Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Bożena Frankowska JAN ENGLERT – RZEMIOSŁO I MYŚL (17)

ROZDZIAŁ V – INNE DROGI DZIAŁALNOŚCI ARTYSTYCZNEJ JANA ENGLERTA

3. REŻYSERIE JANA ENGLERTA

Jan Englert jest nie tylko aktorem, ale także reżyserem. Reżyserował przedstawienia w rozmaitych środkach przekazu:

– W TELEWIZJI (Teatr TVP, Teatr Sensacji, seriale telewizyjne, seriale filmowe emitowane w TVP) od 1977 (Zagmatwana sytuacja);

– W TEATRZE STACJONARNYM – od 29 stycznia 1978 (Teatr Ochoty w Warszawie – Mewa

Antoniego Czechowa);

– NA SCENIE SZKOLNEJ Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (przedstawienia dyplomowe Wydziału Aktorskiego) – od 26 stycznia 1984 (Matka Stanisława Ignacego Witkiewicza – Witkacego);

– NA ESTRADZIE – od 1970 (recitale poezji),

– W POLSKIM RADIU

– W FILMIE

Po blisko dziesięciu latach pracy w teatrze, zastanawiając się nad warunkami sukcesu aktorskiego, wymieniał jako podstawowe czynniki nie tylko to, co się gra i w jakim zespole, ale także pod czyim kierunkiem: „Talent aktora nie ujawni się bez ciekawego zespołu i zdolnej ręki reżysera” (Najpopularniejszy aktor, „Panorama Północy” 1973 nr 7 z dnia 18 lutego). Było więc rzeczą naturalną, że z czasem sam zainteresuje się reżyserowaniem w telewizji, w teatrze stacjonarnym, w teatrze radiowym, estradowym, a nawet studyjnym i szkolnym.

Najwcześniej reżyserował swoje własne występy na estradzie (1970) – recitale poetyckie według poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Pierwsze przedstawienie wyreżyserował w 1977 roku, ale nie w teatrze stacjonarnym, lecz w Teatrze TVP. Była to Zagmatwana sytuacja. W roku następnym 1978 zaczął reżyserować w teatrze. Jako pierwsze przedstawienie wystawił Norę Henryka Ibsena w Teatrze Ochoty w Warszawie, kierowanym przez Halinę i Jana Machulskich. Od 1984 roku zaczął opracowywać reżysersko przedstawienia szkolne w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Rozpoczął przedstawieniem dyplomowym IV roku Wydziału Aktorskiego według Matki Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wobec braku w PWST sali teatralnej – zostało ono pokazane na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie. Grali m.in. Maria Ciunelis rolę Janiny Węgorzewskiej, Piotr Bajor – Leona Węgorzewskiego, a Jarosław Gajewski – Antoniego Murdel-Bęskiego (grane 20 razy).

Reżyserować systematycznie zaczął jednak dopiero od roku 1987. Ale też niezbyt wiele – przeciętnie jedno, czasem dwa przedstawienia w sezonie i głównie w teatrach „macierzystych” – tam, gdzie był zatrudniony na etacie na stanowisku aktora. Natomiast i wcześniej, i w dalszych latach kariery najczęściej reżyserował w telewizji.

Po pierwszej inscenizacji Mewy w Teatrze „Ochoty” (1978) i pierwszym przedstawieniu na Scenie Szkolnej PWST (Matka, 1984) wystawił w Teatrze Polskim Kordiana Juliusza Słowackiego w scenografii Krzysztofa Pankiewicza, z muzyką Jerzego Satanowskiego (12 marca 1987, grane 23 razy). Potem reżyserował dramat Oni Stanisława Ignacego Witkiewicza – Witkacego (16 marca 1989) i Fotel na biegunach (1994). W latach dziewięćdziesiątych reżyserował gościnnie w Teatrze Powszechnym w Warszawie (Zmowa świętoszków Michaiła Bułhakowa, 20 stycznia 1996) i Teatrze Polskim we Wrocławiu (Ostatnie kwadry Bordona Furio, 17 grudnia 1997), a po zaangażowaniu się do Teatru Narodowego rozpoczął pracę jako reżyser od Szkoły żon Moliera (2 marca 2000), Dożywocia Aleksandra Fredry w scenografii Andrzeja Kreutz-Majewskiego (23 czerwca 2001) i Kurki wodnej Stanisława Ignacego Witkiewicza – Witkacego (6 grudnia 2002).

