Cristina MODREANU: „Przeszłość daje nam siłę na przyszłość”

Z Cristiną Modreanu rozmawia Andriej Moskwin:

Od kilku lat na świecie święci triumfy rumuńskie kino. A co z teatrem? Pod koniec 2020 roku w brytyjskim wydawnictwie Routledge ukazała się monografia rumuńskiej badaczki Cristiny Modreanu pt. „Historia teatru rumuńskiego od komunizmu do kapitalizmu. Dzieci niespokojnych czasów” (A History of Romanian Theatre from Communism to Capitalism. Children of a Restless Time). Z tej okazji porozmawiamy z jej autorką. Jest ona badaczką teatru rumuńskiego, pomysłodawczynią i organizatorką wielu projektów międzynarodowych, mających na celu promocję rodzimego teatru.

Andriej MOSKWIN: Niestety wiedza o teatrze rumuńskim w Polsce jest bardzo słaba. Była dyrektorka toruńskiego festiwalu „Kontakt” Jadwiga Oleradzka kilkakrotnie zapraszała rumuńskie zespoły. Dlatego mieliśmy możliwość zapoznać się z twórczością Gianiny Cărbunariu. TR Warszawa zaprezentował prace Radu Afrima. I chyba to wszystko. Jak scharakteryzować ostatnie trzydziestolecie rumuńskiego teatru?

Cristina MODREANU: Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie krótko, nawet książka będzie za mało. Teatr rumuński bardzo się zmienił w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Jeśli mamy wybrać jeden wyraz, może to być „transformacja”: widzimy rumuński teatr jako kameleon zmieniający swoje oblicze, ale pozostający takim samym. Ten paradoks spowodowany tym, że ogólna infrastruktura – prawo, środki produkcji, mentalność – nie uległa zmianie, utrzymywana była przez siły konserwatywne odpowiedzialne za losy teatru w Rumunii. Jednocześnie powstała i rozwinęła się nowa generacja ludzi teatru, która organicznie i stopniowo zmieniała zasady gry. Nie ma konserwatywnej siły, która mogłaby powstrzymać postęp, więc ci młodzi ludzie, którzy mieli kontakt z rówieśnikami z innych kultur, ewoluowali, tworzyli nowe niezależne zespoły, a od około 2000 roku zmienili oblicze rumuńskiego teatru. To ciągły proces.

W tej chwili w Rumunii wciąż istnieje wiele teatrów publicznych, ale równolegle rozwinęła się niezależna scena teatralna, która funkcjonuje jako żłobek, z którego dawne konserwatywne instytucje teatralne muszą wybierać swoich artystów, aby powstrzymać publiczność przed ich opuszczeniem. Reguły kapitalizmu w rumuńskim teatrze zmieniły się na lepsze i gorsze, dlatego wybrałam taki właśnie tytuł na swoją książkę.

Należy podkreślić, że jest to pierwsza książka o teatrze rumuńskim w języku angielskim i została napisana z zamiarem wypełnienia ogromnej luki informacyjnej, o której dowiedziałam się, kiedy byłam stypendystką na Uniwersytecie Nowojorskim w latach 2011-2012. Podczas mojej wizyty tam prowadziłam zajęcia i uczniowie zapytali mnie, co mogą przeczytać po angielsku, aby mieć pojęcie o rumuńskim teatrze. Niestety nic nie miałam do polecenia. Właśnie wtedy narodził się pomysł na tę książkę – jako wynik tej kulturowej frustracji, a także dlatego, że byłam przekonana, że jest bardzo krzywdzące, aby rumuński nadal pozostawał egzotycznym zjawiskiem na scenie europejskiej i międzynarodowej. Nawet jeśli niektórzy z naszych artystów są zapraszani na niektóre festiwale, jeśli badacze mogą zbadać tendencje teatru rumuńskiego oraz zachodzące w nim przemiany, nie da się mówić o obecności teatry rumuńskiego w szerszym kontekście historycznym i teoretycznym. Cieszę się, że tak prestiżowe wydawnictwo jak Routledge uznało moją książkę za interesującą, bo to oznacza, że zostanie włączona do międzynarodowego obiegu akademickiego.

AM: W przytoczonej monografii skupiła się Pani na „dzieciach” rumuńskiego teatru – Andreju Șerbanie, Silviu Purcărete’im, Gianinie Cărbunariu, Radu Afrimie… Ale oni już dorośli. Czy pojawiło się młode pokolenie artystów rumuńskich? Jeśli tak, to czy jest tak silne jak poprzednicy?

CM: Tak, nazwiska, o których Pan wspomina – Andrei Șerban, Silviu Purcărete, Gianina Carbunariu i Radu Afrim – są najbardziej oczywistym wyborem na festiwale poza Rumunią, ponieważ to są silne osobowości artystyczne, którzy wypracowali własny określony styl, którzy na różne sposoby powiązani są z międzynarodowymi tendencjami, rozpoznawalne na międzynarodowych scenach. Ale w Rumunii jest wielu innych interesujących artystów teatralnych i zawsze szkoda z mojego punktu widzenia, że mój kraj nie nauczył się przez te trzydzieści lat lepiej promować swoją kulturę.

