Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Teatr Miejski w Gdyni zaprasza

Alina Kietrys oprowadza po propozycjach Teatru Gombrowicza na lato:

Dyrektor tej sceny Krzysztof Babicki po czternastu latach żegna się z zespołem. Miasto zorganizowało w maju konkurs na stanowisko dyrektora, w którym Babicki nie wystartował. Na konkurs wpłynęło trzynaście zgłoszeń, do rozmów z komisją przystąpiło jedenaście osób. Komisja wybrała ofertę Marty Miłoszewskiej, która od 1 września będzie zarządzać i tworzyć repertuarowy obraz gdyńskiej sceny.

W czasie tegorocznego lata Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza zaprasza i prezentuje spektakle grane na rożnych scenach.

Zabawa na Scenie Letniej w Orłowie

Kabaretową składankę na Scenę Letnią Teatru Miejskiego przygotowali Szymon Jachimek i Rafał Szumski. Spektakl zatytułowany „Na ziemię! Czyli szał niebieskich ciał” jest łatwy i przyjemny w odbiorze, choć od aktorów wymaga sporej dyscypliny, umiejętności wokalnych i tanecznych na scenie usytuowanej na plaży w Orłowie, do której trzeba dojść przez piach, a zbiec z gracją po prowizorycznych podestach.Oglądamy w tym muzyczno-wokalno-tanecznym przedstawieniu cały zespół Teatru Miejskiego. Wszystko zaczyna się od wylądowania na plaży kosmitów (czy aby na pewno?), którymi muszą zająć się Agenci w Szarościach, mający związek oczywisty z amerykańskimi Facetami w Czerni. Słowem agenci mają głos i wpływ na to, co się wydarzy. W „szarościach” (w błyszczących szarych garniturach) są Agentka B – Beata Buczek-Żarnecka, urodziwa, stanowcza i przewidująca oraz bojaźliwy Agent C (Maciej Wizner – dobra rola komediowa tego aktora), których wspiera dwójka pomocników z przypadkowego naboru: Agent F (Krzysztof Berendt) i Agentka W (Monika Babicka) – zabawnie nieporadni jako ci nie z branży. „Szarym” będą przeszkadzać gdyńscy funkcjonariusze Straży Miejskiej: Dominika – Weronika Nawieśniak (dobra rola romantyczno-komediowa świetnie śpiewającej aktorki) i Zbyszek (Tomasz Czaja), który niespodziewanie poprowadzi widzów w świat fantasy. Harry Potter też będzie. Uroku zmieniającym się szybko zdarzeniom dodaje rodzina z Czech: Karel (Rafał Kowal), Marketa (Olga Barbara Długońska) i córka tej pary Jana (Marta Kadłub). Ten tercet budzi sympatię. Oczywiście musi być piosenka Karela Gotta ze słowami Joachimka i kilka czesko-polskich obiegowych wiców. Pełna tajemnic jest pani z ZUS-u (zabawna, charakterystyczna Elżbieta Mrozińska, jak zwykle dobrze śpiewająca), są też dwie przedstawicielki mediów: nobliwa redaktorka Bożena (w tej roli Dorota Lulka bawi i śpiewa) i przeszarżowana, bo wiadomo, ekstrawagancka infuencerka Marlena (Martyna Matolaniec), która ma przesyłać buziaki i „na żywo” barwnie opowiadać. Dla niej lajki są najważniejsze. Pojawienie się agenta-bossa Jasona (Szymon Sędrowski) to niezły fragment spektaklu. Jason z amerykańskim rodowodem bryluje, ale też niespodziewanie, dla dodania animuszu pobiera snusa. Jego starcie z rosyjskim, czerwonym agentem (Bogdan Smagacki ma czerwony garnitur i buty) to rywalizacja o dominację nad światem za pomocą gry w badmintona.

Za sceną, na piasku stoi wielka, szara muszla, która zwraca uwagę nie tylko dwóch „bywalców” z flaszką (Grzegorz Wolf i Maciej Sykała). Być może jest to kosmiczny pojazd, z którego wysiadły…dziki (Mariusz Żarnecki i Agnieszka Bała). Wszak w Gdyni swego czasu po głównej ulicy (Świętojańskiej) maszerowały dziki chętnie fotografowane przez mieszkańców.

