Wiedzieli(śmy)

Tomasz Miłkowski o premierze „Las Villas” w Teatrze Nowym w Krakowie:

Najmądrzejsze w tym przedstawieniu są… koty. To one pod koniec komentują to, co się stało i co się stanie:

„Zobaczysz, co się będzie działo. Będą wchodzić i wychodzić. Burzyć się będą. Brzydzić się będą. Dziwić się będą. Jakby nie wiedzieli”.

A przecież wiedzieli wszyscy, że dogorywa w swoim zapuszczonym domu i ogrodzie wśród dziesiątków niedożywionych kotów i psów pod opieką budzącą wiele wątpliwości, psychicznie rozbita, unicestwiona jako artystka za życia. Może nikt nie mógł jej pomóc, bywają takie sytuacje. Tak czy owak, z poczucia trudnej do nazwania winy, a może jeszcze bardziej z pamięci o porywającym głosie i dynamicznej osobowości jedynej w swojej rodzaju Violetty Villas powstał ten spektakl. Bo co by nie powiedzieć o jej dziwactwach, nadmiernym makijażu, upodobaniu do kiczu mylonym z wytwornością, na końcu pozostaje imponująca skala głosu i nie do podrobienia plastyczność wykonania. Toteż zadanie, jakiego podjęła się Hanna Piotrowska, wcielająca się w wielką gwiazdę estrady u kresu jej dni, było karkołomne. Zwłaszcza że integralną częścią spektaklu były sławne piosenki Villas, które zachwycały publiczność w wielu krajach, jak choćby porywające „Oczy czarne”. Wprawdzie Hanna Piotrowska została obdarzona przez naturę mocnym głosem, wspartym solidnym przygotowaniem wokalnym w Studio Baduszkowej, ale próba „podrabiania” Villas musiałaby się skończyć katastrofą. Na szczęście aktorka nie udaje śpiewu à la Villas, choć stylizuje się wyglądem, ruchem, gestem na swoją bohaterkę. Ale śpiewa po swojemu i dowodzi, że w tych piosenkach, jeśli są oryginalnie i z temperamentem wykonane tkwi nadal siła. Najważniejsze jednak, że opowieść Tomasza Kaczorowskiego, zwycięzcy konkursu na sztukę o Villas, który Teatr Nowy rozpisał, nie osuwa się w stronę farsy. Łatwo byłoby na zwłokach upadłej divy odtańczyć parodię. Życie gwiazdy usiane jest pretekstami do takiego potraktowania jej powikłanej biografii, ale autor i za nim reżyser uniknęli tego łatwego mizdrzenia się do publiki. Zamiast tego otrzymaliśmy poważne (co nie znaczy, że nudne i nadęte, czasem nawet bardzo śmieszne) przedstawienie, które zachęca do namysłu nad losem artystki, której kariera stała się za życia igraszką losu i zawistników. Od początku wiadomo, że nastrój spektaklu będzie wyciszony. Scena, a ściślej przestrzeń gry, którą muszą pokonać wchodzący do wnętrza widzowie toinie w mroku. Snują się mgły, a sceniczne deski pokrywają zeschłe liście. To jesień, czas odchodzenia.

Ogląda się to przedstawienie w napięciu, doznają chwilami wzruszeń, a na koniec, kiedy z offu dochodzą strofy „Melancholie” (muzyka Kilara, tekst Osieckiej) śpiewanej przez samą Villas publiczność ogrania zaduma. To chwila dobrych uczuć dla pieśniarki, która wniosła w życie tak wielu ludzi coś dobrego, że tego dobra zabrakło już dla niej samej.

„Las Villas” to kolejna premiera Nowego w nowej siedzibie przy Krakowskiej 41, gdzie powstaje prawdziwy pałac kultury i sztuki, oprócz teatru ulokowała się tu także księgarnia bookbook i kawiarnia literacka. Sam spektakl zaś powstał przy współpracy dwóch Nowych, krakowskiemu partnerował Nowy ze Słupska, z którego zespołu wywodzi się gwiazda tego spektaklu Hanna Piotrowska. W nowym miejscu Nowy rozkręca się na swoje dziesięciolecie.

Tomasz Miłkowski

LAS VILLAS Tomasz Kaczorowskiego, reż. Piotr Sieklucki, koprodukcja Teatr Nowy w Słupsku i Teatr Nowy Proxima Kraków, premiera krakowska 29 października

Leave a Reply