Przez trzy lata pełniłam funkcję dyrektora artystycznego Rumuńskiego Festiwalu Teatrów Narodowych, akurat w samym środku tego trzydziestoletniego okresu – między 2008 rokiem a 2010. Zapraszałam zagranicznych producentów i kuratorów festiwali do Bukaresztu, co spowodowało napływ zaproszeń dla rumuńskich spektakli za granicę w następnych latach. Ale jeśli nie będziesz kontynuował i nie podtrzymywał tego rodzaju powiązań, po pewnym czasie zainteresowanie znika. Dlatego teatr rumuński nie jest niestety tak znany, jak, na przykład, „nowa fala” rumuńskiego kina.

Więc moja odpowiedź na Pana pytanie brzmi: tak, jest nowe pokolenie artystów i naprawdę mam nadzieję, że ich twórczość będzie widziana w kontekstach międzynarodowych, ponieważ jest inna i łączy teatr i wideo, film, projekcje i stara się również przenieść nieznane terytoria sztuki cyfrowej. Jestem pewna, że wkrótce świat dowie się więcej o Carmen Lidii Vidu, Peterze Kereku, Bobim Pricopie i innych. Jestem też pewna, że świat już wie o rumuńskich artystach, którzy pracują w innych kulturach, ponieważ otwarcie granic stworzyło im możliwość przemieszczania się, a nowy styl życia w bardzo interesujący sposób przenika w ich pracę: mam na myśli przede wszystkim Alexandrę Badea i Eugena Jebeleanu we Francji, Anę Margineanu w USA, Pecę Stefana w Berlinie i inni.

Podtytuł mojej książki brzmi „Dzieci niespokojnych czasów”, ponieważ obejmuje to nowe pokolenie, które boryka się z takimi zjawiskami, jak globalizacja, polaryzacja ideologiczna, ekstremizm i polityka tożsamości. Przejście od komunizmu do kapitalizmu było niespokojnym czasem, ale takie są czasy, w których żyjemy. Nie wspominając o czasach pandemii, które prawdopodobnie zmienią paradygmat sztuki. Ale to jest temat na przyszłą rozmowę.

AM: Jest Pani redaktorką słownika multimedialnego teatru rumuńskiego (https://www.dmtr.ro/). Jaka jest koncepcja tego słownika? Ile osób jest zaangażowanych w jego powstanie?

CM: Muszę przyznać, że jedną z moich inspiracji przy tworzeniu tego bardzo potrzebnego projektu badawczego jest Polska Encyklopedia Teatralna. Bardzo podziwiam sposób, w jaki Polacy zadbali o swoje teatralne archiwa i jak żywo prezentują je publiczności! Pamiętam wizytę w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego i zdumienie przygotowanymi przez nich wystawami, wydanymi przez nich DVD i różnymi publikacjami oraz zorganizowanymi przez nich konferencjami. Chciałbym, abyśmy byli bliżej tego przykładu w Rumunii. Niestety nasze archiwa teatralne – te, które wciąż istnieją – są zamknięte, nie ma wymiany sieciowej ani zewnętrznego dostępu badaczy do tych archiwów. I właśnie to staramy się zmienić dzięki rozpoczętemu projektowi – Multimedialny Słownik Teatr Rumuński.

Ale to niezależny projekt, cały czas zbieramy fundusze. I nawet jeśli w tym roku nasze starania zostały nagrodzone Nagrodą za Aktywizację Dziedzictwa Niematerialnego, to nie ma oficjalnego wsparcia ze strony państwa. Zamiast tego nawiązaliśmy współpracę z dwoma głównymi uniwersytetami w Rumunii: Uniwersytetem Babes-Bolyai w Klużu i Uniwersytetem Artystycznym w Targu Mures, i dzięki ich pomocy logistycznej i wolontariatowi ich studentów udało nam się rozpocząć ten projekt, który będziemy kontynuować w przyszłym roku. Zespół składa się z ponad 20 specjalistów teatru, którzy na podstawie zebranych przez studentów informacji audiowizualnych i pisemnych piszą hasła do słownika, a także skanują dokumenty, plakaty, zdjęcia, programy teatralne i dodają wszystkie odpowiednie linki, które mogą znaleźć w Internecie dla każdego wpisu). Słownik zawiera dwie sekcje: „Artyści” i „Produkcje”. Mamy nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli stworzyć stronę w języku angielskim, aby zwiększyć dostęp do tego cyfrowego archiwum, które tworzymy, oraz zorganizować wymianę pomysłów z naukowcami z innych kultur dotyczącą istnienia archiwów teatralnych. Spojrzenie na te archiwa i ponowne skontekstualizowanie znalezionych w nich materiałów sprawia, że stajemy się bardziej świadomi tego, co mówi nam nasza zbiorowa przeszłość, i w ten sposób przeszłość daje nam siłę na przyszłość.

Jacques Derrida w swoim eseju Gorączka archiwum. Freudowskie wrażenie przekonuje nas, że „władza polityczna nie może funkcjonować bez kontroli archiwum, bez dostępu do pamięci. Skuteczną demokratyzację zawsze można mierzyć tym podstawowym kryterium: uczestnictwem i dostępem do archiwum, jego zawartości oraz interpretacją”. Nie mogę się z tym nie zgodzić i dlatego obawiam się, że niektóre demokracje w krajach Europy Wschodniej nie są tak silne, jak powinny być po trzydziestu latach wolności.

Leave a Reply