Przemówił wieszcz zza grobu, oczarował pokolenie znowu

O „Dziadach” Michała Zadary piórem nastolatka, Jakuba Szydelskiego:

Gasną światła, cichną głosy, na scenie tylko człowiek bosy. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie1? Widzów mogą przeszyć dreszcze, będą dziewięć godzin siedzieć jeszcze. Wtem Dziewica się odzywa, w dzieje dawne nas porywa. Etapów sześć miało to widowisko, każdej przyjrzyjmy się zatem blisko.

Na pierwszą część „Dziadów” składa się kilka pozornie niezwiązanych ze sobą scen. Wszystkie przedstawiają sytuację tuż przed rozpoczęciem obrzędu dziadów. Jednak pierwsza scena nie rozgrywa się na cmentarzu, lecz w sypialni. Anna Ilczuk, Dziewica i narratorka przedstawienia, wygłasza spory monolog. Dopiero po nim na scenie ukazuje się Guślarz wraz z chórem i zapowiada rozpoczęcie się tajnego obrzędu „na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków”2. Przed pojawieniem się Gustawa, jako myśliwego, swoje pieśni wykonują Starzec i Dziecię. Choć tego drugiego wynagrodzono oklaskami, jego śpiew nie jest wybitnie zajmujący. Trochę większym wyczuciem rytmu wykazuje się Starzec.

Ponury szkielet budynku, nieliczne drzewa w tle i przejmująca ciemność. Między bohaterami nieustannie krąży samotny kamerzysta z noktowizorem, a nagrany obraz trafia na ekrany po bokach. Słabe oświetlenie i rozchybotany film potęgują grozę scen wywoływania duchów. Widz może również obejrzeć aktorów z bliska, co pozwala na dołączenie paru aspektów komediowych do drugiej części. Jedną z najlepszych scen jest wywołanie pośredniego ducha – pastereczki Zosi. Sylwia Boroń krzyczy, wije i szamocze się, będąc podwieszona na linie nad sceną. Wywijając papierosem, przejmująco odgrywa rolę nieco oszalałej z nieszczęścia duszy czyśćcowej. Równie komiczne jest zachowanie męskiej części chóru (uczestników guseł) i ich zazdrosnych żon. Drugą wartą uwagi sceną jest wspólny śpiew chóru przy ognisku i przy wtórze gitary. Ten fragment dodaje dziadom nowego wymiaru – stają się nie tylko obrzędem poświęconym duszom czyśćcowym, lecz także sposobnością do spotkania i zbiorowego świętowania.

Dedykacja, a następnie przedmowa autora to chyba teksty stworzone z myślą o Annie Ilczuk. Jej występ wprowadza w pewien trans. Oto przed widzem przeplata się Niebo i Ziemia, Pycha i Pokora, fakty i fikcja. Stan ciągłej ciekawości i zachwytu udziela mi się aż do końca trzeciej części „Dziadów”. Michał Zadara uczynił z wielu wierszy piosenki, przyspieszając akcję. Godna podziwu jest świetnie skomponowana muzyka. O ile w pierwszej części utwory elektroniczne i disco-polo mogą drażnić, o tyle w trzeciej części akompaniamenty wpasowują się w nastrój scen, harmonizują się ze słowami, a przede wszystkim są przyjemne do słuchania. Warto przy tym zwrócić uwagę na jazzowy utwór3 Chóru Duchów Nocnych (diabłów). Wiele fragmentów trzeciej części zawdzięcza swój urok partiom śpiewanym i muzycznym. Do takich scen należą m.in. bal senatora oraz spotkanie więźniów. Elementy śpiewu zostają również użyte w Wielkiej Improwizacji. Bartosz Porczyk swą grą aktorską i niezwykłym talentem wokalisty wynosi tę scenę do rangi najbardziej wciągającej i najlepiej zagranej w całym spektaklu. Co jednak ważniejsze, w atrakcyjnej formie aktor ten przedstawia pełnię dramatyzmu rozterek Konrada – walki człowieka z Bogiem oraz samym sobą o potęgę i władzę. Z takim temperamentem, zadziornością i bystrym humorem tego bohatera może zmierzyć się jedynie ksiądz Piotr. W scenie egzorcyzmów pokora, ale i determinacja kapłana są przeciwstawione obłudzie i przewrotności diabła. Mariusz Kiljan zachwyca nie tylko jako przenikliwy duchowny, ale również jako biegły we wróżbiarskiej sztuce znachor. Od swej guślarskiej strony Kiljan najlepiej prezentuje się podczas przywoływania duchów w II części, podczas widzenia zaś daje się poznać jako bogobojny ksiądz, żarliwy patriota i stanowczy myśliciel. Spotkanie Konrada z Piotrem jest jedną z najważniejszych scen dramatu4. Mickiewicz doskonale buduje napięcie tej sceny, przełamując ją równocześnie humorem. Michał Zadara pozostaje wierny tej formule, zręcznie operując komicznymi akcentami zawartymi w oryginalnym tekście. Te odnaleźć można choćby w widzeniu senatora lub w salonie warszawskim. Zastosowanie nowoczesnej techniki i pomysłowa gra aktorów wprowadzają akcenty humorystyczne do Wielkiej Improwizacji czy obrzędu wywoływania duchów. Mówiąc o komediowej stronie „Dziadów” nie sposób nie wspomnieć o Wiesławie Cichym. Jego wigor oraz swoboda poruszania się po scenie stawiają zawsze senatora Nowosilcowa w centrum uwagi. Ma to miejsce zarówno podczas balu, jak i dyskusji z księdzem Piotrem. Najważniejszym jednak popisem kabaretowych umiejętności aktora jest scena snu5 która swą groteskowość zawdzięcza głównie przekonywającemu chrapaniu oraz żywiołowym krzykom.

