Z fotela Maciejewskiego: O NOWEJ TO HUCIE PIOSENKA

TOŻSAMOŚĆ WILA, reżyseria Gabriela Muskała, dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More Monika Muskała:

Od jakiegoś czasu staram się kolekcjonować rodzinne historie, częściej pytać o bliskich-dalekich, członków rodziny których już nie ma, których nie zdążyłem poznać. Przypisuję ich do miejsc, staram się ocalić. Gabriela Muskała i Monika Muskała w „Tożsamości Wila” w Teatrze Ludowym robią właściwie to samo. Ocalając Nową Hutę, jaka jest jeszcze trochę jest, ale prawie już nie istnieje, tworzą chwilami fascynującą opowieść o ludziach, małych ikonach marnych czasów. Ich legenda nie potrzebuje przymiotników, nie opiera się na żadnej wyjątkowości. Po prostu jest. I chwilę jeszcze przetrwa – dzięki temu wspaniałemu spektaklowi.

***

Gabriela Muskała, znakomita aktorka filmowa i teatralna, a także dramatopisarka i scenarzystka, debiutująca tym spektaklem w roli reżyserki teatralnej, oraz jej siostra, autorka sztuk teatralnych, tłumaczka, ceniona literaturoznawczyni i eseistka, od lat tworzą twórczy tandem, tworząc razem pod pseudonimem Amanita Muskaria. Siostry Muskały są trochę jak bracia Coen, mają wyraźny podział ról, ale na każdym etapie pracują wspólnie.

Tym razem to nie one przyszły do Nowej Huty, to raczej Nowa Huta upomniała się o Muskały. Propozycja na spektakl o najbardziej osobnej dzielnicy Krakowa padła z Teatru Ludowego, Gabriela i Monika przez wiele miesięcy oswajały się z nowohuckimi legendami, poznawały ludzi, aktorów Teatru Ludowego. I to wszystko ma odbicie w „Tożsamości Wila”. Autorki spektaklu nie pokazują nowohuckiej sagi z pozycji wszystkowiedzących narratorek, szukają, wątpią, zdają pytania, często się śmieją. Nie tylko z Nowej Huty, również z samych siebie.

Przedstawienie sprawia początkowo wrażenie amorficznej formy, ale jest precyzyjnie zakomponowane. Podoba mi się klasyczna klamra zamykająca niekonwencjonalne treści i rozwiązania (również rozwiązania inscenizacyjne). Tytułowy Wil to nie Szekspir, tylko Władimir Iljicz Lenin z nowohuckiego pomnika. Ożywa i stara sobie przypomnieć to, co zapomniał. Ma świetnych pomagierów: witalną organizatorkę wszystkiego Gosię (Beata Schimscheiner) czy nieco neurotyczną psycholożkę (Małgorzata Kochan jak z filmu Woody’ego Allena). Podział ról jest zresztą umowny, a aktorzy Ludowego – poza Wilem granym przez Tadeusza Łomnickiego – wcielają się w co najmniej kilka różnych postaci. Katarzyna Tlałka gra na przykład porte parole Agnieszki z „Człowieka z marmuru” (dzisiaj byłaby reporterką telewizji komercyjnej), świetne są także rozliczne „wejścia” Iwony Sitkowskiej, Krystiana Pesty, Piotra Franasowicza czy Andrzeja Franczyka. Kulminacją jest zaś pysznie wymyślona, groteskowa scena obrony nowohuckiego krzyża z 1960 roku. Takiej sceny nie powstydziłby się najlepszy Koterski.

***

Oglądając „Tożsamość Wila” – jako krakowianin – siłą rzeczy przypominałem sobie własne nowohuckie afekty. Nie znalazłem ich zbyt wiele. W Krakowie mieszkam od ponad dwudziestu lat, wyjechałem na studia i już zostałem. Nowa Huta przez wiele lat zwyczajnie mnie jednak przerastała. Jakoś, nie bardzo wiem dlaczego, nie potrafiłem jej dla siebie oswoić. Za daleko, inaczej, niebezpiecznie, dziwnie. Oczywiście, zawsze był także teatr. Jeździłem do Teatru Ludowego, potem głównie do Łaźni Nowej, czasami na jakieś koncerty, imprezy, ale to wszystko stanowiło jedynie incydenty krakowskiej rzeczywistości. Przyznaję ze wstydem, że zacząłem myśleć o Nowej Hucie najbardziej wyświechtanymi stereotypami, i – co jeszcze gorsze – te stereotypy z czasem utrwaliły się we mnie na dobre. To piękne, że teatr pomaga (przynajmniej mnie) obalać lenistwo myślowe, a spektakle takie jak „Tożsamość Wila”, nie rugując niczego z legendy i historii tego miejsca, wprowadzają nową narrację. Pozwalają na empatyczne zrozumienie widza z Nową Hutą i jej tajemnicami. Widza z Krakowa, ale także z Warszawy, Poznania czy z Nowego Jorku.

***

„Tożsamość Wila” prowadzi nas od tożsamości wiedzy i niewiedzy nowohuckiej, po znalezienie osobowości przybysza, który – jak ja – do Nowej Huty przyjeżdża bardzo rzadko, od wielkiego dzwonu. Spektakl pokazuje odrębność dzielnicy i siłę wynikającą z tej odrębności. Miasto w mieście, państwo w państwie.

Zadaje też pytania, które budzą niepokój, burzą dobre samopoczucie stymulowane dowcipną formą przedstawienia. Zupełnie serio „Tożsamość Wila” pokazuje bowiem zmierzch wielkich narracji („Człowiek z marmuru”) w sztuce, ale i zanik wielkich słów w kulturze społecznej. Czym innym była „obrona krzyża” w 1960 roku, czym innym jest dzisiaj. Zmieniła się nie tylko Nowa Huta, ale i Polska czy świat, i nie ma już chyba powrotu to tamtego, co by nie powiedzieć, pięknego idealizmu…

I tylko restauracja „Stylowa” przy osiedlu Centrum w Alei Róż stoi jak stała. Zamówmy tam pomidorową, schabowego, kapustę i kompot. Uśmiechnijmy się do babci klozetowej. Wil się uśmiecha…

Łukasz Maciejewski

Dodaj komentarz