Kamasutra w Teatrze na Woli
Katarzyna Michalik-Jaworska pisze rozczarowana Kamasutrą:
Ten, kto wybiera się na sztukę „Kamasutra” do warszawskiego Teatru na Woli zwiedziony tytułem oczekując przełamywania kolejnego tabu, zawiedzie się sromotnie. Zawiedzie się jednak również ten, kto oczekuje traktatu filozoficznego. Kamasutra – w założeniu sceniczna wersja oryginalnego hinduskiego traktatu Watsjajany nie ograniczająca się do rozkoszy cielesnej, czy poradnictwa technik seksualnych. Aldona Figura, autorka spektaklu kładzie nacisk na jej funkcję przewodnictwa w innych strefach życia ludzkiego: „Kamasutra (…) mówi też o otoczce i aurze, które towarzyszą pożądaniu – sposobach uwodzenia, miłosnych rytuałach. Opisuje też jak urządzić mieszkanie, organizować dzień, co pić i czego nie pić, jak spędzać czas z przyjaciółmi. Jest oczywiście mowa o romantycznych chwilach, patrzeniu w księżyc, słuchaniu muzyki, ale jest też dużo pragmatycznych porad, pokazujących związek między seksem a pieniędzmi. Jest cały rozdział o kurtyzanach, ale jest też cały rozdział o obowiązkach żony”.
Jednym z podstawowych mierników znaczenia i rangi artystycznej krytyki jest harmonizowanie obserwacji jednostkowych przejawów sztuki z formułowaniem ocen sytuujących to, co estetycznie konkretne, incydentalne w ramach szerszych artystycznych procesów. W dziedzinie krytyki teatralnej, jak w każdej innej, harmonizacja taka, choć pożądana nie bywa atoli zbyt łatwo osiągalną. Krytykowi wypowiadającemu się od premiery, do premiery, trudno ad hoc tworzyć syntezy, czy natychmiastowe uogólnienia. Siadając za biurkiem teatralny krytyk koncentruje się na analizie, opisie dopiero, co obejrzanego spektaklu. Sytuacja wymagająca szybkiej reakcji ogranicza zakres refleksji. Uogólnieniom potrzebny jest dystans. Odsunięcie od codziennego teatralnego zgiełku i wrzawy, owszem, osiągalne bywa na piętrze teatrologii., Ale tam powoduje z kolei utratę świeżości spojrzenia, kontaktu z bieżącą teatralną praktyką. A jednak!.. Mimo wszystko bieguny doraźnie recenzenckiego i syntetyczno-teatrologicznego oglądu teatru mogą się do siebie przybliżać. Całkiem wyraźnie, zaznacza się to w dorobku takich krytyków jak Jan Kott, Konstanty Puzyna, Marta Fik, czy Andrzej Żurowski
W ponad pół wieku od spektakularnego debiutu Karin Stanek powstaje monodram, w którym Agnieszka Wajs brawurowo wciela się w postać pierwszej polskiej „rokendrolówy”. Prapremierowy pokaz odbędzie się 22 lutego 2013 w Teatrze Korez.
Wczorajszą premierą Irydiona Zygmunta Krasińskiego warszawski Teatr Polski wszedł w swoje drugie stulecie. Andrzej Seweryn nawiązał tą premierą do inauguracji Teatru przez Arnolda Szyfman, oddając hołd swemu założycielowi i sternikowi, obierając od teraz jego imię. Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana podtrzymuje swoje najlepsze tradycje, jednak nie z głową do tytułu, ale w świadomych wyborach wielkiego repertuaru. Świadczą o tym plany roku jubileuszowego. Czekają nas jeszcze premiery Fredrowskiej Zemsty, nowej sztuki Sławomira Mrożka Karnawał i Wesela Wyspiańskiego.
Krytyka jest sama w sobie sztuką. I tak jak twórczość oznacza funkcjonowanie zmysłu krytycznego, bez którego nigdy by nie powstała, tak krytyka jest twórcza w najwyższym tego słowa znaczeniu. Krytyka jest w gruncie rzeczy jednocześnie twórcza i niezależna. (…) Tak samo nie wolno oceniać krytyki według płaskich kryteriów naśladownictwa czy podobieństwa do pierwowzoru, jak nie wolno na podstawie takich kryteriów oceniać dzieła poety czy rzeźbiarza. Stosunek krytyka do krytykowanego dzieła jest taki sam, jak stosunek artysty do widzialnego świata uczucia i myśli. Krytyk może osiągnąć perfekcję w swej sztuce niezależnie od wartości materiału, na którym pracuje. Wystarczy mu byle co.
Tomasz Miłkowski pisze w „Przeglądzie” (nr 5/2013) o premierze Pod Akacjami Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego na scenie Mrowisko w Teatrze Rampa:
Mary Stielow pisze po zakończeniu Sydney Festival 2013, w którym uczestniczyło 750 artystów z 17 krajów i ponad pół miliona widzów:
Bogusław Kierc, aktor, reżyser, pedagog, ale przede wszystkim Poeta i niedościgniony znawca poezji Juliana Przybosia (pamiętna książka Wzniosły upadek anioła, 1992) obchodzi 70. rocznicę urodzin. Jubilatowi Yorick kłania się nisko, mając w pamięci jego kreacje, niezrównaną, subtelna interpretację wierszy Adama Mickiewicza (Mój trup) i… wierszy Bogusława Kierca (Zaskroniec), o dawnych wyprawach w krainę filmu nie zapominając (Popioły Andrzeja Wajdy).
Kiedy spektakl się rozpoczyna, na scenę wkracza rodzina Walezjuszów i Henryk z Nawary. Król Karol (Marcin Hycnar) w rozchełstanej koszuli, najwyraźniej lekceważy ceremoniał. Ciągnie swoją siostrę Margot jak ofiarne jagnię przed ołtarz. Jeszcze nie wie, że i on będzie ofiarą. Zaślubiny Margot z Nawarczykiem pieczętuje wewnętrzny pokój religijny.
Krystyna Janda sprawiła sobie prezent. Z okazji 60. urodzin wyreżyserowała Zmierzch długiego dnia, amerykański klasyk, opromieniony gwiazdorskimi obsadami na Broadwayu i w adaptacjach filmowych, i zagrała w nim główną rolę, o której marzy niejedna aktorka. Jak to jednak bywa z marzeniami, rzadko się spełniają. Tym razem było inaczej, choć nadzieje na zbudowanie przełomowej roli raczej zawiodły.