Przejdź do treści

Loża


Autorski przegląd teatralny, nieoficjalny dodatek Yoricka.
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

TEATR I PRZEDSTAWIENIE WARTE TOURNEE PO POLSCE

Bożena Frankowska pisze o Scenie Marionetkowej przy Warszawskiej Operze Kameralnej:

1. Rododwód Sceny Marionetkowej.

Scena Marionetkowa przy Warszawskiej Operze Kameralnej została założona przez Stefana Sutkowskiego. W 1979 roku. Niemal w 200 lat po otwarciu w Starej Oranżerii teatru dworskiego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego (10 września 1788 roku) i uroczystości odsłonięcia pomnika króla Jana III Sobieskiego zwycięzcy nad Turkami pod Wiedniem (12 IX 1683). I niemal w 200 lat od udostępnienia tego teatru na przedstawienia zespołu Wojciecha Bogusławskiego, który podczas remontu Teatru Narodowego na Placu Krasińskich dawał tu, za zezwoleniem Króla, od 12 czerwca do 8 września 1791 roku dwa razy w tygodniu przedstawienia publiczne (dostępne za biletami).

Dowiedz się więcej »TEATR I PRZEDSTAWIENIE WARTE TOURNEE PO POLSCE

PO CO BYĆ JAK KRAWCZYK?

Dalibóg, coraz częściej nie pojmuję, jakimi kryteriami kierują się dyrektorzy teatrów i reżyserzy wybierając teksty do realizacji na scenie. Oferta repertuarowa teatrów jest coraz bardziej mizerna i poszukiwanie „polskiego Szekspira” – coraz dramatyczniejsze. Na scenę wchodzą sztuki słabe, których nie jest w stanie uratować żadna ekwilibrystyka inscenizacyjna. Czy chodzi tutaj o własne reżyserskie ego, czy o złaknioną takowego tematu publiczność? W Teatrze Miejskim im. W. Gombrowicza w Gdyni gdyński reżyser-dokumentalista filmowy, Andrzej Mańkowski, zrealizował własną sztukę „Być jak Krzysztof Krawczyk”, podążając śladem takich realizacji, jak: „Być jak John Malkovich”, „Być jak Kazimierz Dejna”, „Być jak Marylin Monroe”… Tylko po co być jak Krzysztof Krawczyk? Średniej klasy piosenkarz, o niezłym głosie, z kilkoma przebojami, uwielbiany przez nasze babcie… Niestety, osnuty na Krawczyku spektakl nie daje odpowiedzi na to zasadnicze pytanie. Dowiedz się więcej »PO CO BYĆ JAK KRAWCZYK?

Śmierć się bawi

Janusz Wiśniewski wraca do Moliera. Niedawno dał „Szkołę żon” w łódzkim Powszechnym, a teraz Uczone białogłowy w Ateneum pod zmienionym tytułem Dziewice i mężatki. Na dobrą sprawę autorski teatr Wiśniewskiego zaczął się właśnie od Molierowskiego Chorego z urojenia. Wprawdzie wówczas niewiele się zostało z tekstu Moliera, zaledwie jeden monolog, ale przesłanie spektaklu pozostawało w zgodzie z tą klasyczną komedią. I wówczas Wiśniewski zmienił tytuł – przedstawienie nazywało się Panopticum à la Madame Tissaud. Wielkie umieranie, czyli czarna śmierć. Paris 1680. Wywarło wielkie wrażenie – młody reżyser zademonstrował swój odrębny teatr z własnym, charakterystycznym językiem i motywami.

Dowiedz się więcej »Śmierć się bawi

Walczak z placu Grzybowskiego

Na scenie pojawia się od 35 lat. Ale jak to w teatrze bywa, dopiero w ostatnich latach Jerzy Walczak wyszedł z cienia i zaczął być widoczny.

 Stało się to od chwili, kiedy zagrał Starego Doktora w spektaklu Noc całego życia Teatru Żydowskiego wedle scenariusza Ryszarda Marka Grońskiego. Korczak, rola główna i tak ważna w polskiej historii, nie mogła już zostać niezauważona. I nagle okazało się, że pracuje obok nas od lat świetny aktor Teatru Żydowskiego, którego nie dostrzegaliśmy.

