Przejdź do treści
tinder polska

Uciec stąd, ale dokąd?

„Chimeryczny lokator” – reż. Andrzej St. Dziuk – Teatr Witkacego w Zakopanem

Czy możemy być sobą? Jakoś siebie ocalić? Sprzeciwić przemocy, w tym psychicznej? Czasem mówimy złu: nie! Ale częściej akceptujemy obojętnością.

Dziuk chce zmusić niechętnych/obojętnych byśmy zwrócili uwagę na niemy krzyk ludzi zaszczuwanych. Jak Trelkovsky, postać powieści Topora i spektaklu – niszczona przez ciemny lud, pytająca głosem bezsilnego skowytu: Mam uciec stąd? Ale dokąd?!

W spektaklu Dziuka scena jest widownią, widownia sceną. Siedzimy, osaczeni przestrzenią plastyczną Zbigniewa Bajka, pośrodku, jak na klatce schodowej, w rzędach schodów i daleko nam do komfortu. (Niewygoda ta stworzona jest raczej świadomie i celowo). Przed nami mieszkanie Trelkovskyego, po bokach drzwi do innych mieszkań. Z nich wyłaniają się sąsiedzi Trelkovskyego, na oko dobroduszni, ale zaszczuwający go na śmierć z dziwnych powodów. Nasi znajomi, być może my sami. Konstatacja ta nasuwa się od początku spektaklu. Jest batem na naszą wygodną/pogodną egzystencję. Tę doraźną, na przedstawieniu, i życiową, trwalszą.

Trelkovsky jest człowiekiem przeciętnym, który pewnego dnia w przypadkowej kamienicy wynajmuje mieszkanie. Nie ma wymagań, zgadza się na pokój z ubikacją na przeciwległym końcu korytarza. Widoczną z okna wynajmowanego pokoju. Obserwacja jest obustronna. Właściciel kamienicy lojalnie powiadamia, że poprzednia lokatorka Simone, wskutek wślizgiwania się cudzych oczu w jej życie, skoczyła z okna. Mimo to, Trelkovsky wynajmuje lokum. Nie wie, że tu oszaleje.

Powieść Topora służy za oparcie spektaklowi Dziuka. Szyderczemu, z aktualną sugestią, z kim i w jakim świecie żyjemy. Opowiadającemu ponuro o człowieku nękanym przez ciemny lud, który wciska się w jego życie i okrutnie „rozlicza”, na podstawie „dekalogu” – wobec którego człek normalny stoi bezradny. „Kamienica”, w której siedzimy na klatce schodowej, dla Trelkovskyego jest kaźnią.

Dominik Piejko buduje postać Trelkovskyego z cech naturalnej zwyczajności. Konsekwentnie unika rozwiązań zbyt prostych: nadużywania głosu, gestów i ruchów, po to tylko, by jednoznaczniej przekonać, że obłęd Trelkovskyego postępuje. W interpretacji Piejki, w Trelkovskym zmiany zachodzą „w środku”. „Na zewnątrz”, pozornie jest „w normie”, jednym z wielu przeciętnych ludzi spotykanych na ulicach. Scena obłędnej przemiany Trelkovskyego w Simone, grana sugestywnie pod muzykę zespołu Balthazar, z płyt „Rats” i „Fever”, jest aktorską perełką.

Twarze sąsiadów Trelkovskyego kryją maski – karykaturalne i groźne. Sprawiają, że ci ludzie są do końca anonimowi. To sugestia, że możemy to być także my, siedzący na schodach ponurej kamienicy. Tyle że zachowujemy się tak, w relacjach z innymi ludźmi. Za te maski należą się wielkie brawa Agacie i Robertowi Manowskim oraz Paulinie Antoniewicz.

Dorota Ficoń i Marek Wrona, z drapieżną finezją i zamierzonym przerysowaniem kreślą postacie: kobiety z kaleką córką, dozorczyni, dziewczyny z petycją oraz właściciela kamienicy, ślusarza i policjanta. Joanna Banasik, grająca Simone, w którą wciela się w stanie obłędu Trelkovsky, wyposaża postać w cechę normalności, z sugestią, że to też jedna z wielu spotykanych na co dzień. Tą drogą podąża Katarzyna Pietrzyk, grająca romansującą z Trelkovskym, przyjaciółkę Simone.

Dziuk miarowo dozuje silne emocje i rosnące to znów opadające na krótką chwile napięcie. Uwagę budzą wysmakowane sceny z udziałem Simone – Joanną Banasik, zwłaszcza te, w których utożsamia się z Simone Trelkovsky – Dominik Piejko. Dreszczyk wywołują sceny osaczania pary przez sąsiadów w maskach. Piejko gra fenomenalnie spazmatyczną próbę chęci powrotu Trelkovskyego do normalności, którą umożliwia krótki romans z przyjaciółką Simone. Po pogrążenie w obłędzie, przestrzeni wchłaniającej i nierozpoznanej.

Kilka scenicznych wątków dręcząco zawiera etycznie ważne pytania. Jak ocalić tożsamość? Sprzeciwić przemocy? Nie zgodzić na zło i obojętność na „cudzą” krzywdę. Na cichy krzyk, zaszczutych i zaszczuwanych, przez liche otoczenie, które w codziennym życiu, na wyciągnięcie ręki, robi to za czyimś przyzwoleniem. A ktoś, kto żyje, chce żyć inaczej, nie wie, dokąd ma uciec, gdzie schronić?

Czy powinniśmy patrzeć na to tylko z zaciekawieniem? Sprowokowanym pozorną absurdalnością sytuacji? A może przerażeni? Kim sami jesteśmy? Kimś, kto ma się podporządkować? Czy kimś, kto to wymusza na innych? A może najlepiej zaprzestać walczyć o „bycie sobą”.

Andrzej Piątek

Leave a Reply