Jaki Pinkwart od kuchni albo teatr jedzenia

Nie miej pretensji do autorów horoskopów, że dobre wróżby się nie sprawdziły. Po prostu kupiłeś złą gazetę”.

Maciej Pinkwart, „Trzydzieści sugestii. Prawo negatywu. 9” w: „Nóż i korkociąg

Pisać o książce tak pełnej sugestywnych opisów spożywania niebanalnych potraw zaraz po dekadzie polskiego obżarstwa, towarzyszącej zawsze schyłkowi starego i początkowi nowego roku, zakrawa na igranie z ogniem. Nie jest to wszakże książka kucharska, mimo że napotkać w niej można wcale sporo przepisów przyrządzania jadła i picia (szeroki wybór nalewek). Maciej Pinkwart, prezentując siebie w roli smakosza, który lubi dobrze zjeść i wypić, czyni przy okazji i niejako mimochodem mnóstwo rozmaitych uwag o naszym życiu powszednim. Wraca też do osobistych wspomnień, do czasów dawno minionych, w których odnajduje siebie jeszcze jako uczniaka, potem studenta i początkującego a zadziornego dziennikarza, któremu wypadało w życiu pełnić wiele ról, nim wybrał rolę pisarza, a może to rola go wybrała?

Zacząłem czytać tę książkę w momencie nieroztropnym, w pociągu z Warszawy do Rzeszowa. Zmierzałem na trwający już wtedy Festiwal Nowego Teatru i żeby podróż uczynić mniej uciążliwą, postanowiłem ją urozmaicić lekturą książki Macieja Pinkwarta „Nóż i korkociąg. Pinkwart od kuchni”. Wraz z lekturą czułem coraz większe łaknienie i rosnący głód. Najwyraźniej soki trawienne zaczęły buszować pod wpływem sugestywnych opisów smaków, zapachów i wyglądów rozmaitych potraw, niekiedy nader wyrafinowanych, a czasem kusząco prostych. Nerwowo zacząłem rozglądać się za bufetem, ale okazało się, że w pociągu tej relacji Wars nie fungował, a przeto mogłem się tylko uratować przerwaniem lektury.

Po tym doświadczeniu do książki wróciłem już porządnie najedzony, a jednocześnie mając w odwodzie możliwość uzupełnienia zawartości żołądka. Tak to okazało się, że książka Pinkwarta jest lekturą ryzykowną, zaleca się bowiem najwyraźniej silnym oddziaływaniem na czytelnika, pobudzając jego kubki smakowe. Tajemnica jej działania polega na trafnym rozłożeniu akcentów między anegdotami, przywołującymi czas miniony, a propozycjami specjałów, którymi można urozmaicić sobie życie codzienne.

Sporo tu, oczywiście, o Zakopanem. Tatrach, małej ojczyźnie z wyboru, do której Maciek przylgnął od lat, porzucając stolicę i rodzinny Milanówek. Piszę tak familiarnie, no nie zamierzam ukrywać, że z autorem znamy się od dawna, a w latach studencki9ch łączyła nas wspólna pasja teatralna. Wprawdzie nie widzieliśmy się już dziesiątki lat, ale w jego nowej książce wciąż rozpoznaję tego samego walecznego narratora, może już mniej wojowniczego niż dawniej, bo lata przecież lecą, ale nadal obdarzonego bystrym okiem, ciętym językiem i poczuciem humoru. Znajduję tu te znane mi miejsca i osoby, choć dowiaduję się o mniej znanych mi rejonach aktywności Maćka, w tym o pasjach kulinarnych. Moja sympatia i uznanie dla tej książki nie są jednak w żadnym razie daniną dawnej przyjaźni – która bywała nierzadko szorstka i pozbawiona wzajemnej adoracji. To po prostu dobra książka, świetnie napisana, której lektura sprawia przyjemność – w tym również dodane już w wersji elektronicznej Maćkowe aforyzmy-porady, z których jedną wybrałem jako motto do tego tekstu.

A z jakiego powodu Pinkwart tę książkę napisał, sam autor wykłada na samym końcu z rozbrajającą szczerością: „dobre, smaczne i stosunkowo mało szkodzące organizmowi i otoczeniu jedzenie jest jedna z dróg, która prowadzą do szczęścia”. Warto skorzystać z tej recepty.

Tomasz Miłkowski

Maciej Pinkwart, „Nóż i korkociąg. Pinkwart od kuchni”, Ridero 2019, s. 358

Leave a Reply