Dowiedz się więcej »Walczak z placu Grzybowskiego

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MORDERCA SŁÓW

O HAMLECIE Krzysztofa Garbaczewskiego w Narodowym Starym Teatrze:

Lubię wracać do spektakli, które widziałem przed wieloma miesiącami, czy wręcz latami. Zdarza się, że odkrywam je wtedy na nowo, jak gdyby po raz pierwszy. Premiera to w teatrze przecież jedynie umowny znak, pierwszy przystanek do dojrzałości. Może powinno się zatem pisać recenzje po dziesiątym albo setnym spektaklu? Autorska rubryka pozwala na oderwanie się od szantażu aktualności, dlatego chciałbym napisać o Hamlecie w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego w Narodowym Starym Teatrze, spektaklu, który miał premierę w poprzednim sezonie. Powód jest nieco wstydliwy. Ten Hamlet mi się śni. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Został we mnie jak nieodkurzany spam w komputerze albo odkrywana po wielu miesiącach wiadomość umieszczona w folderze „inne” na Facebooku, rodzaj wirusa. Wcale nie chcę wyzdrowieć.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MORDERCA SŁÓW

Umberto Eco nie żyje

W piątek 19 lutego, w wieku 84 lat zmarł pisarz, eseista, mediewista, filozof i bibliofil, estetyk i publicysta, teoretyk postmodernizmu Umberto Eco (ur. 1932). Mimo ogromnego powodzenia jego dziel i powszechnego uznania nie został laureatem literackiej Nagrody Nobla.

Po ukończeniu studiów filozoficznych pracował w telewizji RAI (do roku 1958). Po uzyskaniu stopnia doktora wykładał estetykę w Turynie i Mediolanie – od roku 1971 związał się uniwersytetem w Bolonii, gdzie został kierownikiem pierwszej we Włoszech Katedry Semiotyki. Uznany za autorytet w tej dziedzinie, wykładał na czołowych uniwersytetach europejskich i amerykańskich. Wyniki swoich dociekań przedstawił m.in. w książkach: Dzieło otwarte (1962), Pejzaż semiotyczny (1972), a także w pracach z zakresu estetyki, m.in. Sztuka i piękno w średniowieczu (1987). Wielkim powodzeniem cieszą jego felietony ogłaszane od roku 1965 roku na łamach „L’Espresso”, drukowane potem w zbiorach, m.in. Zapiski na pudełku od zapałek (1993). Zaskoczeniem był jego błyskotliwy debiut powieściowy, Imię róży, a następnie kolejne misternie skonstruowane powieści, będące mistrzowskim połączeniem sensacyjnej akcji, obserwacji obyczajowej i rozprawy filozoficznej: Wahadło Foucaulta (1988) i Wyspa Dnia Poprzedniego (1994). Eco głosi obowiązek bawienia czytelnika: „powieść winna dawać rozrywkę również, i przede wszystkim, poprzez kontrukcję wątku fabularnego”.

Dowiedz się więcej »Umberto Eco nie żyje

Wielka Pani scenografii

W piątek, 12 lutego zmarła Xymena Zaniewska-Chwedczuk, wybitna polska artystka, architekt, scenografka, projektantka mody, producentka, duch opiekuńczy polskiej sztuki telewizyjnej. Jej sylwetkę kreśli Tomasz Miłkowski:

Rozległość jej talentu i niepospolita energia sprawiły, że jej dorobek jest imponujący. Przed odejściem zdążyła przy ogromnym wsparciu syna i męża opublikować monumentalny album-książkę „Xymena – zapiski i rysunki”. O tej książce napisałem entuzjastyczne kilkanaście zdań w „Dzienniku Trybuna”, ale tak się złożyło, że tekst ukazał się w dniu, kiedy odeszła na zawsze. Tydzień wcześniej (3 lutego) w Instytucie Teatralnym odbyła się promocja tej książki. Autorka i bohaterka była nieobecna, było wiadomo, że jest chora. Zamiast Niej została odtworzona z offu piosenka „Pani X przeprasza” w wykonaniu Małgorzaty Niemirskiej z towarzyszeniem Alibabek, pochodząca z telewizyjnego show Jeremiego Przybory i Grzegorza Wasowskiego, tak właśnie zatytułowanego. O książce rozmawiali więc jej współtwórca, autor wspaniałego opracowania graficznego Iwo Zaniewski, Mariusz Chwedczuk, a także Zofia Kucówna i Jarosław Kilian wraz z redaktorką tomu Teresą Drozdą. Kiedy któremuś z rozmówców zdarzało się mówić o Xymenie Zaniewskiej-Chwedczuk, że była taka lub taka, Mariusz Chwedczuk cierpliwie poprawiał: Ona nie była, ale jest, ona przecież jest, ona żyje, tylko jest chora. Najwyraźniej w ten sposób chciał zatrzymać przeczuwaną przez wszystkich nieuchronność odejścia artystki.

