenie” Wyspiańskiego, reż. Maciej Prus (2007), „Moralność pani Dulskiej” Zapolskiej, reż. Marcin Wrona (2013), i „Posprzątane” Sary Ruhl, reż. Agnieszka Lipiec-Wróblewska (2016). – Przypomnę: pięć nagród na Festiwalu Dwa Teatry, w tym Grand Prix (2017).
Premiera Teatru Telewizji spektaklu „Biedermann i podpalacze” Maxa Frischa, scenariusz i reżyseria Jana Holoubka, uznana została debiutem twórcy, chociaż jest to debiut(fr. début), pierwszy występ na scenie, estradzie bądź w... More tylko formalny. Dlaczego zatem mamy do czynienia z tak wspaniałym dziełem telewizyjnym? Trudno o lepszy wybór tytułu i tematu, gdy podpalenia w naszym kraju przestały już dziwić. Obejrzeliśmy zdaniem kapituły wzorowy spektakl Teatru Telewizji.
Pozwolę sobie na dygresję. Wybitny erudyta prof. Grzegorz Sinko, gdy zachwycał się jakimś przedstawieniem w obecności słuchaczy wydziału reżyserskiego PWST w Warszawie, zawsze zaczynał od stwierdzenia: „Ten reżyser bardzo uważnie przeczytał tekst!”. Otóż mamy do czynienia z takim właśnie przypadkiem. Innymi słowy – wzięciem na warsztat arcydzieła dramaturgicznego w czasie trwającego właśnie okresu postdramaturgrii. Scenariusz i reżyseria Jana Holoubka eksponują walory dzieła Maxa Frischa. Uwzględniona została konstrukcja czarnej komedii – zderzenie satyry i grozy, odwołujące się, jak wiele utworów tego autora, do dziedzictwa teatru antycznego, z poetyką arystotelesowską w tle. (4)
Mamy zatem los, przeznaczenie, które od początku jak fatum zaczyna ciążyć nad głównym bohaterem. Ten bohater, jak Edyp lub Kreon ma swój los we własnych rękach. Podejmuje samodzielne decyzje. Widzimy także chór (oczywiście, chóry są również u Brechta), który ma ironię Maxa Frischa, wywołuje nawet jednocześnie śmiech i niepokój. Jest jeszcze katastrofa i Epilog z deus ex machina(łac. = bóg z machiny), 1. urządzenie „mechane”, stos... More,i katharsis. Trzy jedności arystotelesowskie (czas, miejsce – przestrzeń i akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... More) dyscyplinują realizację telewizyjną.
Zachwycająca jest przestrzeń (Marek Warszewski) – sprowadzona do dwóch pomieszczeń – eleganckiego salonu z lampami na ścianach, z wielkim oknem (świt, dzień, noc) i obskurnego strychu. Obie przestrzenie łączy krótka klatka schodowa. Dwukrotnie – w sposób zaskakujący widzimy na ekranie w planie ogólnym przekrój domu – rezydencji Gottlieba Biedermanna (zdjęcia Maciej Edelman); gdy gospodarz prowadzi Schmitza schodami na strych (kilkosekundowe ujęcie) i ponownie przekrój domu, gdy nagle przychodzi policjant i też wejdzie na strych. Ach, ta architektura!
Widz może sobie w oku mgnieniu przypomnieć, że Max Frisch był też znakomitym architektem. Z wielkiego basenu na świeżym powietrzu w mieście Zurychu mieszkańcy korzystają do dziś. Inny nagrodzony projekt architektoniczny – domu wiejskiego niejakiego Ferstera – prowadzi nas natomiast do domu samego Gottlieba Biedermanna. Otóż Ferster podał Maxa Frischa do sądu za to, że ten śmiał bez uzgodnienia zmienić klatkę schodową. Architekt – dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More odegrał się w ten sposób, że profesją Ferstera – producenta wody do włosów – obdarzył Biedermanna, który mimo swych mieszczańskich cnót żartuje, że „ludzie równie dobrze mogliby polewać włosy moczem!”