Wiele razy twórcy spektaklu wychodzą obronną ręką jedynie dzięki humorowi. Ma to miejsce w wierszu Upiór, lecz przede wszystkim w Objaśnieniach. Ten fragment odznacza się dynamiką i atrakcyjnym przekazaniem klasycznych i raczej nieciekawych do wystawienia przypisów autora. Takiego podejścia zdecydowanie brakuje w Ustępie III części, który służy jedynie jako przerwa na półtoragodzinną drzemkę. Intrygujące z początku animacje w tle szybko zaczynają nudzić, a widz (wraz z całym zespołem muzycznym) pogrąża się w coraz to głębszym letargu monotonnych słów Anny Ilczuk.

Ostatnia część spektaklu niebezpiecznie blisko skłania się ku Ustępowi. Brak polotu nie jest winą monotonii, wręcz przeciwnie. Bartosz Porczyk doskonale odgrywa artystę pogrążającego się w narcyzmie w Wielkiej Improwizacji. Aktor hipnotyzuje widza śpiewem i doskonale oddaje uczucia bohatera. Jego Konrad jest na wskroś ludzki. Z początku zdumiony własną potęgą zaraz potem nonszalancko żąda od Boga „rządu dusz”. W postępującym szaleństwie Konrada jest jednak metoda. Aktor panuje nad postacią, ukazując całą paletę emocji: poprzez radość i uniesienie, aż po furię i nienawiść. Tej właśnie kontroli brakuje w czwartej części, gdzie Gustaw daje się całkowicie pochłonąć swemu żalowi i nieszczęściu. Uważam, że Bartosz Porczyk zbytnio daje się wtedy ponieść uczuciu. Jego gra jest pretensjonalna, a żal nazbyt ostentacyjny.

„Dziady” Michała Zadary są przedstawieniem niezwykłym. Wystawienie całości dramatu Mickiewicza wydało się zadaniem karkołomnym, lecz spektakl odniósł duży sukces. Powodzenie zawdzięcza w głównej mierze bardzo dobrej grze aktorskiej. Szalę zwycięstwa przechylają ponadto dobrze skomponowana muzyka i pomysłowe dekoracje, takie jak tła imitujące efekt 3D w II części. Nowoczesne wstawki w większości przypadków nie drażnią zanadto, a w niektórych momentach ciekawie wpisują się w akcję. Co prawda gdzieniegdzie pojawiają się dłużyzny, to jednak wartka akcja dominuje w większości scen. I choć „Dziady” mają swoje gorsze momenty, to te i tak pozostają w cieniu genialnych fragmentów II i III części.

Jakub Szydelski

Jakub Szydelski, lat 17. Zapalony fotoamator i podróżnik. Od niedawna również autobiografista. Ulubione gatunki literackie: opowiadanie i reportaż. Swoje żywe zainteresowanie teatrem rozwija pisząc recenzje ze spektakli. W „Yoricku” debiutował rok temu (nr 43) recenzja musicalu „Mamma mia!”

1 Sławny cytat z kwestii Chóru w części II

2 Cytat z „Dziadów”, części II

3 „Dziady”, część III prolog

4 Scena III (egzorcyzmy ks. Piotra)

5 Scena VI Widzenie Senatora

Leave a Reply