Dowiedz się więcej »Wielka Pani scenografii

Nudne żerowisko w Teatrze Wybrzeże

Oskalpowany Farenheit 451 – ocenia Alina Kietrys:

Różne rzeczy widziałam w teatrach w ciągu wieloletniego sekundowania poczynaniom artystów. Staram się zazwyczaj szukać tzw. dobrych stron w twórczych propozycjach, ale też zdarza się, że kończy się moja taryfa ulgowa, szczególnie jeśli to teatr zawodowy i z aspiracjami. Tak było tym razem. Teatr Wybrzeże z wielkim zadęciem zapowiadał spektakl Fahrenheit 451 , który przygotowywał reżyser „zdolny i utalentowany”. Marcin Liber, nagradzany 45-latek, obdarzony „Laurem Konrada” tym razem związał się literacko, a ściślej dramaturgicznie z Marcinem Cecko, 35-letnim byłym poetą neolingwistycznym i dramaturgiem, który współpracował z sukcesami przez kilka ostatnich lat z Krzysztofem Garbaczewskim. W tym duecie zasłynęli m.in. realizacją wychwalanego spektaklu Życie seksualne dzikich wg tekstów antropologa Bronisława Malinowskiego i nagradzaną Iwoną księżniczką Burgunda Gombrowicza. Sława i wcześniejsze sukcesy były więc artystyczną rękojmią pary Liber – Cecko.

Dowiedz się więcej »Nudne żerowisko w Teatrze Wybrzeże

CIERŃ

Ten spektakl boli, uwiera jak tkwiący pod skórą cierń. Stawia pytania, na które nie ma dobrych odpowiedzi, na które chyba w ogóle nie ma odpowiedzi.

Przedstawienie „… coś jeszcze musiało być”, reżyserująca je na scenie Teatru Żydowskiego, Izabella Cywińska utkała z prozy Hanny Krall. Ułożyła z tekstów dających świadectwo czasu Holokaustu, mówiących o zagładzie, o zbrodni, o najtragiczniejszych wyborach przed jakimi człowiek stawiał człowieka.

Dowiedz się więcej »CIERŃ

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: RYTUAŁ SPEŁNIENIA

Przesłuchanie jakich wiele. Oskarżający i oskarżeni. On wydaje się dziwnie usłużny, oni podekscytowani, niezdarni. Są aktorami, ale źle grają wyluzowanie. Tak zaczyna się Rytuał Ingmara Bergmana w reżyserii Iwony Kempy w Teatrze im. Słowackiego.

Oskarżonymi są w spektaklu artyści, nieszczególnie wybitni, za to na pewno niestabilni emocjonalne. A kim jest oskarżyciel w przejmującej kreacji Sławomira Maciejewskiego? Może sumieniem, może lustrem, albo zwykłym urzędnikiem. Jak to u Bergmana, żadnych pewników, jasnych odpowiedzi.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: RYTUAŁ SPEŁNIENIA

„…coś jeszcze musiało być” w Teatrze Żydowskim – kolejny powiew zmian

I znowu o Żydach… – mówią postacie na scenie, otwierając spektakl. I znowu o Żydach, przeczytam potem w komentarzach internetowych. W dodatku w kontekście Zagłady. No właśnie – o Żydach… Czy jednak, widząc paloną na wrocławskim rynku kukłę, nie chce się krzyknąć, że to wciąż za mało? Że może „Harry Potter” jest całkiem niezłą powieścią, ale niekoniecznie obowiązkową w lekturach szkolnych. Nie kosztem np. Hanny Krall. Nauka o godności człowieka, o jego społecznej afiliacji, niezależnie od religii, narodowości, czy koloru skóry musi być wpajana od wczesnej młodości. Inaczej pozwalamy na arogancję kolejnych pokoleń.