W przedstawieniu istotna jest wyjątkowa, niemal niezauważalna gra światłem; kontrast zapadającej nocy i radosnego świtu. Sposób filmowania pozwala jak w teatrze być blisko każdej postaci; ważne, gdyż następuje stopniowanie napięcia. W tym spektaklu nie ma niepotrzebnej sekundy. Przedstawienie Jana Holoubka jest jak, przepraszam za banalne porównanie: „szwajcarski zegarek”.
„Obejrzeliśmy jeden z najlepszych teatrów telewizji tego sezonu. Co nie dziwi, skoro reżyserował jeden z najbardziej utalentowanych reżyserów filmowych.”
[Piotr Zaremba „wSieci”, 6.06.2025]
„Holoubek stworzył przedstawienie mocno filmowe w formie, którą jednocześnie wciąż w pomysłowy sposób podważa. Realistyczną akcję przerywają co i rusz celne komentarze śpiewane przez chór strażaków i przewrotny finał wprowadza do tego spektaklu wymiar niemal metafizyczny.”
[Premek Gułda na swoim koncie instagramowym, 27.05.25]
„Premiera spektaklu odbyła się między pierwszą i drugą turą wyborów prezydenckich. Reżyser nie uwspółcześnił sztuki, widzom pozostawiając odpowiedź na pytanie, kim są tytułowi podpalacze. (…) Choć fakt, że jeden z nich (grany przez Mariusza Jakusa) jest byłym zapaśnikiem, może być pewnym tropem.”
[A. K. „Posiadanie zapałek”, Polityka 4.06.25]
„W rozmowie z Jolantą Gajdą-Zadworą Holoubek powiedział, że ma inną niż Seweryn odpowiedź na pytanie o kim to jest. Szukałem jej w dyskusji po projekcji, ale choć padały różne przykłady – od Putina po aluzyjnie przywoływaną prawicę – nie było stanowczej pointy. I w sumie dobrze, takiej smacznej metafory nie ma co sprowadzać do publicystyki.”
[Piotr Zaremba, j.w.]
„Bardzo dobra jest ta przestrzeń, bo nie sprawiono, by to wyglądało jak film. Ciekawe rozwiązanie muzyczne. Biedermann – silny wobec słabych, słaby wobec silnych. Jest niezdolny do głębokich refleksji. Mamy deficyt mówienia prawdy.”
[Jarosław Cisek, YouTube „Kulturalny konferansjer”]
Ogólnie wszyscy komentatorzy jednogłośnie chwalili obsadę aktorską. Wracając do spektaklu Jana Holoubka, wielką wartością jego „Biedermanna i podpalaczy” jest dobór ekipy realizatorskiej i znakomitych aktorów. Nie sposób w jednej laudacji omówić, czy choćby wyróżnić wszystkich twórców, często od lat współpracujących z Janem Holoubkiem. Reżyser w różnych wywiadach mówił, że lubi pracować tak, żeby każdy z zaproszonych twórców wniósł coś własnego, coś, co da samemu wnoszącemu satysfakcję i w oczywisty sposób wzbogaci całość przedsięwzięcia. Pragnę zwrócić uwagę na komponenty powyższego przedstawienia stanowiące o jego oryginalności: kreacja Andrzeja Seweryna, funkcja i ekspresja chóru i Epilog, ze (wspomnianym już) czymś w rodzaju „deus ex machina”.
Rolę Gottlieba Biedermanna każdorazowo, zgodnie niemal z tradycją, powierza się wybitnemu aktorowi. Samo pojawienie się jednego z największych aktorów europejskich wywołuje ogromne zainteresowanie.
