Przejdź do treści

Yorick


Przegląd Teatralny i Literacki
ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

TAMTE DNI

Szukam w pamięci momentu, w którym poznałem Jubilata – mojego szanownego rówieśnika. Było to w przełomowym dla naszego pokolenia roku 1944, w czasie Powstania Warszawskiego. Mam przed oczyma obwieszony obrazami wielki salon przy ulicy Mazowieckiej 4, należący do restauracji prowadzonej tam w latach okupacji przez hrabiego Maurycego Potockiego, a w salonie fortepian i natchnionego pianistę, który nie tylko gra, ale i głośno śpiewa.

Dowiedz się więcej »TAMTE DNI

Skromność, klasa i takt

 

Dziwne to wrażenie – uświadomić sobie nagle, że zna się kogoś dłużej niż połowę własnego dotąd życia… Henryk Bieniewski był zawsze; na rozmaite sposoby i w różnych płaszczyznach ocierałem się o niego przez dziesięciolecia. Od mojego wokół teatru szczenięctwa – zawodowo, służbowo; z czasem coraz bardziej prywatnie i serdecznie – w przynajmniej moim odczuciu – blisko, nawet bardzo. Dowiedz się więcej »Skromność, klasa i takt

Szef, jakich zdarza się niewielu

 

 

Pana redaktora Henryka Bieniewskiego poznałam w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy jako kierownik Redakcji Teatralnej Państwowego Instytutu Wydawniczego powierzył mi zrecenzowanie Almanachu Heleny Modrzejewskiej opracowanego przez Jerzego Gota i Józefa Szczublewskiego. Po latach dwukrotnie dane mi było pracować pod Jego kierunkiem, najpierw jako dyrektora i redaktora naczelnego Naczelnej Redakcji Programów Teatralnych w Komitecie do Spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja”, później w redakcji dwutygodnika „Teatr”. Dowiedz się więcej »Szef, jakich zdarza się niewielu

Ile twarzy aktora?

 

Henryk Bieniewski odpowiada na to pytanie tytułem swojej książki – Sto twarzy aktora. To, oczywiście, odpowiedź przenośna, nie idzie przecież tak naprawdę o wyliczenia, ale o pytanie, czy czas transformacji aktorskiej przeminął? Czy wielkie legendarne kreacje XIX-wieczne i XX-wieczne to już tylko przeszłość i historyjki, które można snuć przy kominku, czy też może z opowieści tych coś wynika i dla współczesnego teatru.

To prawda, że dzisiaj aktor gra raczej swoją twarzą, że unika charakteryzacji, że raczej sugeruje inność granej postaci wnętrzem niż wyglądem czy jakimś szczególnym nalotem, tak jak to czynili dawni mistrzowie, Kazimierz Kamiński, Kazimierz Junosza-Stempowski, Jan Świderski, Tadeusz Łomnicki. Bieniewski nawet odpowiada, dlaczego tak się dzieje, dlaczego charakterystyczność bywa spychana na boczny tor, ale jednocześnie bodaj nie wierzy, że czas metamorfoz minął i daje na to przykłady. Dowiedz się więcej »Ile twarzy aktora?

Maciej Prus laureatus

Tym razem jurorzy nie mieli wątpliwości i ich werdykt był jednogłośny: Wyzwolenie Wyspiańskiego w reżyserii Macieja Prusa wznosiło się wysoko ponad wszystkie rozpatrywane telewizyjne spektakle sezonu 2007/2008. I w ten to sposób ufundowana przez Klub Krytyki Teatralnej doroczna nagroda im. Stefana Treugutta za najwybitniejsze osiągnięcie w dziedzinie teatru telewizji trafiła w ręce znanego reżysera.

Teatr telewizji szczycący się w Polsce wspaniałą tradycją i osiągnięciami artystycznymi na miarę europejską, ten teatr, którego widowiska przykuwały do telewizorów miliony Polaków i który czerpał pełnymi garściami z literatury polskiej i z wielkiej literatury światowej – ostatnimi laty wytracał swoją energię, słabł ilościowo i co najgorsze – artystycznie, jego przeciętny poziom zaś obniżał się systematycznie, dorównując zaledwie popularnym telewizyjnym serialom, których mnogość zalewa ekrany. Gdzie te przedstawienia, z niezapomnianymi kreacjami najwybitniejszych polskich aktorów teatralnych i filmowych? Gdzie reżyserzy kreujący barwne, wstrząsane konfliktami światy?

