Z FOTELA ŁUKASZA MACIEJEWSKIEGO: LUCYNKA

Nie żyje Lucyna Kobierzycka – najlepsza i najważniejsza agentka aktorska w Polsce.

Lucynka. Mówiłem do Niej – Lucynko, albo jak wszyscy – Lucy.

Podobno branża się jej bała. Środowisko, branża – a na pewno dziennikarze. Silna, konkretna, wiedząca czego chce.

W ogóle nie znałem takiej Lucynki.

W moim życiu, od wielu lat, jawiła się zawsze jako dowcipna, opiekuńcza i serdeczna przyjaciółka.

Była agentką kilkudziesięciu najbardziej topowych polskich aktorów – najdłużej z „L-Agencją” Lucyny Kobierzyckiej związani byli Danuta Stenka, Artur Żmijewski, Ewa Błaszczyk, Tomasz Kot, Krzysztof Globisz, Kinga Preis, Karolina Gruszka, Adam Ferency, Maria Maj, Marcin Bosak, Dominika Kluźniak czy Wojciech Mecwaldowski. Najlepsi z najlepszych, bo też znalezienie się w jej agencji dla każdego aktora było jak wygranie castingu w największej produkcji hollywoodzkiej.

Lucyna była super profesjonalistką. Dbała o swoich podopiecznych jak nikt inny w tym kraju. Negocjowała kontrakty, pierwsza dowiadywała się o castingach, załatwiała role, a kiedy np. Artur Żmijewski na planie węgierskiej produkcji powiedział jej przez telefon, że jest mu zimno, nazajutrz otrzymał przywieziony samolotem ulubiony ciepły sweter. Każdego, kto znał Lucy, takie jej zachowanie w ogóle nie zdziwi. Taka była, tak działała.

Była prostolinijna. Najbardziej nie znosiła układów, dwulicowości, nieuczciwości. „Tak” znaczyło dla Lucy „tak”, „nie” – oznaczało „nie”. Za to ją ceniliśmy. Za to również ją kochaliśmy.

Lucynę znałem całe zawodowe życie, ale najbardziej zbliżyła nas do siebie książka „Flirtując z życiem”, wywiad-rzeka z Danusią Stenką. Od tamtej pory, czyli od pięciu lat, to była już przyjaźń. Często kontakty, rozmowy, snucie planów, ostra analiza rzeczywistości społecznej i politycznej.

Jeszcze w maju tego roku, w Cieszynie, Lucy w świetnej formie – razem ze swoją wspaniałą córką, Magdą, Arturem Żmijewskim i Danusią Stenką – byli moimi gośćmi na „Kinie na Granicy” w Cieszynie.

Piękny, radosny czas. Uśmiechy od rana do wieczora. Lucyna nie była jeszcze wówczas świadoma choroby. Przyszła później, trwała tak krótko. Niewielu o niej wiedziało. Zawsze tak dyskretna, nie chciała wybijać się na pierwszy plan medialny, prosiła mnie i nas wszystkich o dyskrecję.

Pamiętam naszą rozmowę w dniu śmierci Kory. Nie mogłem się uspokoić. Stan od początku był bardzo ciężki. Potem te rozmowy były coraz rzadsze, Lucy miała coraz mniej siły.

Pisałem za to do Lucy niemal codziennie.

Sierpniowy esemes: „Jesteś wspaniała i bardzo dla mnie ważna. Jesteś moją Rodziną!”.

Nasze ostatnie rozmowy telefoniczne – Lucynka wzruszona i trochę szczęśliwa w tym swoim nieszczęściu.

„Luki, ja nie wiedziałam, że jestem dla Was taka ważna, tak bliska. Że tyle dla Was znaczę. Bardzo Was kocham i czuję się kochana. Ja nie wiedziałam, nie wiedziałam…”.

I łzy.

Lucy i moje…

Walczyła heroicznie. A razem z Nią i dla Niej walczyli jej najbliżsi – córka Magdalena, wnuk, Ania Górecka, Dawid Kubiatowski, Artur Żmijewski, Ewa Błaszczyk, Danusia Stenka, tylu innych…

Było beznadziejnie, mimo to mieliśmy nadzieję.

Ale nie ma już Lucynki. Za wcześnie. Bez sensu.

Książkę „Flirtując z życiem” zadedykowaliśmy właśnie Jej:

„Lucynie Kobierzyckiej –

-najbliższej z bliskich

Danka i Łukasz”

Jeszcze się dowiedziała. Jeszcze zdążyła.

Najbliższa nasza.

Łukasz Maciejewski

Leave a Reply