Iwaszkiewicz, czyli rozstanie z idyllą

Barbara Hirsz jeszcze o Pannach z Wilka ze Starego Teatru w reżyserii Agnieszki Glińskiej:

Nad Pannami z Wilka w Starym Teatrze unosi się wyraźnie odczuwalna radość twórców przedstawienia. Artyści, nie tracąc osobistego, intymnego kontaktu z prozą Iwaszkiewicza, manifestują swoją wolę odróżnienia się. Bronią swojej suwerenności, własnego świata i doświadczenia. Potrafią nawet ironicznie zakpić z pisarza, gdy jego język w ocenie reżyser Agnieszki Glińskiej wydaje się zbyt „ciasny” i nie na miarę współczesnej kobiety.

Fenomen spektaklu polega na niezwykłej konstrukcji. Pierwsza scena jest zapowiedzią podróży, która ma wymiar egzystencjalny, jest wędrówką w poszukiwaniu straconego czasu. W ekspozycji widzimy dwóch Wiktorów w dialogu. Reżyserka ustanawia podwójność Rubena, wprowadza sobowtóra. Młody (Szymon Czacki) jest projekcją dojrzałego Wiktora Rubena (Adam Nawojczyk). Ta dwoistość będzie rządzić całym widowiskiem. Znakomicie współgra z podwójnością czasu, przenikaniem teraźniejszości i przeszłości w opowiadaniu Iwaszkiewicza.

Ruben staje w drzwiach dworu w Wilku, a już w każdym z bohaterów ożywa pamięć emocjonalna, przeniknięta subiektywną perspektywą oraz własną oceną zdarzeń. Wiktor, jak i siostry Julcia (Dorota Segda), Zosia (Paulina Puślednik), Kazia (Anna Radwan), Jola (Ewa Kaim) – każdy rozmawia z obrazem z przeszłości, widzianym oczyma duszy. Reżyserka stosuje chwyty retrospekcyjne, wkomponowuje sobowtóra, mnoży ironiczne dysonanse. Obserwujemy niezwykłe zespolenie wspomnienia i chwili obecnej.

Agnieszka Glińska prowadzi teatralną grę z pamięcią i z czasem o konsekwencjach ideowych i estetycznych. Tworzy spektakl o psychologicznych mechanizmach podświadomości. Przypomina, że człowiek jest podwójny, egzystuje w kilku światach równoległych, w realności i fikcji. Że tak, jak płynny jest czas, tak i w człowieku, w jego wnętrzu, wszystko jest ruchome, teraźniejszość roztapia się w obrazach minionego, w marzeniach i fantazmatach.

Wilko w tym spektaklu jest magiczne. Tutaj współobecne są wszystkie czasy życia bohaterów, przecinają się różne perspektywy temporalne. Oczywiście, jest to Polska współczesna, ta z lat trzydziestych, gdy Iwaszkiewicz pisał opowiadanie, całe towarzystwo żyje ówczesnymi aferami, polityką, coraz bardziej wyostrzającymi się podziałami społecznymi. Ale pod warstwą faktów są inne życia. Wystarczy wejść w boczną uliczkę pamięci … I oto widzimy pejzaż sprzed lat, wieczór i jezioro, tam Jola i Wiktor płyną czółnem, jak niegdyś, zauroczeni sobą…

Nie tylko ta oniryczna suita kamerowa, ale w ogóle splot przeszłości i teraźniejszości, jawy oraz imaginacji, zbliża przedstawienie do poetyki filmu. Agnieszka Glińska tworzy niezwykłą formę czasu przeszłego współobecnego. Ten czas filmowy wyodrębnia Jerzy Płażewski w opracowaniu Język filmu i wskazuje styl Bergmana w Tam, gdzie rosną poziomki. To właśnie podwójność Rubena, postać Wiktora młodego oraz postać Wiktora dojrzałego, pozwala utkać narrację, w której czas przeszły współistnieje w jednym ujęciu z teraźniejszym, a nawet wchodzi z nim w dialog.

Wiktor Ruben rozmyśla o tym, że się ludzie wiele zajmują ideą czasu, że piszą książki o przezwyciężaniu czasu, otóż jemu się wydało, że on także przezwyciężył czas i potrafił go zawrócić, że stoi teraz tam, gdzie był przed 15 laty… Bohater wyrusza do krainy świętego dzieciństwa. Wilko ze wspomnień, sprzed 15 lat, to locus amoenus, cudowny zakątek rozkoszy, szczęśliwości i wiecznego lata. Iwaszkiewicz podejmując Proustowski motyw poszukiwania straconego czasu, w odpowiedzi pisze o utracie raju i niszczycielskiej roli czasu. Opowiadanie przenika żałobna melancholia. Idylla nie ukoi zranionej przez wojnę duszy Rubena. Już w chwili, gdy idzie polną drogą w kierunku Wilka, wyobraźnia podrzuca mu fantazmat niezawinionej śmierci żołnierza. O ludzkim losie wszystko mówi mogiła Heli, znak śmierci w pejzażu wiejskiej Arkadii.

Agnieszka Glińska podejmuje te sygnały. Pozakazuje, że przeszłości nie da się ożywić. Daremną próbę odzyskania straconego czasu podejmuje Jola. Uczuciowy splot pomiędzy Jolą, młodym oraz dojrzałym Wiktorem jest bardzo efektowny teatralnie. Jola widzi oczyma duszy chłopca, który przyjeżdżał na wakacje 15 lat temu, dlatego flirtuje z młodym Wiktorem, projekcją podświadomych tęsknot. Ale zostanie on odparty/wyparty przez tego drugiego, pocałunek połączy Jolę i Wiktora dojrzałego.

Reżyserka bierze tekst Iwaszkiewicza, by wraz z nim prowadzić obrachunek z idyllą. Także tą współczesną. Pokazuje bieżące życie dworku jako teatr marionetek, z wiejską cepelią (pieśń ludowa śpiewana przez siostry), z frazesami na temat piłsudczyzny lub, przeciwnie, sloganami komunistów. W konwencji szopki narodowej demaskuje złudny urok prowincji. Ale warto razem z Agnieszką Glińską podróżować do magicznego Wilka, bo tam, w bocznej uliczce pamięci, jest nieobecna chwila, tam Jola i Wiktor płyną czółnem, jak niegdyś…

Barbara Hirsz

Panny z Wilka, według Jarosława Iwaszkiewicza, reżyseria Agnieszka Glińska, Stary Teatr w Krakowie, premiera 1 marca 2019.

(zdjęcie ze spektaklu: Krzysztof Bieliński/ materiały organizatora WST)

Leave a Reply