Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Loża: Bal w operze, czyli diabli biorą

Nie mogę znaleźć egzemplarza „Balu w operze”. Kiedyś wyjmowałem, żeby coś sprawdzić w tekście, ale widocznie potem nie odłożyłem na miejsce i teraz szukaj wiatru w polu. Diabli wzięli. Mam wprawdzie inne wydanie, ale niepełne, bez cytatów z Apokalipsy i z wykropkowanymi słowami powszechnie uznanymi za obelżywe.

Niełatwe było bowiem życie tego poematu. Napisany przed wojną, w roku 1936, ukazywał się we fragmentach, w całości krążył tylko między przyjaciółmi, po wojnie znowu w kawałkach i dopiero w roku 1982 w całości. Tuwim tego nie doczekał. Najwyraźniej poemat budził lęk, parzył jak gorący kartofel.

Poemat katastroficzny, apokaliptyczny, satyryczny, szczytowe osiągnięcie poezji Tuwima – tak o nim pisano, ale unikano albo obchodzono bokiem. I dzisiaj brzmi wywrotowo. Ostro. Jego grozę przywraca do życia Artur Barciś w swoim monodramie granym w Teatrze Polonia. A jednocześnie uzmysławia jego napięcia między światem żarłocznej, bezmyślnej konsumpcji a światem cichym, wypełnionym mrówczą pracą i światem ludzi głodnych, dla których rozpasanie balowiczów trąci zbrodnią. Czuje się, że wielkie żarcie odbywa się kosztem tych wszystkich cichych, zapracowanych, zatłuczonych, odrzuconych, pozbawionych prawa do własnej twarzy.

Barciś buduje świat pełen skrajności, napięć, rozpoczynając spektakl niczym pokaz rewiii. Wspina się jak zwinny kot po żelaznych schodach wybudowanej przez scenografa Wojciecha Stefaniaka piętrowej konstrukcji, z bocznymi przejściami, zakratowanymi drzwiami, rurą jak w lokalu ze striptizem, drabiną i rozstawionymi w kilku punktach ogromnymi marionetami, które zagrają potem, a nawet pod koniec zatańczą z aktorem taniec śmierci.

Najpierw jest trochę śmieszno, ale potem coraz bardziej straszno, bo ze wszystkich stron wychylają się ciekawskie oczy tajniaków, bo ruja i poróbstwo, wielkie żarcie i popisy demonstracyjnego bogactwa, naigrywającego się z biedy. Niebawem, zmieniając nastrój, prowadzi aktor – jak chciał poeta – w polskie świtanie, w budzenie się do codzienności świata pracy, ale i w poranek zaspanej jeszcze przyrody, nęcącej swoim zamglonym pięknem.

Do tego wszystkiego istne prestidigitatorstwo recytacji (przyspieszenia i zwolnienia tempa, staccato, głośno, cicho), aby dotrzymać kroku słowotwórczemu szaleństwu poety, który uwalnia słowa spod kontroli, aby szalały, figlowały, małpowały i trwożyły nieprawdopodobnymi zbitkami brzmieniowymi, demaskujące płytkie komentarze i głupotę prasy komentującej wszystko ”ideolo”- gicznie, prymitywnym, pozbawionym racjonalnego myślenia wykrętem. Tę surową Tuwimowską ocenę wzmacnia dodatkowo wprowadzone tło wideo, w którym zmontowane fragmenty rozmaitych autentycznych wypowiedzi wielkich i mniejszych tego świata negliżują świat tonący w ksenofobii, nienawiści do innego i pogardzie dla słabszego.

Słowa wzmacnia Artur Barciś ostrym makijażem rozbrykanego klowna, szalejącego po scenie w wirze i zdumiewającym wciąż ruchu (kilka razy zjeżdża po wspomnianej rurze), a by odsłonić twarz umęczoną światem nieczułym na prawdziwe cierpienia i zagrożenia. Towarzyszy mu muzyka Jerzego Satanowskiego, w dużej mierze oparta na kompozycjach do spektaklu „Tuwim dla dorosłych” (Teatr Muzyczny Roma, 2011), ale specjalnie zaaranżowanej i ułożonej tak, aby komentowała zmienność tempa wypowiedzi i nastrojów pojawiających w tekście poematu. Od czasu do czasu słychać w niej echo niegdysiejszych spektakli Janusza Wiśniewskiego.

Ten monodram to wielkie zwycięstwo Artura Barcisia – aktora i reżysera, debiutującego w teatrze jednego aktora, który z poematu Tuwima wydobył drzemiącą w nim grozę. Wprawdzie Piotr Matywiecki, autor księgi „Twarz Tuwima”, uważa, że jak na poemat apokaliptyczny „Bal w operze” to tekst za mało zaskakujący i pozbawiony eschatologicznej perspektywy, ale Barciś swoim monodramem dowodzi, że to poemat drapieżny, groźny i, co więcej, nadal mocny i diabelnie współczesny, że dotyczy naszej egzystencji, lęków i trwogi tu i teraz. Dowodzi, że poemat ten domaga się czytania na głos, a jeszcze lepiej wykonywania na scenie, że jest w nim silny potencjał teatralny albo jak kto woli: performatywny.

Wrażenie, jakie wywołuje ten jednoosobowy spektakl, wynika także z budzącego podziw warsztatu aktora, jego techniki mówienia, choreograficznej biegłości, wszechstronnych umiejętności powoływania do życia rozmaitych odcieni emocjonalnych, nastrojów i utrzymywania rytmu.

Tomasz Miłkowski

BAL W OPERZE Juliana Tuwima, reżyseria Artur Barciś, muzyka Jerzy Satanowski, scenografia Wojciech Stefaniak, kostiumy Zuzanna Markiewicz, wizualizacje Franciszek Barciś, światło Waldemar Zatorski, konsultacja choreograficzna Anna Iberszer, Teatr Polonia, premiera 25 września 2026,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.