Prócz tego reżyserował też estradowe programy poetyckie, najczęściej we własnym wykonaniu (od roku 1999 nagrywane także na nośniki elektroniczne): recital poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Kwiaty polskie wg Juliana Tuwima anonsowane jako „przedstawienie poetycko – muzyczne Jana Englerta i Beaty Ścibakówny z Warszawy”, a grane m.in. podczas XI edycji Polkowickich Dni Teatru w Polkowicach od 11 lutego do 28 marca 2009 roku, Pan Tadeusz Adama Mickiewicza w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku (15 stycznia 1990) i grany przez Zespół Pana Tadeusza + Anna Dymna, Katarzyna Figura, Beata Ścibakówna, Adam Bauman, Mariusz Benoit, Krzysztof Kolberger i Jan Englert występujący jako Narrator oraz Sędzia i Hrabia (przedstawienie grano w całej niemal Polsce i za granicą, wg zapisu z jednego tylko sezonu w Almanachu Sceny Polskiej 1989/1990, s. 176 – około 30 razy!).

Od początku swej działalności reżyserskiej, czy to w telewizji, czy w teatrze, w PWST, czy na estradzie, ani na chwilę nie zapominał o znaczeniu pracy reżysera dla aktorów – powierzonych mu, jak w szkole, czy wybranych do przedstawienia. I podkreślał: „Reżyseria interesuje mnie nie od strony inscenizacji, lecz od strony kierowania poczynaniami aktorskimi. Kiedy reżyseruję, czuję się bardziej „profesorem” niż reżyserem. (…) brak jest u nas reżyserów pedagogów, natomiast mamy coraz więcej reżyserów – inscenizatorów. Praca z aktorem traci popularność na rzecz urzeczywistnienia reżyserskich wizji” (O reżyserach i reżyserii mówi Jan Englert. Rozmawiała Małgorzata Kielska-Żukowska, „Za i przeciw” 1978 nr 21 z dnia 21 maja). A dalej tłumaczył powody swojego zainteresowania reżyserią ze względu na znaczenie dobrej reżyserii dla sukcesu aktorskiego, kryzys tego zawodu od lat siedemdziesiątych XX wieku w Polsce i brak reżyserów umiejących pracować z aktorami: „Obserwujemy od kilku lat wyraźny regres w tym zawodzie. Upadek rzemiosła. Pojawia się coraz więcej reżyserów mających różnorodne „wizje”, które w rezultacie do niczego nie prowadzą. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że większość dobrych aktorów nieźle reżyseruje. Po prostu znają teatr, rozumieją go, nabywają umiejętności rzemieślniczych. Naszym reżyserom przydałaby się praktyka teatralna, choćby nawet statystowanie. Nie zdarza się, aby dobry reżyser nie został zauważony i doceniony. Stąd płynie jeden wniosek. Niewielu mamy naprawdę dobrych reżyserów (…)” (Tamże).

Po pierwszym przedstawieniu w Teatrze TVP („Zagmatwana sytuacja”, 1977) wśród do dziś wyreżyserowanych przedstawień był tytuły, z którymi zetknął się wcześniej jako aktor czy to w teatrze, czy w Teatrze TVP. Do takich należał m.in. Irydion Zygmunta Krasińskiego (31 maja 1982), Hamlet Williama Szekspira (1985), Vatzlav (1989), Kontrakt (13 kwietnia 1989) i Portret (1990) Sławomira Mrożka, Kordian Juliusza Słowackiego (1994), Dziady Adama Mickiewicza (1997), Beatryks Cenci Juliusza Słowackiego (2001), Juliusz Cezar Williama Szekspira (2005), Hamlet wg Studium o Hamlecie Stanisława Wyspiańskiego (2008). Były też takie, które wcześniej reżyserował ze studentami Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza czy w teatrze stacjonarnym, jak m.in. Bezimienne dzieło Stanisława Ignacego Witkiewicza – Witkacego (22 września 1988), Kordian Juliusza Słowackiego (1994), Ostatnie kwadry Bordona Furio (2000). Ale wiele stanowiło zupełnie nowe wyzwanie, jak m.in. „Ta nasza mała ziemia” Georgi Dżagarowa (emisja 13 października 1980), Czajka Antoniego Czechowa (1986), Księżyc świeci nieszczęśliwym Eugene O’Neilla (1988), Monologi romantyczne: Godzina miłości, nadziei, rozpaczy (1991), Pelikan Augusta Strindberga (1992), Kurka wodna Stanisława Ignacego Witkiewicza (1993), Miesiąc na wsi Iwana Turgieniewa (1993), Fotel na biegunach Jean Claude Brisville’a (1994), Miłość i gniew Johna Osborne‘a (1995), Mirandolina Carla Goldoniego (1995), Iwanow Antoniego Czechowa (1996), Tańczyłem Edwina O’Connora (1996), Nauka o barwach Tomasza Kubikowskiego (1999), Oszuści (2002), Adwokat i róże Jerzego Szaniawskiego (2004), Sędziowie Stanisława Wyspiańskiego (2007).

