Loża: Lewe interesy
„Centrum Warszawy. Mikołaj Krawczyk, Błażej Stencel, Olga Łasak, Paulina Lasota, Jacek Lenartowicz, Tomasz Dedek, Bartosz Obuchowicz, a nawet Piotr Zelt – wszyscy zostali przyłapani na lewych interesach. Śledczy ustalili, że głównym sprawcą całego zamieszania okazał się znany polski reżyser Jerzy Bończak, który w swojej przeszłości maczał już palce m.in. w takich produkcjach, jak „Prezent urodzinowy”.
W taki nietypowy sposób nęci publiczność warszawski Teatr Capitol, gdzie na afiszu pojawiły się „Lewe interesy” w reżyserii Jerzego Bończaka, cenionego specjalisty w branży fars, który od lat dowodzi swoich umiejętności w tym wymagającym gatunku. „Lewe interesy” są mu w dodatku dobrze znane, bo już reżyserował je niemal 20 lat tem w Komedii (to była polska prapremiera), sam z powodzeniem grając rolę jednego z bohaterów. Tamtą premierę skwitowałem bez mała entuzjastyczną recenzją polecając ją wszystkim wielbicielom legendarnej komedii „Pół żartem pół serio”. Sztuka skrojona była bowiem wedle dobrego przepisu: jeśli coś się czymś wydaje, to na pewno tym nie jest, a Jerzy Bończak akcję poprowadził w taki sposób, że widz do samego końca nie przewiduje, czym to się skończy.
Po tych dobrych doświadczeniach Bończak wrócił do sprawdzonej farsy, jak prawdziwy fachowiec i tym razem wyprowadzając widzów w pole, a jednocześnie pilnując świętych zasad prowadzenia zabawy w farsie, a to znaczy, aby drzwi (odpowiednie) otwierały się (w odpowiednich momentach) albo nie (również w odpowiednich momentach).
Szczególne zadanie miały do wypełnienia występujące na zmianę w roli tancerki Merry Magdalena Dwurzyńska i Olga Łysak, wybranki mafiosa, musiały bowiem sprostać płynnemu wygłoszeniu dwóch monologów rzekomo wyjaśniających nieporozumienia, których zawiłość nie pozwalała nikomu w niczym się zorientować. Sprawiały jednak wrażenie precyzyjnych wyjaśnień, zamykając usta niedowiarkom. Nic dziwnego, skoro wypowiadane były w tak zawrotnym tempie, że wszystkim zapierało dech.
W tej udatnej farsie błyszczą też inni, a na szczególne wyróżnienie zasłużył Bartosz Obuchowicz, który tak prawdziwie wcielił się w nieudacznika, że widz ma ochotę mu pomagać. Nie sposób też nie wspomnieć o Sebastianie Konradzie, który w roli niejakiego Buldożera, bezwzględnego egzekutora szefa gangsterów, który tak naprawdę muchy by nie skrzywdził, trzyma niebywale odstręczające miny, że może się w nocy przyśnić.
Innymi słowy: zabawa przednia, choć na początku wygląda niewinnie. A do tego giętki przekład Elżbiety Woźniak, także specjalistki do tzw. lekkiego repertuaru, który wymaga finezji i wyczucia subtelnych odcieni humoru.
Tomasz Miłkowski
LEWE INTERESY ROBINA HAWDONA, reż. Jerzy Bończak, tłum. Elżbieta Woźniak, scenografia Marek Chowaniec, kostiumy Iga Sylwestrzak, oprac. muz. Małgorzata Małaszko – Stasiewicz, projekt plakatu Oskar Sobolewski, Kier. produkcji i asystent reżysera Monika Lewicka, Teatr Capitol, Warszawa, premiera we wrześniu 2026.