Dowiedz się więcej »„…coś jeszcze musiało być” w Teatrze Żydowskim – kolejny powiew zmian

Hamlet wg braci Presniakow

Tomasz Miłkowski o spektaklu „Udając ofiarę” w reżyserii Krystyny Jandy w Och-teatrze:

Minęło 10 lat od polskiej prapremiery tej sztuki, która już wcześniej triumfalnie obiegła wiele scen europejskich. Rosyjski Hamlet, bo tak pisano o dramacie barci Presniakow, ukazywał świat pogruchotanych wartości, jakie pozostały po pierestrojce. Odwrót od komunizmu otwierał drogę w nieznane. I o tych czasach, kiedy dokonano mordu na starym porządku (jak na Hamlecie czy ojcu Wali), opowiadają autorzy, strwożeni światem, który wypadł z formy. Jak u Szekspira. Wszystko to, rzecz jasna, w tonacji groteskowej, ale z przymieszką rosyjskiego liryzmu.

Po 10 latach Krystyna Janda wraca do tej sztuki, ale zaciera bezpośrednie związki z epoką bolszewicką. Rezygnując z odniesień do tamtego poukładanego (choćby na opak) świata odnajduje w utworze braci Presniakow opowieść o zderzeniu pokoleń, o pustce, jaka wyziera z ideałów neokapitalizmu. Nasz bohater, Hamlet-Wala (Adam Serowaniec) nie może się w tym zmieścić i dlatego musi ten świat unicestwić.

Dowiedz się więcej »Hamlet wg braci Presniakow

Dyptyk Williamowo (nie)poskromiony. Część pierwsza, szczera, kielecka: Być i Współodczuwać nad Mieć

O ukochanej sztuce Williama Shakespeare’a, doścignięciu krytyczki przez inscenizację, wyrastaniu z nadmiaru rzeczy i dojrzewaniu do szczerych uczuć. „Poskromienie złośnicy” w reżyserii Katarzyny Deszcz na scenie kieleckiego teatru im. Stefana Żeromskiego okiem, duszą i piórem Anny Rzepa Wertmann.

Historia o zagubionym spektaklu

Wrzesień 2014 roku, po osiemnastu latach budowy Gdański Teatr Szekspirowski nareszcie otworzył podwoje – pierwszy Festiwal „na własnej podłodze i pod własnym dachem (i to jakim…). Dla mnie mój własny pierwszy w życiu, wyczekany „Szekspirowski”! Tak skutecznie robiłam za „latającą krytyczkę”, iż nie ustrzegłam się gafy debiutantów: terminy nałożyły się na siebie, oba były zbyt ważne. Takim to sposobem „Poskromienie złośnicy”, które Katarzyna Deszcz wyreżyserowała na kieleckiej scenie „Żeromskiego” w kwietniu 2014 roku (by potem przywieźć je do Gdańska i koniec końców dostać wespół z zespołem za tę inscenizację Złotego Yoricka), doścignęło mnie (gapę nie krytyka!) w …ostatni piątek stycznia 2015 r.

Dowiedz się więcej »Dyptyk Williamowo (nie)poskromiony. Część pierwsza, szczera, kielecka: Być i Współodczuwać nad Mieć

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ

Nie boję się Virginii Woolf ze spektaklu Jacka Poniedziałka w Teatrze Polonia. Nie boję się jej, bo irytuje mnie i nudzi.

Poniedziałek w dużym stopniu jest współodpowiedzialny za nowy boom w polskim teatrze na klasyczną amerykańską dramaturgię. Jego przekłady sztuk Tennesse’go Williamsa, również „Kto się boi Virginii Woolf?” Albee’go, przywróciły blask tej nieco już zapomnianej literaturze. Jeden z aktorskich symboli nowego polskiego teatru, jako tłumacz nie bawi się w grandilokwencję. Jest niegrzeczny i błyskotliwy, niekiedy wulgarny, zawsze przejmujący. Udała się także pierwsza duża reżyserska praca Jacka Poniedziałka, który po kilku niezależnych próbach, w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu wspaniale wyreżyserował „Szklaną menażerię” Williamsa. Można było oczekiwać, że „Kto się boi Virginii Woolf?” będzie co najmniej podobnym spełnieniem. Nic z tego.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MARGINESY

POWIEDZ SWÓJ TEKST w reż. Glena Cullena w Teatrze Bez Rzędów

Czasami warto zboczyć z głównego, utartego szlaku recenzenckich wycieczek i rozejrzeć się po marginesach. Z dala od teatrów repertuarowych, obłaskawionych przez krytyków, bo już z widzami bywa różnie, działają w Krakowie liczne zespoły nieinstytucjonalne. Spotkanie z tego rodzaju twórczością może okazać się bardzo pouczające.

