Teatry, uważane dotąd za ostoję kulturalnych manier, zamieniły się w obrażone stare panny, które postanowiły raz na zawsze odstręczyć od siebie wiebicieli i zalotników.
Większość stołecznych teatrów publicznych przestała kierować do recenzentów zaproszenia z osobą towarzyszącą, wykręcając się byle powodem. Nie czynią tego nawet w stosunku do wąskiej grupy czołowych recenzentów, kierując się demokratyczną zasadą cięcia „po wsiech”.
Dyrekcja Teatru Narodowego poszła nawet dalej – odmawiając zapraszanym recenzentom możliwości wykupienia biletów dla osoby towarzyszącej, demonstrując tym samym delikatność mastodonta.
N.A. Czatach