Biedermann w wykonaniu Seweryna to człowiek energiczny i szczyci się poczuciem humoru. Aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More gra go zdecydowanie inaczej niż wielcy poprzednicy. Ponadto swoje życie sceniczne konsekwentnie zbudował na skrywanym strachu, jako głównym motywatorze (wspomniał o tym w reportażu z planu telewizyjnego). Przy czym w swoim mistrzostwie poprzez strach zdołał ukazać różne oblicza Bohatera. Możemy zauważyć, jak pomysł „obłaskawienia” zagrożenia rodzi się w Biedermannie już na samym początku w rozmowie z przybyszem – zapaśnikiem Schmitzem. Gospodarz nie jest przecież idiotą, który nie czyta pochlebstw gościa. Tę metodę kontynuuje, gdy nieoczekiwanie zjawia się przybysz Eisenring. Przez krótką chwilę możemy dostrzec, jak Biedermanna paraliżuje strach, gdy nagle na strychu zjawia się policjant i pyta o zawartość beczek. Kłamstwo, a potem ulga i śmiech.
Podpalacze, jak się później okaże diabły w ludzkiej postaci, nie ukrywając przed gościnnym gospodarzem swych przerażających planów spalenia wszystkiego co możliwe. Sympatyczny Eisenring mówi prosto w oczy: „Najpewniejszym kamuflażem pozostaje czysta i naga prawda – nikt w nią nie wierzy.” Biedermann też jest szczery wobec przyjaciela: „Ja nie mogę się ciągle bać!”
Akcja jednak przyśpiesza. Dramaturgiczną kulminacją staje się uroczysta kolacja, na której podpalacze są głównymi gośćmi. To szekspirowska „pułapka na myszy”, świetnie pomyślana przez Maxa Frischa i brawurowo wyreżyserowana przez Jana Holoubka. Poprzedza ją szczególna aranżacja salonu i samego stołu biesiadnego.
Biedermann każe służącej Annie zabrać wszelkie oznaki bogactwa i statusu społecznego pana domu, aby goście nie zauważyli różnic klasowych. Znikają zatem: obrus z adamaszku, ozdobne świeczniki, srebrne sztućce, a nawet porcelanowe miseczki do obmycia palców. Gęś przyrządzona przez Panią Babette, żonę Biedermanna, smakuje oczywiście wybornie, tylko goście sugerują brak koniecznych atrybutów biesiadnych.
Upokorzony gospodarz każe to wszystko przynieść. Nieoczekiwanie rolę „reżysera” podczas uczty przejmuje były kelner Eisenring i adamaszek zamiast na stole ląduje na głowie Schmitza. Ten odgrywa jak w „Makbecie”, gdy na uczcie pokazuje się duch Banka – straszną zjawę – ducha Knechtlinga, współudziałowca i wynalazcy wody do włosów, do którego śmierci przyczynił się Biedermann – Makbet.
Szok i z konsternacja gospodarzy. Biedermann ośmiela się protestować, ale nie z powodu własnego przerażenia, tylko w trosce o zdrowie żony, która ma słabe serce.
Podpalacze żegnają się, aby wyjść i dokonać nieuchronnego spalenia domu i całego miasta. Jak do tego nie dopuścić?! Aby zyskać na czasie, Biedermann proponuje podpalaczom bruderszaft, to znaczy błaga o brudzia. Jak echo brzmi replika Eisenringa: „Niech pani powie mężowi, aby nie marnował dobrego wina.” A potem prośba podpalaczy o zapałki, bo ich przecież nie mają. Biedermann użycza. Nie może nadużyć zaufania przyjaciół. Za chwilę pożar i widać przez wielkie okno w salonie jak (uwaga!) „Niebo płonie!”
Koncepcja zastosowania strachu jako motywacji jest niezwykle szlachetna i spójna z poglądami samego Maxa Frischa. Przypomina się Sören Kierkegaard, o którym autor dowiedział się zapewne na wykładach Carla Gustawa Junga. Kierkegaard uznawany za twórcę egzystencjalizmu rozróżnił strach od lęku. Lęk przypisany został człowiekowi od kołyski po śmierć. Nawet gdy homo sapiens czuje się szczęśliwy, tak naprawdę szczęśliwy nie jest. „Podprogowo” pamięta o smutnym końcu. Natomiast strach pojawia się w związku z konkretną sytuacją, decyzjami człowieka.