Dowiedz się więcej »Maciej Prus laureatus

Tadeusz Fijewski: Notes

W pierwszych latach po II wojnie światowej, gdy wspominano krytycznie międzywojenne dwudziestolecie, pojawiło się słynne zdjęcie przedstawiające przyzwoicie ubranego mężczyznę, kroczącego po warszawskiej ulicy z wielkimi tablicami niesionymi niczym ornat z przodu i na plecach, na których widniał wielki napis: „Przyjmę każdą pracę”. Był to rozpaczliwy gest inteligenta nie mającego środków do życia.
Nie ulega wątpliwości, że bezrobocie, szczególnie dotkliwe w latach kryzysu, świadczyło o słabości młodego państwa obok Berezy Kartuskiej (w której haniebnie więziono polityczną opozycję), będącej drugą ciemną kartą ówczesnych stosunków społeczno-politycznych. I o tym właśnie jest ten spektakl Jerzego Antczaka według scenariusza Zdzisława Skowrońskiego pt. Notes (1969). Przy czym nie jest to tylko studium wspomnianych problemów społeczno-politycznych, ale przede wszystkim studium psychiki ludzkiej, która musi się uporać z materialną degrengoladą człowieka.
Już w pierwszej scenie widowiska pojawia się postać złachanego mężczyzny, rozklejającego nekrologi na cmentarnym murze – to bezrobotny, jak się później okaże – zdeklasowany inteligent o nazwisku Poraj. I to nazwisko szlacheckie, wywodzące się od znanego herbu, jest sygnałem wysłanym przez autora, że mamy do czynienia z przyzwoitym człowiekiem, którego stosunki społeczne zepchnęły na dno nędzy. Tego człowieka gra Tadeusz Fijewski. Gra go tak, że rola ta przyniosła mu wielki laur sławy i zapisała się trwale w historii teatru telewizji.

Dowiedz się więcej »Tadeusz Fijewski: Notes

Czytane w maszynopisie:

Oblicza Teatru TV

Prawie jednym tchem przeczytałem „Teatr Telewizji. Przeżyjmy to jeszcze raz” Henryka Bieniewskiego. Tytuł nieco wymijający, ale zakładam, że roboczy, zresztą – ważniejsza zawartość. Bieniewski, sam niegdyś dyrektor Teatru TV (w latach 1968-1975), prowadzi przez dzieje telewizyjnej sceny nie jak historyk archiwista, topiąc czytelnika w gąszczu statystycznych i mało istotnych informacji, ale jak miłośnik, który wyłuskuje spośród dobrych 4-5 tysięcy spektakli (ile tego było, nikt na dobrą sprawę nie wie) te, które najgłębiej zapadły mu w pamięć.

Powstał w ten sposób unikatowy przegląd znakomitych przedstawień, dający wyobrażenie o tym, jaką potęgą był Teatr TV (choć, rzecz jasna, zawsze można się dopominać o nieobecne w tej książce, a bardzo ciekawe wieczory teatralne, pamiętając jednak, że to Autorowi przypada tu rola ostatecznego arbitra).

Dowiedz się więcej »Czytane w maszynopisie:

Posłanie kongresowe

Szanowni Państwo,

Z prawdziwą satysfakcją gościmy Was w Polsce na XXVI Kongresie Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych w Warszawie.

 

Spotykamy się, by przedyskutować problem funkcjonowania „teatru poza teatrem”, a więc, by tropić i zdefiniować w teatrze niekonwencjonalne rozwiązania artystyczne. Teatr w Polsce, dynamiczny i różnorodny, jest dobrym terenem do prześledzenia tych zjawisk. Wśród wielu warto zwrócić uwagę na dwa symptomy: wyraźną dominację inscenizatora na scenie, zaś w dramaturgii – zarówno oryginalnej, jak i w adaptacjach – zdecydowaną przewagę optyki socjologicznej. Co wiąże się w konsekwencji z odwrotem od szeroko pojętej dramaturgii klasycznej. Zapraszając wszystkich na Warszawskie Spotkania Teatralne mamy nadzieję, że zrodzą one u Państwa jeszcze wiele innych refleksji.

