Pinkwart na czwartek: Horyzont zdarzeń

Ludzie mają zazwyczaj skomplikowaną, a przynajmniej dwoistą naturę. Przy czym manicheizm doktora Jekylla i Mr Hyde’a wcale nie jest czymś najgorszym, co może przydarzyć się naszemu przyjacielowi, szefowi czy w ostateczności nam samym. Druga natura człowieka zazwyczaj jest starannie schowana pod maską, ale kiedy to maska staje się pierwszą naturą – stajemy bezradni obok psychologicznej matrioszki, wobec której nie tylko nie umiemy znaleźć właściwej postawy, ale w ogóle nie wiemy, jaka ta postawa może być. Co gorsza, dotyczy to nie tylko czołowych postaci polskiej polityki, ale i naszych przyjaciół, szefów i jako się rzekło – nas samych. Dlatego też na wagę złota są osoby, których postępowanie, poglądy i twarze są takie same i rozpoznawalne w różnych sytuacjach i rozmaitych konstelacjach – rodzinnych, społecznych i politycznych. Ale takich osobników nie pokazują w telewizjach, może tylko w filmach przyrodniczych BBC, jeśli nie dotyczą one zjawisk mimikry i postępów ewolucji.

Zwolennicy kreacjonizmu często walczą z darwinizmem przy pomocy argumentu, że oto żyjemy już na ziemi dosyć długo, a na naszych oczach żadna ryba nie wyszła na ląd i nie zaczęła kumkać, żadna jaszczurka nie dostała skrzydeł i nie odleciała w siną dal, ani też żadna małpa nie zeszła z drzewa, nie straciła futra i nie zaczęła smartfonem robić sobie selfie. Prędzej da się zaobserwować przypadki cofnięcia się ewolucji – przekształcenie homo sapiens w szympansa bonobo, albo zgoła w zwykłą świnię. A tymczasem to argument nieprawdziwy. Wystarczy przyjrzeć się uważnie politykom, zwłaszcza tym, którzy nami od jakiegoś czasu usiłują rządzić i zobaczymy, jak warunki środowiskowe i umiejętności przystosowywania się do nich zmieniają ich maski, legitymacje partyjne, a niemniej – słownictwo. Chamstwo stało się paradygmatem kultury, a nonsens stał się podstawą prawdy objawionej.

Lepiej jednak nie przyglądać się temu zjawisku uważniej. Ktoś mądrze powiedział, że masarzom, robiącym kiełbasy i ludziom, robiącym politykę nie należy zaglądać do garnka. W normalnych warunkach konsumenci nie pilnują kuchni, tylko raz na jakiś czas stają przy urnach i wybierają składniki, z których da się stworzyć mniej czy bardziej akceptowalną władzę. No, ale nasze warunki nie są normalne. I to pod żadnym względem. Doskonałym przykładem na to jest fakt, iż politycy tzw. opozycji udają, że wierzą w propaństwową chęć działania tych polityków pewnej formacji prawicowej, którzy przestali się porozumiewać zarówno z Wielkim Bratem Małego Wzrostu, jak i między sobą, więc teraz usiłuje się ich przeciągnąć na drugą stronę bagna. Owszem, przeciąganie ma u nas sporą tradycję, a ostatnio nawet do klasyki przeszła kadra narodowa Polskiego Związku Przeciągania Liny, ale żeby aż tak się poniżać, by urwać PiS-owi przystawkę w postaci jesiotra drugiej świeżości – to może usprawiedliwiać tylko czysto kaczystowska teza, że cel uświęca środki. Dla tracących grunt pod nogami cel i cela brzmią podobnie, więc im dziwić się nie sposób, ale czy my musimy to łykać i jeszcze się oblizywać?

Wygląda na to, że musimy, zresztą nikt nas nie pyta o zdanie. Poza tym i nasza natura w obliczu tych wszystkich zaraz też ewoluuje i zmienia się na gorszą. Za bardzo wzięliśmy sobie do serca powiedzenie, że przyzwyczajenie jest drugą naturą i nienormalność stała się dla nas czymś zwyczajnym. Przyzwyczailiśmy się do tego, że zamiast iść do teatru, włączamy sobie komputer, że koncert gramy do pustych krzeseł, że wybory Miss Polonia przeprowadzamy w łazienkach kandydatek ubranych głównie w kowidowe maseczki, że w telewizji pokazują nieostre nagrania ze Skype’a, a bezpośrednią rozmowę zastąpiła pyskówka przez zooma. Pandemia usprawiedliwi wszystko – brak spotkań i brak konsultacji, zawody sportowe rozgrywane bez widzów przed kamerami tylko po to, by można było skasować honoraria za reklamę, maseczki co prawda ukryją kiepskie uzębienie, ale nie pomogą na fatalną dykcję, w sumie zresztą nie ważne jak nas widać, ważne, że jeszcze żyjemy. Parę lat temu jeszcze nas wkurzało to, żeśmy własnymi rękami wepchnęli się do czarnej d…ziury, teraz może nas wkurzyć tylko to, że branżowo nam skopią ową… dziurę. Więc protestujemy – sędziowie w obronie sędziów, kobiety w obronie kobiet, prokuratorzy w obronie życia rodzinnego, parafianie w obronie księży, księża w obronie prawa do ministrantów, górnicy w obronie prawa do kamienia węgielnego, katolicy w obronie uboju rytualnego, lisy w obronie kur, kury w obronie jaj, jaja w obronie przed plemnikami, Wajrak w obronie żubrów, Budka w obronie Platformy, Trzaskowski w obronie własnej, Hołownia w obronie przed Platformą, lewica w obronie prawicy, Bielan w obronie przed Gowidem, Goliat w obronie przed Dawidem, nauczyciele w obronie przed komputerami, komputery w obronie przed uczniami, Dworczyk w obronie przed Pfizerem, antykowidowcy w obronie przed lockdownem, Zakopane w obronie przed maseczkami, maseczki w obronie przed wirusem. Każdy z nas urządza się w czarnej dziurze i ma nadzieję, że horyzont zdarzeń oddzieli go od świata zewnętrznego. A tam, gdzieś, spod śniegu wychodzą krokusy i wiosna puka do naszych okien. Niestety, nikto ne je doma – wpadliśmy, jak myszki, do dziury, a tam już czeka kot bury. Może pożre kogo innego, a my jakoś się urządzimy.

Maciej Pinkwart

18 lutego 2021

Leave a Reply