Portret pochowanego żywcem

Barbara Hirsz o „Śmierci Iwana Iljicza” w Teatrze Wybrzeże:

Inscenizacja „Śmierci Iwana Iljicza” w Teatrze Wybrzeże w toku akcji staje się coraz bardziej bezlitosna.

Pierwsza scena pomyślana jest tak, by widz uchwycił charakter proponowanego teatru. Specjalną rolę ma tu do spełnienia światło. Jaskrawe białe światło (światło życia) pada na rodzinę tytułowego bohatera, zgromadzoną przy stole. Iwan Iljicz, który ma umrzeć, pozostaje w ciemności. Moment, gdy zaproszony przez żonę i córkę zasiada do stołu, i wchodzi w jasny krąg światła, rozpoczyna grę. Oglądamy upadek Iwana Iljicza, którego czas się kończy. I jałowe próby zrozumienia tej jednorazowej egzystencji. W ostatniej sekwencji przedstawienie wróci do punktu wyjścia, z którego właściwie Iwan Iljicz nigdy nie ruszył.

W swojej parafrazie teatralnej Franciszek Szumiński, przenikliwy czytelnik opowiadania Lwa Tołstoja, stawia widza wobec pytania o los człowieka, na które nie znamy odpowiedzi. Reżyser wypełnia spektakl treścią odzwierciedlającą rozpacz i poczucie absurdu. Kieruje uwagę widza na zagadnienie „niezawinionej winy”, która jest udziałem skazanych na klęskę. Chce pokazać człowieka w jego egzystencjalnej beznadziejności. Niczego nie narzuca. Raczej wyraża poprzez kompozycję. I wydobywa z aktorów.

Status postaci pozostaje wieloznaczny. Aktorzy grają z dystansem, mogą wchodzić w różne role. Nie wykraczając poza ramy epoki Tołstoja, powściągliwymi środkami wpisują się w koncepcję ludzkiego świata marionetek. Otoczenie Iwana, jego rodzina i przyjaciele, są streszczeni do pozy, roli społecznej, konwenansu, frazesu. Wszyscy bohaterowie biorą udział w jakiejś komedii salonu, to wszystko obnaży konfrontacja ze śmiercią.

Dodatkowo problem sztuki na wyższy poziom uogólnienia podnosi epizod pantomimiczny, oto chorego Iwana odwiedzają koledzy z pracy ubrani w togi, siadają przy stole i zapraszają go do wspólnej gry. Ta scena ma wielowymiarowy sens. Jest ona parabolą, której fatalistyczna wykładnia odsyła do tematu gry z losem. Iwan musi w tej grze przegrać.

Dojmująco prowadzi swoją rolę Krzysztof Matuszewski. Gra jakby ze wzrokiem skierowanym do własnego wnętrza, usiłując zrozumieć, jak to jest być w sytuacji Iwana Iljicza. Aktor przez cały czas w głębi zachowuje ludzkie zdziwienie, opowiadając opłakaną dolę pochowanego żywcem. Na Iwana Iljicza, człowieka w pełni sił, zadowolonego ze swego żywota, zapada wyrok: niespodziewana choroba.

Od początku przedstawienia jego walka ze złym losem – widzimy to na scenie – jest samooszukiwaniem się, rozkładem, dogorywaniem, postępującą dezintegracją umysłu i ciała. Wstrząsający jest moment, gdy Iwan chce zrozumieć i wyartykułować swoje przeznaczenie. Krzysztof Matuszewski rwie tekst na strzępy, jakby szarpał żywego człowieka, ale powstaje bełkot, dziura w świadomości, wrażenie bezcelowości życia. Ta rola odsyła do Samuela Becketta, do jego definicji egzystencji między przymusem narodzin a jeszcze gorszym przymusem śmierci.

Szczyty ironii tragicznej osiąga spektakl w zakończeniu. Franciszek Szumiński twórczo wyzyskuje technikę analityczną. Jest już po wszystkim, Iwan Iljicz umarł. Żona odbiera kondolencje, po pogrzebie rodzina zasiada do posiłku. Skontrastowane światło wspiera wymowę przedstawienia. Iwan, już po „tamtej” stronie, tkwi w ciemności. Jasna plama świetlna uwidacznia portret rodziny we wnętrzu, kładą na stole naczynia, piją czaj. W tym obrazie scenicznym śmierć i życie stają naprzeciwko siebie. Rozszczepienie odzwierciedla fatalizm egzystencji. Widzimy grupę pantomimiczną przedstawiającą ludzi przekonanych, że śmierć opuściła ich dom, a przecież są wydani na pastwę tego samego losu.

Ciemność jest dedykowana dla Iwana. Krzysztof Matuszewski wzrusza siłą ekspresji. Przemawia do nas żałosny przedmiot. Ostatnie słowa adresowane są do nas. Teraz aktor kieruje wzrok ku widowni, z wielkim zdziwieniem mówi: umarł.

Mówi w imieniu Iwana Iljicza, który nie znalazł odpowiedzi na pytanie, co ja tu robię w tym życiu i umarł nie czując się winnym.

Barbara Hirsz

Lew Tołstoj „Śmierć Iwana Iljicza”, Teatr Wybrzeże, reżyseria Franciszek Szumiński, premiera 22 lutego 2020.

Leave a Reply