Dowiedz się więcej »Posłanie kongresowe

HENRYK BIENIEWSKI. Portret krytyka

Wchodzę do mieszkania. W centralnym miejscu pokoju stoi biurko, na nim stoi nieśmiertelna maszyna do pisania i urzęduje leniwy, pręgowany kot – nieodłączny towarzysz swego pana w chwilach weny twórczej. Moją uwagę przyciąga niesamowita ilość książek. Większość z nich to literatura dramatyczna, wszystkie numery ,,Dialogu” od 1956 roku, pozostałe półki zajmują pozycje ,,wokół teatru”.Osobne miejsce w pokaźnej, domowej bibliotece wypełniają książki o Powstaniu Warszawskim. Pokaż mi swoje księgozbiory, a powiem Ci, kim jesteś. Księgozbiór Henryka Bieniewskiego znakomicie charakteryzuje jego właściciela, któremu pozazdrościć można kondycji intelektualnej, przedwojennej klasy, skromności i ogromnej wiedzy, ale także doskonałej orientacji w bieżącym życiu teatralnym.

We wstępie do jednej ze swoich książek napisał: ,,Magiczny świat teatru […] może wypełnić nie tylko jeden wieczór, ale może stać się siłą przewodnią na długie lata”1. Z całą pewnością potwierdza tę tezę swoim życiem. [Na zdj. pierwszy z lewej podczas uroczystości wręczenia Nagrody im. StefanaTreugutta]

Dowiedz się więcej »HENRYK BIENIEWSKI. Portret krytyka

RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

Trudna to sesja terapeutyczna dla gości zebranych na sali. Nie wypowiada się tu głośno słowa na „Ż”, nie patrzy zbyt głęboko w oczy. A jednocześnie wymaga się konfrontacji, nabrania dystansu, może nawet uśmiechu.

Nowy projekt Teatru Żydowskiego to quasi-dokumentalny spektakl wyreżyserowany przez Wojciecha Klemma, zrealizowany w konwencji grupowej psychoterapii. W grupie wsparcia spotykają się młodzi Polacy, którzy nie mieli pojęcia o swoich żydowskich korzeniach. Część była ochrzczona, wychowywała się w chrześcijańskich rodzinach, Żydzi funkcjonowali w ich świadomości mniej lub bardziej powiązani z pewnymi stereotypami. Splot przypadkowych okoliczności sprawia, że dowiadują się o swoim pochodzeniu, a to zmusza ich do zbudowania na nowo swojej tożsamości. Dowiedz się więcej »RODZINY, KTÓRYCH NIE MA, CZYLI ANONIMOWI ŻYDZI POLSCY

BLIZNY

Nakładem wydawnictwa Dobra Literatura ukazała się druga powieść Katarzyny Michalik-Jaworskiej (poprzednia Pomyślę o tym jutro spotkała się z uznaniem czytelników i recenzentów), zatytułowana BLIZNY, rzecz o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Publikujemy za zgodą wydawcy fragment tej powieści:

Anna odwiedzała nas co tydzień. Z czasem co dwa tygodnie. W ferie i wakacje przyjeżdżała na dłużej. Z Jankiem. Bez NIEGO. Przywoziła jedzenie, nowe ubrania dla nas, bo ze starych wyrastaliśmy w zastraszającym tempie. Zawsze na odchodne mierzyła nas w pasie, w ramionach, w długości i zapisywała to skrupulatnie w swoim kalendarzyku. I za każdym razem kiwała ze zdumienia głową, że zdążyło nam przybyć tych kilka centymetrów. Przez większość czasu gotowała na kolejne dni, sprzątała dom dziadków, słuchała naszych opowieści, podpisywała uwagi w dzienniczku, rozliczała pieniądze z dziadkami. My bawiliśmy się z Jankiem, właściwie niewiele ją widując. Wieczorem wspólnie oglądaliśmy film, a nazajutrz szliśmy na poranną mszę. Po niedzielnym obiedzie wyjeżdżała, zostawiając dziadkowi plik banknotów.

Dowiedz się więcej »BLIZNY

Naznaczeni

Dziwny zbieg teatralnych okoliczności… „Morfina”, spektakl Teatru Śląskiego im. S. Wyspiańskiego z Katowic zaprezentował się na tegorocznych 35 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Następnego dnia TVP Kultura przedstawiła inscenizację „Broniewski” Teatru Wybrzeże z Gdańska.

 

Dziwny zbieg okoliczności, pomyślałam, bo oba te spektakle splatają się w dwugłos o Polsce, polskości, determinacji narodowej, losie pokoleń ojców i dziadów, których doświadczenia oddziałują na ich potomków.

