Nie stracić oddechu

Tomasz Milkowski pisze po premierze TCHNIENIA Duncana Macmillana w reżyserii Grzegorza Małeckiego na Scenie Studio Teatru Narodowego:

Teatr Narodowy ubiegł tarnowski teatr, gdzie miała miejsce prapremiera polska tej sztuki (pod innym tytułem – „Płuca”, już w kwietniu). To najlepszy dowód, że brytyjski dramaturg Duncan Macmillan (ur. 1980), przebija się do polskiego widza. Wcześniej zdobył już w wielu krajach wysoką pozycję jako autor sztuk trafiających w niepokoje młodego pokolenia. Największą sławą jak do tej pory cieszy się „Tchnienie”, obsypane nagrodami i realizowane z sukcesem na wielu scenach.

W Narodowym podjął się tego zadania debiutant, ba!, ale jaki. Mowa o Grzegorzu Małeckim, jednym z najbardziej zapracowanych aktorów Narodowego, który w ostatnich sezonach zachwycił m.in. kreacjami w spektaklach Eimuntasa Nekrošiusa – Gustawa-Konrada w „Dziadach” i Pijaka w „Ślubie” Witolda Gombrowicza. Okazuje się jednak, że jego marzeniem zawsze była reżyseria. Trudno było o lepszy wybór na debiut – Małecki, aktor wszechstronny i przenikliwy w budowaniu postaci, przywiązany do słowa jako nośnika teatralności, wziął na warsztat dramat, którego autor świadomie rezygnuje z tak modnych w dzisiejszym teatrze efektów, uwrażliwiając na językowy fundament dramatu.

Oddychaj, powtarza Jej (Justyna Kowalska) On (Michał Rusin) w trudnych chwilach, kiedy kobieta zaczyna tracić oddech. Zatyka ją stress, niepokoje świata, codzienne troski, niepewność. Choć jej ukochany mężczyzna stara się pomóc, to przecież wciąż nie wie, w jaki sposób to osiągnąć. Dopytuje się, co ma robić, nie potrafi podjąć decyzji, jego wypowiedzi pozbawione są pewności, często przypominają pytania, choć z gramatycznego punktu widzenia wcale pytaniami nie są.

Cała sztuka toczy się tu w języku, który podporządkowuje sobie całą resztę, czyli żywe ciała aktorów, przenikając ich bez reszty. Liczyć mogą tylko na słowa i towarzyszące im gesty, grymasy, intonację, zawieszenia głosu. Jak bowiem zasugerował autor, na scenie nie ma żadnych dekoracji, nie ma muzyki, nawet światło pozostaje prawie niezmienne. To aktorzy muszą sobą zbudować całą dramaturgię.

Zadanie trudne, ale fascynujące, nie tylko początkującego z impetem reżysera, ale także parę wykonawców, Justynę Kowalską, mniej scenicznie doświadczoną (zaledwie rok po ukończeniu szkoły teatralnej), i Mateusza Rusina, już po kilku wyrazistych sprawdzianach na scenie. Tym razem jednak zadanie ich obojga wykraczało poza horyzont tradycyjnego teatru dramatycznego czy warsztatu performera. Mieli stworzyć i stworzyli na scenie żywą, pulsującą, zmieniającą się relacje pary młodych ludzi, potem już starszych, a wreszcie bardzo starych, słowem mieli ukazać największą przygodę, jaka jest udziałem każdego: podróż przez życie, usianą momentami zabawnymi, kuszącymi, dramatycznymi, trudnymi do zniesienia. W tej zmienności, na której horyzoncie majaczy niestabilność współczesnego świata (z terroryzmem, przeludnieniem i gęstniejącym smogiem) sytuuje się ten nietypowy dramat, w którym słowa stanowią rusztowanie tożsamości.

Tomasz Miłkowski

TCHNIENIE Duncana Macmillana, tłum. Anna Gujska, reżyseria Grzegorz Malecki, scena Studio Teatru Narodowego, premiera 8 września 2018

[Poszerzona wersja recenzji opublikowanej w tygodniku „Przegląd”, 2018 nr 42]

Dodaj komentarz