CZAR PIĘKNYCH WSPOMNIEŃ

Spektakl teatralny jest magią, stwarzaną co wieczór. Jej moc zależy od wielu czynników, a także od nastrojów, które spotykają się po obu stronach rampy. Co wieczór oczekiwanie widzów splata się z chęcią i nadzieją artystów na wspólnotę przeżyć…

W maleńkiej salce Sceny na Piętrze Teatru Żydowskiego bliskość publiczności i wykonawców przekracza niemal granice wzajemnej intymności. Dzięki temu niewątpliwie zamierzonemu przez twórców inscenizacji zabiegowi, widzowie stają się nie tylko świadkami, ale także współuczestnikami spektaklu Śmierć pięknych saren. Wyreżyserował go Jan Szurmiej na podstawie opowiadania (adaptacja Paweł Szumiec) czeskiego pisarza Oty Pavla.

Poprzez środek sali biegnie podest zwieńczony niewielką scenką. Z łóżka, stojącego na jego przeciwległym krańcu, podnosi się młody mężczyzna. To Ota. Czy wciąż śni? Czy wspomina sen, który powrócił go do przeszłości? Ota zaczyna opowiadać historię swojej rodziny, której głową był genialny komiwojażer czeski Żyd, Leon Popper.

W opowieści Oty jest nostalgia za czarownym czasem lat 20. i 30. XX wieku, gdy świat wydawał się niewinny, życie mimo wysiłku pełne smaku, bliźni – serdeczni, zabawni, czasem nieco szaleni…

Jest tragedia Holokaustu i II wojny światowej, po której świat i ludzkość nie wróciły już w poprzednie koleiny. Naznaczenie śmiercią, naznaczenie pogardą zawisło nie tylko nad rodziną Popperów. Udało im się ocalić życie. Lecz świat się zmienił, ludzie się zmienili. Mimo starań nieustępliwego, wciąż wierzącego w dobrą odmianę losu seniora rodu, czas po wojnie nie będzie już tak beztroski, tak szczęśliwy, a przede wszystkim – sprawiedliwy…

Zło przybiera różne maski, ale uderza wciąż tak samo…

Przed oczami Oty-narratora i widzów, wspomnienia się ucieleśniają.

Na małej scenie – zjawiają się Tatuś, genialny sprzedawca odkurzaczy i lodówek, Mamusia, Herminia, szef Tatusia, Franciszek Koralik i jego żona Irma, działająca na erotyczną wyobraźnię Tatusia…

Sceny z życia Leona Poppera i jego bliskich, Jan Szurmiej, reżyser spektaklu (również autor inscenizacji, scenografii i choreografii), przesuwa przed oczami widzów jak filmowe kadry, bądź jak obrazy z videoclipu. Doilustrowuje obrazami z teatru cieni. Dopełnia zmianami scenografii i światłem prowadzonym niczym malarskim pędzlem. Stwarza opowiadaną przez Otę historię, oddziałując na widza z niezwykłą siłą.
Nie sposób zapomnieć sceny wybuchu II wojny światowej, kiedy jasny, niewinny urok findesieclowego życia mroczy światło i rozdziera wrzask niemieckich żołdaków spowitych w długie czarne szynele. Czy sceny, kiedy ci sami żołdacy z dobrotliwym uśmiechem,nucąc kolędę: „Stille Nacht! Heilige Nacht! Alles schläft; einsam wacht
Nur das traute hoch heilige Paar…”, częstują widzów pierniczkami w kształcie gwiazdy Dawida(!)… Dreszcz przebiega po plecach…

Łzy w oczach widzów zaczynają błyszczeć, kiedy Sarna śpiewa pieśń „Gwiazda”, Jaromira Nohavicy (jego utwory prowadzą nas przez spektakl).

„Leżała w błocie gwiazda

pięcioramienna goła

widocznie komuś spadła

z ramienia albo z czoła…”.

Pieśń, która zabiera nadzieję…

Mimo skromności miejsca, w którym rozgrywa się „Śmierć pięknych saren”, Jan Szurmiej stworzył spektakl pełen epickiego rozmachu, bujny, zmysłowy, poetycki, smutny, zabawny.
Siłę przedstawienia dopełniają aktorskie kreacje. Tak, tak, bo aktorzy swoich bohaterów (większość z nich wciela się w kilka postaci), muszą tworzyć z ułamków ich charakterystyki podawanej przez Otę. Muszą pokazać w krótkich, migawkowych ujęciach, a mimo to dają im pełnię charakterów i siłę wyrazu. Takim jest Tatuś w wykonaniu Henryka Rajfera, doświadczonego aktora, który kunsztem zawodowym, czaruje widzów niemal w każdej roli.
Wdziękiem bawi Franciszek Koralik Marka Węglarskiego. Monika Chrząstowska jest ujmująco zmysłowa jako Irma Koralikowa i tragicznie przejmująca jako Sarna.
Słowa uznania należą się aktorskiej młodzieży: Monice Soszce, Dawidowi Szurmiejowi (m.in. Venegreen) i Piotrowi Chomikowi (m.in. malarz Nechleba) – to oni wzięli na siebie zdecydowaną większość wcieleń. Wielce udanych.

I wreszcie Ota – narrator opowieści. To chyba najtrudniejsza rola spektaklu. Musi być na tyle sugestywna, przekonywająca, by skupić uwagę widzów i nie stracić jej ani na chwilę, by ich za sobą prowadzić. A z drugiej strony na tyle dyskretna, by nie zdominować, tych, którzy są głównymi postaciami wspomnień.

Piotr Sierecki, grający Otę, umiał zachować tę równowagę. Opowiada naturalnie, nie starając się w żaden sposób „grać” narratora. Trafnie połączył chłopięcą naiwność, bo w takiej stylistyce jest utrzymana opowieść, z goryczą młodego mężczyzny rozczarowanego przemianą losu, tęskniącego za ludźmi, których już nie ma…

Tego wieczora, przedstawienie „Śmierć pięknych saren” widzowie na stojąco (!) nagrodzili serdecznymi brawami.

Magia stworzona przez artystów dotknęła ich serc. Czar zadziałał…

Grażyna Korzeniowska

______________________
Ota Pavel
Śmierć pięknych saren
Przekład Andrzej Czibor-Piotrowski
Adaptacja Paweł Szumiec

Reżyseria, inscenizacja, choreografia Jan Szurmiej
Scenografia Jan Szurmiej

Opracowanie muzyczne Teresa Wrońska

Grają: Ewa Tucholska, Henryk Rajfer, Monika Chrząstowska, Piotr Sierecki, Marek Węglarski, Monika Soszka, Dawid Szurmiej, Piotr Chomik.

Premiera 30.09.2015 rok

Teatr Żydowski, Scena na Piętrze, Warszawa

Dodaj komentarz