Lekcja Hrabala dla starszych i zaawansowanych

Na płockiej scenie „Bambini di Praga” Bohumila Hrabala. Marek Mokrowiecki wraca do swego ukochanego autora, który odsłaniał komizm i tragizm ludzkiego los.

Hrabal zresztą o tym pisał: „Sądzę, że tragiczne odczuwanie życia i humor są bliźniakami, drogą wychodzącą z jednej doliny”. Dlatego smutek u niego zawsze łagodził humor, a humor przygaszała świadomość nieuchronnego końca. Tak właśnie jest we wspomnianym spektaklu „Bambini di Praga”. Po tę adaptację pióra Václava Nývlta sięgnął Mokrowiecki ponownie – po raz pierwszy zrealizował ją przed ponad piętnastu laty w Czeskim Cieszynie (2005). Teraz jednak to inny spektakl, nie tylko dlatego, że czas mija, ale i dlatego, że miało być to przedstawienie wieńczące długoletnią kadencję dyrektora Mokrowieckiego w Płocku (od 1990). Miało być, ale nie było, bo konkurs na jego następcę pozostał nierozstrzygnięty, a Płock otrzymał od Mokrowieckiego piękny dar – spektakl, który bawi, wzrusza, pobudza do myślenia. Jak Hrabal. Płocka publiczność przyjęła premierę owacjami na stojąco.

W Płocku nikogo nie zdziwił wybór Hrabala jako autora granego na pożegnanie dyrekcji. Tutejsi teatromani doskonale znają czeskie ścieżki swego dyrektora, który kończył studia w Pradze, rozmiłował się w czeskiej literaturze i języku, a swoją twórczością dawał wyraz umiejętności przenoszenia pereł literatury naszych sąsiadów na scenę. „Mokrowiecki co jakiś czas przypominał o swojej sympatii – pisała recenzentka „Tygodnika Płockiego” Lena Szatkowska – do prozy i dramaturgii czeskiej. Po sukcesie „Partii umiarkowanego postępu w granicach prawa” według Haška (1990), „Procesie” Kafki (2014), „Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie” Zelenki (2015), „Myszach Natalii Mooshaber” Fuksa (2018), sięgnął po nostalgiczne opowiadanie Hrabala „Bambini di Praga” w adaptacji Václava Nývlta. Tekstowi dodał muzykę na żywo i śpiewane w języku oryginału piosenki”.

Swoją miłość do literatury czeskiej, a w szczególności Hrabala, objawiał Mokrowiecki od lat, by wspomnieć o prapremierze „Święta przebiśniegu” Bohumila Hrabala (prapremiera 1994 w Płocku) czy wcześniejszym monodramie „Rozwalony bęben” też wg Hrabala, który zagrał kilkaset razy, a który przeniósł mu nagrodę na ogólnopolskim festiwalu teatrów jednego aktora w Toruniu (1984). Mokrowiecki należał latami do czołowych solistów sceny jednoosobowej w Polsce, o czym nie wszyscy dzisiaj pamiętają, a nowa premiera Hrabala daje okazję, aby o tym przypomnieć. Dodam jeszcze, że Mokrowiecki ma za sobą świetne przedstawienia wg prozy Ladislava Fuksa, nie tylko niedawne „Myszy Natalii Mooshaber”, ale też „Palacza zwłok”, przejmujący spektakl zrealizowany w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (1986).

A jednak to nie Mokrowiecki dał prapremierę polską „Bambini di Praga”, ale Agnieszka Glińska w swoim własnym opracowaniu w Teatrze Współczesnym w Warszawie (2001). Praska nostalgia, którą tchnęło to przedstawienie, udzielała się widzom.

Spektakl przygotowany z miłością do scenicznego detalu, rozkochany w odchodzącym miejskim folklorze, uwodził urodą zwykłego a przedziwnego świata – Hrabal potrafił bowiem jak nikt inny oddać żywioł knajpianych pogaduszek przy piwie i szyneczce, a co najważniejsze dostrzec w każdym człowieku jego wewnętrzną tajemnicę. Nie było dla niego ludzi nijakich – każdy nosił w sobie jakąś mniej lub bardziej skrywaną pasję, kompleks, szaleństwo lub skazę. W liryczno-groteskowej narracji oddawał pisarz tę niepospolitą rozmaitość typów praskich i podmiejskich (czytaj: ludzkich) obserwując świat, który zanika, skazany na zagładę przez współczesną cywilizację. Ale przecież wart pamięci.

W spektaklu Agnieszki Glińskiej te niepospolite walory opowieści Hrabalowskich brzmiały nie tylko wiarygodnie i soczyście, ale co najważniejsze – prawdziwie. Co ciekawe, prawdę osiągało się tu środkami poetyckimi, teatralnym skrótem łączonym umiejętnie ze szczyptą naturalizmu – cytatem środowiskowych zachowań: scena, w której grupa agentów ubezpieczeniowych podejrzanego autoramentu na czele z panem Kierownikiem (niezmordowany jako mistrz krętactwa Krzysztof Kowalewski) popijając piwo roztrąca z kufli piankę, budzi żywiołową sympatię, co więcej także apetyt… na piwo. To właśnie Kowalewski sprawił, że przedstawienie to pozostawiło niezatarty ślad w mojej pamięci, zwłaszcza że zaraz po jego zakończeniu szukaliśmy w mrocznej już po spektaklu Warszawie chociaż szklanki piwa – nie sposób było nie poddać się tej ozdrowieńczej konsumpcji po dawce tak dobrego humoru. W końcu nie na darmo Hrabal był synem browarnika. Pewnie już na zawsze „Bambini di Praga” pozostanie dla mnie spektaklem domagającym się toastu.