W większości wymienionych przedstawień Jan Englert był także autorem opracowania tekstu czy scenariusza, jak w wypadku „monologów romantycznych”, a przede wszystkim grał w nich role. Nie zawsze, ale zazwyczaj tytułowe (Hamlet w Hamlecie Williama Szekspira, Vatzlav w Vatzlavie Sławomira Mrożka, Juliusz Cezar w Juliuszu Cezarze Williama Szekspira) lub ważne dla wymowy przedstawienia, jak Bartodziej w Portrecie Sławomira Mrożka, Zięć w Pelikanie Augusta Strindberga, Car w Kordianie Juliusza Słowackiego, Oswald w Fotelu na biegunach, Kardynał Orsini w Beatryks Cenci Juliusza Słowackiego, Mecenas Wilcher w Adwokacie i różach Jerzego Szaniawskiego, Król i Makbet w Hamlecie wg Studium o „Hamlecie” Stanisława Wyspiańskiego.

Niektóre swoje reżyserie telewizyjne, zwłaszcza najwcześniejsze, nazywał „opracowaniami telewizyjnymi” (Kontrakt, Vatzlav, Portret, Miłość i gniew). I powiedział o nich skromnie: „Nie odważyłbym się reżyserować moich znakomitych kolegów. Chciałem sprawdzić siebie jako realizatora telewizyjnego. Sprawdzić, czy te moje wieloletnie doświadczenia pracy w TV owocują, czy wiem, jak funkcjonuje telewizyjny mechanizm techniczny. Pochlebiam sobie, że wiem. Kiedyś powiedział mi Władysław Hańcza: „Jestem taki szczęśliwy – pracuję teraz w telewizji z reżyserem, który mi nie przeszkadza. „Coś w tym jest…” (Wynik wyboru. Notowała Alina Budzińska, „Panorama” 1977 nr 49 z 4 grudnia). W ostatnich latach, zapisując „reżyseria telewizyjna” przenosił na ekran telewizyjny przedstawienia wyreżyserowane na scenie Teatru Narodowego przez zmarłych wybitnych artystów – Jerzego Grzegorzewskiego i Jerzego Jarockiego, ratując od niepamięci przedstawienia historyczne.

Spośród wymienionych reżyserii Jana Englerta w Teatrze TVP prawdziwym arcydziełem sztuki reżyserskiej było przedstawienie Adwokat i róże Jerzego Szaniawskiego (2004). Mówiąc o tej sztuce Jan Englert dowiódł świetnej znajomości polskiej dramaturgii i umiejętności jej wnikliwego analizowania. „Jest to ciekawa, jeśli nie najlepsza sztuka Szaniawskiego. Jest wieloznaczna i dlatego daje duże szanse interpretacji. Pozwala na pewną żonglerkę stylem i formą”. U podłoża sukcesu znalazł się nie tylko trafny wybór sztuki, ale także świetna obsada. „Ten rodzaj teatru i dramatu wymaga najlepszego aktorstwa. Cały jest oparty na słowie. I żadne zabiegi inscenizacyjne nie dadzą się zastosować. Aktorzy muszą umieć prowadzić dialog i zainteresować widza swoimi myślami i przeżyciami ujawnianymi jedynie przez to, co mówią, jak mówią i tym jak ich słowa przeglądają się w ich zachowaniu – wyrazie twarzy, błysku oka, geście, poruszeniu czy ruchu”. Główną rolę mecenasa Wildera zagrał sam Englert. Sławny ale zgorzkniały, stary, emerytowany prawnik zajął się hodowaniem róż. I oto ktoś mu te róże kradnie. Zastawia zasadzkę i łapie rabusia. I ten moment zmienia jego spokojny świat, przywołuje przeszłość, każe dojrzeć w świecie nie dostrzegane wcześniej niuanse: wieloznaczność motywów ludzkiego postępowania, względność ocen dobra i zła, starcie i konfrontację rzeczywistości z fantazją czy mitem. Ten fakt staje się przedmiotem rozmaitych odezwań bohaterów, rozmów, aż doprowadza mecenasa do poznania okrutnej dla niego prawdy o zdradzie żony.