Gdy analizuje się znakomitą rolę Andrzeja Seweryna, powstaje jednak zagadnienie komediowości, a raczej jej niedosytu. Mam przeświadczenie, że strach jako motywacja do działania nie jest jedyną możliwą interpretacją roli pana domu. Grzech generalny Biedermanna bierze się stąd, moim zdaniem, że uważa się on za lepszego od innych. Kara polega na tym, że trafia on na bardziej przebiegłą bestię i że niczego nie zrozumiał.
Rzecz jasna, drobna polemika nie umniejsza rangi roli Andrzeja Seweryna, tym bardziej że komizm w spektaklu istnieje.
Pewnym odkryciem może być vis comica Łukasza Simlata w roli Eisenringa. Używając subtelnych środków wyrazu, aktor wykonuje np. zabawną etiudę skrywanych zabiegów higienicznych w rozmowie z nachodzącym go na strychu Biedermannem. W miarę upływu czasu coraz bardziej komiczny okazuje się Koryfeusz Chóru (Marcin Januszkiewicz) w otoczeniu strażaków.
Z bogactwem innego rodzaju ekspresji, (tej serio) inspirowanej także przez reżysera Jana Holoubka jest niema rozpacz Pani Knechting w wykonaniu Marii Ciunelis.
W spektaklu „Biedermann i podpalacze” jako chór wystąpił sekstet wokalny muzyki współczesnej proMODERN, który należy do czołówki europejskich kameralnych grup wokalnych. Działa od 2012 roku, wydał trzy albumy i został nagrodzony 5 statuetkami Fryderyków. W rolę Koryfeusza wcielił się Marcin Januszkiewicz, znany aktor, piosenkarz, autor tekstów, występujący w teatrach warszawskich i serialach „Rojst” i „Heweliusz”.
Muzykę dla chóru skomponował również bardzo ciekawy twórca Aleksander Dębicz – kompozytor dla filmu i teatru, nagrodzony m.in. za zwycięstwo na Transatlantyk Festiwal w Poznaniu (2013), nominowany wielokrotnie za albumy roku do Fryderyka. Zwycięzca międzynarodowego konkursu Bridgerton Scoring Competition (2022). Kompozytor fascynujący się muzyką samego Kazimierza Serockiego, łączącego w muzyce intelekt z żywiołem ekspresji.
Taki właśnie chór strażaków do specjalnie napisanej muzyki z pełnymi ironii tekstami Maxa Frischa był czymś niespotykanym. Doskonale spełniał swoją dramaturgiczną rolę pośrednika (rodem z antycznego teatru). Uniwersalizował opowieść o Biedermannie i podpalaczach, tłumacząc, a raczej wyśpiewując w groteskowej manierze i zachowaniu związek pomiędzy dramatyczną akcją, a sytuacją widzów patrzących w ekran telewizora.
Śmieszyło to wielce, ale i niepokoiło, a nawet budowało napięcie. Ten śpiew był nie tylko lekki i groteskowy, ale nawet z pogranicza abstrakcji. Chór straży pożarnej zgodnie z antyczną zasadą nie podejmował konkretnych działań, okazywał się zatroskany, ale bierny. Raz tylko, w swej autonomicznej, pustej przestrzeni zdobył się na stanowczą ekspresję wokalną wobec uczynków Biedermanna, lecz ten bronił się, że w końcu on jest właścicielem domu i może w nim robić, co mu się podoba. Po czym salwował się ucieczką do zamówionej taksówki.
W epilogu Chór próbował gasić pożar, gdy wszystko spłonęło. Jako fikcja w działaniu stał się czystym teatrem, a jego pointy śmieszyły i niepokoiły. „Biada nam!”
