Ludzie teatru

Opisać sztukę aktorską? Rolę wykreowaną na scenie? Opowiedzieć za pomocą słów ulotność cowieczornego stwarzania świata, który kończy się wraz z zapadnięciem kurtyny? Tak, to wyczyn nie lada jaki i nie lada jaka odwaga. Podjął je w książce „Ludzie w reflektorach” Andrzej Żurowski. To zbiór esejów poświęconych artystom teatru.

Nie ma wątpliwości, iż Żurowski – erudyta, filolog, humanista, wybitny teatrolog, krytyk teatru, pedagog – zdawał sobie sprawę jak karkołomne zadanie sobie wyznaczył: „Dział krytyki teatralnej zajmującej się bezpośrednio opisem aktora na scenie nie wypracował jeszcze ani własnej dostatecznie sprawnej metody, ani własnego, dostatecznie ścisłego języka czy zespołu pojęć na określenie najróżnorodniejszych właściwości i sposobów gry”, cytuje we wstępie swojej publikacji znamienne słowa Jana Pawła Gawlika, teatrologa, znawcy i praktyka teatru, dyrektora Starego Teatru w Krakowie, które ten wypowiedział dwadzieścia lat przed ukazaniem się „Ludzi w reflektorach”. I ten stan rzeczy wciąż trwa, gdy Żurowski przystępuje do pisania swoich esejów.

Niemniej jak każdy krytyk teatralny, a zarazem widz miłośnik sztuki teatru, miał poczucie, że wiele wspaniałych kreacji aktorskich znika wraz z zejściem ich odtwórców ze sceny. Cóż pozostaje? Kilka zdjęć, może czasem fragmenty zarejestrowane kamerą telewizyjną na potrzeby doraźnej promocji spektaklu, pamięć publiczności obecnej na spektaklu, recenzje, wspomnienia samych artystów?

Dlatego Żurowski spróbował niemożliwego – opisania sztuki aktorskiej, uchwycenia stylu gry, sposobu aktorskiej ekspresji. Bada też, w jaki sposób i dlaczego bohaterowie jego esejów odcisnęli tak wyraźny ślad w historii polskiego teatru.

Książka „Ludzie w reflektorach” składa się z dwóch części – jedna poświęcona jest aktorom, druga – reżyserom inscenizatorom.

Autor zastrzega we wstępie, iż wybór artystów do tych portretów „nie jest w żadnym stopniu dla dzisiejszego teatru reprezentatywny. Subiektywną motywację wyboru bohaterów warunkowała naturalnie moja sympatia wobec sztuki tych artystów (…), a także chęć racjonalizacji – dotarcia analizą do wewnętrznej z a s a d y [podkr. A.Ż.] danych formuł estetycznych i myślowych”.

Nie dajmy się zwieźć temu przymrużeniu oka. Sympatia sympatią, ale Żurowski był zbyt wytrawnym krytykiem, by kierować się taką przesłanką. Wybrał tych aktorów, ponieważ ucieleśniają świadomych twórców teatralnych. Ich indywidualizm zawodowy zmienia i rozszerza pojęcie gry aktorskiej, kreacji scenicznej. Przez lata doskonaląc warsztat zawodowy, potrafią wyjść poza rodzajowość granej postaci, nadać kreowanemu bohaterowi wymiar uniwersalny, wznieść się na poziom metafizyczny, uosabiać ideę. Andrzej Żurowski bardzo wyraźnie pokazuje ten proces. Szczególnie dobitnie w portrecie artystycznym Stanisława Igara, Gustawa Holoubka czy Andrzeja Łapickiego. Pokazuje, jak ich sposób istnienia na scenie, gra, styl, ekspresja wpłynęły na sztukę aktorską w polskim teatrze, jak stały się rodzajem estetycznego przełomu.

Obok wymienionych już nazwisk, wśród portretowanych znaleźli się: Tadeusz Gwiazdowski, Andrzej Szalawski, Halina Winiarska, Henryk Bista, Daniel Olbrychski, Krzysztof Gordon, Jerzy Łapiński. Autor wybrał ich i uszeregował wedle kryterium pokoleniowego: starsze pokolenie, pokolenie ojców, pokolenie średnie i pokolenie rówieśników Żurowskiego (rocznik 1944). Igar dopełnia pokolenie starsze, a Holoubek i Łapicki to reprezentanci pokolenia ojców.