Matkę złodzieja, przed laty znaną mecenasowi jako „Piękna Frania” i wybronioną na rozprawie sadowej prowadzonej przez niego, zagrała Gabriela Kownacka. Towarzyszyli im: Dorota Ostałowska, Beata Ścibakówna i inni świetni aktorzy…

Rola mecenasa i smutne prywatne, choć nieco kokieteryjne, wyznania wprowadziły do inscenizacji delikatny splot rozmaitych wrażeń: tęsknotę i pogoń za ideałem, ironię i sceptycyzm. „Gram tutaj główną rolę i reżyseruję równocześnie. Wielokrotnie zastrzegałem się, że już nigdy nie będę tego robił. No, i znowu się zgodziłem. Namówiło mnie do tego grzechu kilka osób z telewizji, przekonując racjonalnymi argumentami. A poza tym jestem w takim wieku, że jak sam się nie obsadzę, to już nikt mnie pewnie nie zatrudni jako aktora” („Fakt”, 2005 nr 28 z 3 lutego; W. Sz., Wkrótce w Teatrze TV „ Adwokat i róże”, „Tele-Tydzień” 2005 nr 5 z 26 stycznia).

W ślad za pierwszymi próbami reżyserskimi w telewizji poszły próby reżyserowania w teatrze. Pierwszym przedstawieniem wyreżyserowanym przez Jana Englerta w teatrze była Nora Henryka Ibsena w Teatrze Ochoty (1978). Był to teatr dzielnicowy, o charakterze studyjnym, kończący każde przedstawienie dyskusją z udziałem publiczności i wykonawców.

Po premierze Jan Englert podkreślał, że w pracy reżyserskiej ma niewielką praktykę i umiejętności, ale sporo własnych przemyśleń na temat znaczenia reżyserii i reżysera: „W dziedzinie reżyserii uważam się za amatora (…). Do tej pory reżyserowałem dwie sztuki dla telewizji. Była to Zagmatwana sytuacja i Włamanie o północy – komedie z pogranicza farsy. (…) To były tylko próby, nauka, np. w obu sztukach reżyserowanych dla telewizji, choć materiał nie był najwyższej marki, sprawdziłem swoją wyobraźnię przestrzenną (już na pierwszej próbie miałem w głowie plan całego przedstawienia). Przekonałem się, że potrafię pracować z kolegami” (O reżyserach i reżyserii – mówi Jan Englert. Rozmawiała Małgorzata Kielska-Żukowska, „Za i przeciw” 1978 nr 21 z dnia 21 maja).

Przedstawienie Nory Henryka Ibsena spotkało się z dobrym przyjęciem. Właściwie wszystkich. Zadowoleni byli twórcy teatru – Halina i Jan Machulscy, młodzież ucząca się trudnej sztuki teatru i widzowie dzielnicowej sceny, żywo dyskutujący po przedstawieniach, wreszcie krytycy. Krytycy pisali z uznaniem o przedstawieniu, rolach młodych aktorów-amatorów i pracy Jana Englerta jako reżysera, a zwłaszcza reżysera-pedagoga.

Zadowolony był także sam twórca. W wywiadzie dla „Za i przeciw” powiedział: „Myślę, że udało mi się wyczuć atmosferę tego teatru, dostosować się do jego specyfiki. Oczywiście dyskusje także wkalkulowałem w to przedsięwzięcie. Przecież to jest jedna z cech odróżniających ten teatr od innych. Żałuję tylko, że nie zawsze mogę tam być po spektaklu (gram w Teatrze Współczesnym), ale z relacji kolegów wiem, o czym się dyskutuje. (…) zespół, z którym pracowałem, jest bardzo młody, łatwo nawiązaliśmy koleżeński kontakt. (…) starałem się maksymalnie wykorzystać ich psychiczne możliwości zawodowe, nawet na rzecz pewnych odstępstw od tradycji ról tej sztuki. A więc moja praca miała raczej więcej wspólnego z pedagogiką teatralną niż z reżyserią”.

Od roku 1984 zaczął przygotowywać przedstawienia dyplomowe studentów Wydziału Aktorskiego w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (od 1996 pod nazwa Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza), gdzie od roku akademickiego 1980/1981 pracował na etacie wykładowcy.

Przedstawienia, gdy Szkoła nie miała ani własnego teatru, ani nawet osobnej sali teatralnej, pokazywano najczęściej albo w rożnych salach Szkoły lub w rożnych miejscach udostępnianych poza Szkołą. Dzięki Janowi Englertowi grano je w teatrach warszawskich – na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego, w Teatrze Polskim, w Teatrze Narodowym, a następnie w Teatrze Szkolnym na scenie zrekonstruowanego osiemnastowiecznego Teatru Collegium Nobilium Stanisława Konarskiego, do czego w dużej mierze przyczynił się oprócz Andrzeja Łapickiego jako rektora także Jan Englert pełniący później tę funkcję.

