Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Dygresje greckie: Światła

Pół kilometra od naszego brzegu jest niewielka wysepka Koronisi, wznosząca się kilkadziesiąt metrów nad poziomem morza. Jest maleńka i niezamieszkała, choć stoi tam parę budynków, a wśród nich mała kaplica. Oglądana z góry (co mi umożliwia Google Earth) przypomina ekierkę – pitagorejski trójkąt prostokątny. W ciągu dnia dopływa tam kilka osób, przeważnie kajakiem lub rowerem wodnym. Raz widziałem pływaka bez sprzętu. Wystartował z Tolo, dopłynął, otrzepał się i zniknął wśród zarośli. Nie widziałem, żeby wracał. Może jeszcze tam jest.

Gdy zapada mrok, Koronisi rozbłyskuje dziesiątkami świateł. Latarnie – zdaje się zapalające się automatycznie dzięki włącznikom zmierzchowym – rozstawione są co kilkanaście kroków wzdłuż dwóch dróg, z których jedna prowadzi do domków koło plaży, druga wiedzie w górę, do kaplicy. Świecą sobie a muzom, bo na wyspie wtedy nikogo nie ma, nikt tam też wówczas nie dopływa. Oświetlona jest tylko droga, domki kryją się w cieniu i ukrywają za drzewami. Wyglądają jak niepotrzebny już plan filmowy. A kaplica Świętych Apostołów, stojąca tam już przeszło 150 lat, tonie w mroku: ostatnie palące się lampy stoją ze dwadzieścia metrów od niej. W dzień widać, że jest urokliwa i nie dziwota, że niekiedy są tam organizowane śluby i sesje zdjęciowe. W nocy po prostu jej nie ma.

Jest w tym jakiś głęboki sens: jeśli ktoś wstępuje na jakąś drogę, to zwykle chce nią podążyć do jakiegoś celu. Ten cel jest mu zazwyczaj znany, więc nie trzeba go wydobywać z mroku czy stwarzać z nicości: jak dotrzemy, to zobaczymy, czyśmy dotarli tam, gdzie chcieliśmy. Ale żeby dojść do celu, trzeba najpierw wytyczyć drogę, albo znaleźć już wytyczoną. Wtedy  światło w mroku  bardzo się przydaje. Czasem zresztą po przejściu pięknej, łatwej, trudnej, brzydkiej drogi okazuje się, że na końcu nie ma niczego, albo jest nie to, czego szukaliśmy. Ale to nasza wina, bo obraliśmy zły cel, albo oświetlona droga zwiodła nas swoją jasnością.

Napisałem kiedyś dla jednej pani wiersz, kończący się apostrofą: jesteś drogą i celem drogi. I dlatego zafascynowała mnie nocna topografia wysepki Koronisi: pięknie oświetlona na początku i piękna sama w sobie droga zaginęła w mroku, a cel zniknął w ciemnościach. Piękna pani zresztą też. Światło poniekąd zgasło, ale wiersz pozostał. Jest tak samo bezużyteczny jak światła na Koronisi. Cel, jeśli tam w ogóle istnieje, znika, gdy zapalają się światła.

I tak dobrze, bo bywa, że wymarzony cel przekształca się w celę.

Światło najbardziej przydaje się, gdy jest jasno. Gdy zapada mrok – zapalenie światła mrok ten jeszcze pogłębia: ciemność wokół oświetlonego fragmentu jest ciemniejsza, niż gdzie indziej, gdzie taki kontrast nie występuje. Wracałem kiedyś z Giewontu w dniu 1 listopada, bo poszedłem z rodziną obejrzeć światła na cmentarzach z góry. Skorzystaliśmy z ostatniej kolejki, przed sezonowym remontem wyjeżdżającej na Kasprowy, przetruchtaliśmy na Giewont, było jasno i żadnych świateł na cmentarzach nie było widać. A potem nagle zaczęło być widać, a my z przerażeniem przypomnieliśmy sobie, że mamy do pokonania parę kilometrów przeważnie przez las i 1000 metrów w dół. Wybraliśmy drogę przez Bacuch i Przełęcz w Grzybowcu, co było nierozsądne. Przed Grzybowcem weszliśmy w las i zapaliliśmy latarkę. Było strasznie. Latarka wydobywała z mroku parę metrów kwadratowych drogi, nie wiedzieliśmy, czy to jeszcze ścieżka czy już nie, czy idziemy po płaskim czy na łeb na szyję w dół. W końcu zgasiliśmy światło i zrobiło się jaśniej.

Doszliśmy bez strat własnych, nawet bateria w latarce się nie wyczerpała. Bo światło w nocy tylko kadruje obraz, bardziej ukrywając to, co jest obok niż odsłaniając to, co oświetla.

Na odległej o pół kilometra Koronisi nie widzieliśmy domów ani kościoła. Widzieliśmy drogę, która prowadziła do nikąd. Ale widzieliśmy całą wyspę, bo nad Peloponezem i zatoką Argolidzką święcił księżyc, może nie w pełni, ale wystarczający. I tak potwierdziła się znana od wieków opinia, że Księżyc jest bardziej przydatny niż Słońce, bo świeci wtedy, kiedy jest ciemno.

Rano światła nad Koronisi zgasły i znów było wszystko widać.

Maciej Pinkwart

11 października 2026

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.