Dowiedz się więcej »Naznaczeni

GÜNTER GRASS nie żyje

13 kwietnia 2015 w Lubece zmarł GÜNTER GRASS (ur. 16 października 1927), wybitny pisarz niemiecki, laureat Nagrody Nobla (1999), autor Blaszanego bębenka, doktor honoris causa uniwersytetów w Poznaniu i Gdańsku, Honorowy Obywatel Miasta Gdańska (1993), rzecznik polsko-niemieckiego pojednania.

Po splątanych ścieżkach

Urodzony w Gdańsku, w rodzinie mieszanej, pochodzenia kaszubsko-niemieckiego, stał się piewcą rodzinnego miasta i pojednania – sam o sobie mawiał, że jest Kaszubą. Pod koniec wojny powołany do Wermachtu, ranny pod Cottbus w kwietniu 1945, trafił do niewoli amerykańskiej. Po wojnie próbował sił w wielu zawodach, był m.in. górnikiem, terminował u kamieniarza. Studiował rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie (1948-1951) i Berlinie (1953-1956). Związał się z Grupą 47, skupiającą pisarzy niemieckojęzycznych o antyfaszystowskich zapatrywaniach. Wielokrotnie demonstrował swoje lewicowe przekonania, wspierając kampanie wyborcze Willy’ego Brandta – z SPD wystąpił w roku 1993, kiedy socjaldemokraci opowiedzieli się za zaostrzeniem prawa azylowego.

Dowiedz się więcej »GÜNTER GRASS nie żyje

KSIĄŻKA AKTORKI DO CZYTANIA „NA WYRYWKI”

Anna Lutosławska, wybitna aktorka krakowska i wrocławska, zawsze zajmowała się także wieloma innymi dziedzinami działalności. Była pedagogiem w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Brała udział w jury rozmaitych konkursów recytatorskich dla młodzieży. Udzielała się w pracy charytatywnej. Interesowała się fotografią. Ale przede wszystkim malowała akwarele i pisała książki.

W literaturze ma już pokaźny dorobek. Nie trafiłam na wiersze, ale czytałam dramaty i prozę. Ostatnio nawet recenzowałam jej wspomnienia pt. „Moje skojarzenia zapisane w brulionie”, wydane przez Wydawnictwo WAM (Kraków 2014). W 2015 roku wydawnictwo WAM opublikowało jej „NIE-dyskretnie prawdziwe historie”. Są to opowieści różnych ludzi – bliskich, kolegów z pracy w teatrze, telewizji czy filmie, przyjaciół, znajomych i przypadkowospotkanych nieznajomych. Były opowiadane głośno lub w cichych zwierzeniach. Czasem są „z drugiej ręki” relacjonowane przez innych. Bywały zasłyszane przypadkiem albo niedyskretnie podsłuchane.

Dowiedz się więcej »KSIĄŻKA AKTORKI DO CZYTANIA „NA WYRYWKI”

Na jubileuszu

Zakończyło się święto teatru, bo takim zawsze są Warszawskie Spotkania Teatralne. Czciły zarazem Międzynarodowy Dzień Teatru, bo odbywały się w tygodniu, w którym przypadał, ale też obchodziły jubileusz 35-lecia. Z tej okazji przypomniano, zarejestrowane na taśmie filmowej pamiętne spektakle z ubiegłych 35 lat, m.in.: „Dziś są moje urodziny”, niedokończoną inscenizację Tadeusza Kantora, zaprezentowaną na XXI WST (1992), „Wyzwolenie” – reż. K. Swinarski (1974), „Zbrodnia i kara” – reż. A. Wajda (1987) , „Ślub” – reż. J. Jarocki (1992).

INNOŚĆ BOLI

Tegoroczne Warszawskie Spotkania Teatralne wieńczyła „Iwona, księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza w reżyserii Agaty Dudy-Gracz Teatru im. S. Jaracza z Łodzi. Spektakl dynamiczny, barwny, aluzyjnie nawiązujący do innych utworów tegoż autora. Jest w nim operetkowość, dzięki efektownej oprawie plastycznej, bogatej formie muzycznej i wokalom Mai Kleszcz, jest też „Ślubny”„palic”, a i w tym dramacie bieg wydarzeń zmierza do ślubu.

Dowiedz się więcej »Na jubileuszu

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.