Na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie zagrano w młodzieżowej obsadzie dwie sztuki Stanisława Ignacego Witkiewicza: Matkę (26 stycznia 1984) i Bezimienne dzieło (12 grudnia 1987). W Teatrze Narodowym pokazano Kurkę wodną Stanisława Ignacego Witkiewicza (17 i 18 lutego 1992). W różnych salach Szkoły na ulicy Miodowej w Warszawie, nie wyłączając sali gimnastycznej, odbyły się premiery: Czystego szaleństwa (4 października 1987), które zostało ułożone z dramatów Williama Szekspira (Hamleta i Otella), komedii Moliera (Zwad miłosnych, Don Juana, Szkoły żon) i Aleksandra Fredry (Pana Jowialskiego, Dożywocia, Zemsty), Jana Potockiego (Parady) i Stanisława Ignacego Witkiewicza (Oni), a następnie Fredraszek (24 października 1990), Pelikana (23 i 24 listopada 1991) i Zabawy z ogniem Augusta Strindberga (24 lutego 1996), W małym dworku Stanisława Ignacego Witkiewicza (5 listopada 1997).

Natomiast w otwartym w Szkole Teatrze Collegium Nobilium zagrano Sen nocy letniej Williama Szekspira (19 listopada 2001), Bezimienne dzieło Stanisława Ignacego Witkiewicza (7 listopada 2005) i przedstawienie wg tekstów Stanisława Wyspiańskiego Bóg mówi słowo (30 listopada 2009).

Ze szczególnym zamiłowaniem Jan Englert reżyserował sceny lub całe komedie Aleksandra Fredry. O Fredraszkach i perypetiach z Fredraszkami opowiadał na sesji Fredrowskiej zorganizowanej przez Związek Artystów Scen Polskich w Warszawie (29 marca 1993).

W Teatrze Polskim w Warszawie pod dyrekcją Kazimierza Dejmka po pokazie wspomnianego już przedstawienia dyplomowego Matka Stanisława Ignacego Witkiewicza (26 października 1984), wyreżyserował Kordiana Juliusza Słowackiego (12 marca 1987) oraz Bezimienne dzieło (12 grudnia 1087) i Onych (16 marca 1989) Stanisława Ignacego Witkiewicza oraz Fotel na biegunach Jean Claude Brisville’a (1994).

Zajęty pracą aktora i reżyserowaniem w teatrach „macierzystych”, w których był zatrudniony na etacie, oraz nauczaniem aktorstwa w przedstawieniach dyplomowych w PWST Jan Englert dopiero w dziesięć lat bez mała później rozpoczął współpracę reżyserską z innymi teatrami jak Teatr Powszechny w Warszawie, gdzie wystawił Zmowę świętoszków Michaiła Bułhakowa (20 stycznia 1996) czy Teatr Polski we Wrocławiu, gdzie zrealizował Ostatnie kwadry Bordona Furio (17 grudnia 1997).

Dalsza praca reżyserska Jana Englerta w teatrze była związana głównie (nie licząc przedstawień w PWST) z Teatrem Narodowym za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego (Szkoła żon Moliera, 2 marca 2000; Dożywocie Aleksandra Fredry, 23 czerwca 2001; Kurka wodna Stanisława Ignacego Witkiewicza, 6 grudnia 2002 i 6 grudnia 2012), a następnie własnej. Poczynając od przedstawienia Władzy Deara Nicka (23 kwietnia 2005) i Iwanowa Antoniego Czechowa (5 kwietnia 2008) do sezonu 2019/2020 było to ok. 10 premier, a wśród nich Kordian Juliusza Słowackiego (19 listopada 2015) wystawiony dla uczczenia rocznicy założenia teatru w Polsce (19 listopada 2015), przedstawienia Aleksandra Fredry (Śluby panieńskie, 21 kwietnia 2007; Fredraszki, 18 grudnia 2014), dramaty Stanisława Ignacego Witkiewicza (Kurka wodna, 6 grudnia 2002 i 6 grudnia 2012; Bezimienne dzieło, 2 marca 2013) i Księżniczka na opak wywrócona Jarosława Marka Rymkiewicza wg Calderona de la Barca ( 24 kwietnia 2010), Udręka życia Hanocha Levina (16 grudnia 2011). W tym okresie czasem współpracował jako reżyser z innymi scenami, jak Teatr Kamienica w Warszawie, gdzie wystawił „Intrygę” Jaime Saloma (14 czerwca 2014), ale częściej przygotowywał przedstawienia na scenie szkolnej ze studentami Wydziału Aktorskiego PWST im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie.