Epilog sztuki „Biedermann i podpalacze” Max Frisch napisał później, po światowej prapremierze w Zurychu (1958). To w Warszawie w Teatrze Współczesnym po raz pierwszy zagrano tę ostatnią część czarnej komedii, podczas polskiej prapremiery w reżyserii Erwina Axera. Natomiast w telewizyjnej wersji axerowskiego spektaklu z 1964 roku Epilog pominięto. Być może z przyczyn pozaartystycznych, gdyż „odwilż” już się skończyła.
W inscenizacji telewizyjnej Jana Holoubka Epilog się znalazł. Ośmieliłem się nazwać jego część „deus ex machina”, tyle że zamiast Boga pojawia się postać w stroju biskupim (niekompletnym), która okazuje się być Eisenringiem. Rozpoznawszy go, państwo Biedermannowie padają na kolana, a wyrozumiały „duchowny” każe służącej Annie przynieść klęczącym poduszki.
Pozwolę sobie na dygresję. Premiera spektaklu Jana Holoubka zbiegła się w czasie ze wznowieniem książkowym słynnego eseju jednego z mistrzów Maxa Frischa – Carla Gustawa Junga, pt. „Odpowiedź Hiobowi”. Jung sadza w nim na kozetce samego Boga i skrzywdzonego Hioba, którym przygląda się z perspektywy psychologii głębi, zastanawiając się m.in., dlaczego Bóg dopuszcza istnienie zła, a nawet prowokuje i bywa niesprawiedliwy.
Max Frisch zapewne znał esej Junga (z 1952); mieszkali obaj w Zurychu, wywołujący skandal nawet wśród przyjaciół filozofa. Frisch był agnostykiem, ale szanował nauki mistrza, chociaż uważał że teoria archetypów mocno ogranicza wyobraźnię jego własnych bohaterów. Jednak chętnie posługiwał się symbolami religijnymi do analizy kondycji ludzkiej.
Wracając do Eisenringa – diabeł zrzuca z siebie szaty biskupie i narzeka na władze w Niebie, z którymi rzekomo miał się spotkać i coś negocjować. Wygląda, jakby mówił prawdę. Eisenring jest niezadowolony z negocjacji: „Oni tam sami się ułaskawiają! Wokół zaś rzesze grzeszników śpiewających alleluja!” Eisenring ma zatem pretensje do Boga. O co? Odpowiedź znajdziemy, oczywiście hipotetycznie (!) w eseju Carla Junga. Otóż po pierwsze – stosowanie kryteriów ludzkich wobec odpowiedzialności Boga może okazać się naiwnością, a tak się zachowuje Eisenring, a po drugie – odwieczny problem chrześcijaństwa z „brakiem dobroci” jest ciągle dynamiczny. Czyżby na skutek psychoanalizy Junga?
Wobec nieudanych negocjacji (o grzeszników zapewne) i w sytuacji na ziemi ze zidiociałymi ludźmi – piekło przestało się diabłom opłacać. Belzebub i Eisenring wsiadają zatem na rowery i w sposób ekologiczny opuszczają zgliszcza, pozostawiając otumanionych Państwa Biedermannów. Oto katharsis. „Gdyby pytał o nas jakiś anioł, to będziemy na ziemi.” A jednak?! Epilog w wersji Jana Holoubka – okazał się inspirujący metafizycznie.
Jan Holoubek przygotował telewidzom moralitet bez morału (jak chciał autor) o dzisiejszym „każdym”, który stworzył sobie moralność w zależności od okoliczności.
Ten „każdy” prowadzi porządne życie i godzi się na zło, więc je pomnaża. Oglądamy zatem samonakręcającą się spiralę zła, wiedząc od początku, czym to się skończy. Chór strażaków śpiewa radośnie „Alleluja, zmartwychwstało nasze miasto, miasto piękniejsze niż kiedykolwiek. Powstało z ruin i popiołów.” Ale nie jest radośnie, bo towarzyszy nam niczym echo śpiew o głupocie nie do ugaszenia.
