Rozmowy z katem, czyli kłopoty z tradycją

Przed planowanym pokazem online „Rozmów z katem” Yorick przypomina recenzję Tomasza Miłkowskiego:

To nie jest typowy teatr faktu, może to w ogóle nie jest teatr faktu – gwoli prawdzie spektakl dopiero po realizacji został wtłoczony w ramy ulubionego dzisiaj cyklu pedagogicznego Teatru TV – sceny faktu. To nie jest jednak typowy teatr faktu, ponieważ ma podstawę literacką, a nie tylko scenariusz oparty na materiałach IPN. Nie dlatego więc nie jest teatrem faktu, że o faktach, o realnym życiu nie odpowiada. Przeciwnie. czerpie z rzeczywistości wprost, opisuje czas powstania getcie, przytacza udokumentowane wiadomości, ale nie zatrzymuje się na dokumentarnym zapisie rzeczywistości. To jest przede wszystkim spektakl metaforyczny, który opowiadając o więźniach reprezentujących dwie strony barykady zakończonej już drugiej wojny światowej, opisuje zaczadzenie ideologią, które prowadzi do zbrodni i bezpowrotnego zwichnięcia moralnego. Zderzają się tu dwie ideologie totalitarne: hitleryzm, reprezentowany przez Stroopa, i stalinizm, reprezentowany przez oprawców Moczarskiego. W swojej książce Moczarski tworzy studium mentalności faszystowskiej, obraz człowieka pozbawionego wyrzutów sumienia, ukształtowanego przez organizację. W spektaklu wydobyty został wątek równoległości ideologicznych fanatyzmów, choć o żadnym studium świadomości stalinowskiej mowy nie ma. Ta podwójność, klincz między totalitaryzmami, buduje grozę sytuacji, swoistej pułapki, w jakiej tkwi sam Moczarski, ostatni dowódca KEDyw-u. Oddany żołnierz podziemia w czasach okupacji, przeżywa piekło poniżenia przez ludzi w polskich mundurach, którzy widzą w nim zdrajcę ojczyzny, i piekło rozmów z hitlerowskim generałem. Oprócz tortur, zadawanych przez oprawców stalinowskich, którzy chcą go zepchnąć do poziomu odszczepieńców, przechodzi tortury zwierzeń kata warszawskiego getta, butnego faszysty, który próbuje uporać się ze swoją pamięcią: w jaki sposób tzw. (w jego mniemaniu) podludzie mogli zdobyć się na taki opór w getcie, i, o zgrozo, bohaterstwo? To go dręczy. I sowa go dręczy, ptak, z którym zderzył się wjeżdżając nocą jako okupant do Polski. To był zły znak – zauważa ten trzeci, niejaki Schielke, tchórzliwa śrubka w hitlerowskich systemie.

„Rozmowy z katem” były wielokrotnie inscenizowane, najsłynniejszy pozostaje legendarny spektakl w warszawskim Teatrze Powszechnym w reżyserii Andrzeja Wajdy w adaptacji Zygmunta Hübnera (teraz Tadeusz Nyczek zaryzykował nowe opracowanie tekstu). Ten jednak nowy telewizyjny spektakl razi z siłą pioruna swoją sugestywnością, ale i wieloznacznością, poetyckim skrótem (tak, tak!) i klaustrofobicznym obrazem. Reżyser Maciej Englert z pomocą utalentowanego syna Michała, autora zdjęć, stworzył duszną aurę tego teatru sumień. Nie epatuje przemocą, ale ją sugeruje albo o niej opowiada. Tortury, jakim poddawany jest Moczarski, pokazywane są zdawkowo, tylko we wstępnej fazie, potem tym bardziej wstrząsający jest wynik „obróbki” – więzień wleczony po korytarzu, rzucany na siennik, pokrwawiony strzęp człowieka. Przygląda się temu z rosnącym zdziwieniem Stroop, oskarżony o najcięższe zbrodnie, likwidator getta, niemal wymuskany, w zadbanym odzieniu, bez śladu przemocy. Dla Moczarskiego to jeszcze jedna z wymyślnych tortur – piekło poniżenia.

Twórcy spektaklu idealnie wykorzystali środek przekazu – obraz. Bardzo wiele dzieje się tu poza tekstem – jako komentarz, uzupełnienie, wzbogacenie charakterystyki postaci. Ileż mówi o Jürgenie Stroopie niespieszna scena, kiedy starannie czyści swój generalski monokl. Albo kiedy decyduje się poczęstować współwięźniów cukierkami.

Spektakl stoi na trzech aktorach: Fronczewskim, Zielińskim i Orzechowskim. Przed najtrudniejszym zadaniem stanął Fronczewski: jak zagrać zbrodniarza, żeby nie przedrzeźniać, nie iść na łatwiznę. Ale i z drugiej strony, żeby nie przesłodzić, żeby nadmiernie nie ocieplić. Piotr Fronczewski nie tylko wyminął te niebezpieczeństwa, ale zbudował prawdziwą poruszającą kreację fanatyka, który ociera się o próg przemiany. Zmaga się z pamięcią, ale górę bierze wieloletni trening, schemat myślowy, wpojone jady nie do sprania, liczmany. Przegrywa tę wewnętrzną walkę jak zraniony, powalony potwór, który jednak w sprzyjających warunkach mógłby znowu być groźny. Ale i partnerzy nie zawodzą. Świetny portret półfaszysty tworzy Sławomir Orzechowski. Gra człowieka, który poznał swoją słabość, który w swym tchórzostwie szuka natarczywie alibi, który marzy tylko o powrocie do domu. I wreszcie Moczarski, narrator, ten, który to wszystko opisał – Andrzej Zieliński unika patetyczności i monumentalizmu. Jego bohater jest udręczonym więźniem, który się nie ugina. Można go zdeptać, ale nie można złamać. Z przerażeniem słucha wynurzeń kata. Nad ciekawością jednak górę bierze odraza. Na pytanie Stroopa, czy zabiłby go, gdyby się spotkali wcześniej, odpowiada twierdząco.

To mądry spektakl, który nie prześlizguje się po powierzchni zdarzeń. Pokazuje cenę, jaką trzeba płacić za fanatyzm i nienawiść. Choćby przed trybunałem pamięci.

Tomasz Miłkowski

_________

Kazimierz Moczarski, „Rozmowy z katem”, adaptacja Tadeusz Nyczek, reżyseria Maciej Englert, zdjęcia Michał Englert, scenografia i kostiumy Marcin Stajewski, kostiumy wojskowe Andrzej Szenajch, muzyka Zygmunt Konieczny, montaż Jan Sieczkowski, konsultant historyczny Andrzej Krzysztof Kunert, Teatr TV – Scena Faktu 16 kwietnia 2007

[opublikowano: www.aict.art.pl, Pamiętnik teatralny (kwiecień 2007)]

Leave a Reply