Podczas pracy w Teatrze Polskim w Warszawie za dyrekcji Kazimierza Dejmka po pokazie wspomnianego już przedstawienia dyplomowego Matka Stanisława Ignacego Witkiewicza (1984) przygotował pięć przedstawień: Czyste szaleństwo (4 października 1987), Bezimienne dzieło (12 grudnia 1987), Fredraszki (24 października 1990), Pelikana Augusta Strindberga (23 i 24 listopada 1991), Kurkę wodną Stanisława Ignacego Witkiewicza (17 i 18 lutego 1992) oraz Zabawę z ogniem Augusta Strindberga (24 marca 1996). Przedstawienia reżyserowane przez Jana Englerta – zarówno wybrane tytuły, jak Kordian czy dramaty Witkiewicza oraz przedstawienia dyplomowe młodzieży – mieściły się w repertuarze teatru Kazimierza Dejmka i w jego planach organizacyjnych. Zapowiadał on bowiem, zgodnie z tradycją, utworzoną jeszcze przez Arnolda Szyfmana – teatr romantyczny na nowo odczytany i utwory polskiej dramaturgii współczesnej – i dwudziestolecia międzywojennego, i napisane po II wojnie światowej oraz planował stworzenie na drugiej scenie Teatru Polskiego – w Teatrze Kameralnym na ulicy Foksal teatru młodych: „Chciałbym – zapowiadał – aby uformowała się tam grupa artystyczna, która potrafiłaby się wyrazić samodzielnie pod względem artystycznym, światopoglądowym i organizacyjnym”.

Wszystkie przedstawienia reżyserowane przez Jana Englerta na scenie Teatru Polskiego prezentowały się poprawnie w rzemiośle reżysera i aktorów. Ale nie znalazły uznania krytyki i wzięcia u publiczności. A zdarzyło się to w tym samym niemal czasie, gdy Jan Englert-aktor odnosił wielkie sukcesy w rolach Piotra M. z Ołtarza wzniesionego sobie, w postaciach z dramatów Sławomira Mrożka (Vatzlav, Nieud, Moris), a jako Konrad w Wyzwoleniu Stanisława Wyspiańskiego, Gustaw w Ślubach panieńskich Aleksandra Fredry w reżyserii Andrzeja Łapickiego (20 grudnia 1984), Bartodziej w Portrecie Sławomira Mrożka (14 listopada 1987) stał się niekwestionowanym bohaterem teatru Kazimierza Dejmka. Choć bohaterem często krytykowanym. Krytykowane przedstawienia dramatów Stanisława Ignacego Witkacego można by wybronić. Ale Kordiana Juliusza Słowackiego bardzo trudno, choć było przedstawienie odkrywczo pomyślanym i zrealizowanym z wielkim rozmachem inscenizacyjnym, w monumentalnej i wiele mówiącej czy znaczącej scenografii.

Już w 1978 roku Jan Englert, rozmawiając z dziennikarką „Za i przeciw” o reżyserach i reżyserii, zdradził swoje reżyserskie marzenie: „Chciałbym kiedyś wyreżyserować w telewizji Kordiana. Mam pomysł, precyzyjną koncepcję, ale zdaję sobie sprawę, iż jest to przedsięwzięcie poważne, odpowiedzialne, ryzykowne, pracochłonne i przede wszystkim wymagające dużych nakładów finansowych. Jestem optymistą, ale jestem także realistą i dlatego niezbyt wierzę, by znalazł się ktoś odważny, kto by mnie i mój pomysł zaakceptował”.

Marzenie Jana Englerta spełniło się dopiero w 1994 roku, gdy wyreżyserował Kordiana dla Teatru TVP we własnej adaptacji i sam zagrał Cara. Ale wcześniej odważnym, który powierzył mu wystawienie Kordiana okazał się Kazimierz Dejmek. Edward Krasiński, pisząc historię Teatru Polskiego w latach 1939-2002 (Warszawa 2002) obcesowo i apodyktycznie stwierdził: „Jan Englert przedwcześnie porwał się na Kordiana (s. 225). Chyba nie oglądał czy nie pamiętał tamtego przedstawienia. Może nie było najlepiej oceniane przez recenzentów, ale cieszyło się zainteresowaniem widowni (od 12 marca 1987 do końca sezonu zagrano je 27 razy przy stuprocentowej frekwencji), a w dwa dni po premierze 14 marca 1987 roku, stanowiło jeden z punktów programu uczczenia setnej rocznicy urodzin Leona Schillera. Przedstawienie Kordiana połączono bowiem z uroczystym posiedzeniem Honorowego Komitetu Obchodów Schillerowskich oraz Wieczorem wspomnień o Schillerze, na który złożyły się listy, wypowiedzi osób znających Leona Schillera i jego dzieła, śpiewki z Kramu z piosenkami w wykonaniu aktorów Teatru Polskiego i przedstawienie Kordiana w reżyserii Jana Englerta właśnie.