W tych aktorskich portretach, oprócz przenikliwości krytyka teatralnego, Andrzej Żurowski objawia nerw pisarza, niemal epika. Sylwetki bohaterów kreśli wspaniałym, bujnym językiem z pasją i energią. Są to portrety celne, drobiazgowe, oddające sedno warsztatu zawodowego i sposób scenicznych kreacji. A zarazem w tych szkicach, jakby mimochodem, między wierszami, pokazuje Żurowski jakim niełatwym zawodem jest aktorstwo. Jak trudno sobą „narysować” na scenie postać, która nie byłaby wyłącznie doraźnym odtworzeniem żądań reżysera, a miała wymiar metafizyczny… Przestrzega przed lenistwem zawodowym artystów, bazujących na sprawdzonych środkach wyrazu, przez co psują sztukę teatru. Przypomina, że aktor w teatrze jest pełnoprawnym twórcą obok reżysera, scenografa i innych stwórców spektaklu. Podkreśla również niebagatelne miejsce widza jako uczestnika widowiska teatralnego, jako jego współsprawcy i współtwórcy, o czym – podkreśla Żurowski – artystom teatralnym zdarza się zapominać.

Druga część „Ludzi w reflektorach” przedstawia reżyserów, inscenizatorów – Stanisław Hebanowski, Adam Hanuszkiewicz, Józef Gruda, Janina Jarzynówna-Sobczak, Jerzy Krechowicz, Jerzy Afanasjew. I znów, jak w przypadku aktorów, wybór tych twórców nie jest przypadkowy. „(…) To artyści, o których bądź nie pisano szerzej poza trybem recenzenckim, bądź ci mistrzowie, których twórczość nieskromnie chciałbym zobaczyć i zracjonalizować nieco inaczej niż moi poprzednicy” – tłumaczy Żurowski. Rzeczywiście, prezentuje to choćby w rozważaniach na temat inscenizacji Adama Hanuszkiewicza. W dogłębnej, uważnej analizie dokonań teatralnych reżysera „Balladyny” pokazuje, jak staranny w oglądzie dzieła scenicznego powinien być ten, kto chce mienić się krytykiem teatralnym.

Wszyscy inscenizatorzy, o których pisze Żurowski, podobnie jak wcześniej opisani aktorzy, to twórcy, którzy starali się pchnąć, lub im się to udało, sztukę inscenizacyjną na nowe tory, złamać tradycyjne inscenizacyjne schematy, stworzyć „dzianie się” w teatrze w nowatorski sposób. Nawet jeśli ich dokonania trwały zaledwie kilka lat. Tak było w przypadku gdańskiego teatru plastyków Galeria. Powołał go do życia Jerzy Krechowicz, malarz, grafik, ale jego poszukiwania w obrębie teatru plastyki na wiele lat wyprzedzały późniejsze dokonania plastyczne w teatrze Józefa Szajny czy Tadeusza Kantora.

Kiedy książka „Ludzie w reflektorach” ukazała się drukiem, jej bohaterowie byli w pełni sił twórczych. Dzisiaj większości z nich nie ma wśród nas, a ich twórczość jest dziełem zamkniętym. Tak jak zamknięta jest – przedwcześnie – działalność krytyczna Andrzeja Żurowskiego.

Ale wszystkie Jego prace, które zostawił odbiorcom pulsują namiętnością dla sztuki teatru. Są przepojone chęcią zrozumienia jej fenomenu, zapisem pamięci o jej twórcach. Są też nieustannym wołaniem do kolegów po fachu o rzetelność zawodową. Żurowski nie czyni tego w tonie taniego dydaktyzmu. Jest zbyt wytrawnym krytykiem i pedagogiem. Czyni to poprzez sposób pisania i analizowania sztuki ludzi tworzący teatr.

Stawia też wielorakie pytania dotyczące teatru i jego twórców, które wciąż trzeba zadawać i starać się udzielać na nie odpowiedzi, by nie zagubić zawodowej rzetelności po obu stronach rampy.

Zbiór esejów „Ludzie w reflektorach” jest właśnie takim pełnym pytań i prób odpowiedzi traktatem krytycznym.

Grażyna Korzeniowska

Andrzej Żurowski „Ludzie w reflektorach”, Czytelnik, Warszawa 1982

Leave a Reply