Osobowość
Czasami słyszę głosy wątpiących w ten coraz bardziej rozprzestrzeniający się międzynarodowy ruch społeczny twórców monodramów. Sceptykom powtarzam myśl Barby pracującego w Danii, którą wypowiedział, odchodząc ze wszystkich instytucji państwowych, by stworzyć swój własny teatr. Otóż zapytany, dlaczego odszedł, Barba odpowiedział, że w instytucji państwowej można być dobrym wykonawcą, ale kształtować swojej osobowości, realizować ją tam się po prostu nie da. Instytucja państwowa bowiem to ogromna fabryka, osobowość zaś może rozkwitnąć tylko wśród innych podobnie myślących indywidualności.





Mój pogląd na teatr jednego aktora może się wydać zaskakujący, zwłaszcza że jestem kojarzony z tym teatrem od roku 1976, kiedy rozpocząłem pokazywać Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego, napisany specjalnie dla mnie przez Bogusława Schaeffera. I choć nadal ten tekst przedstawiam, często wątpię, czy teatr realizowany przez jedną osobę jest wypowiedzią rzeczywiście organiczną. O ile monolog jako fragment dramatyczny ma z natury rzeczy charakter organiczny, to tzw. monodram często bywa konstruktem sztucznym. Kiedy oglądam jednoosobowy spektakl i wyczuwam widoczny wysiłek autora, a tym samym aktora, aby obronić sens występu indywidualnego, a zarazem czuję brak innych osób, sytuacja nie wygląda najlepiej.
Zaczęło się od czytania, od zwykłej lektury Gombrowicza przy stoliku podczas festiwalu w Radomiu. Najpierw zamierzałem siedzieć i po prostu czytać, a potem pomyślałem, że wstanę, a potem pomyślałem, że jak będę stał, to będę się poruszał. I to już niezupełnie było czytanie, to był jakiś rodzaj spektaklu, chyba ubogiego. Można było to nazwać jakimś rodzajem monodramu, ale tak naprawdę pierwszym i jak dotąd jedynym moim monodramem jest „Wyobraźcie sobie…” wg Szekspira. Chociaż…
