Jeszcze niedawno wydawało się, że to nas nie dotyczy. Owszem, gdzieś za wielką wodą, w Stanach albo w Szwecji, zdarzało się, że w szkole szalał nożownik, ale nie w Polsce. Może wśród dorosłych. Ale nie w szkole. Tymczasem małymi kroczkami, nożownicy pojawili się w szkołach, nawet podstawowych.
Na razie to incydenty, jeszcze nie wirus. Może coś więcej niż incydenty, ale jeszcze nie choroba, która uchwycona w porę może ustąpić. Rząd zabrał się do roboty, sięgając po dostępne środki prewencji, bo żartów nie ma. Ciekawe, że znaleźli się idioci, którzy w tym zapobieganiu widzą środek do poprawy notowań. Kto ostrzy noże?
Tomasz Miłkowski
