JĄDRO CIEMNOŚCI

Niełatwo znaleźć ścieżkę, która doprowadzi na scenie do istoty Jądra ciemności. Opowiadanie Conrada, należące do klasyki światowej, obrosło tysiącami komentarzy, z którymi niełatwo się zmierzyć. A jednak twórcy tego przedstawienia zdołali wyzwolić się z pęt rozmaitych interpretacji, idąc za radą samego Conrada: „Głos. Kurtz był niewiele więcej niż głosem(„Jądro ciemności”, tłum. Magdalena Heydel). Poszli zatem za głosem, jak sami piszą, zanurzając widzów w „immersyjnym środowisku dźwiękowym”. A mówiąc prościej za pośrednictwem odpowiednio komponowanego dźwięku z uwzględnieniem efektu przestrzennego a przekazywanego przez słuchawki poprowadzili widzów-słuchaczy śladami Marlowa z biegiem rzeki Kongo do siedziby tajemniczego Kurtza.

Ta zaskakująca forma spektaklu, wytwarzająca dźwiękową rzeczywistość i dźwiękową scenografię, jest na każdym kroku dekonspirowana – widać, w jaki sposób aktorzy osiągają efekty przypominające odgłosy walki, nurt wzburzonej rzeki czy oddalające się i zbliżające się głosy, itp., itd. Co więcej, obserwując te techniczne zabiegi, czasem niezwykle proste, jak wyjęte z powojennego filmu „Skarb”, w którym, można było zobaczyć, jak radiowcy osiągają rozmaite efekty, wcale nie dystansujemy się od świata szeptanego nam do ucha. Bo to, co wsącza się uszami i skupia naszą uwagę jest nam jednocześnie pokazywane w bardzo umowny sposób. Dźwięk udaje rzeczywistość filmową, obraz sprowadza na ziemię, ale intryguje.

Sukces tego przetworzenia motywów Conradowskich na scenę polega nie tylko na oryginalnej formie, ale na trzymaniu się wybranego toru opowieści w duchu współczesnego ekologizmu. To jest adaptacja respektująca walory literackie opowiadania Conrada, ale podważająca jego wymowę, silnie związaną z bezzasadną ekspansją białego człowieka, z jego urojoną misją niesienia prawdziwej cywilizacji. Tę nie budzącą wątpliwości wymowę spektaklu podpiera teatralny prolog i epilog przedstawienia, grane bez słuchawek, będące teatralną demaskacją świata powstającego w naszej głowie za sprawą sugestywnej kreacji Marlowa (Michał Czachor). To popisowe sceny aktorów, występujących tu w roli aktorów, grających w adaptacji „Jądra ciemności”, opowiadających o swoich oczekiwaniach, marzeniach i rozczarowaniach.

Krytyczna opowieść sceniczna o próbie ujarzmienia przyrody i mieszkańców Afryki (traktowanych jako przedmioty) z perspektywy epilogu jest tylko świadectwem złudzeń białego człowieka, który wciąż i wciąż zmaga się z naturą, znajdując pozorne rozwiązania, częściej siejące zniszczenie niż nadzieję na lepszą przyszłość. W kategoriach żartu trzeba potraktować końcową opowieść Oksany Czerkaszyny o zmaganiach człowieka z rekinem, ale i ten żart zwiera sens głębszy, jeśli się tylko trochę zastanowić. Ze spotkania z rekinem można się przecież wywikłać, przekonuje Oksana, wystarczy patrzeć mu głęboko w oczy albo delikatnie skierować w inną stronę. A co jeśli to nie pomoże?

Tomasz Miłkowski

JĄDRO CIEMNOŚCI na podstawie opowiadania Josepha Conrada, przekład Magdalena Heydel

reżyseria – Paweł Łysak

dramaturgia – Paweł Sztarbowski

muzyka – Dominik Strycharski

reżyseria światła – Jacqueline Sobiszewski

reżyseria dźwięku – Kuba Sosulski

projekcje wideo – Karol Rakowski

konsultacje scenograficzne – Robert Rumas

inspicjentka – Barbara Sadowska

obsada– Michał Czachor, Oksana Czerkaszyna, Mamadou Góo Bâ, Oskar Stoczyński

Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera, premiera 18 czerwca 2021.

Leave a Reply