Z tej perspektywy patrząc, można zlekceważyć ostre polityczne zarzuty Bożeny Krzywobłockiej, do 1980 roku wykładającej w warszawskiej PWST nauki polityczne (1970/1971-1971/1972) oraz teorię kultury (1975/1976-1979/1980), które ogłosiła w piśmie „Rzeczywistość”. Zwłaszcza że po latach wielu Kordian Jana Englerta wraca w pamięci jako przedstawienie z całą pewnością interesujące. Scenografia Krzysztofa Pankiewicza była wspaniała, na samym wstępie narzucała dramatyczny nastrój i wprowadzała do inscenizacji pewien monumentalizm, przywodząc na myśl „teatr ogromny” i „wielkie powietrzne przestrzenie” Wyspiańskiego oraz Schillerowski „teatr monumentalny”. Przedstawiała Plac Zamkowy z Kolumną Zygmunta. Tą samą, na której „usiadają podróżne żurawie, spotkawszy jej liściane czoło śród obłoka; Taka zda się odludna i taka wysoka”. Nad kolumną był obłok i niebo przysłonięte złowieszczymi chmurami – jakieś mgły, ciemność, szarość, siność w perspektywie, jak w wierszu Uspokojenie. Dekoracja swoimi malarskimi urokami i zaskakującymi zmianami doskonale harmonizowała z muzyką Jerzego Satanowskiego porywającą głębokimi tonami i niepokojącą akcentami dramatycznie brzmiących rytmów.

Postać tytułowego bohatera grali trzej utalentowani aktorzy młodego pokolenia: Tomasz Budyta i Jan Frycz, odkryci nie tak dawno przez Krystynę Skuszankę w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, oraz Mirosław Konarowski. Towarzyszył im niemal cały zespół Teatru Polskiego, bo poza postaciami Słowackiego bohaterem przedstawienia bywała zbiorowość – tłum postaci nadprzyrodzonych (Diabły, Anioły, Czarownice), Spiskowcy, Panie i Kawalerowie, Lud, Wariaci. A na ich tle pierwsi aktorzy Teatru Polskiego Joanna Szczepkowska (Laura), Andrzej Szczepkowski (Grzegorz), Wojciech Alaborski (Wielki Książę Konstanty), Krzysztof Gosztyła (Car), Andrzej Łapicki (Prezes), Zdzisław Mrożewski (Starzec) oraz Andrzej Żarnecki w interesująco i po raz pierwszy tak pomyślanych czterech wcieleniach: Mefistofel – Diabeł – Doktor – Nieznajomy.

Inscenizacja na plan pierwszy wysuwała tragedię jednostki zmuszonej do wyboru pomiędzy uczuciem i szczęściem jednostkowym a obowiązkami wobec zbiorowości. Pokazywała ją na tle wyraźnie zarysowanych motywów patriotycznych. Starała się opowiedzieć fabułę dramatu w sposób jasny i przejrzysty, ale chłodny, utrzymujący na wodzy wybuchy uczuć i temperaturę konfliktów, by przede wszystkim przedstawić sens myśli zawartych przez Słowackiego w dramacie. Odrzucała emocje narosłe wokół tekstu i wokół kolejnych teatralnych interpretacji. Odciągała widza od przeżywania i wzruszeń a zmuszała do spokojnego, rozważnego zastanowienia się nad przesłaniem dramatu i inscenizacji – do zastanowienia się nad nimi ze współczesnej perspektywy.

Jan Englert dokonał w dramacie radykalnych skrótów. W kilku wypadkach uczytelnił tekst, fabułę i zdarzenia, zmieniając kolejność scen. Narzucił aktorom taki sposób wypowiadania kwestii, by wyraźnie zabrzmiało słowo autora i do widza dochodziła zawarta w nich myśl, a nie tylko emocje i poezja.

Ale krytyka nie zauważyła precyzji w konstrukcji i jasności przewodu myślowego. Dostrzegła jedynie zbyt duże skreślenia i zmiany w układzie scen, uznając adaptację i reżyserski egzemplarz za zbyt uproszczony i niekonsekwentny. Idąc bardziej tropem tradycji teatralnej niż w ślad za możliwościami współczesnego zrozumienia dramatu ganiła reżysera i aktorów za brak temperatury uczuć i ostrości konfliktów, zarzucała scenom zbiorowym nadmierną statyczność. Nie zrozumiała w ogóle może nie do końca udanej, ale interesującej i obiecującej próby nowego odczytania literackiej spuścizny Romantyzmu – zracjonalizowanej i odromantyzowanej. Zgodnej ze słowami ówczesnego dyrektora Teatru Polskiego, który w 1981 roku po swoich doświadczeniach z Kordianem (19 listopada 1965) i Dziadami (1967) w Teatrze Narodowym powiedział: „dalej uważam, że literatura romantyczna to nasze narodowe nieszczęście. Bylibyśmy innym narodem, gdybyśmy zamiast Dziadów i Kordiana mieli w spuściźnie Klub Pickwicka, Hamleta czy Rewizora”. Zauważyła jedynie rozmach inscenizacji, sporo pięknych malarskich obrazów, niektóre sceny zbiorowe porywające dramatyzmem.

