Sroczyński albo zestaw ratunkowy

Publikujemy laudację na cześć laureata Nagrody im. Bolesława Prusa, wygłoszona przez Tomasza Miłkowskiego podczas uroczystości wręczenia nagród w Domu Dziennikarza w Warszawie 29 stycznia 2019 roku:

O ile mi wiadomo, Grzegorz Sroczyński jest najmłodszym laureatem tego wyróżnienia, co wcale nie znaczy, że ma za sobą krótki staż dziennikarski. Przeciwnie, debiutował jako 18-latek w roku 1992 na łamach „Życia Warszawy” i jak łatwo obliczyć dziennikarstwem para się już od ponad ćwierć wieku.

Zdążył więc dobrze poznać tajniki zawodu i opanować sztukę posługiwania się rozmaitymi

gatunkami dziennikarskimi, zasady redakcji tekstu, a nawet promocji i marketingu. Zdobyte doświadczenie, wiele lat spędzonych w redakcji „Gazety Wyborczej”, zaowocowało wykrystalizowaniem się wyraźnej indywidualności publicysty, którego specjalnością stały się dociekliwe wywiady z polskimi intelektualistami i polemiczne felietony. Przy czym Sroczyński posiadł rzadką zdolność dotykania spraw i problemów gorących, wokół których koncentruje się uwaga społeczna. Z wielką trafnością wybiera tematy i bohaterów swoich rozmów i innych tekstów, wywołując nierzadko twórcze spory, podnoszące temperaturę dialogu, a nawet sprawiając wśród osób niechętnych wymianie poglądów znaczną irytację.

Spotykają za to Sroczyńskiego nie tylko prestiżowe nagrody (jak Nagroda Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego, 2014 i Grand Press, 2014 w kategorii wywiadów), ale i polityczne połajanki, przytyki, a nawet rugi. Jedak gospodarz rozmów „Świat się chwieje” w TOK FM znosi to cierpliwie, a nawet nieugięcie, łatwo nie ulegając naciskom czy przestrogom. Co nie znaczy, że trwa przy swoim dla zasady, by utwierdzić siebie, swoich czytelników i słuchaczy w swej niezłomności.

Napisał przecież w głośnym felietonie: „Jak nie utknąć? Mój dziennikarski zestaw ratunkowy na czasy przejściowe” te słowa: „Zmieniaj poglądy. Nie wstydź się, że tekst napisany pół roku temu będzie sprzeczny z dzisiejszym. W internecie nic nie ginie, ktoś ci to wyciągnie – trudno, zapłać tę cenę. Bo bez nieustannej gotowości do zmiany poglądów będziesz opisywać świat, który przeminął”. Przypomina mi to sławne swego czasy słowa Mieczysława Rakowskiego, który napisał, że „tylko krowa nie zmienia poglądów” i po tej wypowiedzi wylały się na niego wiadra pomyj.

Grzegorz Sroczyński, jak już wspomniałem, posiadł dar wyczuwania tematów, wokół których ogniskuje się myślenie jego odbiorców (czyli liberalnie zorientowanej inteligencji). Czuje więc, jak to kiedyś nazwał Konrad Eberhardt, „zapach czasu”. Stąd tak szeroki rezonans jego wzorcowo, starannie przygotowanych i przeprowadzonych rozmów rozliczeniowych z „ojcami założycielami” III RP, w tym rozmowa z Marcinem Królem „Byliśmy głupi”. Rozmowy te, a także inne publikacje laureata, są świadectwem jego otwartości na dialog. Grzegorz Sroczyński nie wyznacza żadnych tematów tabu albo osób niedozwolonych, z którymi rozmawiać nie wolno. Przeciwnie, uważa, że rozmowa, dialog to jedyna sensowna droga, nawet jeśli wydaje się zamknięta czy rozkopana, którą należy podążać w poszukiwaniu minimum społecznego porozumienia i ładu.

Nie znaczy to jednak, że jest łagodnym a naiwnym barankiem, wciąż przecież staje w centrum polemik i nie obawia się formułować ostrych poglądów, ale jednocześnie pokpiwa z dziennikarskiego „wszystkowiedztwa”, przekonania o nieomylności i wiedzy na każdy temat. We wspomnianym już felietonie napisał przecież:

„Nie umiem poważnie traktować dziennikarza, publicysty, pisarza, filozofa, kogokolwiek, kto wiele razy dziennie na Twitterze ma światu coś ważnego do zakomunikowania. Można mieć od biedy coś do powiedzenia raz w tygodniu, a i wtedy trzeba się nagimnastykować”.

Pozostawanie na pierwszej linii sporów politycznych, gospodarczych i społecznych to zadanie pociągające, ale i ryzykowne. Wiedział o tym dobrze także patron naszej Nagrody, Bolesław Prus, kiedy pisał tak:

„Czy pozwolisz, czytelniku, ażebym ci opowiedział – dolę polskiego publicysty w tym kraju? Polski publicysta przez całe życie znajdował się pod macierzyńską opieką dwu cenzur. Jedną była rządowa i wykreślała wszystko, co mogło „zagrażać” państwu rosyjskiemu, Cerkwi, bliższym i dalszym władzom, wyższym i niższym urzędnikom, a nawet ich kuzynom i znajomym; drugą — była cenzura „opinii publicznej”, która sądziła nas, niekiedy bardzo surowo, za „szkody wyrządzane sprawie narodu”.

Tych słów, napisanych w roku 1906, nigdy Prusowi nie udało się opublikować. Zadbała o to – nomen omen – cenzura. Wprawdzie dzisiaj instytucjonalnej cenzury na szczęście nie ma, zmieniły się okoliczności historyczne, ale inne formy cenzury, o których wspominał Prus, nie zanikły i siłą rzeczy dzisiejsi publicyści także się o nią muszą potykać. Ale i zwalczać, również w swoich szeregach. Toteż niedawno Grzegorz Sroczyński wzywał dziennikarzy: „Jesteście od pisania polemik, a nie zakładania koledze knebla”.

Nominacja do nagrody im. Bolesława Prusa jest wyrazem uznania przebytej drogi, osiągnięć na tyle wyrazistych, że zasługujących na dobrą pamięć i podpowiedź dla innych. To jednocześnie rodzaj wsparcia do nieustawania w trudach, do czego szczególnie nominowanych i laureata zachęcać nie trzeba. To także przypomnienie dzieła patrona, do którego tekstów publicystycznych i literackich wciąż warto wracać w poszukiwaniu inspiracji i wzorca mistrzowskiej formy językowej.

Toteż z prawdziwą radością raz jeszcze – na koniec – zacytuję Grzegorza Sroczyńskiego, który w swym zestawie ratunkowym dla dziennikarza zawarł potrzebę żywego kontaktu z literaturą:

„Czytaj dobre współczesne powieści Franzena, Knausgarda, Coetzeego i dobre stare powieści Dickensa, Stendhala, Steinbecka. Pisarze i artyści mają ten rodzaj intuicji, która pozwala im odsłaniać przyszłość, czego prawie nigdy nie potrafią eksperci ani dziennikarze”.

Pamiętajmy też i czytajmy Prusa.

Dziękuję za uwagę, a nominowanym i Laureatowi Nagrody im. Prusa składam w imieniu Kapituły szczere gratulacje.

Tomasz Miłkowski

[Fot. Barbara Janiszewska]

Leave a Reply