Łozińska, Benoit i Kowalski o Stroińskim

Pochodzi z Bielska – Białej, gdzie się wychował (urodził się w Pszczynie, 1950). Po maturze oprócz zawodu aktorskiego myślał również o geologii, ale został przyjęty przy pierwszym podejściu do PWSTiF w Łodzi i to zadecydowało o jego przyszłości. Już podczas studiów zagrał w dwóch filmach: Pierścień księżnej Anny i Szklana kula oraz wziął udział w serialu Doktor Ewa. Jednak prawdziwie wielką popularność przyniosła mu rola Leszka Podgórskiego w serialu Daleko od szosy. Ale aktor powiedział wówczas w wywiadzie: – Nie chcę być idolem, bo ma to znacznie więcej złych niż dobrych stron. I niedługo potem zupełnie zaprzestał udzielania wywiadów.

Od redakcji: Kiedy Ewa Sośnicka-Wojciechowska podjęła się przeprowadzenia rozmowy z aktorem dla „Tele Tygodnia” (a było to kilkanaście lat temu), szybko się zorientowała, że nie będzie to możliwe. Nie zrezygnowała jednak i zamiast wywiadu zaproponowała redakcji wypowiedzi partnerów artysty: Sławomiry Łozińskiej, Mariusza Benoit, Władysława Kowalskiego. Wprawdzie Benoit także nie udziela wywiadów, a Kowalski nader niechętnie, ale na udzielenie wypowiedzi o Krzysztofie Stroińskim bez wahania przystali. Opinie zostały opublikowane w magazynie „Tele Tydzień”, a 20 lutego, przypomniane przez autorkę materiału podczas uroczystego spotkania Zarządu polskiej sekcji AICT/IATC z okazji przyznania Krzysztofowi Stroińskiemu nagrody im. Stefana Treugutta.

 

 

 

SŁAWOMIRA ŁOZIŃSKA: Pamiętam, że przed pierwszym spotkaniem z Krzysztofem miałam tremę. Byłam świeżo po szkole i zaangażowałam się właśnie do teatru w Szczecinie, gdy przyszła wiadomość, że mam się pojawić w Łodzi w związku z projektem serialu „Daleko od szosy” w reżyserii Zbyszka Chmielewskiego. Krzysztof miał tam grać główną rolę, a ja jego pierwszą miłość – Bronkę. Moja trema brała się stąd, że widziałam go wcześniej w filmie Pójdziesz ponad sadem (1974) i w Szklanej kuli, gdzie zagrał główne role, i uważałam go za bardzo już doświadczonego aktora. Okazało się, że nasza współpraca ułożyła się bardzo dobrze i teraz bardzo mile ją wspominam. Potem długo nie mieliśmy kontaktu i dopiero po 20 latach Paweł Karpiński zaangażował nas do sztuki Prometeusz pocięty Ernsta Olsena nagrywanej dla Teatru Telewizji (1995), której bohaterowie również nie widzieli się od czasów młodości. I to było dość niesamowite, ale odniosłam wrażenie, że my po tych 20 latach w ogóle się nie zmieniliśmy. Krzysztof jest zawsze perfekcyjnie przygotowany do pracy. Jest chyba jedynym aktorem, jakiego znam, który przed rozpoczęciem prób zna tekst na pamięć. A doceniam przede wszystkim jego osiągnięcia w teatrze, co nie jest tak łatwe, jak w telewizji.

MARIUSZ BENOIT: Krzysztof Stroiński, z którym współpracowałem w Teatrze Powszechnym, jest prywatnie człowiekiem niezwykle skromnym. Natomiast w pracy jest niesłychanie rzetelny i jest świetnym partnerem, otwartym na wszystko, co się proponuje. No cóż, może to jest tylko tyle, a jednocześnie aż tyle. Praca z Krzysztofem to prawdziwa przyjemność, ponieważ należy do tych kolegów, którzy zawsze mają czas na pracę, jest otwarty, przystępny i o każdej porze gotów do współpracy. Bardzo te cechy u Krzysztofa cenię. Szczególnie przekonałem się o tej jego postawie podczas prób do spektaklu Ciałopalenie w reżyserii Władysława Kowalskiego.

WŁADYSŁAW KOWALSKI: To aktor wyjątkowy. Takich nie ma. On jest sam ze swoim sposobem uprawiania zawodu. Uważam, że Krzysiek jako aktor robi wrażenie, jakby nie znał pewnych nut – chwytów aktorskich, które są najczęściej stosowane przez aktorów łatwo tworzących szybkie i błyskotliwe kreacje. Nie wiem, czy ich naprawdę nie zna, czy też po prostu go nie interesują. Natomiast on ma swoje nuty, które może nie są tak błyskotliwe i potrzeba trochę więcej uwagi i skupienia, żeby je usłyszeć i zrozumieć, ale wtedy okaże się, że są dużo głębsze i przez to bardziej urodziwe, niż te wcześniej przeze mnie wspominane. Ale jego to wszystko na szczęście kompletnie nie interesuje. On robi swoje. I jeszcze jedno: kiedy Krzysiek przychodzi na spektakl, w którym gram, mam dodatkową tremę. Mimo że potrafi być wspaniałym, normalnym widzem, to ja go zawsze podejrzewam, że jest takim perfekcyjnym sędzią śledczym, który wyłapie u swoich kolegów najmniejszy przekręt na scenie. Nic mu nie umknie (śmiech). Krzysiek jest człowiekiem pracowitym w sposób niezmiernie poważny i nie uznaje „pustych plam” w roli. Wszystko, co robi, musi mieć sens. Zawsze chce wiedzieć: po co? Czemu to ma służyć? Taki właśnie on jest.

Not. Ewa Sośnicka – Wojciechowska

Dodaj komentarz