W przedstawieniu Marka Mokrowieckiego też były toasty, ale raczej wina, nie piwa, też niezwykle chętnie, łapczywie konsumowanego, A przede wszystkim było nastrojowe rozśpiewanie. Lekkie taneczne przemarsze aktorów przez szerokość sceny, śpiewających chórem i solo tworzyły nastrój święta; była to wszak wenecka noc, na którą zaproszono grupę przebiegłych złodziejaszków (Marek Walczak jako szef, Szymon Kołodziejczyk – Uhde i Adam Gradowski – wiecznie „lampartujący” Wiktor), żerujących na ludzkiej naiwności, kręcących swoją piramidę finansową już wtedy, w roku 1947 czy 1948, oferujących rzemieślnikom i drobnym wytwórcom w miarę bezpieczną przyszłość, czyli polisy „Spokojnej starości”, które nie miały pokrycia.

Krążący między swymi ofiarami oszuści starali się o tworzenie familiarnej atmosfery, sprzyjającej podejrzanym transakcjom, a dzięki temu, stawali się mimowolnymi słuchaczami ich zwariowanych pasji, marzeń, tęsknot, zagubionych nadziei. Każdy z aktorów zyskiwał tu szansę na swoją solówkę, jak choćby szalony drogista (Piotr Bała), który snuł opowieści o swoich nie mających końca wypadkach przy eksperymentach w poszukiwaniu lepszych mydeł i pachnideł.

Kiedy już w pierwszej części spektaklu oszuści zebrali niezłą sumkę, a agent policji Bucyfał (Mariusz Pogonowski) zdobył na nich żelazne dowody, Mokrowiecki poprowadził wszystkich na lekcję tańca dla starszych i zaawansowanych. To scena brawurowa, wypełniająca prawie cały akt drugi, w której aż roi się od rozgrywanych na granicy farsy i groteski sytuacji i demonstrowania charakterystycznych urazów, tęsknot i skrywanych uczuć. Wystudiowany w pozach Nauczyciel Tańca z wiecznie opadającą grzywką (Szymon Cempura), tęskniąca za mocnymi doznaniami panna Grudówna (Dorota Cempura), wodzący oczami za Wiktorem Lakiernik Hurdalek (Krzysztof Bień) czy unikający go Wiktor, to tylko fragment całej galerii karykatur, które pojawiają się na lekcji tańca, aby zaznać w życiu czegoś lepszego.

Po tej prawdziwie ludzkiej gęstwie prowadzi nas Mokrowiecki z szacunkiem dla szczegółu i zdolnością kreowania kilkoma kreskami pełnej postaci (za pomocą gestu, spojrzenia, osobliwego detalu). Sam zresztą daje tego chwalebny przykład jako Narrator, z niebywałą lekkością, niemal od niechcenia, ale z prawdziwym wdziękiem (oczywiście po czesku) wprowadzający w świat spektaklu. Narrator pojawia się na początku i na zakończenie przedstawienia. Zapowiada mające nastąpić wypadki, a na koniec zamyka spektakl, przypominając aktorom i publiczności, że pora się rozstać, choć rozstawać się wcale nie chce.

Nic dziwnego – Hrabal w swoich opowiadaniach nadał opisywanym zdarzeniom podwójną perspektywę – realną i nadrealną, między jawą a snem, mieszając styl wysoki z mową potoczną, zapis realistyczny z deformującą groteską, a wszystko okalając poetycką mgłą humoru. Stop tych cech nadaje jego prozie wyrazistą odrębność. Był piewcą witalizmu, jego bohaterowie wyrażali „czystą radość istnienia” (Witold Nawrocki). Sam o sobie pisał: „jestem słuchaczem akademii euforii, moim bogiem jest Dionizos”. Poetyka i tematyka jego dzieł dojrzewała w czasach, gdy pisarz nie publikował – świadczą o tym powstałe na przełomie lat 40. i 50. opowiadania i poematy, wydrukowane oficjalnie dopiero po aksamitnej rewolucji, a wśród nich (1948) Bambini di Praga (1950, po które nieomylnie sięgnął Marek Mokrowiecki. Hrabal, a za nim aktorzy Mokrowieckiego uzmysławiają, że świat jest zachwycający w swojej różnorodności, ale my, zabiegani, zapracowani codzienną krzątaniną, nie umiemy już tego dostrzegać. Teatr pomaga odnaleźć w sobie ten zagubiony zachwyt.

Tomasz Milkowski

BAMBINI DI PRAGA Bohumila Hrabala, tłum. Andrzej Czcibor-Piotrowski, reżyseria Marek Mokrowiecki, adaptacja teatralna Václav Nývlt, scenografia Marian Fiszer, muzyka Krzysztof Misiak, oprac. muz. Krzysztof Wierzbicki, instalacje wideo Robert Liberek, Teatr im, Jerzego Szaniawskiego w Płocku, premiera 26 czerwca 2021.

[Na zdj.: scena zbiorowa ze spektaklu Bambini di Praga. Fot. Waldemar Lewandowski/ Teatr w Płocku]

Leave a Reply