Niedługo po telewizyjnej premierze „Biedermanna i podpalaczy” ukazała się początkowo tylko w sprzedaży internetowej książka: „Jan Holoubek, między światłem i cieniem, w rozmowie z Cezarym Łazarewiczem.” To opowieść o stawaniu się reżyserem filmowym – od amatorskich nagrań z kolegami z podwórka, przez studia w łódzkiej filmówce, pracę zawodowego operatora, po determinację i ryzyko. Opowieść barwna i wielce pouczająca. Jak np. rozdział „Dziesięć lat pod górkę”, że wysokie kwalifikacje i osiągnięcia w perspektywie niczego nie gwarantują.
„Film to straszny zapieprz, robota tylko dla wariatów, którzy to kochają. Ale to najpiękniejszy zawód świata” – mówi Jan Holoubek. W książce, którą polecam nie tylko kandydatom na reżyserów, dowiadujemy się także o deszczu nagród, który od siedmiu lat sypie się na reżysera Jana Holoubka (ostatni „Orzeł” nadleciał 9 marca br.) i że jednej z nich, uznawanej za prestiżową, nie odebrał. W roku 2021, po sukcesie „Rojsta”, Akademia Telewizyjna przyznała nagrodę Wiktora w kategorii twórcy roku. Reżyser nagrody nie odebrał, a galę zbojkotował: „Nie przyjąłem Wiktora, bo musiałbym pójść do Telewizji Polskiej i odebrać go z rąk prezesa Jacka Kurskiego.”
Warto przy tej okazji przypomnieć, że niniejsza Kapituła Nagrody im. Stefana Treugutta za dzieło telewizyjne zawiesiła swoją pracę w analogicznym okresie z powodu niskiego poziomu i upolitycznienia teatru telewizji.
Nawiązując jeszcze raz do książki „Jan Holoubek, między światłem i cieniem, w rozmowie z Cezarym Łazarewiczem”, chciałem przytoczyć fragment mówiący o pracy z aktorami:
„Ja po prostu bardzo ich lubię. Kocham z nimi być, pracować, gadać, próbować. Kombinować bez lęku. Dla mnie to nie ikony z piedestału. Dla mnie to ludzie z krwi i kości. Siedzieli przy stole, opowiadali żarty, palili papierosy w kuchni. Od dziecka funkcjonowałem wśród nich. Nie musiałem się oswajać. Teraz kiedy spotykam aktorów, nieważne starszych, czy z mojego pokolenia, czy tych młodszych, widzę, że wszystkich ich łączy podobny typ wrażliwości – że to inny gatunek człowieka – niezwykle delikatny i wyczulony. Na tym polega ich zawód. Są jak sejsmografy. Mam do nich wielki szacunek i czułość.” (5)
W audycji Kanału Kultura, pt „Kulturalni” (8.02.26, godz.22:05) Jan Holoubek powiedział, że lubi podejmować ryzyko i zaskakiwać samego siebie. Ostatnio jednak przystępując do nowych projektów, zastanawia się nad zwolnieniem przestrzeni dla baterii słonecznych między jednym filmowym projektem a drugim.
Kapituła Nagrody im. Stefana Treugutta gratulując Panu Janowi Holoubkowi nagrody za przedstawienie „Biedermann i podpalacze” Maxa Frischa w Teatrze Telewizji w kategorii spektakl oryginalny, wyraża jednocześnie nadzieję, że uda się wspomniane baterie na tyle naładować, że wystarczy energii na realizację teatrów telewizji.
Grzegorz Mrówczyński
Warszawa, 14 marca 2026 r.
- Pisarze niemieckojęzyczni XX wieku. Leksykon encyklopedyczny PWN, pod red. Marka Zybury, Warszawa – Wrocław, 1996 (autor biogramu Zygmunt Mielczarek,st.90)
- tamże, str. 90
- Hanna Baltyn-Karpińska, Iskier Leksykon dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More, Wyd. ISKRY, Warszawa 2008, s. 89
- Grażyna Rompel-Kwiatkowska, Elementy tragedii antycznej w powieściach Maxa Frischa
- Jan Holoubek „Między światłem a cieniem” w rozmowie z Cezarym Łazarewiczem, s. 237