Oprócz przedstawień dla Teatru TVP, przedstawień dyplomowych w PWST oraz premier w teatrach Jan Englert reżyserował też przedstawienia impresaryjne na estradzie, przenoszone do telewizji. Należały do nich Pan Tadeusz i Dziady Adama Mickiewicza.

Pierwsze wywołało ogólne zainteresowanie i zachwyty. Dziady wznieciły dyskusje prasowe, listy do redakcji, i skrajne oceny – od kiczu do arcydzieła.

Roman Pawłowski na łamach swojej gazety skwitował dwuletnie przygotowania reżysera i pracę zespołu: „Nie wystarczy jednak wysłać tekstu Mickiewicza do milionów polskich domów. Trzeba go jeszcze odczytać, a to się Janowi Englertowi nie udało” (Arcydramat Mickiewicza przystosowany do gustów telewizji, „Gazeta Wyborcza” 1997 z dnia 8/9 listopada). Dobrochna Ratajczak oceniała podobnie: Dziady Jana Englerta, wzbudzające tak biegunowe oceny jak kicz (najczęstsza ocena krytyki) i arcydzieło (w ocenach widzów) nie są de facto ani jednym, ani drugim, aczkolwiek (niestety) bliżej im do kiczu” (Super-Dziady, „Teatr” 1998 nr 1 s. 39). Ale dalej pisała: „Są w Dziadach Englerta fragmenty przejmująco piękne. W obrazie „dziadów” gromada łowiąca wzrokiem pod stropem kaplicy zjawy dzieci. Motyw grubych woskowych, kapiących świec i ich żółty blask” (Tamże).

Przedstawienie miało znakomitą obsadę. Wśród około 70 osób główne postacie kreowali: Gustawa – Konrada Michał Żebrowski, Guślarza – Krzysztof Majchrzak, Księdza Piotra – Jan Frycz, Senatora – Zbigniew Zapasiewicz, Panią Rollison – Danuta Stenka, Szatana – Mariusz Benoit, Księdza – Marek Walczewski. Grane podczas tournée po USA i Kanadzie (18 listopada – 9 grudnia 1998) cieszyło się wielkim powodzeniem.

Przyznać trzeba, że Jan Englert zawsze – w telewizji, w szkole, w teatrze, w widowiskach popularnych – brał na warsztat teksty dobre literacko i pojemne myślowo, częściej dramaty i tragedie, niż komedie czy farsy, częściej dzieła klasyczne, ale także współczesne pokazujące zwykłego człowieka pośród realiów codziennego życia. Reżyserował dzieła poetyckie Adama Mickiewicza, tragedie Juliusza Słowackiego, komedie Aleksandra Fredry, dramaty Stanisława Wyspiańskiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza, z klasycznego repertuaru obcego Moliera, Calderona de la Barca, Henryka Ibsena, Antoniego Czechowa, ze współczesnego Michaiła Bułhakowa, Bordona Furio.

Często, pracując dla Teatru TVP, dla sceny szkolnej i teatru stacjonarnego, i jako aktor, i jako reżyser powracał do określonych tytułów. Z różnych powodów. Przywiązany do postaci bohatera, szczególnej sympatii dla dzieła lub autora, nie do końca zadowolony z poprzednich rezultatów, przekonany o koniecznej obecności danego dzieła w świadomości Polaków.

Tych powrotów było aż 24. Do niektórych, powracał nie dwukrotnie a kilkakrotnie – czterokrotnie do Ślubów panieńskich Aleksandra Fredry (1966, 1984, 1985, 2007) i do Kordiana Juliusza Słowackiego (1977, 1987, 1994, 2015), trzykrotnie do Bezimiennego dzieła Stanisława Ignacego Witkiewicza (1986, 1987, 2005).

Bożena Frankowska

[Na zdj.: Beata Ścibakówna i Emilian Kamiński na pierwszym planie i Jan Englert na drugim planie w Szkole żon Moliera (reż. Jan Englert), Teatr Narodowy 2000, Copyright © by Wojciech Plewiński/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego].

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.