Z fotela Łukasza Maciejewskiego: IGŁY W GŁOWIE

26 kwietnia o godz. 19.00 kolejna prezentacja w ramach „Narodowy Stary Teatr Live” – tym razem „Woyzeck” w reż. Mariusza Grzegorzka na kanale YouTube Narodowego Starego Teatru.

„Woyzeck”, nieukończona sztuka dziewiętnastowiecznego pisarza Georga Büchnera jest jednym z najważniejszych tekstów współczesnego teatru. Fascynuje również filmowców – Wernera Herzoga, Nurana Calisa, Kaspara Rostrupa czy Jánosa Szásza. Opowieść o biednym żołnierzu, łącząca romantyzm, naturalizm, a nawet ekspresjonizm była już przypowieścią o totalitaryzmie, zniewoleniu, obcości, wreszcie o poszukiwaniu miłości sytuującym się pomiędzy szaleństwem a ludyczną ułudą. „Woyzeck” ze Starego Teatru czerpie z wielu tego rodzaju kontekstów. W ujęciu Grzegorzka wielopiętrowa sztuka Büchnera staje się okrutną, w dużym stopniu cyniczną, ale także wzruszającą baśnią mówiącą o obcości w znaczeniu możliwie najgłębszym.

Nowy polski przekład Sławy Lisieckiej pozwolił Grzegorzkowi na ucieczkę przed upoetyzowaniem tkanki dramaturgicznej. „Woyzeck” Grzegorzka jest ostry, unika dopowiedzeń i ozdobników, brawura kryje się w pękających od szaleństwa głowach bohaterów, nie w barokowych kadencjach.

„To tylko zaburzenia w mózgu” – pisał Bernhard, „igły w głowie” – dodaje Grzegorzek.

To nie jest na pewno wyłącznie historia morderstwa popełnionego przez ubogiego żołnierza poddawanego eksperymentom medycznym. Powstał spektakl wycyzelowany plastycznie. Scenografię w dużym stopniu budują światła Szymona Lenkowskiego, tworzące z ascetycznej, jasnej dekoracji i współgrającymi z nią kostiumami coś w rodzaju żywego, oddychającego organizmu. Ludzkiego, nie scenicznego. Scenografia oddycha. Gigantyczne białe płótna, marszczące się i powiewające w próżni, wchodzą w rezonans z postaciami. A każdy z büchnerowskich bohaterów, został obdarzony indywidualnym niepokojem, szaleństwem czy zaangażowaniem. Woyzeck w interpretacji Wiktora Logi-Skarczewskiego (jak bardzo tego znakomitego aktora, którego podziwiam od dyplomowych „Sędziów” Wyspiańskiego, brakuje dzisiaj w „Starym”), stawał się papierkiem lakmusowym odbijającym się od luster pozostałych mieszkańców perwersyjnej baśni. To marzyciel kulturowych zgliszczy. Wierzy w romantyczną miłość, chce być potrzebny i troskliwy, ale jego prostota i bezwolność doprowadzają protagonistów do wrzenia. Grzegorzek zestawia bezbronność Woyzecka z popędami kompanów. Maria w kreacji Marty Nieradkiewicz to cnotliwa dziewczynka z zapałkami przypominająca sobie że jest także dziwką; Grzegorz Grabowski w świetnej roli Karola kryje nadświadomość za chorobą psychiczną, w spektaklu znakomicie odnaleźli się także Krzysztof Stawowy (Tamburmajor), Mieczysław Grąbka (Kapitan) czy Dorota Pomykała (Małgorzata). Objawieniem był dla mnie Krzysztof Zawadzki w roli lekarza dokonującego eksperymentów nad Woyzeckiem. Znęcał się nad żołnierzem z odrzucanej pożądliwości. Chciał być jak on, chciał być nim, rozebrać się do końca.

Grzegorzek tradycyjnie dokonuje interpretacji tekstu za pomocą chwytów z różnych półek stylistycznych: muzycznych, plastycznych, literackich. Miesza kiczowate piosenki ze złowrogą ciszą, szept dekomponuje histerię. Igły w głowie tkwią bardzo głęboko.

Łukasz Maciejewski

[tekst publikowany w Onet.pl]

Leave a Reply