Akcja widowiska „Na ziemię! Czyli szał niebieskich ciał” jest zręczną składanką. Okolicznościowe, gdyńskie dowcipy są śmieszne, choć lepszy absurdalny humor i sytuacje „konfrontacyjne”, które dostarczają emocji nie tylko bohaterom zdarzeń. Każda z postaci ma swój rys charakterystyczny, o co zadbali twórcy – zarówno Szymon Jachimek (tekst), jak i Rafał Szumski współautor tekstu i reżyser. Wsparli ich dowcipnie scenograf Adrian Lewandowski, głównie pomysłowymi kostiumami, bo wieczorowa aura plażowa była najlepszą scenografią, a choreograf Aleksander Kopiński zadbał o ciekawe pomysły w scenach zbiorowych. Muzyka tej plażowej zabawy to aranżacje znanych motywów lub przebojów śpiewnych m.in. przez Kayę i Gorana Bregovica, Karela Gotta, Helenę Vondračkovą czy Krzysztofa Krawczyka. Publiczność nagradza aktorów hojnymi brawami za ten spektakl.

Na Darze Pomorza – „Żeglarz”

Trzyaktowa komedia Jerzego Szaniawskiego „Żeglarz” ma dokładnie sto lat. I właśnie po ten utwór sięgnął Krzysztof Babicki na zakończenie swojej dyrekcji w Teatrze Miejskim w Gdyni. Dar Pomorza zacumowany przy Skwerze Kościuszki jest jachtem magicznym, z historią, którą gdynianie i turyści mogą poznawać codziennie, bowiem jest to jacht-muzeum. Ale wieczorami, pod pokład zaprasza właśnie Teatr Miejski, który w tej przestrzeni zrealizował już kilka spektakli cieszących się autentycznym zainteresowaniem. W tym sezonie grane są trzy: „Tango – na pełnym morzu” (22 i 29 lipca), „Jądro ciemności” (12 sierpnia) i właśnie „Żeglarz” (5 sierpnia). Autorem projektu scenograficznego do sztuki Szaniawskiego jest Marek Braun, który skoncentrował akcję wokół stołu i jednego podestu. Umieścił na nim niewielki model statku żaglowego, a na ekranie umieszczonym powyżej wyświetlany jest projekt pomnika zbudowanego ku czci kapitana Nuta, niemal głównego bohatera tej opowieści. Przestrzeń Daru Pomorza Krzysztof Babicki opanował perfekcyjnie, bowiem wystawił pod pokładem już wcześniej kilka ważnych przedstawieniach, które współtworzył z Pawłem Huelle. A zaczęło się w 2012 roku od głośnej realizacji „Idąc rakiem”.

„Żeglarz” Szaniawskiego to historia lokalnego bohatera – kapitana Nuta, postaci nieco tajemniczej, który rzekomo wiódł życie warte pomnika. Więc miejscowy establishment: Rektor (Rafał Kowal), Admirał (Tomasz Czaja) i Przewodniczący (Mariusz Żarnecki) angażują się i zamawiają wiekopomne dzieło u artysty. Rzeźbiarza z wyczuciem i zabawnym dystansem zagrał Krzysztof Berendt. Oficjalni funkcjonariusze są w tym spektaklu stereotypowi i łatwo przewidzieć ich zachowania. Uroczysty nastrój przed odsłonięciem pomnika zakłóca niespodziewany powrót do miasteczka Jana – młodego naukowca, badacza przeszłości kapitana Nuta. Jego troska o prawdę historyczną chwieje ideę pomnika. W roli Jana Maciej Wizner – to przekonywująca interpretacja, wszak Jan niepozbawiony jest też wahań zgodnie z intencją tekstu Szaniawskiego. Zatem spór o dobre imię kapitana: bohatera czy tchórza, dżentelmena czy męskiego boksera, trzeźwego dowódcę czy pospolitego pijaka staje się najważniejszy. A pomnik trzeba uroczyście odsłonić i wydać też książkę o bohaterze, by dziatwa szkolna miała co czytać. A Jan mógłby przy okazji nieźle zarobić. Pieniądze przydałyby się Janowi na ślub z Med, którą gra Agnieszka Bała, tym razem nadmiernie wyciszona, zdystansowana. Trudno uwierzyć w siłę jej wielkiego uczucia do Jana.

Babicki przeczytał tekst Szaniawskiego uważnie i wsparł go dopowiedzeniami. Gdyński „Żeglarz” zaiskrzył. Publiczność z atencją ogląda przedstawienie, a współczesne konteksty odczytuje bez trudu. Są w tym spektaklu pomysły inscenizacyjne, które mogą zaskoczyć. Dwie śpiewające Wdowy – Biała (Beata Buczek-Żarnecka) i Czarna (Elżbieta Mrozińska) to zwiastunki złych, niespokojnych myśli i zdarzeń. Suną pod pokładem niczym w kondukcie. Niestety, śpiewane teksty Juliana Tuwima i Kazimierza Wierzyńskiego nie w pełni są słyszalne. Muzyka w tym przedstawieniu jest ważnym dopełnieniem, punktuje bowiem niepokój. To propozycja kompozytora Marka Kuczyńskiego, ciekawa dźwiękowo, przełamująca komediowe wątki „Żeglarza”. Z Kuczyńskim Krzysztof Babicki współpracuje od wielu lat i wydaje się, że dobrze czytają obaj muzyczne konteksty w realizowanych wspólnie przedstawieniach.