Na krakowskim Kazimierzu, w Teatrze Bez Rzędów przy ulicy Krakowskiej, obejrzałem spektakl Powiedz swój tekst w reżyserii od jakiegoś czasu dobrze zadomowionego w Polsce Glena Cullena, artysty związanego z amerykańskim teatrem niezależnym.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MARGINESY

Politycy i sztuczna krew

Tomasz Miłkowski o premierze JULIUSZA CEZARA w warszawskim Teatrze Powszechnym:

Manipulacja, demagogia, cyniczna gra, wszystkie chwyty dozwolone. To nie jest świat miłych pań i panów, choć niektórzy uchodzą za szlachetnych. Za ludzi honoru. To świat polityki, w którym liczy się tylko zwycięstwo.

Taki obraz rzeczywistości wyłania się ze spektaklu Barbary Wysockiej w Teatrze Powszechnym, choć Szekspir został tu przykrojony do wymiarów naszych czasów. Kończący spektakl fragment z wystąpienia Wojciecha Jaruzelskiego, ogłaszającego wprowadzenie stanu wojennego, miał uświadomić opornym widzom, że mowa tu była o polityce dzisiaj uprawianej. Takie uwspółcześniające doraźne podpórki są świadectwem niewiary we własne siły. Skoro przez dwie godziny nie udało się widzów przekonać, aby zaczęli się bać, to na koniec trzeba ich ich postraszyć Generałem: Uwaga, autorytaryzm nadchodzi, jak grzmiała jedna z posłanek w naszym Sejmie.

Dowiedz się więcej »Politycy i sztuczna krew

Wizja lokalna Hamleta – „Udając ofiarę” w reż. Krystyny Jandy na deskach Och-Teatru

Tomasz Domagała pisze na swoim blogu http://domagalasiekultury.blog.pl :

Wala, główny bohater sztuki „Udając ofiarę” braci Priesniakowów, pracuje w policji, zajmując się na co dzień odgrywaniem ofiar przestępstw podczas wizji lokalnych. Udaje też ofiarę w życiu prywatnym. Osierocony właśnie przez ojca, nie mogąc pogodzić się z tym faktem, obarcza winą za rodzinną tragedię swoją matkę oraz brata zmarłego – Piotra. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że matka z wujem mają się ku sobie, co zaognia konflikt między nimi a młodym człowiekiem. Dramat rozpoczyna się snem, w którym ojciec Wali nawiedza go, oskarża swoją żonę i brata o morderstwo oraz nakazuje synowi zemstę.

Dowiedz się więcej »Wizja lokalna Hamleta – „Udając ofiarę” w reż. Krystyny Jandy na deskach Och-Teatru

Grzęzawisko

O spektaklu Agnieszki Przepiórskiej „Wojna to tylko kwiat” pisze Tomasz Miłkowski:

Światem wciąż wstrząsają zbrodnie wojenne. Dowiadujemy się o nich dzięki korespondentom wojennym, którzy ryzykują wszystko, aby o nich opowiedzieć.

To o jednej z nich, dziennikarce zainfekowanej potrzebą tropienia zbrojnych konfliktów, opowiada spektakl Agnieszki Przepiórskiej „Wojna to tylko kwiat”, grany od niedawna w offowym Teatrze WARSawy.

Dowiedz się więcej »Grzęzawisko

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: U KRESU SIŁ

HRABINA BATORY w reżyserii Wiktora Rubina:

Chyba tracę cierpliwość. Byłem zaintrygowany Joanną Szaloną i prawdziwie zafascynowany Carycą Katarzyną duetu reżysersko-dramaturgicznego Wiktor Rubin i Jolanta Janiczak, ale z każdym kolejnym przedstawieniem tej pary jest coraz gorzej. Hrabinę Batory z Teatru Żeromskiego w Kielcach obejrzałem resztką sił. Wszystko w tym przedstawieniu jest udawane: głębokie treści, feministyczne zaangażowanie, teatralny eksperyment.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: U KRESU SIŁ

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.