Teatr jednego Gerasa

Wielu ludzi od lat próbuje odpowiedzieć na pytanie: co to jest teatr jednego aktora w Polsce? Sam się nad tym głowię od piętnastu lat i znajduję tylko jedną, przekonującą mnie odpowiedź. To teatr jednego człowieka – Wiesława Gerasa. Przedstawienie trwa już pięćdziesiąt lat. Premierę w 1966 roku poprzedziły długie przygotowania: sprawdzanie obsady, publiczności i miejsc. W Toruniu Wiesław Geras przygotował spotkanie publiczności z jednym aktorem – Zbyszkiem Cybulskim. Premiera WROSTJA odbyła się już we Wrocławiu, gdzie słynny aktor zginął tragicznie, ale tam właśnie narodził się polski teatr jednego aktora w reżyserii Wiesława Gerasa.

Poziom obsady nie obniżał się. Po spotkaniu z Cybulskim było spotkanie z Panem Wołodyjowskim, czyli Tadeuszem Łomnickim. Był jeden aktor i była wielka widownia. Po latach ten sam aktor przyjechał na WROSTJA. Był jeden aktor, była widownia i był już znakomity teatr. Ostatnia taśma Krappa Samuela Becketta w wykonaniu Tadeusza Łomnickiego. Nie brakowało nazwisk z górnej półki na WROSTJA: bracia Andrzej i Mikołaj Grabowski, Jan Peszek, Janusz Gajos, Andrzej Seweryn, czy mój ulubiony Bogusław Kierc. A wśród pań Lidia Zamkow, Kalina Jędrusik, Halina Mikołajska, Danuta Michałowska, Ryszarda Hanin, Irena Jun. Dzięki Wiesławowi Gerasowi teatr jednego aktora to jest teatr bez żadnych ograniczeń. Teatr, w którym dobry aktor może się spełnić i niczego nie musi sobie rekompensować. Ten 50-letni spektakl jest najlepszym na to dowodem.

Uczestniczę w nim od piętnastu lat, kiedy w plenerowym Hamlecie przeskoczyłem przez płot pod Wrocławskim Teatrem Lalek. Dzięki Wiesławowi Gerasowi odkryłem teatr jednego aktora w plenerze. Gram w plenerze, bo gram z żywiołami: ogniem, wodą, wiatrem, przez nie spotykam się z Szekspirem. Wiesław animuje i ożywia te spotkania w sposób niepojęty. Czasem jest to kubeł zimnej wody, a czasem całe morze. Po dwunastu latach grania Hamleta w ruinach zamków, nad rzekami i na placach miejskich, Wiesław spełnił moje marzenie, by zagrać go w morzu. Morze nie było tylko tłem: w środku spektaklu skoczyłem w nie z końca długiego podestu i dopłynąłem do 500-osobowej widowni, przywitany rzęsistymi brawami. Wiesław przedłużył ten spektakl o kolejny rok, namawiając mnie na całkiem nową wersję Hamleta i po roku przyjechałem do Helu z Pułapką na myszy. Na wysokich szczudłach Hamlet wkroczył w tłum ludzi, nad ich głowami odegrał sztukę i po odrzuceniu szczudeł pozostał z czaszkami wśród widzów.

Byłem tylko małą częścią wielkiego teatru jednego Gerasa, granego we Wrocławiu, Kijowie, Mińsku, Rydze, Erywaniu, Tallinie, w Rumunii i na Węgrzech, a nawet w Belgii. Obok trzech wersji Hamleta był jeszcze Shylock i Siedmiu błaznów Szekspira.

Moja przygoda z teatrem jednego aktora to była przygoda z teatrem jednego autora Williama Szekspira i teatrem jednego człowieka – Wiesława Gerasa. Jego spektakl trwa już pięćdziesiąt lat, bez ograniczeń miejsca, czasu i ludzi. Klasyczna jedność w wielości. Najmniejszy i największy teatr na świecie.

Napisałeś historię teatru drogi Wiesławie i nadal ją piszesz jako dyrektor, animator i poeta teatru. Teatru Jednego Aktora. Dziękuję Ci z całego serca wraz z niezliczoną bracią aktorską i tysiącami widzów. I pamiętaj: życie zaczyna się dopiero po pięćdziesiątce!

Piotr Kondrat

Leave a Reply