Sugestywną rolę w tym spektaklu stworzył Bogdan Smagacki jako Paweł Szmidt (kapitan – a może nie kapitan). Gra tę postać z wyczuciem i spokojem, a jego wzrok w końcowych scenach mówi więcej niż słowa. Również Piotr Michalski jako pijany Stary Marynarz jest autentycznie konsekwentny. Relacja z pomnikowego wydarzenia w wykonaniu dwóch dziewcząt z restauracji Doktorowej (w tej roli Monika Babicka w oryginalnym kostiumie Jolanty Łagowskiej-Braun), czyli Felci (Marta Kadłub) i Izy (Weronika Nawieśniak) niezbyt mnie przekonały. Komedia bywa czasami zdradliwa, nadmiar pospolitej radości rzekomych dzierlatek nie porywa.

Przypomniana właśnie teraz komedia Jerzego Szaniawskiego na Darze Pomorza ma znaczenie i własny, nowy koloryt. Warto ten spektakl obejrzeć.

Rowerzyści” we foyer teatru

Najmniej udany jest tytuł tego spektaklu. Natomiast przedstawienie w reżyserii Krzysztofa Rekowskiego polecam. Volker Schmidt – austriacki współczesny pisarz opowiada o pozornie zwyczajnych sprawach, o życiu niby spokojnych i szczęśliwych ludzi, których dotykają zdarzenie codzienne. Mają kłopoty z byciem w emocjonalnych związkach, rzeczywistość ich przerasta, miłość nie do końca jest spełniona i udana, a wzajemne fascynacje pozorne. Mieszkają na jednej ulicy. Manfred i Anna mają nastoletnią córkę Linę, wszystko niby dobrze się układa, są pieniądze, stabilizacja, tylko uczuć wzajemnych trochę mało. Mają też przyjaciela Alberta, który z Manfredem lubi sobie pojeździć na rowerze, żeby się odstresować. Nieopodal mieszka Justyna, samotna matka z dorastającym synem Tomkiem, który zafascynowany jest rysowaniem portretów trumiennych. Tomek poznaje Linę, Albert Justynę, która od lat ma romans z Manfredem. Anna, kiedy dowiaduje się o zdradach mężach, też szuka pocieszenia. Słowem zaczynają się mieszać, zmieniać i układać nowych związkach. Te nowe sytuacje generują inne emocje. Spokój zamienia się w narastające napięcie. Awantury rujnują małą stabilizację. A nastolatkowie odkrywają siebie i dziwi ich świat dorosłych, który nie dostarcza im ważnych wzorców. Szukają zatem swoich własnych dróg, chcą układać swój świat dla siebie. Więc na pewno nie potoczy się wszystko gładko. Bohaterów dopadną egzystencjalne kryzysy.

Ten tragikomiczny dramat obyczajowy zagrany jest przez aktorów Teatru Miejskiego w Gdyni ciekawie i z sercem, a reżyser zadbał o sprawną i wartką akcję, choć dramaturgicznie w tekście nie wszystko jest perfekcyjne. Para nastolatków to Martyna Matoliniec i Krzysztof Berendt. Zbudowali oni swoje role z wyczuciem, bez zbędnej szarży i upowszechnianego obrazu rozdygotanych teatralnych nastolatków. Mają w sobie wrażliwość, ciepło i niepokój. Ciekawa jest również samotna Justyna (Olga Barbara Długońska), kobieta, która wie, że jeszcze jest atrakcyjna i pociągająca, ale boi się o swoje relacje z synem, które mogą jej odebrać poczucie wartości i siłę. Rafał Kowal jako Albert to klasyczny pięćdziesięciolatek z poczuciem, że czas mija nieubłaganie. Natomiast psychologiczną warstwę spektaklu dopełniają Beta Buczek-Żarnecka jako Anna, kobieta w pewnym momencie już mnie atrakcyjna, (skoro mąż ją zdradza), podszyta goryczą, zagubiona i Piotr Michalski w roli Manfreda, lekarza z pozycją i doświadczeniem, choć z brakiem szczęścia, które on by akceptował.

Spektakl „Rowerzyści” ogląda się dobrze. To również zasługa oprawy scenograficznej Roberta Woźniaka, który zaprojektował także udane kostiumy. Przedstawienie grane na tzw. małej scenie, czyli we foyer teatru stwarza naturalną intymność w przekazie tej kameralnej opowieści.

Alina Kietrys

[Na zdj.:  plakat z kabaretu na Scenie Letniej, scena z Rowerzystów: Beta Buczek-Żarnecka i Piotr Witkowski i scena zbiorowa z Żeglarza; mat. Teatru Miejskiego w Gdyni] 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.